Posts Tagged „katastrofa smoleńska”<

Państwo do godz. 16

11 kwi 2011

Autorski przegląd prasy

Relacja z obchodów pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej to temat numer jeden wszystkich dzienników.

Wczorajsze wydarzenie w charakterystyczny dla siebie sposób relacjonuje „Gazeta Wyborcza” w tekście „Żałoba i pogarda”. Dziennikarze GW zobaczyli w niedziele dwa światy.  „Najpiękniejszym pomnikiem ofiar jest pomnik wspólnoty” – cytują wypowiedź prezydenta Komorowskiego na Powązkach.  I przeciwstawiają je słowom Kaczyńskiego. Prezes wołał przed Pałacem Prezydenckim, że rządzący dziś „nie mają prawa wypowiadać się w imieniu Polski.

Gazeta zauważa, że jeszcze przed obchodami rocznicy katastrofy smoleńskiej wiadomo było, że wspólnego przeżywania tragedii nie będzie.

Dlaczego? To  w komentarzu wyjaśnia czytelnikom Jarosław Kurski. A pisze tak:

„Kampania wyborcza PiS rozpoczęta. Zrobił to Jarosław Kaczyński w rocznicę tragedii 10 kwietnia. W stylu IV RP. Podeptał uczucia rodzin ofiar, które po ludzku wzywały do uszanowania tego jednego, jedynego dnia. Zlekceważył nawoływanie Kościoła do skupienia i powagi. Jego partia gremialnie zbojkotowała oficjalne uroczystości, jak gdyby chodziło o wrogie państwo”.

I dalej: „Zwolennicy prezesa trzymali w rękach krzyż i różaniec, a jednocześnie lżyli najgorszymi słowy polski rząd i prezydenta. Było to najbardziej pogardliwe wystąpienie wobec Polaków, jakie się dało słyszeć w ostatnich latach. Od czasów komunistycznej dyktatury nikt z taką bezczelnością nie wykluczał swoich adwersarzy ze wspólnoty narodowej”.

Marek Magierowski w komentarzu „Rz” widzi to inaczej: „Wspólnoty nie można zbudować na zadekretowanej odgórnie amnezji. Można ją stworzyć jedynie poprzez konkretne działania, które przybliżą nas do prawdy o Smoleńsku. Wydaje się jednak, że dla rządzących i dla niektórych mediów ważniejszy od wspólnoty wszystkich Polaków jest sojusz „oświeconej” części polskiego społeczeństwa z narodem rosyjskim. Podczas gdy każde najdelikatniejsze słowo krytyki wobec premiera Tuska, prezydenta Komorowskiego czy Kremla jest wyrazem fanatyzmu, rusofobii i „spisienia”, każdy policzek, który spotyka nas ze strony Rosji, jest natychmiast i po wielekroć usprawiedliwiany”.

I chyba ma rację: można ładnie, w żałobnej tonacji mówić o wspólnocie, narodowej dumie i jedności, paląc znicze ku pamięci ofiar. Nie przykryje to jednak złości, upokorzenia i bezsilności. Uczuć, które sporej części Polaków towarzyszyły przez ostatni rok. Trudno  je będzie okazjonalnymi przemowami wyciszonych dżentelmenów zakrzyczeć.

Zamieszanie z wylotem prezydenta, pozbawienie się jakiegokolwiek wpływu na prowadzone śledztwo, setki zapewnień i deklaracji ze strony rządu, że współpraca z Rosją układa się wzorowo, nieszczęsny raport MAK z pijanym generałem na czołówkach światowych mediów, zupełnie skandaliczna postawa premiera, twierdzącego przez rok, że konwencja chicagowska jest podstawą prowadzonego śledztwa. I ten spokój, że wszystko jest ok.

„GW” dziwi się, że wielu obywateli pamięta i rozszarpuje rany. Wybaczyć nie chce. Bo państwo ich zawiodło.

