Posts Tagged „PRL”<

Gloria victis, czyli chwała Kowalczykom

18 sie 2011

Tę informację musiałem czytać dwa razy. Oto opolscy policyjni związkowcy protestują przeciw tablicy upamiętniającej braci Kowalczyków. Mówi to więcej o stanie polskiej policji i kraju, w którym żyjemy, niżby się mogło wydawać.

40 lat temu Jerzy i Ryszard Kowalczykowie, pracownik techniczny opolskiej Wyższej Szkoły Pedagogicznej i młody, zdolny doktor fizyki z tejże uczelni, wysadzili w powietrze aulę. Nikomu nic się nie stało. Jerzy dostał karę śmierci. Ostatecznie obu skazano na 25 lat więzienia, z czego po kilkanaście odsiedzieli. Co im do łba strzeliło? – spyta młody czytelnik. Ano dnia następnego, podczas radosnego święta Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa, odznaczenia mieli tam odebrać zasłużeni esbecy, z katem Szczecina z grudnia 1970 roku podpułkownikiem Julianem Urantówką na czele. Kowalczykowie, wychowani w antykomunistycznym środowisku na Kurpiach, patrzyli na to z bezsilną wściekłością. W akcie desperacji wysadzili aulę.

Zostali terrorystami. Takimi samymi jak aktywiści Ruchu Czumy i Niesiołowskiego (którzy zresztą wystarali się o wyższą emeryturę dla braci, za co należy się im pochwała) z początku lat 70., jak, toutes proportions gardées, akowcy wysadzający w powietrze kawiarnie. Nikt, łącznie z braćmi, nie gloryfikuje zamachów, ale warto pamiętać, że w 1971 roku nie słyszano jeszcze o KOR, „Solidarności” i walce bez przemocy. Pokoleniu, które przeżyło wojnę, bliższe były raczej inne wzorce.

Nie ukrywam osobistych emocji: ponad dekadę temu napisałem bodaj pierwszy w wolnej Polsce duży reportaż o Kowalczykach. Poznałem dobrze tych uczciwych, skromnych ludzi, ich rodziny, sędziów, prokuratorów (jeden z nich jest dziś gwiazdą warszawskiej palestry, był współpracownikiem SLD i obrońcą w procesie lustracyjnym Oleksego), poznałem pracowników WSP i przyjaciół. I do głowy by mi nie przyszło, że 40 lat po tym wydarzeniu polscy policjanci będą protestować przeciw uczczeniu Kowalczyków.

Cóż, widać opolskim funkcjonariuszom bliżej do Urantówki i jego kompanów z SB niż do Kowalczyków, bliżej do katów w mundurach niż do antykomunistów. Rozumiem ten wybór i jest mi za niego głęboko wstyd. Bo trudno nie pomyśleć, że ktoś tu hańbi godność munduru.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Cena jednego Żyda

8 lut 2011

To będzie bardzo ciekawy proces. Jeśli będzie, bo choć władze amerykańskie zgodziły się na ekstradycję – być może do Polski – Johna Kalymona, to procedury odwoławcze potrwają kilka miesięcy.

Iwan Kalymun, zanim został Johnem Kalymonem z Detroit, urodził się jako obywatel II Rzeczypospolitej w 1921 roku w Komańczy.

W czasie wojny trafił do podporządkowanej Niemcom policji ukraińskiej. Ma na swym koncie udział w represjach przeciwko Żydom, o zabicie jednego z nich jest oskarżany. Rzeszowski IPN prowadzi w tych sprawach śledztwo, jest więc prawdopodobne, że to tu trafiłby oskarżony Kalymon.

– Gdyby udało się wam go osądzić, byłby to dowód na to, że Polsce naprawdę zależy na ukaraniu zbrodniarzy – mówił Piotrowi Zychowiczowi z „Rzeczpospolitej” kontynuujący dzieło Szymona Wiesenthala „ostatni łowca nazistów”, jak zwą go na świecie, Efraim Zuroff. To sprawa, jakich wiele: po blisko 70 latach sprawiedliwość dopada nazistowskiego zbrodniarza. Nawet nie jakąś szychę, ot, mały trybik w machinie makabry. On i jego obrońcy zasłaniają się już nawet nie wykonywaniem rozkazów, ale niepamięcią, starczą demencją, ogólnie fatalnym stanem zdrowia. Mało kto jednak na wymówki te zważa. Oskarżyciele dowodzą, że nie chodzi im o wieszanie staruszków, czasem można by nawet zrezygnować z wsadzania ich do więzienia, ale to zakłócenie im świętego spokoju na emeryturze ma ponoć fundamentalny wymiar. To sygnał, że państwo, przynajmniej czasem, nie zapomina, by zło nazwać złem, zbrodnię – zbrodnią, a łajdaka – świnią. Państwo, dodajmy od razu, amerykańskie.

W państwie polskim z takich socjotechnicznych sztuczek dla gawiedzi zrezygnowaliśmy. Nie po to zerwaliśmy z totalitaryzmem, by teraz zakłócać wypoczynek w Tunezji gen. Kiszczakowi. Owszem, od kilkunastu lat ciągnie się choćby proces o masakrę na Wybrzeżu w grudniu 1970 roku, lecz sprawa ta nie doczeka się finału, bo oskarżeni, nie żadni tam szeregowi żołnierze (aż tacy podli to my nigdy nie będziemy), ale wydający rozkazy, to przecież starsi, schorowani ludzie.

Dość powiedzieć, że Wojciech Jaruzelski i Kazimierz Świtała (szef MSW) są od Kalymona młodsi o dwa lata, a znany z pieśni „Krwawy Kociołek kat Trójmiasta” o lat 12.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop