Posts Tagged „dzieci”<

Elegia dla „Misia”

4 sie 2011

Nie ma go od roku. I nic, nikt  nie narzeka, nikt łez nie roni.  Bo w końcu wszyscy rozumiemy, że „Miś” padł, takie są prawa  rynku.

Hm, czyżby? Żyjemy w kraju, w którym co i rusz wydawane są ciężkie miliony na kampanie społeczne, mające naszą rzeczywistość i ów rynek regulować: sprzeciwiają się dyskryminacji transseksualistów w pracy, namawiają do wyłączania zbędnych żarówek i segregowania śmieci. Do tego oba ministerstwa: Kultury oraz Edukacji (bo przecież nie może być jedno!) nieustannie dbają o rozwój czytelnictwa, ładując w to niewyobrażalną forsę. I nikt nie powie, że lepiej zapobiegać, niż leczyć.

Nikomu do głowy nie przyszło, by zamówić przedszkolom prenumeratę „Misia” – kapitalnego, nieodżałowanego przez moje dzieci miesięcznika, który sprawił, że Marysia nauczyła się czytać, bo chciała cieszyć się „swoją gazetą” odkładaną dla niej przez panią w kiosku. „Miś” zdechł, dobrze mu tak. Porachujmy: niechby i pięć tysięcy przedszkoli po dziesięć sztuk pisma zamawiało miesięcznie, czyli 50 tys. egzemplarzy. Niespełna 2,5 miliona zł rocznie za cenę przyzwyczajania dzieciaków do czytania, a nie tylko oglądania telewizji, za cenę propagowania najlepszych pisarzy i ilustratorów, za cenę uczestnictwa w czymś coraz bardziej elitarnym, jakim staje się czytanie prasy. Cóż, jak widać, dla czterdziestomilionowego państwa przekonanego o swej regionalnej mocarstwowości to zbyt wiele.

Spokojnie, zaraz padnie „Świerszczyk”, bo MEN zajęty wysyłaniem sześciolatków do szkół (co zasadniczo popieram) zapomni o tym, by maluchom zapewnić przyjazne miejsce, by zadbać o ciut inny sposób edukacji, niż siedzenie w ciasnych w ławkach i rysowanie szlaczków. Duperele, powie ktoś. Może, tyle że z takich dupereli utkane jest całe nasze życie i ani się spostrzeżemy, jak zauważymy, że w takiej Anglii jest ono jakieś łatwiejsze. Hm, ale oni mają „Puffin Post” czy „Aquilę”.

Wiem, że zdychanie ambitniejszej prasy dziecięcej nie zatrwoży intelektualistów i artystów, nie spojrzy na nie żaden polityk z kulawą nogą. Ale mam dla państwa takie ćwiczenie intelektualne. Spróbujmy sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby ministerstwo poskąpiło na „Krytykę Polityczną”?

A przecież, do cholery, jeśli już państwo ma finansować baśnie, to lepiej Andersena niż Żiżka.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Rzecznik królom równy

13 maj 2011

Jak wiadomo z telewizji, Polaków nic nie interesuje bardziej niż wolta posła Arłukowicza i jego stanowisko o imponującej nazwie.

Moją jednak uwagę przykuło wydarzenie, po którym spodziewałem się medialnej burzy, a tymczasem przeszło zupełnie bez echa. Oto w Szczecinie (tak wiem, pojedynek Arłukowicz – Napieralski będzie emocjonujący) 13-latek zgwałcił 9-latka, a wszystko nagrał 15-letni kolega chłopców. Najstarszy sprzedawał potem filmik za 10 złotych.

Ale nie o epatowanie tym horrorem chodzi. Otóż bardzo pouczające były komentarze w telewizyjnych „Wiadomościach”. Zbigniew Lew-Starowicz, człowiek cokolwiek nieprzystający do wizerunku katolickiego taliba, winą za to obarczył pornografię i łatwy dostęp dzieciaków do niej. Inny psycholog był wyraźnie wstrząśnięty znajomością technik sprawcy. No i wypowiedział się Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. Wszystko, co miał do powiedzenia – nie konfabuluję – sprowadzało się do tego, że trzeba z dziećmi rozmawiać i ich słuchać. Bez wątpienia, ale czy płacimy temu facetowi ministerialną pensję za wygłaszanie takich banałów?

Tak, wiem, cały pomysł na instytucję rzecznika dzieci jest poroniony, bo nie wyposażono go w realne kompetencje. Może co najwyżej prosić, pytać, napominać i mitygować. No i rzecznikowi Michalakowi robota zasadniczo pali się w rękach, choć tą akurat sprawą zająć się nie mógł, bo straszliwie był zalatany wręczaniem honorowych odznak i wizytą króla oraz królowej Szwecji. Ale nic to, gówniarzeria może poczekać, w przeciwieństwie do lunchu z Jego Wysokością.

A przecież, skoro już nic konkretnego zrobić rzecznik nie może, powinien choć zainicjować debatę nad tym, jak sensownie chronić dzieci przed pornografią, jak to robić, nie popadając w absurdalny i nieskuteczny purytanizm. Michalak zajął miejsce Ewy Sowińskiej, która niebezpieczeństw szukała tam, gdzie ich nie ma, i skompromitowała się dociekaniami dotyczące torebki teletubisia. On sam woli zagrożeń, nawet podsuwanych mu pod nos, nie dostrzegać. Naprawdę, nie wiem, co gorsze.

Ja wiem, że wszyscy są zajęci: premier walczy z kibolami, rzecznik podróżuje z monarchami, a minister edukacji obcina ostatnie lekcje historii. Tylko jakoś, gdy czytam o Szczecinie, to ciarki po plecach przechodzą. I głupio, że w tej sprawie nikt palcem nie kiwnął.

……………………………………………………………………………………………………………………………….

Redakcja rp.pl zaprasza na NOWY BLOG KATARYNY! Najsłynniejsza polska blogerka specjalnie dla nas powraca do cyklicznych zapisków o polityce i życiu, Polsce i świecie, sprawach z pierwszych i ostatnich stron gazet. Najciekawsze opinie polskiej blogosfery znajdziecie codziennie wsieci.rp.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop