Posts Tagged „BMW Jazz Club”<

Szczypta jazzu w funkowym rytmie

17 paź 2011

Funkowy zespół Michała Urbaniaka poderwał publiczność z miejsc i zaprosił do wspólnej zabawy, a to w eleganckiej sali Teatru Wielkiego Opery Narodowej zdarza się rzadko.

Taki finał miał niedzielny koncert „BMW Jazz Club prezentuje Urbaniak All Stars”. Po pięciu latach współpracy z Anną Marią Jopek, która na swoje koncerty zapraszała gwiazdy gwiazdy jazzu i world music, swój wieczór pod szyldem znanej marki miał skrzypek, saksofonista i kompozytor Michał Urbaniak.

Mylący był tytuł wieczoru, bo każdy, kto zna biografię naszego jazzmana, liczył na większe sławy w jego zespole. Urbaniak wiele lat mieszkał w Nowym Jorku współpracując z prawdziwymi gigantami i ich można się było spodziewać na tak szacownej scenie. Kogo wybrałbym do prawdziwego zespołu Urbaniak All Stars? Oczywiście perkusistę Lenny’ego White’a i basistę Marcusa Millera, z którymi nagrał ostatni album „Miles of Blue”. Solistami byliby: pianista Herbie Hancock, saksofonista Kenny Garrett, a w finale wyszedłby na scenę gitarzysta, wokalista George Benson i słuchacze wstaliby z miejsc bez dodatkowej zachęty kręcąc głową z niedowierzaniem.

Urbaniak zaprosił do Warszawy muzyków, których w większości poznaliśmy na koncercie festiwalu Jazz Jamboree dwa lata temu. Nową twarzą był brytyjski gitarzysta Femi Temowo. Tym razem nasz skrzypek był zdecydowanie w lepszej formie. W krótkich skrzypcowych solówkach słychać było brzmienie fusion, za którym przepadali miłośnicy tego stylu niemal czterdzieści lat temu. W niedzielę dominował jednak funkowy rytm, który przegnał gdzieś jazzowego ducha.

I wtedy na scenę wyszła Monika Borzym. Pierwszy raz usłyszeliśmy ją właśnie z Michałem Urbaniakiem dwa lata temu, a dziś młoda wokalistka ma już świetny, debiutancki album. Właśnie od jego tytułowego utworu „Girl Talk” zaczęła swój występ, a gospodarz wieczoru chwycił za saksofon tenorowy. Mało kto pamięta, że z tym instrumentem zaczynał karierę grając m.in. z Krzysztofem Komedą. Stała się rzecz zadziwiająca, bo na saksofonie zagrał prawdziwe jazzowe nuty.

Nie odkładając instrumentu zapowiedział swoją kompozycję „Polish Jazz”, ale tu ponownie większego znaczenia nabrały funkowe rytmy. Sięgnął też po elektroniczny saksofon EWI. Tu znalazła potwierdzenie moja opinia, że Urbaniak gra tym lepiej, im lepszych muzyków na wokół siebie.

Niestety, podobnie jak dwa lata temu, rangę artystyczną wydarzenia obniżył grający na elektronicznych klawiaturach Don Blackman. Po nastrojowej solówce trębacza Toma Browne w kompozycji Michaela Jacksona udawał nieudolnie głos zmarłej ikony muzyki pop. Za niesmaczny należy uznać żart, kiedy „pożegnał się” słowami: „Muszę wracać do Los Angeles na cmentarz”. Fatalnie wypadł też w popisie wokalnym w niby-operowym stylu. Jeśli to była próba rozluźnienia atmosfery, to żenująca.

Cześć śpiewających artystów uratowała czarnoskóra wokalistka Ladonna Wright wykonując zmysłowym, czystym głosem „Misty”. Standard zadedykowała Michałowi Urbaniakowi i był to po Monice Borzym drugi kulminacyjny moment koncertu. Na koniec gospodarz zapowiedział największy hit swojego gościa trębacza Toma Browne „Jamaica Funk” błędnie określony jako popowy hit nr. 1 w Ameryce. Kompozycja nosiła tytuł „Funkin’ For Jamaica” i rzeczywiście dotarła do pierwszej pozycji singli w USA w 1980 r. ale na liście R&B.

To w tym utworze trębacz zachęcił publiczność do powstania z miejsc, wspólnej zabawy. Były kwiaty i niekończący się bis.

Warto wspomnieć również o oprawie wideo koncertu, która nieustająco odwracała uwagę od muzyki i artystów. Rozedrgane obrazy skaczące po wielkim ekranie nad sceną mogły zmęczyć oczy, a zapewne nie o to chodziło producentom koncertu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop