Posts Tagged „krzyż”<

Gdyby mógł, byłby królem

17 wrz 2010

Gdy wokół dzieje się tyle dobrego, a troski znikają niczym krzyż sprzed pałacu, naród ma czas wyrazić wdzięczność. I aż serce rośnie, jak się patrzy na te spontaniczne inicjatywy rodzące się w sercach rodaków pragnących uhonorować swą władzę.

Oto 100 tysięcy dziewcząt i chłopców walczy zawzięcie o Puchar im. Premiera Donalda Tuska. Walczą tak jak i sam premier w swym codziennym znoju. O piłkę walczą na boisku. Szefowi rządu może i nie wypada, ale rolą wolnej prasy jest zadanie w tym miejscu kilku bezkompromisowych pytań: Dlaczego tylko 100 tysięcy?! Dlaczego reszta polskiej dziatwy nie może beztrosko hasać, by uczcić Drogiego Premiera? Kto wkłada kij w szprychy, na czyj młyn to woda, kto znów dzieli Polaków? Kto za tym stoi, a nawet krzyżem leży, i dlaczego to Błaszczak?!

Ale nie tylko pacholęta radują się swymi Orlikami, nie tylko Polacy chcą wyrazić cześć, wszak pozycja Polski rośnie w piorunującym tempie. Już wkrótce każdy cudzoziemiec będzie mógł w naszej ambasadzie ujrzeć to godne, wąsate oblicze głowy państwa, a może i na konterfekcik ministra spraw zagranicznych miejsca na ścianie wystarczy.

Cieszmy się wszyscy, z lekka tylko trawestując słowa tak umiłowanego przez naród hymnu: „Dzisiaj święto naszej wioski, bo przyjechał Komorowski. To polityk wszystkim znany, szanowany i lubiany. Pan prezydent to figura, gdyby mógł, byłby królem”. Nic więc dziwnego, że i na utrzymanie dworu i fraucymeru Jego Wysokości naród dutków nie skąpi. Zresztą skąpić nie może, właśnie się dowiedzieliśmy, że gdy skończono z rozpasaniem i Bizancjum poprzedniego prezydenta, wydatki kancelarii na rok przyszły wzrosną, i to solidnie.

Ale nic to, zaciśnijmy pasa, nie na wszystkim trzeba oszczędzać. Cieszmy się i weselmy! Nikt nam już w tym nie przeszkodzi. Jeszcze tylko „tak zwanych obrońców krzyża”, jak mawiają w pewnej telewizji (A „tak zwaną opozycję” pamiętacie?), się przepędzi. A potem już tylko fiesta, rumba i wał. To znaczy karnawał.

A pomnik prezydenta, i to okazały? Owszem się postawi. Pan prezydent już pozuje. Bo, jak to mówią: trzeba z żywymi naprzód iść, /po życie sięgać nowe. Wy nie cofniecie życia fal! /Nic skargi nie pomogą,/ bezsilne gniewy, próżny żal! /Świat pójdzie swoją drogą!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Po nich choćby potop

12 sie 2010

Gdy w 1940 roku Winston Churchill ledwie odparł wielką armadę Luftwaffe, choć wojna z Hitlerem wcale nie wyglądała na wygraną, to już martwił się nie tylko o sytuację na frontach, ale i o nowy, powojenny ład

W czasach gdy Donald Tusk ogłasza, że nie będzie się przejmował losem przyszłych pokoleń, bo żyje się tu i teraz, a Jarosław Kaczyński owo „tu i teraz” sprowadza do zemsty za brata, oczekiwanie od polskich polityków dalekowzroczności Churchilla wygląda jak kpina. Do opisania tych radosnych dni sierpniowej krucjaty spod pałacu bardziej niż Mickiewicz („Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem…”) przydałby się więc wieszcz Witkacy piętnujący bodaj w „Niemytych duszach” polski aprenuledelużyzm. Cóż, najwyraźniej myślenie o polityce w kategoriach wykraczających poza następny sondaż przekracza możliwości naszych mężów stanu.

W takich chwilach największym przekleństwem felietonisty staje się pamięć. Trudno na przykład zapomnieć, że 20 lat temu Kaczyński nazywał ZChN najkrótszą drogą do dechrystianizacji Polski. Albo to, iż jeszcze trzy lata temu ten sam prezes PiS cicho, a posłowie jego partii głośno, przekonywał, że spełnienie postulatów Marka Jurka o bezwzględnym zakazie aborcji otworzy drzwi do władzy zapaterowskiej lewicy (dokładnie tego zwrotu używali!), bo wyborcze wahadło z jednej skrajności odbije w drugą. „I wtedy nie tylko kompromisu antyaborcyjnego nie będzie, ale nam jeszcze adopcję dzieci dla małżeństw gejowskich dorzucą” – przekonywał jeden z dzisiejszych talibów. Mniejsza o nazwisko dżentelmena, bo dziś wyrzucanie hipokryzji pisowcom z ich prezesem na czele stało się wręcz narodowym sportem.

Powtarzanie, że w sprawie awantury krzyżowej zawinili wszyscy, to banał i nieprawda, bo nie wszyscy i nie w równym stopniu. Faktem jest jednak, że korzystają na niej wszyscy. I dopóki korzystać będą, to nawoływania o opamiętanie są głosem wołającego na puszczy. Na razie polscy politycy nie pamiętają – tu znów odwołam się do słów Churchilla – o tym, że trzeba nie tylko przeciwnika pokonać, ale i z pokonanym nauczyć się żyć.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Środę łupie w krzyżu

22 kwi 2010

Histeria, nekrofilia, cyrk – tak podsumowały tygodniową żałobę najświatlejsze polskie umysły. Wszystko w cieniu krzyża i demonów patriotyzmu.

Zgodzić się z nimi, przyklasnąć im – to mało. Trzeba jeszcze swój zakuty łeb popiołem posypać i wycinać hołubce na Powązkach, by jakoś wynagrodzić zniesmaczonym profesorkom z „Krytyki Politycznej” ten nasz żałosny mesjanizm, pseudosmutek, te zbolałe miny i pogrzebowe procesje, ten kult śmierci. Zawiniliśmy, wybaczcie!

Zaiste presja i opresja państwowej żałoby były ogromne. Co prawda nie wprowadzono prohibicji, nie pozamykano restauracji, działały kina, niektóre dyskoteki i wiele galerii, ale ta telewizja! No to już skandal prawdziwy! Seriale co prawda nadawała, ale ani „Tańca z gwiazdami”, ani „Jaka to melodia?”, ani „Jak oni śpiewają”, no nic po prostu. Żadnej godziwej propozycji dla znękanej widokiem zniczy profesor Bielik-Robson, nic miłego dla oka dla atakowanej krzyżami i wszechobecnym Kościołem profesor Środy.

Tak, kolejną żałobę postaram się przeżywać jakoś godniej, mądrzej, głębiej. Tak jak wy. I rozpaczliwie szukam już dziś wskazówek, jak to czynić. Rozumiem, że nie ma być tak patetycznie, ale i wy uderzacie w wielki dzwon, żegnając Szymanek-Deresz, ma być mniej cmentarnie, ale i was widziałem na pogrzebie Merty, nie ma być wreszcie tak emocjonalnie, ale to Kazimiera Szczuka pisze, że po Jarudze-Nowackiej „wielki jest płacz wśród gejów, lesbijek, działaczek”. Nic dziwnego, skoro „dla feministek była kimś więcej niż koleżanką. I może kimś więcej niż przyjaciółką. Była sister”. Tyle tylko, że – lubiana także przeze mnie – pani Izabela, wasza sister, odprowadzana jest do grobu przez katolickiego księdza, po odprawionej przez niego mszy świętej. Mnie to nie przeszkadza. A wam? Też nie?

To jak ma być? A może, skoro nie ma dobrej odpowiedzi, każdy będzie żałobę przeżywał po swojemu? Jak dla mnie, możecie sobie i pić piwo, i tańczyć, i modlić się. Wasza żałoba, wasza sprawa.

Ale dajcie nam naszą przeżyć po swojemu. Bez nazywania tego cyrkiem, nekrofilią, histerią, dobrze?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop