Posts Tagged „Euro 2012”<

Infrastrukturalna zapaść

6 cze 2011

Autorski przegląd prasy

Za rok, 8 czerwca 2012 roku rozpocznie się Euro 2012. „Trudno się chwalić reprezentacją, ale jeszcze gorzej jest z terminową budową stadionów i autostrad” – pisze Polska The Times. O problemach infrastrukturalnych wspominają wszystkie dzienniki.

„Pod koniec czerwca do Sejmu trafi kolejny raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący przygotowań do Euro 2012. Znajdą się w nim informacje o nieprawidłowościach nieznanych dotąd opinii publicznej” – dowiedział się nieoficjalnie dziennik „Polska The Times”.

Już poprzedni raport NIK z ubiegłego roku był bardzo krytyczny wobec spółki PL.2012, której zarzucono niegospodarność, nadmierny wzrost wydatków i rozrost kadry kierowniczej. Kontrolerzy stwierdzili też wtedy opóźnienia aż 41 procent inwestycji związanych z Euro 2012. Informator gazety „Polska The Times” mówi, że tegoroczna kontrola nie przynosi jak na razie wyników świadczących o poprawie sytuacji.

O problemach infrastrukturalnych pisze też „Dziennik Gazeta Prawna”, który wraca do  kłopotów  z budową odcinka autostrady A2. Chińska Firma Covec powinna zapłacić 741 mln zł odszkodowania za niedokończoną budowę autostrady. Rzecz w tym, że nie ma żadnego majątku w Polsce, a jej gwarancje bankowe opiewają na zaledwie 130 mln zł.

DGP przypomina, że twardą reakcję na zatrzymanie budowy A2 zapowiedział premier Donald Tusk, a urzędnicy GDDKiA oficjalnie już poinformowali, że w takim przypadku będą dochodzić od firmy astronomicznej kary.

Tymczasem z informacji zebranych przez dziennik wynika, że to jednak puste groźby. Chińska firma nie dysponuje takim majątkiem.

Wygrywając przetarg w 2009 r. przedstawiła gwarancje bankowe na kwotę… 130 mln zł. „Gdzie był wtedy minister Cezary Grabarczyk i służby, które miały obowiązek dokładnie prześwietlić Chińczyków? – pyta były minister infrastruktury Jerzy Polaczek. Polski przedsiębiorca powiedział „DGP”, że w Szanghaju i Pekinie nie mógł znaleźć siedziby spółki. Gazecie zaś nie udało się dodzwonić pod chińskie numery telefonu podane na oficjalnej stronie COVEC.

Ale to jeszcze nie wszystko.

Od drogowego koszmaru, który czeka nas w wakacje rozpoczyna także „Rzeczpospolita”. W 400 miejscach rozkopane są drogi, 1400 km torów jest w remoncie. Sparaliżowany został kręgosłup komunikacyjny kraju, bo prace trwają na wszystkich kluczowych trasach łączących południe z północą Polski.

Jak się pozbyć Chińczyka

3 cze 2011

Kłopoty z budową Stadionu Narodowego w Warszawie i odcinka autostrady A2 po raz kolejny dobitnie pokazują, że niska cena nie zawsze idzie w parze z jakością. Tymczasem w polskich przetargach publicznych to ona jest podstawowym kryterium. Dlatego dobrze się stało, że nasi legislatorzy wreszcie dostrzegli, jakie zagrożenia mogą płynąć z przesadnych oszczędności.

Sejmowa komisja „Przyjazne państwo” właśnie zastanawia się nad przepisami, które skłoniłyby urzędników do brania pod uwagę w zamówieniach publicznych również innych czynników. Obecnie zamawiający rzadko je uwzględniają, wyraźnie bojąc się zarzutu niegospodarności ze strony organów kontroli. Te zresztą właśnie na kryterium cenowym opierają ocenę inwestycji. Ostatnie wydarzenia pokazują, że taka filozofia może prowadzić donikąd.

