Jak w Polsce napisać biografię? Wziąć pół kilo nudy (dostępna na receptę w wybranych sklepach Krakowa), kilogram wazeliny, szczyptę cytatu z Michnika w posłowiu i gotowe. Owszem, czasem zmienia się proporcje, ale ingrediencje pozostają bez zmian.
Próby wyjścia poza ten schemat, niesłychanie rzadkie, kończą się w Polsce boleśnie. Przekonuje się o tym na własnej skórze Artur Domosławski, którego niewydana jeszcze książka o Ryszardzie Kapuścińskim budzi niepokoje, czy aby nie odbrązawia zanadto Mistrza. Domosławski, choć ma parasol ochronny w postaci stojącej za nim „Gazety Wyborczej”, tłumaczy więc, że Kapuścińskiego niesłychanie ceni, ale chciał poznać prawdę o nim, a poza tym, skoro można w poważnej biografii o nobliście V. S. Naipaulu wspominać o skandalach erotycznych z udziałem pisarza…
Dziwi się Domosławski, że w Polsce tak się nie pisze, a ja się dziwię, że Domosławski się dziwi. Być może ostatnie lata spędziłeś, Arturze, na peregrynacjach po Ameryce, ale popytaj kolegów z redakcji, co zrobili z książką niejakiego Pawła Zyzaka, który ośmielił się napomknąć, że Wałęsa, szczenięciem będąc, nasiusiał do kropielnicy? Naprawdę nadal wyobrażasz sobie poważną, uczciwą, pełną trudnych pytań biografię Jacka Kuronia? Albo książkę o Aleksandrze Kwaśniewskim wspominającą o jego życiu intymnym?
Nie musisz mi, Arturze, odpowiadać, jak na takie książki zareagowałaby twoja gazeta. Wiem, jak sam potraktowałeś film o Jaruzelskim. Zbrzydził cię, był płaski, „zupełne bzdety, prawicowa mantra”. Piszesz, że niewiarygodny. Dobrze, ale w którym miejscu? Co konkretnie przekłamał?
Owszem, nie posuwasz się do tego co Wojciech Mazowiecki, który podważył nawet antysemickie czystki w wojsku, dopytując, ilu wśród wyrzuconych było Żydów (naprawdę, Wojtku, chciałbyś to jakoś sprawdzać?) i uznał je wyłącznie za „spisek w obrębie władzy”, powtarzając tym samym endecką interpretację Marca ’68, no ale czegóż się nie robi dla generała?
Piszesz, Arturze, że film był propagandowy. Czy, podobnie jak Jacek Żakowski, uznasz, że nie trzeba tego uzasadniać, bo to oczywiste? A jak potraktowałbyś poważnego ponoć publicystę, gdyby po lekturze twej książki powiedział, że szmaciana i nie warto czytać. „Dlaczego? To chyba oczywiste”.
Tagi: Domosławski, Gazeta Wyborcza, Kapuściński, książka








Naprawdę znowu o GW? Mam wrażenie, że skądinąd pożyteczny film o Jaruzelskim powstał jedynie po to aby następnego dnia pobiec do kiosku, kupić GW i zacząć pisać o Michnikowszczyźnie, liberalnych sprzedajnych mediach etc. No i zacząć robić osobiste wycieczki do byłych-aktualnych kumpli, którzy pracują w GW. JEST ŚWIAT POZA WASZYMI WAŚNIAMI p. Redaktorze.
pozdrawiam
Gratuluję tekstu. A oni? I tak nic nie zrozumieją….
Nie mam telewizji, ale ten film bym obejrzał. Zrobił sie głośny.
Ale do rzeczy- czytając biografie malarzy pomijam dywagacje autora na temat
światła, koloru i formy-tym bardziej, że najczęściej wynurzenia te bliskie są grafomanii. Interesują mnie okoliczności życia twórcy-i to te najbardziej prozaiczne. To one rzucają najwięcej światła na samą postać i pomagają interpretować twórczość. Ale jak głęboko ma prawo sięgać biograf? Postawmy się na miejscu malarzy (pisarzy, polityków). Z reguły żyją jeszcze ich dzieci. To nie jest bez znaczenia.
a niech pisze, nawet o Adamie M., wielokrotnie karanym… Ja tego nie kupie, ale jak bedzie pisal o swoim guru, bedzie mial mniej czasu na obrzucanie blotem przyzwoitych ludzi.
