Autorski przegląd prasy
„Podatki w górę“ – głosi czołówka „Wyborczej“. „Podatki nie wzrosną“ – uspokaja „Fakt“. No, zapowiada się rok pełen sprzeczności, skoro już na samym progu dwie czołowe gazety różnią się w przewidywaniu jednego z dwóch bezwzględnych pewników naszego życia. Skąd ta różnica?
„Fakt“ drukuje słowa premiera Tuska, który w wywiadzie zapewnia, że sam robił przed świętami zakupy i na własne oczy widział chleb baltonowski po 1,60; że waloryzacja emerytur to obowiązek rządu a nie uprzejmość (chociaż „sytuacja nie jest tak różowa jak kilka lat temu“ więc niech emeryt zna pańską łaskę); że tysiącczternasty Orlik został otwarty w Przasnyszu a niebawem koparki wyruszą też na budowę autostrad. I wreszcie: „nie przewidujemy w 2010 r. wzrostu podatków czy składek“.
„Wyborcza“ traktuje czytelników trochę poważniej, pisząc: „w 2010 r. obowiązuje taka sama skala podatkowa jak w 2009 r., takie same są koszty uzyskania przychodu i limity ulg. Można więc mówić o zamrożeniu podatków na poziomie z poprzedniego roku. Przy inflacji w praktyce oznacza to powolną podwyżkę podatków“. Autor tekstu przypomina poza tym historię, jak mechanizm waloryzacji progów podatkowych wyparowywał z przepisów podatkowych i nie zanosi się na to, by do nich wrócił. Jeśli do tego dodamy że państwo nie zapomina jednak o waloryzowaniu maksymalnych stawek podatków lokalnych (co oznacza, że co rok są nieco większe), to krótki artykulik w noworocznej „Wyborczej“ staje się wymownym podsumowaniem polskiej praworządności i relacji państwa do obywateli. I to bardziej boli niż wszystkie polityczne zadymy przed tegorocznymi wyborami, które prognozuje w kilku tekstach „Polska“.
Najlepszy jest artykuł Piotra Zaremby, który wybrnął z niewdzięcznego zadania: ciekawie i z jako-takim zaangażowaniem emocjonalnym podsumował drętwy pejzaż polityczny, w którym stoczą się co prawda „boje na śmierć i życie“ ale nic faktycznie to zmieni. Jakieś drgnięcia nastąpią w obszarze nastrojów: niemal pewny prezydencki sukces Tusk odniesie w atmosferze większego zniechęcenia wyborców i degrengolady swojej partii. „Kryzys Platformy rozłożony jest na raty, a Tusk osiągnie to, o czym marzył, nie będąc już kochanym przez Polaków, co najwyżej tolerowanym“.
Moją uwagę zwróciło to, jak często Zaremba w swym tekście sięga po jeden i ten sam przykład: czterokrotnie przywołuje Włochy a zwłaszcza karkołomne zabiegi o zapewnienie premierowi Berlusconiemu prawnej lub choćby faktycznej ochrony przed prokuratorami, raz nawet delikatnie sugeruje pewne typowo włoskie zjawisko, na literę „m“, które to słowo w polszczyźnie służy do nazwania gry towarzyskiej. Dwukrotnie przy okazji zapewnia, że „Polska to nie Włochy“ – no, na pewno, klimatem i jedzeniem różnimy się dramatycznie. Ale po dalszym rozwinięciu porównania na niwie polityki wiele sobie obiecuję i mam nadzieję, że Zaremba do niego wróci.
„Z punktu widzenia Polaka nie ma znaczenia, czy rządzi PiS czy PO. Najważniejsze jest bowiem, czy władza zbuduje drogę z Warszawy do Lublina lub sprawi, że na wsiach będzie działał internet. Tymczasem żadna z partii tego nie gwarantuje“ – mówi kilka stron dalej Paweł Śpiewak. Między nim a Zarembą ulokował się w „Polsce“ wywiad z Michałem Bonim, czyli tym, który ponoć zajmuje się konkretem rządzenia. Pełen dobrej woli wziąłem się za lekturę, zwłaszcza że zauważyłem w tekście słowa „Lublin“ i „internet“. Niestety, rację ma Zaremba, który złośliwie ocenia pracę Boniego jako „wieloletnie scenariusze i bombastyczne konferencje o tym, co ma się zdarzyć w 2015 roku – ale przecież nic z tego nie zostanie zrobione“. Wywiad z szefem rządowych ekspertów to gejzer nowomowy w duchu „krzywa rośnie“ (np. „poziom rotacyjności i dynamiki na rynki jest dużo większy niż 10 lat temu“, „utrzymanie współczynnika skolaryzacji edukacji wyższej“, „jedną z istotnych dźwigni rozwojowych jest uruchamianie potencjałów społecznych“).
Raz się ministrowi wymsknęło coś zrozumiałego. „Jednym z najważniejszych napędów rozwoju są ludzkie aspiracje. Nie wolno ich wstrzymywać. Nawet jeśli to dobra materialne (…) w oparciu o to generują się kolejne potrzeby jak w piramidzie Maslowa. Te wyższe potrzeby już się rozwijają, niektórzy mówią o całym wzorcu postmaterialnym społeczeństw rozwiniętych“. Filozofia polityki dobrego rządcy – dać parobkom dość żreć i opał na zimę, to zaczną robić wycinanki, może nawet chór założą. Jeszcze po drodze zdarzył się drugi odruch szczerości technokraty: oto skoro minister Hall chce wprowadzić elektroniczne legitymacje szkolne, to można „odejść od formuły dowodu osobistego i zastąpić go identyfikatorem tożsamości, który wydawać będziemy już dzieciom. Taki identyfikator (…) otwierałby dostęp do potrzebnych nam na styku z jakąś instytucją określonych informacji, w zależności do jakiego czytnika go przytkniemy“. Wiadomo, że dzieci wszystko gubią, więc na pewno nie ten, to inny ekspert rozsądnie zasugeruje, że lepiej ten chip wszczepić pod skórę, jak psom. W tym wypadku się nawet cieszę, że cały ten wywiad to bicie eksperckiej piany, z której nic się nie ziści.
