Posts Tagged „Anna Fotyga”<

I kto tu mówi o skandalu panie Graś?

15 lis 2010

- Absolutny skandal, ocierający się wręcz o zdradę – tak Paweł Graś, rzecznik rządu, mówił o wyjeździe Antoniego Macierewicza i Anny Fotygi do USA, gdzie będą apelować do republikańskich kongresmenów o pomoc w wyjaśnieniu katastrofy smoleńskiej. Reakcje polityka opisują dziś wszystkie ogólnopolskie dzienniki.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza” Fotyga i Macierewicz mają zabrać list prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Jego treść nie jest znana, ale według nieoficjalnych informacji prezes napisał, że śledztwo prowadzone jest w sposób niesuwerenny.

Według „Rzeczpospolitej” była szefowa MSZ i szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia katastrofy mają rozmawiać w USA m.in. o projekcie rezolucji,  którą w czerwcu zgłosił republikański kongresmen Peter King. Proponuje powołanie niezależnej międzynarodowej komisji do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej.

Zapowiedź wyjazdu oburzyła część polityków.  Jak pisze Polska The Times już dawno nie było takiej zgody pomiędzy Platformą Obywatelską a Sojuszem Lewicy Demokratycznej w ocenie wydarzeń toczących się na polskiej scenie politycznej. Politycy zarówno jednej, jak i drugiej partii niemal jednym głosem oceniają pomysł parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości.

Najostrzej zareagował jednak Paweł Graś. Jego wypowiedź dla radia ZET cytuje dzisiejsza „Rzeczpospolita”.

- Uważam, że to jest absolutny i totalny skandal, ocierający się wręcz o zdradę. Gdyby w każdych innych warunkach doszło do sytuacji, że mamy legalne państwo, legalny rząd, legalne władze, legalne instytucje i ktoś zwraca się do obcego mocarstwa mówiąc, że te instytucje są niewiarygodne, że to państwo jest nieważne, że to, czym to państwo się zajmuje budzi wątpliwości, (…) to jest sytuacja absolutnie skandaliczna i niedopuszczalna – powiedział rzecznik rządu.

Czy rzeczywiście tak jest?

Graś się myli, trudno nazwać zdradą zwracanie się przez polskich parlamentarzystów, z największej opozycyjnej partii o wsparcie do sojuszników. Trudno nazwać zdradą inicjatywę polityczną ludzi wybranych w demokratycznych wyborach, reprezentujących nie małą grupę obywateli, niezadowolonych z tego jak się sprawy mają.  Nieakceptujących postawy najważniejszych polskich instytucji, których pan Graś jest przedstawicielem, dla których sprawą bezdyskusyjnie priorytetową powinno być szybkie wyjaśnienie przyczyn katastrofy. Instytucji, które w sensie politycznym zrobiły niewiele aby sprawę wyjaśnić.

Mija 7 miesiąc od tamtego dnia. Opinia publiczna codziennie bombardowana jest rewelacjami: o złym szkoleniu pilotów, o tym kto siedział za sterami „Tutki”, o sztucznej mgle, a także o tym, że sprawy idą we właściwym kierunku, a współpraca z Rosjanami układa się wzorowo.

Mija 7 miesiąc i nadal nic nie wiemy. W zamian za to można usłyszeć: jest dobrze, zrobiliśmy wszystko na co pozwalały nam ramy prawne, a uwagi i pretensje kierujcie do niezależnego przecież Prokuratora Generalnego. Zlękniony, z pustką w oczach Seremet powtarza tymczasem jak mantrę: nie wiem, czekamy na dokumenty, realizację wniosków, a w zasadzie to współpraca z FR układa się bardzo dobrze.

Dlatego nie powinno bulwersować pana Grasia, że komfortowa pozycja, w jakiej ustawił się rząd Donalda Tuska w sprawie smoleńskiej jest dla wielu obywateli po prostu nie do zaakceptowania. Trudno bowiem zaakceptować fakt, że nie zrobiono nic aby zagwarantować sobie wpływ na prowadzenie śledztwa. Zignorowanie porozumienia z 1994 r. umożliwiającego wspólne badanie katastrofy, niewykorzystanie instrumentów presji międzynarodowej, nie udzielenie polskim prokuratorom wyraźnego i zdecydowanego wsparcia politycznego w kontaktach z rosyjskimi prokuratorami.To wszystko sprawiło, że nasz wpływ na przebieg śledztwa jest iluzoryczny. Efekty? Gnijący przez wiele miesięcy wrak samolotu, niezabezpieczony teren, ludzkie szczątki, odcięcie prokuratorów od jakichkolwiek materiałów źródłowych, przykłady można mnożyć.

A czas płynie. I wszystko to coraz mniej dziwi. Wiem, że to słowa i pretensje nie nowe, że wyprane politycznymi sporami uległy trochę denominacji. I ktoś zapyta, więc po co wciąż do tego wracać? Powodów jest  bardzo wiele, aż biją w oczy. Ale może nie o tym.

Zwykły obywatel może naiwnie wierzy, oczekuje od państwa, że w takich sytuacjach stanie na wysokości zadania. Wierzy, że instytucje w obliczu narodowej tragedii są silne i gotowe do bezkompromisowego, ponad politycznego działania w imię racji stanu. Świadomość że tak nie jest upokarza. Tylko, do życia w upokorzeniu jakoś trudno jest się przyzwyczaić.

I kto tu mówi o skandalu panie Graś?