MAzurek – jak zwykle swietny! kontynuujac tradycje Wiecha,Slonimskiego,Kisiela;Rybinskiego stajesz sie Pan autentycznzm rzecznikiem logicznie , konsekwentnie , zdrowo myslacych – tak dalej ! .. a byc moze uda sie w niedalekiej przyszlosci przynajmniej w niewielkim stopniu zapelnic te wyrwe intelektualno towarzyska ktora zafundowal nam komunizm…
Taki film o Jaruzeskim warto było nakręcić choćby po to, żeby zobaczyć pianę na ustach Żakowskiego i Mazowieckiego.
Teraz czekam na filmy o świeckiej pamięci Kuroniu i Geremku.
To dopiero będzie jazada!!!!!!!
Kali zarzucić awersarzom manipulację, kiedy zle piszą o przyjacielu szefa Kali? – dobrze
Kalemu zarzucić manipulację, kiedy kogos oczernia albo wybiela? – zle!
Cztery nogi – dobrze!
Dwie nogi? – zle!
@toms
), a potem SZEFEM STACJI BADAWCZEJ PAN W PARYŻU!!! gdzie mu może nie siedemnaście, ale na pewno kilka mgnień wiosny mineło…
O Kuroniu film jeszcze jestem sobie w stanie wyobrazić, ale o Geremku? Chyba o tym Geremku, który był prawie moim rówieśnikiem, i urodził sie w 68′. Bo o tym Geremku, który żył wcześniej, był szefem POP na UW (ten młodszy G. poszedł w ślady starszego, tylko inna POP na innym-innej UW
Takiego filmu raczej nie zobaczymy, a szkoda, bo on byłby dopiero naprawdę ciekawy.
Michnik może mieć uzasadnioną satysfakcję, że pan jako przedstawiciel już kolejnej generacji dziennikarzy podpiera się jego nazwiskiem „dorabiając się” pozycji w tym niełatwym zawodzie.
Jaka rozkosz to czytać… Mazurku, graj nam długo i często!
Wspaniale !!!
Mieszkam w Australii, a film obejrzalem na youTube dwa dni po emisji w TVP Historia. Film uwazam za doskonaly i wyslalem informacje o jego dostepnosci na youTube do wszystkich moich znajomych. Niestety, nie ogladalem dyskusji w studio telewizyjnym, a tym samym „ociekajacych piana” twarzy panow J.Zakowskiego i W.Mazowieckiego. Czy ta dyskusja jest gdzies do obejrzenia ?
@Jaga. FAKT. WYROBIŁ SIĘ CHŁOP W RZEPIE !
Jakie to obrzydliwe i żałosne, że w połowie artykułów dziennikarze zajmują się sobą nawzajem. Nie wstyd wam za tą małostkowość?
Czuję się jakbym wchodził w bagno wzajemnych urazów i polemik obcych mi ludzi. Nie jestem człowiekiem rzepy, nie jestem człowiekiem wyborczej. Naprawdę mam to gdzieś, chcę po prostu prawdy, informacji. A wy chrzanicie o sobie nawzajem.
Kłamstwo i bezczelne przeinaczanie historii nabrało w PRL-bis rozmiary porównywalne z okresem PRL. Gorzej nawet. Były w dziejach PRL okresy, gdy komuniści czuli się na tyle pewnie osadzeni w siodle, że nie odczuwali już potrzeby aktywnego zafałszowywania już zafałszowanej historii. Dzisiaj mamy do czynienia z propagandą agresywną i z fałszerstwami aktywnymi. To już nie tylko absurdalna propaganda sukcesu, która kraj znajdujący się w UE na szarym końcu pod względem dochodu narodowego liczonego na głowę mieszkańca prezentuje jako oazę szczęścia, ale skrajnie bezczelne zakłamywanie najbardziej oczywistych faktów z przeszłości. Takie są skutki „bezkrwawej rewolucji”, którą się tak szczyci udecja. Ci, którzy wywozili naszych dziadków do Kazachstanu, a żołnierzy AK i wracających z Zachodu mordowali w kazamatach UB, przetrwali i są dzisiaj z całych sił bronieni przez michnikowszczyznę – którą nie bez powodu nazywa się „udecja”. Polska historia jest całkowicie zakłamana. Główne media obsadzone przez udecję. Ale dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie. A potem znów będą płakać, że nikt i nigdzie ich nie lubi.