Zamieszanie na budowie odcinka autostrady A2 ma jeszcze jeden ciekawy aspekt. Cała sprawa może mocno przyhamować ekspansję chińskich firm budowlanych w Europie. Ukończona autostrada miała stać się przyczółkiem, który dzięki pozytywnym referencjom otworzy im drogę do inwestycji w innych krajach Unii Europejskiej. Po tej wpadce może być o wiele trudniej, gdyż zamawiający dużo uważniej będą się przyglądać ofertom Azjatów, czując jednocześnie presję rodzimej branży budowlanej. Ta zresztą na chińskiej wpadce może wyjść najlepiej.

Od samego początku wśród polskich przedsiębiorców pojawienie się kolegów z Państwa Środka wywołało spory niepokój – obawiali się utraty dużej części rynku budowlanego. Stąd też protesty wysyłane do Brukseli wskazujące na potrzebę zamknięcia przed Chińczykami europejskiego rynku, a także cichy ostracyzm branży w stosunku do firm, które zdecydowały się na kooperację z Azjatami. Teraz rynek odetchnął z ulgą, bo Chińczycy wywrócili się sami.

Wypada mieć nadzieję, że nasze państwo wyciągnie z tego wnioski i zmieni przepisy tak, aby zapobiegać podobnym wpadkom cenowym w przyszłości. A Chińczycy? Niech to będzie już ich zmartwienie.

Mit szybkiej sprawiedliwości

4 maj 2011

Do niedawna na stadionach piłkarskich mieliśmy sędziego głównego, technicznego i liniowych. Ostatnio dołączono dwóch sędziów bramkowych. Wiele wskazuje na to, że podczas Euro 2012 pojawi się kolejna nowość – sędzia odmiejscowiony.

To spektakularny pomysł naszego resortu sprawiedliwości. Celem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa podczas piłkarskich mistrzostw Europy. Miecz sprawiedliwości ma być wyjątkowo szybki. Zatrzymany pseudokibic zostanie osądzony od razu na miejscu – za pomocą połączenia wideokonferencyjnego.

Prokuratorzy już na internetowych forach żartują, że procesy powinny się odbywać podczas przerw, na płycie boiska, w obecności 50 tys.widzów. Widowisko byłoby nie lada, taki powrót do średniowiecza, kiedy nieszczęśników sądzono na rynkach miast i miasteczek.

Rzeczywiście, projekt ministerstwa trąci absurdem. Jako żywo przypomina osławione sądy 24-godzinne, które przez swój krótki żywot zajmowały się sądzeniem głównie woźniców i rowerzystów za jazdę po pijanemu. Czystym populizmem można nazwać argument, że dzięki sądom na stadionach uniknie się odbijania z policyjnych konwojów zatrzymanych. Bo nic nie wiadomo o tym, jakoby takie napady na konwoje były dotąd poważnym problemem.

Mało przekonujący jest też argument o szybkim tempie, w jakim sprawiedliwość dosięgnie pseudokibiców. Doświadczenia sądów 24-godzinnych pokazują, że szybko osądzić się nie da. Bo albo pseudokibic nietrzeźwy (a takiego sądzić nie wolno), albo nieletni, albo na dowód z monitoringu trzeba będzie czekać kilka dni, albo nie będzie obrońcy… A do tego większość pomeczowych burd wszczynana jest poza stadionami.

Pytanie więc po co to wszystko? Odpowiedź jest prosta. Akcja „kibic” wpisuje się w ton taniego piaru, którym raczy nas rząd Tuska, gdy pojawiają się jakieś problemy. Kibice demolują Litwę, na Legii rządzi „Staruch”, na meczach IV ligi tłuką się niemiłosiernie – trzeba więc pokazać, że coś robimy, nieważne jak, nieważny efekt, ważne, żeby było głośno i spektakularnie.

Dlatego dobrze się dzieje, że już teraz – zanim jeszcze przepisy zostały uchwalone, krytycznie reaguje środowisko prawnicze i Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego, która wcześniej wielokrotnie populistyczne zmiany w prawie karnym akceptowała bez protestu.