Dlaczego złoty słabnie, a indeksy na GPW spadają w reakcji na problemy oddalonej o ponad 2 tys. km Grecji? Odpowiedź analityków brzmi: to efekt strachu o stabilność długu publicznego w Europie. Jest mało prawdopodobne, ale teoretycznie możliwe, że kłopoty jednego małego kraju uderzą rykoszetem w innych. Warto więc wiedzieć, jak działa strach.
Problemy nawet jednej mniejszej gospodarki mogą świadczyć o szerszym zjawisku. W tym przypadku jest to nadmierne zadłużenie krajów peryferyjnych Unii Europejskiej – Hiszpanii czy Portugalii. Naturalnie, rośnie ryzyko inwestowania w obligacje tych krajów.
Oto jeden z mechanizmów rozlewu strachu. Wiele funduszy kupujących obligacje działa w ten sposób, że zapożycza się na np. jeden dzień, następnego dnia zaciąga nowy dług, by spłacić ten starszy itd. Fundusze pożyczają na bardzo krótki okres i płacą niskie procenty, a pożyczone środki inwestują w papiery o dłuższym okresie zapadalności i wyższych odsetkach. Tak zarabiają. Jako zabezpieczenie wkładają ze swojego kapitału np. 10 proc. inwestowanej kwoty. Gdy rośnie ryzyko na rynku, pożyczający tym funduszom mogą zażądać większego zabezpieczenia – np. 20 proc. Fundusz musi więc sprzedać część posiadanych aktywów, by zapewnić większy wkład własny.
Gdy wielu graczy sprzedaje aktywa, ich ceny spadają. A tym samym kolejni muszą sprzedać jeszcze więcej papierów, żeby podnieść swoje wkłady własne.
Ostatni element układanki to brak przejrzystości, kto co ma i w co inwestuje. Od wszystkich funduszy żąda się podniesienia wkładu własnego. Sprzedawane papiery niekoniecznie muszą pochodzić z miejsca, gdzie wzrosło ryzyko. Teoretycznie jakiś fundusz może zbyć polskie obligacje, by podnieść wkład własny ze względu na wzrost ryzyka na południu Europy. Dochodzi do powszechnego i głębokiego spadku cen na różnych rynkach. Taką spiralę trudno zatrzymać. Dokładnie to wydarzyło się na świecie na przełomie 2008 i 2009 r. A teraz istnieją obawy, że może powtórzyć się na rynkach długu w Europie.
Tym razem jednak wzrost ryzyka obligacji państwowych nie jest tak uzasadniony jak przed rokiem w przypadku obligacji hipotecznych. Małe wciąż jest prawdopodobieństwo, że któryś z krajów Europy zbankrutuje. Dlatego ryzyko rozlewu strachu ciągle jest niskie.









A co z polskim długiem? W ciągu ostatnich dwóch lat wzrósł od 150 mld zł (to chyba bardzo krzepiąca informacja dla wielbicieli Tuska i jego ekipy). Tak a propos, to co się stało z tymi pieniędzmi? Może by Vincent (czy jak mu tam) Rostowski w końcu coś sensownego powiedział.
Wg prof. Gomułki (co to był wice-min finansów w „rządzie” Tuska, ale uciekł jak się zorientował z jakimi nieudacznikami ma do czynienia) deficyt budżetowy na rok 20100, ten realny, nie „oficjalny”, który bazuje na różnych sztuczkach księgowych i ukrytych długach, będzie wynosił co najmniej 100 mld!!!. A lud się cieszy i woła: jaki wspaniały Tusk nami rządzi. I to jest prawdziwy cud. Ale twarda rzeczywistość ma to do siebie, że prędzej czy później pojawi się nieodwołalne: sprawdzam. Już jest za progiem.
Ryzyko bankructwa w strefie euro nie istnieje, oswiadczyl pod koniec zeszlego roku szef EBC Trichet. Jego oswiadczenie ma juz oparcie w dzialaniach podjetych przez unie w celu ratowania Grecjii.
Natomiast nadal stnieje ryzyko walutowe krajow unii spoza strefy euro. Anatomia strachu to nieopdowiednie okreslenie dla tego co dzieje sie na rynku kapitalowym. Wszystko wyglada na przemyslana strategie – uszczknac tu i tam i uciec w odpowiednim momencie.
Też mam takie wrażenie, że te działania to przemyślana strategia. Ale co ma zrobić zwykły ciułacz? To napiszcie!
Panie Morawski! Polknal Pan przynete podstawiona Panu przez zachodnie srodki masowego przekazu o zagrozeniu systemu finansowego swiata z powodu Grecji i Portugali!
To mi przypomina tlumaczenia dyrektorow funduszy emerytalnych, ktorzy swego czasu tlumaczyli niskie dochody z powodu sniezyc w Mongolii, nie potrafiac udowodnic zwiazku z krajem i funduszem ktory mieli w opiece.
Teraz nawet w mediach amerykanskich jest modna Grecja.
A problemem nie jest jakis maly kraj w Europie, ale Chiny ktore zapowiedzialy to, ze beda sie wyzbywac dolarow jako rezerwy a w to miejsce zwiekszaja rezerwy zlota z tysiaca ton do dwoch tysiecy ton .
I to jest powodem wyprzedarzy amerykanskic obligacji a za kazdym spadkiem na rynku amerykanskim jak w zegarku nastepuje spadek kolejno wedlug czasu w NZ Australii Japoni i Europie.
Grecja to bajka.
Pana Morawskiego prosilbym o troche wiecej argumentow popierajacych jego opinie ze prawdopodobienstwo bankructwa (a wlasciwie niesplacenia naleznych zobowiazan w terminie) jest takie male. Ja osobiscie mam inne zdanie i popieram to tym, ze:
- UE (a w szczegolnosci Niemcy) moga niechciec sfinansowa pomocy dla Grecji gdyz maja bardzo zle wspomnienia z NRD w latach 90.
- Istnieje istotne ryzyko ze jezeli GRecja zostanie wspomozona, wtedy inne slabe finansowo kraje (z tzw PIGS) zaprzestana istotnych reform niepopularnych politycznie liczac na wsparcie ze strony UE
- UE moze nie byc w stanie wspomoc finansowo wszystkich krajow PIGS;
- samo rozwazanie pomocy finansowe tym krajom podwyzsza koszty nowego dlugu duzych krajow UE (prosze spojrzec na zmiane CDS Niemiec w ciagu ostatniego miesiaca) co bezposrednio uderza w podatnika w tych krajach.
A uwaga do pana Sadoswkiego jest taka, ze skoro to wszystko jest takie proste i czytelne to zachecam Pana do rzucenie swojej obecnej pracy i gry na kontraktach. Zrobi Pan bez problemu olbrzymie pieniadze w krotkim czasie i z minimalnym ryzkiem….
Grecja Grecja. Ale Hiszpania ma bardzo kiepskie szanse na opanowanie sytuacji, jak dlugo ma euro. Nie ma po prostu stop procentowych pasujacych do jej sytuacji. Portugalia tez sie meczy.
A Wlochy… pierwsze plotki na temat opuszczania euro chodzily ponad 2 lata temu.
Przy odrobinie szczescia strefa euro zredukuje sie do Niemiec, Francji i Beneluxu. Bycia razem w takim towrzystwie dla Polski rownowaloby sie wejsciu do gospodarczje komory gazowej.
Zreszta bedziemy mieli niebawem podziwiania agoni Slowacji, jezeli Slowakom uda sie rozpedzic gospodarke.
(Odpisałem PANU mailem – IM)
Potrzeba jest taka: nikomu nic nie mówimy, drukujemy miliardy i po cichu wyplacamy obywatelom. Np. 500 zl. miesięcznie, każdemu żyjącemu Polakowi ur. po 1900r. dodatkowo do wyplaty, renty, emerytury do zasilku, do każdego dziecka, niemowlaka też. Bez tlumaczenia się. W Polsce jest tyle dóbr do sprzedania, kupienia, pelne nasycenie rynku praktycznie każdym towarem, brakuje tylko pieniądza, który poruszyl by to wszystko. W niedlugim czasie, wracaloby to do budżetu w podatkach???więcej nie powiem!!!