Co może mnie skłonić do zainteresowania się, co jeden dziennikarz ma do powiedzenia na temat drugiego dziennikarza, piszącego/mówiącego o trzecim dziennikarzu? A ten trzeci to prawda o filmie zrobionym przez czwartego – na szczęście nie o dziennikarzu lecz o generale.
Widz bądź czytelnik przyjmuje to z ulgą. Bo przecież film mógłby równie dobrze być o Wiesławie Górnickim.
Panowie – mimo sporadycznych zachwytów pojedynczych emerytów i gimnazjalistów, trzeba sobie powiedzieć uczciwie: świat wokół zmienia się z szybkością światła. Międzydziennikarskie trwające od dziesięcioleci waśnie i animozje nie są pomocą w jego zrozumieniu. A taka była kiedyś rola prasy.
@Jan Nowak
1)Dyskusja po filmie jest dostepna w 3 czesciach
Pierwsza-youtube.com/watch?v=h7gIh80sXIE
Druga-jak wyzej=WtF6fu9qbqU
Trzecia-jak wyzej=3WH5ZKqT9AB
2)Wywiad Ziemkiewicza z Grzegorzem Braunem ,jednym z rezyserow-
-jak wyzej=K9q1aQm-WLo
3)Film o Ryszardzie Kuklinskim-jak wyzej=gfF4usEfTTO
Tekst troche rozciagniety w czasie i …, wyboisty, nierowny, moze dla wtajemniczonych?
Nie znam Artury, nie znam wiekszosci wydarzen, do ktorych autor pewnie i niedbale nawiazuje. Ciekawy tytul, intrygujacy insunuacje.
Chyba sie zgadzam, chyba czuje to samo, ale nie jestem pewien, nie bardzo wiem do czego autor pije.
Tym nie mniej przyjemnie przyczytac.
Po wyborze Papieża warto też mówić prawdę o wehrmachcie i Piusie XII i ofiarach zatopionych statków i okrętów a nawet o przesiedlonych w wyniku Jałty.Tak sobie myślę o prawdzie do bólu ulubionym haśle prawicy w kraju katolickim.Może nie wszyscy byli łobuzami w ramach chrześcijańskiej rodziny i czas na wybaczenie i prośbę o nie ?
Panie Redaktorze, brawo. Nalezy prostymi prawdami i pytaniami punktowac to zaklamane srodowisko. Pozdrawiam z szacunkiem.
Telemach – 1.46 brak snu burzy twój sposób myślenia , bo bezdenne gtłupoty wypisujesz.
To chyba dramat, że Pan zaczyna TAK poważnie pisać swoje felietony. Do tej pory wydaje mi się, że umiał Pan kpić z nawet ku…ej rzeczywistości.
Żakowski zajmuje się tłumaczeniem Polakom tylko rzeczy nieoczywistych, takich jak dlaczego dziennikarza takiego jak on temat lustracji nie interesuje. Mówiąc nam, że może zainteresuje się tym na emeryturze jednak niczego nie wyjaśnia. D
Bardzo dobre. Prosto, konkretnie wypunktowane. Jak ktoś napisał wcześniej– graj nam Mazurku jak najdłużej. Miejmy nadzieje że są jeszcze ludzie, którzy sami myślą i potrafią wyciągać proste i logiczne wnioski, chociaż edukacja już od szkoły podstawowej uczy myśleć schematami, trafiać w „odpowiednie”klucze odpowiedzi. Pomimo wyraźnego zakłamywania rzeczywistości czara kiedyś się przeleje. Pozdrawiam wszystkich zdrowo myślących.
Ludzie, przecież Mazurek – wybitny zresztą felietonista – nie pisze de facto polemiki z dziennikarzami. Opisuje tylko, jak w Polsce zamyka się usta krytykom różnych świętych krów. A że przy okazji hipokryzję Mazowieckiego wytknie? To ma być „obrzydliwe i żałosne”, drogi „j”???
Swoją drogą to niesamowite, że żadne z tych uczciwych, „nieipeenowskich” historyków nie napisał biografii Geremka, Kuronia, J.J Lipskiego, Mazowieckiego, Wałęsy… Mam wymieniać dalej?
Oj zagapiłem się! Felieton OK. Ale po przeczytaniu niektórych komentarzy myślałem , że to RAZ. Pewnie tzw. „europejczycy” jakoś nie bardzo korzystają z myśli greckiej (logika) a bliżej wbrew pozorom im do chrześcijaństwa (wiara), więc pewnie się nawet nie zawstydzą. Może dla bezpieczeństwa „inelektualnego” nie czytają Rzepy. Pozdrawiam
endecką interpretację Marca ‘68,
–
„endecka” hihi, czyli jest tez ‘pisowska ” telewizja???? jak mowil mlody Mazowiecki po projekcji „Tow.Generala”
marzec 68 to BYLA wlaka w obrebie elit komunistycznych, w ktora to walke wciagnieto mlodziez akademicka . I tyle.
Prawda nie ma przymiotników.
Bardzo dziekuje za odslanianie mentalnosci Kalego.
Naturalnie my czytelnicy czekamy na prawdziwe biografie w/w osob i jestem pewna, ze kiedys sie ukaza. Pana Zyzaka serdecznie pozdrawiam i zycze powodzenia na stypendium w USA, niestety jego ksiazki nie moge nigdzie nabyc, moze ktos ma do odsprzedania chetnie kupie.
Za każdym razem kiedy czytam tak prawdziwe i celne słowa chcę panu podziękować za ten niezwykle rzadki towar w naszym polskim piekiełku jakim jest odwaga i niezależność dziennikarska.Szacunek dla Mazurka !!!! Niech żywi, po jasnej stronie mocy nie tracą nadziei!
A więc potwierdza pan mądrość, skrywaną przez wielu starszych kolegów po piórze, że „szczypta cytatu z Michnika” może uświetnić nawet marny tekst.
Słusznie wskazuje pan też inną możliwość „podrasowania” publicystyki – poprzez cytowanie wielkich odkrywców czy uczonych.
Cytat o „nasiusianiu do kropielnicy” jest dobrym przykładem klasyki, gdzie kawałek pięknej literatury ludowej rzuca pomost w stronę najnowszej historii naszego kraju.
Jest nadzieja, że autor cytatu w czasie swojego turne po USA podniesie poziom tak historii jak i literatury, na upadłych amerykańskich uniwersytetach, do poziomu choćby tylko porównywalnego z UJ.
Ludzieeeee! Te nasze komentarze, to też sama prawda o nas samych.
Jednych zachwyca wartkość narracji pana Mazurka. Innych denerwuje to, że tematem jest stała polemika pomiędzy – zgódźmy się na to określenie – publicystami dwóch zwalczających się opcji. Taki na przykład
Stanisław o godz. 06.34
już wczesnym rankiem ratuje się przed bezsennością i – jak zwykle – pieprzy, jak niewyspany. A znowóż
AndrzejF o godz. 20.44
apeluje przejmująco o uwzględnienie wrażliwości naszych dzieci w tej najeżonej – bardziej jeszcze niż okrutnymi okrucieństwami – dyskusji.
Nie jest łatwo pisać o konstruktywnych postulatach odnoszących się do przyszłości. Do tego celu potrzebna jest charyzma wizjonera. Łatwiej jest pisać/polemizować o tej rzeczywistości, która jest i ugniata nam czułe miejsca. I to pan Mazurek robi. Drążniąc przy tym nerwy co niektórych komentatorów, co – przynjmniej po części – znajduje usprawiedliwienie. Bo – tak jest w rzeczy samej – że spory intelektualne, prowadzone w konwencji brazylijskiej telenoweli „Isaura”, powodują wpadki internautów, z którymi nijak poradzić sobie nie mogą. Stąd ich protesty. Formę wizjonera przyszłości publicyści osiągają w procesie długotrwałego treningu, który nie zawsze kończy się osiągnięciem poziomu pana Ziemkiewicza. Ale miejmy życzliwą nadzieję na postępy pana Mazurka i w tej dziedzinie.
