Kilka dni temu minęła druga rocznica śmierci Bronisława Geremka. Nie pamiętał o niej pies z kulawą nogą. Miesiąc temu o rocznicy śmierci Jacka Kuronia też mało kto pamiętał.
Nie chodzi mi oczywiście o rodziny czy przyjaciół, nie chodzi nawet o media. Dziwi mnie tylko, że politycy tego kalibru mają w Polsce takiego pecha. Żaden nie doczekał się biografii. Ani grubego naukowego tomiszcza, ani popularnego czytadła, ani zbioru dokumentów o sobie, ani skandalizującej opowieści nieuciekającej od niedyskrecji w życiu prywatnym. Nic, zero, null.
Owszem, pojawiają się w Polsce książki o Jarosławie czy Lechu Kaczyńskich, ale ich autorami są dziennikarze (nawet jeśli z wykształcenia zarówno Piotr Zaremba, jak i Piotr Semka są historykami). Owszem, można kupić biografie Wałęsy czy Walentynowicz, książki o SKS czy „Ruchu”, ale toż to żadne prace naukowe – one są pisane z pozycji ipeenowskich! A jak piszą „historycy z IPN-u”, ta parszywa podgrupa podszywająca się pod historyków bezprzymiotnikowych, to my wiemy i nie musimy, a nawet nie powinniśmy tego czytać, by sobie zdanie wyrobić. Ale są przecież w Polsce historycy inni, którzy nie zadowalają się półprawdami esbeckich archiwów, którzy nie wierzą w prawdomówność zdegenerowanych bezpieczniaków. Niestety, oni też milczą.
– Chcesz, żebym tak szybko skończył karierę? – roześmiał się jeden z profesorów, gdy spytałem, czemu nie napisze biografii Bronisława Geremka. Nie rozumiem. Co mu grozi? Nie jest przecież ipeenowcem. Na wieść o jego pracy Donald Tusk nie powtórzy więc, że winny „tego skandalu zostanie bezlitośnie rozliczony”, bo takich rzeczy „nie wolno robić” – jak raczył się wyrazić na wieść o książce Cenckiewicza i Gontarczyka szkalujących samego Lecha Wałęsę.
Czemu – pytam serio – nie zajmą się tym choćby tacy historycy, jak Andrzej Friszke czy Paweł Machcewicz? Warsztatu obu profesorom wszak nie brakuje, dorobek mają niepodważalny, ciekawym, jak potraktowaliby białe plamy w życiorysach naszych wielkich.
To milczenie jest symptomatyczne. Każe podejrzewać, że krytyka „różnych Zyzaków i Cenckiewiczów” nie jest powodowana złym zdaniem o ich książkach. Że raczej chodzi o to, by o pewnych ludziach po prostu nie pisać.








@ Daniel, Warszawa napisał:
16 lipca 2010 at 17:42
„A czy ktoś widział grób śp. Bronisława Geremka na warszawskich Powązkach? Niestety nie wygląda dobrze (bez pomnika, prosty krzyż z czasu pogrzebu). Nie chcę być nie delikatny, ale gdzie są jego polityczni przyjaciele?”
Jak znam to towarzystwo to siedzą w kościele i nic tylko odmawiają Różaniec, świata nie widzą…

Że też jeden z drugim nie wyciągnie wnisków że za swoje sobacze życie czeka ich śmietnik historii.
Ks. Józef Tischner mawiał, że jest prawda, półprawda i g.prawda. I takich też mamy historyków.
„Isengrin”, czy jak mu tam, oswiadcza: „Red. Mazurek wytrwal w okopach sw. Trojcy i puje jadem jak harmaty na reducie Ordona.” — Czy „Isegrin” ma na mysli, ze z armat w reducie Ordona strzelano jadem? Jesli tak, z jakiego zrodla wzial te rewelacje? Jesli nie potrafi podac tego zrodla, czy powinno sie go uznac za klamce, czy za grafomana?
Zyjący czekają na biografie,umarli na modlitwę.
Pan Mazurek dziwi sie: „Czemu – pytam serio – nie zajmą się tym [tj. napisaniem biografii Geremka i Kuronia - M.] choćby tacy historycy, jak Andrzej Friszke czy Paweł Machcewicz? Warsztatu obu profesorom wszak nie brakuje, dorobek mają….” —- Co wiecej, czy obaj nie maja wielkiej wprawy w mijaniu sie z prawda, oraz czy nie sa zacieklymi polonofobami? Jesli tak, to faktycznie swietnie nadawaliby sie na biografow wiadomych figur, czyz nie tak?
Szanowny Panie Redaktorze!
Nie mam Pana adresu mail, więc muszę tą drogą do Pana sie zwrócić. Nie jest to wygodne nawiązywać rozmowę pośród wrzawy ludzi obrażających mnie bezpodstawnie. Jesli zechce Pan przyjąć komentarz czy wyjaśnienie w związku z Pana dzisiejszym komentarzem, proszę udostępnić mail,. czy inną drogę komunikacji bezpośredniej. Wówczas można normalnie wymienić uwagi.
W tym momencie chciałem tylko zwrócić Panu uwagę, że o prof. Geremku napisałem obszerne studium w „Więzi” wkrótce po jego śmierci z wykorzystaniem jego akt znajdujących się w IPN. W roku bież. ukazała się moja książka „Anatomia buntu”, gdzie życie i działalność Kuronia opisałem. Fakt, że tylko w latach 60., ale pracuję dalej, mam praktycznie ukończone lata 50 i 70. Dziwie się, ze Pan tak ostro wzywa do tablicy, choć przecież zwłaszcza ta druga ksiązka jest znana. Nie mam wątpliwości, że owe biografie nigdy nie usatysfakcjonują obecnych tu niektórych komentatorów, którzy pałają nienawiścią do wymienionych osób, a też do mnie. Akta, także SB, są jakie są. To były wielkie postacie, także w świetle tych akt.
Nie zwrócił Pan też uwagi na biografię Wałęsy napisaną przez Jana Skórzyńskiego. Choć bez przypisów, była pisana m.in. na aktach IPN.
Panie Friszke!
Proszę się nie dziwić, że wielu ludzi Pana nie lubi. Nie jest Pan obiektywnym i rzetelnym badaczem najnowszych dziejów Polski, tylko nadwornym historykiem Salonu, specjalistą od utrwalania mitów PRL-bis. Rzeczywistość nie jest czarno-biała, każdy człowiek ma swoje sukcesy i porażki, wzloty i upadki. Historyk niezależny nie ma przyjaciół, dlatego, że pisze brutalną prawdę o wszystkich i o wszystkim. Nie ma dla niego tematów tabu. Pan Friszke jednak filtruje i interpretuje w sposób wybiórczy. Czy można się dziwić, że Adam Michnik otwiera ramiona na jego widok?
A tu coś dla Pana:
http://rekontra.salon24.pl/24465,recenzja-recenzji-z-teza-profesora-friszke