„Za dziesięć lat dogonimy Portugalię, najbiedniejszy kraj starej Unii“ – ocenia „Wyborcza“. Wtedy zacznie się u nas ten „postmaterialny wzorzec“ Boniego. Na razie kręcimy się na jeszcze w orbicie chleba po 1,60 i ziemniaków, które premier kupował „po mniej więcej złotówkę za kilogram“. Nowy horyzont aspiracji wskazuje za to w „Wyborczej“ autorka kącika porad dodatku kobiecego: „homary po ok. stówy za sztukę“. Jeśli chodzi o konieczność zanurzenia zwierzaka żywcem w osolonym wrzątku, to „sposób jest humanitarny, bo homar ma system nerwowy mały jak u konika polnego i śmierć przychodzi bezboleśnie“. Nie bądźmy skąpi: „na dwie osoby jeden wystarczy, ale dwa to lepsza opcja, bo na niedojedzone resztki z homara jest masa pomysłów“.
Życzę czytelnikom wielu, wielu zbędnych stów, szerokich widoków ze szczytu piramidy Maslowa i jak najrzadszych kontaktów z ludźmi o sercu i sumieniu małym jak u konika polnego.
Tagi: autorski przegląd prasy








Jak tak dalej pójdzie, to nawet za dwadzieścia lat nie dogonimy Portugalii. Co najwyżej Albanię. Piramida potrzeb Maslowa u wszystkich ludzi jest identyczna.
Tylko dlaczego nie stać nas na jej realizację?
Ale ufam, że Polacy zaskoczą cały świat. Jak w roku 1978 i 1980!
Proponuję tym, którzy sądzą, że Albanię musimy doganiać, aby w celu poprawy warunków życia przenieśli się tam na stałe.
Glowa do gory!Bedzie dobrze miejcie wiare rodacy!-…i do pracy
Czemu p. Redaktor czepia się jak rzep tych samych przekaziorów i ich czołowych pismaków?
Może jakieś cytaty np. z Gościa Niedzielnego?
Oni tam mają lepsze Źródło Informacji – z Pierwszej Ręki – że tak powiem.
Kiedyś krążył dowcip na temat częstych i obfitych opadów, jeszcze w zamierzchłym systemie.
PO konsultacji z Niebem odpowiedź brzmiała: zas..ny ustrój wymaga solidnego płukania.
Coś mi mkówi, że historia zatacza kolejne koło.
Jak ten ślepy we mgle.
Z naszą obecną sytuacją jest podobnie jak z chlebem wg Pana Tuska ,niby cena taka sama ,ale waga coraz mniejsza no i za dużo chemii.
W Wielkiej Brytanii obywateli w kryzysie potraktowano obniżką podatków. U nas Donald T. kryzysem tłumaczy brak cięć podatkowych. Niby jedna Unia, a jakże inne spojrzenie na te same kwestie i odwrotne interpretacje… tylko ja wierzę Brytyjczykom, bo to Polacy jeżdzą „za chlebem” na Wyspę, a nie na odwrót. Czy ktoś mógłby odpowiedzieć na pytanie, dlaczego mimo tego, że polski minister Vincent Rostowski ma brytyjski paszport to po brytyjsku nie myśli?
Panskie zyczenia najmocniej, z odebranych, do mnie trafily. Wielkie dzieki za przywolanie tych klimatow. Tez mam mini system nerwowy. Nawet niezbednika inteligenta nie czytuje.
Ale przechowuje w pamieci przywieziona z Sybiru pyszna opowiesc majora Kaweckiego o tym jak bezprizorni palkownika swarili.
Ale o tym w nastepnym odcinku.
Zgodnie z wymogami krajowego politycznego establishmentu Minister Jacek Rostowski (w Polsce) ma swego blizniaka Jana Vincent-Rostowskiego w Wielkiej Brytanii (WB). Mysle, ze idzie o to aby pierwszy nie placil w WB podatkow od pensji Ministra w Polsce a drugi nie placil podatkow w Polsce za dochody z wynajmu nieruchomosci Vincent-Rostowskiego w UK. Ale to czysta spekulacja. Ponadto, wiesc gminna glosi,ze nasz Minister przebywa w Polsce 2-3 dni w tygodniu wiec i tak jest genialny i finansowo niezalezny wiec zaden Rysiek czy Grzesiek go nie kupi.
Ponadto Minister Jacek Rostowski poszedl w slady innego wielkiego Polaka z importu (Konstantego Rokossowskiego) i bez miejsca stalego zamieszkania w Polsce i obywatelstwa zostal ciupasem ministrem. Chwala Geniuszowi Kaszub za odwolanie sie do najlepszych tradycji obsadzania stanowisk rzadowych!
Panie Pawle,czytalem panskie teksty na blogu w Salon 24 i bardzo sie z nimi zgadzalem.
A opowiesci Boniego,to na to mam stary kawal -druga czesc „a ja se ne boje a ja mam raka”.
Wszystkiego najlepszego zyczy ten z trzeciego rzedu.
BALTONOWSKI
Za Kaczyńskiego
Chleb po 1,10 zł
Za Tuska
Chleb po 1,90 zł
z autopsji