A właśnie… Te cholerne bachory. To bardzo ważna okoliczność. Jakoże żyjemy w świecie coraz bardziej nihilującym się, boskie normy moralności zawodzą, a racjonalna etyka społeczna jeszcze daleko w polu (bowiem nie stać nas na jej wypracowanie), chciałbym – niejako w geście sprzeciwu – pokreślić rolę wrażliwości naszych dzieci. I wnuków też, jak najbardziej.
Są one niejako uosobieniem indyjskiej idei filozoficznej samsary albo sansary: naszej własnej egzystencji w następnym wcieleniu. Startują one w życie z ładunkiem naszego dorobku i naszych obciążeń. Przykład pokoleń podyktatorskich bardzo naocznie pokazuje nam ich problemy. Nie jest nam obojętne – to chyba rozumie każdy z nas – jakie są nasze dzieci i jaki im los przygotowaliśmy. Tak samo dzieciom nie jest obojętne, kim byli ich ojcowie i matki, i jak ich wyposażyli na ich samodzielne życie. Niezaprzeczalnie istnieje pewna ogólna reguła, że nasze dzieci – pomijając ewolucyjnie uzasadnione wyjątki – osiągają – że tak to ogólnie ujmę – wyższy poziom egzystencji pod każdym względem, także moralnym. I niezależnie od naszych intencji one przejmują po nas tę mentalność, w jakiej się wychowują. W domu, gdzie panuje atmosfera hipokryzji, dzieci wyrastają na hipokrytów. I z taką postawą wyruszają potem w samodzielne życie. I cierpią, bo postawa hipokryty, noszona w sercu, boli, dokucza, przypomina zło, zmusza do ukrywania uczuć wstydu.
Proponując postawę hipokrytycznego wychowania dzieci, godzimy się na ich cierpienia, na ich rozterki, na ich szok, jeśli kiedyś uda się im odkryć prawdę. Nie jestem zwolennikiem ubronzawiania (forma językowa „brąz” jest – moim zdaniem błędna) rodziców. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przykazania Bożego „czcij ojca i matkę swoją”, bo jest ono kulawą formą normy moralnej. Bardziej odpowiadałby mi postulat: „czcij rodziców przynajmniej tak samo, jak oni ciebie czcili”. Dzieci nie są naszymi niewolnikami. I nie wolno ich oszukiwać. Zaden rodzic nie ma prawa zatajać przed dzieci swoich błędów, zwłaszcza błędów natury moralnej. Nic bowiem nie jest tak bardzo ludzkie, jak podatność ludzkiego zwierzęcia na błędy, w tym błędy moralne. Dzieci mają prawo – bowiem to leży w ich najważnieszym interesie – poznać błędy swoich rodziców. A rodzice mają obowiązek, jeśli im dobrze życzą, opowiedzieć o swoich upadkach. Choćby były nie wiem jak brzydkie. Taka postaw oczyszcza. I pomaga naszym dzieciom. I wnukom. Tymczasem znamy okrutne i zatwardziałe postawy byłych hitlerowców albo polskich komunistów. I trzeba to ukrywać?
Tekst dla bystrych i wprawnych intelektualnie. Nic dodać, nic ująć!
Ludzieeeee! Te nasze komentarze, to też sama prawda o nas samych.
Jednych zachwyca wartkość narracji pana Mazurka. Innych denerwuje to, że tematem jest stała polemika pomiędzy – zgódźmy się na to określenie – publicystami dwóch zwalczających się opcji. Taki na przykład
Stanisław o godz. 06.34
już wczesnym rankiem ratuje się przed bezsennością i – jak zwykle – pieprzy, jak niewyspany. A znowóż
AndrzejF o godz. 20.44
apeluje przejmująco o uwzględnienie wrażliwości naszych dzieci w tej najeżonej – bardziej jeszcze niż okrutnymi okrucieństwami – dyskusji.
Nie jest łatwo pisać o konstruktywnych postulatach odnoszących się do przyszłości. Do tego celu potrzebna jest charyzma wizjonera. Łatwiej jest pisać/polemizować o tej rzeczywistości, która jest i ugniata nam czułe miejsca. I to pan Mazurek robi. Drążniąc przy tym nerwy co niektórych komentatorów, co – przynjmniej po części – znajduje usprawiedliwienie. Bo – tak jest w rzeczy samej – że spory intelektualne, prowadzone w konwencji brazylijskiej telenoweli „Isaura”, powodują wpadki internautów, z którymi nijak poradzić sobie nie mogą. Stąd ich protesty. Formę wizjonera przyszłości publicyści osiągają w procesie długotrwałego treningu, który nie zawsze kończy się osiągnięciem poziomu pana Ziemkiewicza. Ale miejmy życzliwą nadzieję na postępy pana Mazurka i w tej dziedzinie.
A właśnie… Te cholerne bachory. To bardzo ważna okoliczność. Jakoże żyjemy w świecie coraz bardziej nihilującym się, boskie normy moralności zawodzą, a racjonalna etyka społeczna jeszcze daleko w polu (bowiem nie stać nas na jej wypracowanie), chciałbym – niejako w geście sprzeciwu – pokreślić rolę wrażliwości naszych dzieci. I wnuków też, jak najbardziej.
Są one niejako uosobieniem indyjskiej idei filozoficznej samsary albo sansary: naszej własnej egzystencji w następnym wcieleniu. Startują one w życie z ładunkiem naszego dorobku i naszych obciążeń. Przykład pokoleń podyktatorskich bardzo naocznie pokazuje nam ich problemy. Nie jest nam obojętne – to chyba rozumie każdy z nas – jakie są nasze dzieci i jaki im los przygotowaliśmy. Tak samo dzieciom nie jest obojętne, kim byli ich ojcowie i matki, i jak ich wyposażyli na ich samodzielne życie. Niezaprzeczalnie istnieje pewna ogólna reguła, że nasze dzieci – pomijając ewolucyjnie uzasadnione wyjątki – osiągają – że tak to ogólnie ujmę – wyższy poziom egzystencji pod każdym względem, także moralnym. I niezależnie od naszych intencji one przejmują po nas tę mentalność, w jakiej się wychowują. W domu, gdzie panuje atmosfera hipokryzji, dzieci wyrastają na hipokrytów. I z taką postawą wyruszają potem w samodzielne życie. I cierpią, bo postawa hipokryty, noszona w sercu, boli, dokucza, przypomina zło, zmusza do ukrywania uczuć wstydu.
Proponując postawę hipokrytycznego wychowania dzieci, godzimy się na ich cierpienia, na ich rozterki, na ich szok, jeśli kiedyś uda się im odkryć prawdę. Nie jestem zwolennikiem ubronzawiania (forma językowa „brąz” jest – moim zdaniem błędna) rodziców. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem przykazania Bożego „czcij ojca i matkę swoją”, bo jest ono kulawą formą normy moralnej. Bardziej odpowiadałby mi postulat: „czcij rodziców przynajmniej tak samo, jak oni ciebie czcili”. Dzieci nie są naszymi niewolnikami. I nie wolno ich oszukiwać. Zaden rodzic nie ma prawa zatajać przed dziećmi swoich błędów, zwłaszcza błędów natury moralnej. Nic bowiem nie jest tak bardzo ludzkie, jak podatność ludzkiego zwierzęcia na błędy, w tym błędy moralne. Dzieci mają prawo – bowiem to leży w ich najważnieszym interesie – poznać błędy swoich rodziców. A rodzice mają obowiązek, jeśli im dobrze życzą, opowiedzieć o swoich upadkach. Choćby były nie wiem jak brzydkie. Taka postaw oczyszcza. I pomaga naszym dzieciom. I wnukom. Tymczasem znamy okrutne i zatwardziałe postawy byłych hitlerowców albo polskich komunistów. I trzeba to ukrywać?
a moim zdaniem -biografia Michnika juz jest!
Tak przynajmniej odebralam ksiazke A. Bojarskiej (teraz nie wiem : „Agitka” czy „Czego nauczyl mnie August”).
Warto ja czytac!
Pisala tez m. in, PRAWDE o procesie brzeskim (ze byla Za -wyrzucono ja z GW !)…
Czyli jak rozumiem nawołuje Pan do pisania wszystkiego o wszystkich. Tylko dlaczego z wielu postaci wybiera Pan do swoich felietonów zawsze te których Pan nie lubi. Dlaczego Kwaśniewski i Kuroń a nie np. Romaszewski i Kaczyński J. Też są politykami i też nie doczekali się „prawdziwej” biografii. Gdyby prześledzić czasy ich dzieciństwa i lata młodzieńcze to kto wie co byśmy znaleźli. Może akurat w przypadku J. Kaczyńskiego byłoby trudno coś znaleźć bo raczej podwórka swoją osobą nie rozjaśniał, siedział grzecznie w domku.