Przed tragedią jakże naiwnie sądziłem, że pod tym całym cyrkiem wydumanych politycznych sporów, koterii, medialnych potyczek rozpalonych głów – gdzieś tam  za kurtyną kryje się prawdziwe państwo. Że gdzieś tam w zaciszu gabinetów, rządowych gmachów siedzą ludzie, którzy nad wszystkim panują i czuwają nad państwem. A w krytycznej chwili są w stanie zareagować całą jego mocą.

Teraz wiem, że gabinety tamtego dnia stały  puste. Bo pracujący tam ludzie wyszli z nich o 16. I na tym kończy się ich państwo.

Rząd w bardzo niezręcznej sytuacji

17 sty 2011

Rzecznik prasowy Organizacji Międzynarodowej Lotnictwa Cywilnego (ICAO) stwierdził, że Polska nie będzie mogła odwołać się do tej instytucji od raportu MAK. – Kwietniowy lot Tu-154 był lotem państwowym, a nie cywilnym. Organizacja ICAO zajmuje się jedynie lotami cywilnymi – powiedział Denis Chagnon. Oznacza to, że ICAO nie przewiduje rozstrzygnięcia sporu między polskim a rosyjskim rządem.

Jego słowa potwierdzają sobotnią analizę „Rzeczpospolitej”. Wynikało z niej, że konwencja chicagowska nie ma zastosowania do katastrofy smoleńskiej, gdyż nie obejmuje ona lotów państwowych, w tym wojskowych. A MAK zapożyczył jedynie na potrzeby śledztwa załącznik 13. do konwencji – określający procedurę badania.

Zastosowanie załącznika nie wywołuje jednak żadnych skutków w świetle prawa międzynarodowego, w tym nie daje możliwości odwołania do instytucji międzynarodowych.

Cała ta sprawa stawia w bardzo niezręcznej sytuacji rząd oraz Donalda Tuska. Chodzi nie tylko o to, że na czwartkowej konferencji prasowej premier wykazał się nieznajomością sytuacji prawnej, w jakiej znalazła się Polska, kwestionując raport MAK, ale pokazuje też, że opinia publiczna przez dziewięć miesięcy karmiona była fikcją. Wysocy urzędnicy państwa, z szefem rządu na czele, po prostu nie wiedzieli, na jakiej podstawie prowadzone jest rosyjskie śledztwo, utrzymując, że była to konwencja chicagowska. Co gorsza, najprawdopodobniej przez ten czas nikt nie dokonał żadnej analizy prawnej prowadzonego przez Rosjan śledztwa.

Można powiedzieć nie bez gorzkiej ironii, że dobrze się stało, iż kwestia braku możliwości odwoławczych wyszła na światło dzienne tak szybko. Inaczej przez kolejne miesiące, a nawet lata, moglibyśmy żyć w przekonaniu, że możemy się odwołać.

Rząd powinien wyciągnąć z tego wnioski i jak najszybciej wziąć się do działania. Najlepszym rozwiązaniem – oprócz przedstawienia własnego rzetelnego raportu na temat przyczyn katastrofy Tu-154 – powinna być zakrojona na szeroką skalę ofensywa dyplomatyczna, która wywarłaby na Rosję presję światowej opinii publicznej, tak by pomogła w rzetelnym wyjaśnieniu przyczyn katastrofy smoleńskiej. Katastrofy, w której zginęli polski prezydent, a także m.in. wysocy oficerowie NATO.

Dziwne milczenie rządu

16 sty 2011

Nadal nie wiemy, na jakiej podstawie prawnej MAK prowadził badanie przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem. Dlaczego strona polska nie potrafi tego ustalić?

Z analizy w sobotniej „Rz” wynika, że konwencja chicagowska mogła nie obowiązywać przy badaniu przyczyn katastrofy Tu-154. Nie stosuje się jej do wypadków samolotów państwowych, w tym wojskowych. MAK wziął z niej jedynie procedurę badania katastrof (załącznik 13). Oznacza to, że rząd – wbrew słowom premiera Tuska – może nie mieć jak odwołać się od wyników raportu wynikających z konwencji.

Minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski odpowiada: „Nie mamy żadnej deklaracji ze strony rosyjskiej, że konwencja chicagowska strony rosyjskiej nie wiąże. Poczekajmy na informacje”. Postawa „poczekamy, zobaczymy” mocno dziwi. Od dziewięciu miesięcy najwyżsi przedstawiciele rządu informowali, że strona rosyjska działa według konwencji chicagowskiej, i jest nią związana. A teraz chce czekać na jej deklarację.

Zatem czy Polacy wiedzą, czy nie, na jakiej podstawie prawnej działał MAK? Czy istnieje jakieś polsko-rosyjskie porozumienie, umowa lub inny dokument wykazujący, że strona rosyjska zobowiązała się do działania według konwencji? Kiedy i między kim zostało zawarte?

Czy rząd zapyta stronę rosyjską, czy ta zamierza respektować przepisy konwencji? Uzyskanie tej deklaracji jest kluczowe, bo dotychczasowe wypowiedzi zdają się temu przeczyć. Według konwencji Polska ma prawo do odwołania, tymczasem MAK twierdzi, że raport jest ostateczny. Czas najwyższy na jasną odpowiedź premiera.

Najwyższy czas na dyplomacj

13 sty 2011

Jeśli nie ustali się faktycznych relacji między MAK a rządem Rosji, Donald Tusk, kwestionując raport o katastrofie smoleńskiej, zabrnie w ślepą uliczkę

Analiza „Rz”

Donald Tusk mówił, że Polska nie akceptuje raportu MAK, gdyż nasze zastrzeżenia nie zostały w nim uwzględnione. Jego zdaniem naruszono konwencję chicagowską, która mówi o konsultacjach w przypadku nieporozumień. Tych jednak nie przeprowadzono.

Premier przywołał art. 84 i 85 konwencji, które otwierają nam furtkę do wyrażenia sprzeciwu oraz określają tryb postępowania w razie sporu.

Sęk w tym, że w przywołanych regulacjach mowa jest o relacjach między państwami-stronami konwencji. Przedstawiony przez MAK raport nie jest tymczasem dokumentem rządowym Federacji Rosyjskiej, lecz instytucji o niejasnym statusie międzynarodowym. O wejście z nią w spór może być trudno.

To zaś, że Rosja nie zamierza być stroną w tym sporze, zapowiedział wyraźnie szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow. – Śledztwo prowadził MAK, który jest niezależną organizacją międzynarodową – podkreślił.

To stwarza zupełnie nową sytuację, gdyż wydawało się dotąd, że MAK działa na zlecenie, a nawet w imieniu rosyjskiego rządu. Rodzi się wiele pytań. Czy MAK jest związany zapisami konwencji chicagowskiej, skoro mowa w nim o państwach-stronach, a Kreml się od tego wyraźnie odcina? Jaki jest faktyczny status MAK na arenie międzynarodowej? Kto 10 kwietnia wyznaczył tę instytucję do badania katastrofy? Czy było jakieś porozumienie, na mocy którego uczynił to rząd Federacji Rosyjskiej? Czy polski rząd, akceptując model śledztwa, był świadomy całej sytuacji? Czy rola MAK była z Polską konsultowana?

Określenie relacji MAK – rząd Rosji jest kluczowe dla ustalenia strategii działania polskiego rządu. Na razie wydaje się, że premier porusza się na oślep, powołując się na przepisy, których zastosowanie będzie kwestionowane.

Wizja nieprzychylnego raportu wisiała nad nami od ponad dwóch miesięcy, kiedy otrzymaliśmy wstępną jego wersję. Dlaczego już wtedy nie powołano zespołu ekspertów, którzy opracowaliby analizę prawną dającą podstawę do dalszych działań?

Zawiodła też dyplomacja: świat usłyszał o polskim bałaganie i pijanym generale, a nie o naszych wątpliwościach co do rzetelności raportu.

Oczywistym instrumentem nacisku na Kreml powinna być teraz ofensywa dyplomatyczna na forum międzynarodowym, która skłoni Rosję do działania lub przekonania MAK do ustępstw.