Chciałby Pan czytać o życiu intymnym polityków? Skoro tak to w sumie można zrozumieć zainteresowanie Kwaśniewskimi, o J. Kaczyńskim wiele w tym temacie się nie znajdzie.
Nie lubi Pan ugrzecznionych, sztampowych biografii. Czy stoi coś na przeszkodzie by napisał Pan biografię Kwaśniewskiego? Ktoś gratulował Panu odwagi w podejmowaniu trudnych tematów. To chyba trochę na wyrost albo Pana podpuszczają aby wziął Pan na siebie trud napisania prawdziwej biografii Kwaśniewskiego. Ma Pan dryg pisarski, przyjemny styl, podoła Pan temu trudnemu, wymagającemu odwagi zadaniu. O J. Kaczyńskim proszę nie pisać, ani to odważne ani ciekawe, a i pewnie adekwatnego cytatu z Michnika by Pan nie znalazł.
Pozdrawiam
P.S. Gdyby jednak się okazało, że nie zrozumiałem Pańskiego felietonu to bardzo przepraszam, wszak tekst pisany tylko dla elokwentnych bystrzaków, takich jak @Ewa. Z czym do ludu.
Mazurek jak zawsze wyśmienity.
Domosławski, coż, jak zawsze zakłamany. Nie można sie z kims przyjaźnić, być jego uczniem, pozyskać tajemnice i przychylność żony – by potem pryncypialnie rozprawić się z uwikłanym towarzysko z komuchami Kapuścińskim.
Od pryncypialności należało zacząć – nie przyjaźnić się, nie zostawać jego uczniem, nie udawać przychylności i życzliwosci wobec jego żony.
Tylko tyle. Az tyle.
Dyskusja po filmie jeszcze raz pokazała dlaczego w Polsce jest tak źle ze zrozumieniem swojego losu a potem racji stanu. Zakłamanie i niewrażliwość na prawdę. Przerażające.
W wypowiedziach panów Żakowskiego i Mazowieckiego podczas debaty o filmie świetnie ujawnia się pewien mechanizm zniewolenia (tak bym go nazwał), ponieważ już apriori odrzucili film, który odważył się pokazać rzeczywistość ścisłych elit PRL-u i generała Jaruzelskiego zupełnie w innej optyce niż środowiska, z których się wywodzą i w których otoczeniu żyją, znanych bliżej jako salon. Po prostu w głowie im się nie mieści, że ktoś może mieć rację i w dodatku ją argumentować i rzetelnie przedstawiać fakty i nie ukrywać swoich poglądów na czerwony system, który odbija nam się czkawką po dziś dzień. Będąc niewolnikami swojego środowiska choćby chcieli przejrzeć na oczy nie potrafią i nie mogą w żaden sposób. Urok „wielkiego zamazania” (Herling-Grudziński) jest zbyt wielki aby bielma spadły z ich oczu.Ale cóż nadzieja umiera ostatnia. A tak w ogóle to bardzo dobrze,że taki film powstał. Pozwoli on realnie spojrzeć na minioną epokę naszej ojczyzny i samą postać generała,co szczególnie ważne dla młodych ludzi nie znoszących podwójnej moralności. Dla mnie sprawa jest ważna z punktu widzenia studenta historii,gdyż obserwuję, że badanie i mówienie o historii najnowszej jest oględnie mówiąc podporządkowane politycznej poprawności,co stanowi bolączkę środowisk uniwersyteckich. A przecież w historii chodzi przecież głownie o prawdę, przedstawianie faktów i ich interpretowanie, a nie o jakieś relatywizowanie zbrodni, hańby czy zakłamania. Dlatego z wielką troską spoglądam też na reformy związane z IPN-em, bo jak tam zabiorą się do roboty uniwersyteccy historycy, to przez 20 lat nic nie ruszy do przodu.Cóż pożyjemy, zobaczymy.student III roku historii UWr Pozdrawiam
A mnie nie interesują wewnętrzne porachunki między Lipkami a kałmukami