Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Włodek Pawlik na „Bursztynowym szlaku”

21 cze 2010

W sobotę, w Kaliszu miało miejsce światowe prawykonanie suity Włodka Pawlika „Amber Road Project”. Gościem tria pianisty był amerykański trębacz Randy Brecker, a towarzyszyła im Orkiestra Filharmonii Kaliskiej pod kierunkiem Adama Klocka. Publiczność nagrodziła muzykę owacjami.

pawlik_wlodek


To już drugie, napisane w ostatnich dwóch latach duże jazzowe dzieło naszego znakomitego pianisty. W 2008 r. miała miejsce premiera „Suity Jazzowej Tykocin” zainspirowanej losami rodziny Breckerów, która wywodzi się właśnie z tamtych okolic. Po premierze w Białymstoku, wydarzeniu, jakim było wykonanie jej przed synagogą w Tykocinie, ukazał się album nominowany do nagrody Fryderyka. Suitę Pawlik wykonał również na festiwalu Warsaw Summer Jazz Days 2009 w Sali Kongresowej. Co ważne dla artysty i słuchaczy w Polsce, album ukazał się w USA i tam okazał się wydarzeniem. W podsumowaniu jazzowego roku 2009 w USA, podkreślano talent kompozytorski Pawlika, wirtuozerię Breckera i wyróżniono sam album.

rsz_plakat_wodekpawlik_v3-01_ostatecznaabsolutnie-e6fb51f5

Miejmy nadzieję, że podobnym zainteresowaniem będzie cieszyć się „Amber Road Project”, który został nagrany i ukaże się na płycie CD w Polsce jeszcze w tym roku, a następnie w USA. Do napisania kompozycji, która uczciłaby obchody 1850-lecia Kalisza i podkreślenia jego roli na historycznym, Bursztynowym Szlaku prowadzącym z Italii nad Bałtyk, namówił Włodka Pawlika dyrektor Filharmonii Kaliskiej Adam Klocek.

Suita składa się z sześciu części o jazzowym charakterze. – Często dzieje się tak, że utwory komponowane na zamówienie z okazji historycznie doniosłych wydarzeń traktowane są przez kompozytorów wręcz patetycznie. Stąd bierze się skłonność do epatowania odbiorców monumentalnymi formami, wspartymi często podniosłą literacką symboliką. Ja postanowiłem, trochę przewrotnie, stworzyć dzieło, którego istotą będzie przede wszystkim jazzowo-orkiestrowa narracja – powiedział Pawlik dziennikarzowi PAP.

Koncert odbył się w nowym budynku Filharmonii Kaliskiej. Sam pianista podkreślił znakomitą akustykę sali. Z pewnością będzie to słychać na płycie, ponieważ rejestracji dokonała wytwórnia ARMS Records specjalizująca się w nagraniach audiofilskich.

Reakcja publiczności filharmonicznej była zaskakująca. W finale słuchacze wstali z miejsc i bawili się jak na brazylijskiej fieście. – To było prawdziwe szaleństwo, takiej reakcji się nie spodziewałem – powiedział „Rz” Włodek Pawlik. Muzycy wyszli na dwa bisy wymuszone owacjami na stojąco.

Miłośnicy muzyki Włodka Pawlika będą mogli posłuchać jego wcześniejszej „Suity jazzowej Tykocin” na Skwerze Hoovera w Warszawie 31 lipca.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polska, gola, Nigel, graj!

31 maj 2010

Zjednoczone siły polskich muzyków pod wodzą brytyjskiego skrzypka Nigela Kennedy’ego wykonały w Londynie muzykę do słynnego meczu Anglia — Polska na Wembley.

NKennedy1

To było nasze kolejne zwycięstwo, tym razem artystyczne, a sympatyczny Brytyjczyk w koszulce klubu piłkarskiego Aston Villa cieszył się, jakby sam wygrał ten mecz. Nigel Kennedy’s World Cup Project: England v Poland 1973 było najważniejszym i najoryginalniejszym przedsięwzięciem polskiego weekendu w Southbank Centre podczas Polska! Year.

Już w sobotę, występując ze swoją Orchestra of Life, skrzypek rekomendował to wydarzenie nobliwej, brytyjskiej publiczności, która wielbi jako muzyka klasycznego. — Ale zupełnie nie wiem, co z tego wyjdzie — dodał.

Ilustrowanie akcji meczu muzyką improwizowaną, jak początkowo Nigel zapowiadał ten projekt, wydawało się niemożliwe. Przypadkowe dźwięki grane przez 90 minut, nawet przez wytrawnych instrumentalistów, mogły okazać się trudne do zniesienia. Muzyka musiała być wcześniej przygotowana, by charakterem odpowiadać temu, co dzieje się na boisku.

Emocji, wtedy na Wembley, było co niemiara, a Nigel Kennedy dodał swoje. W aranżacji i produkcji przedsięwzięcia pomógł mu saksofonista Mateusz Pospieszalski, wykorzystując częściowo znany już wcześniej repertuar jazzowy Kennedy’ego. Decydujące znaczenie miało zaproszenie do Londynu żywiołowego zespołu Zakopower. Jego lider Sebastian Karpiel-Bułecka zagrał pasjonujące duety z liderem zamaszyście machając smykiem i skacząc po ciasnej scenie The Clore Ballroom w Royal Festival Hall. Góralskie przyśpiewki idealnie pasowały do ludycznego happeningu Kennedy’ego, bo tak najlepiej określić to wydarzenie.

Publiczność, w większości mieszkający w Londynie Polacy i ich brytyjscy znajomi, zasiadła lub stanęła w za małej, jak się okazało, sali. Można było pić dowolne napoje, wszyscy byli na zupełnym luzie i doskonale się bawili. To było przecież ich polskie święto, a taką muzyką warto było się pochwalić.

Z zaciekawieniem obserwowałem, jak muzyka oddaje to, co dzieje się na boisku. Brawa należą się Karpielowi-Bułecce, kiedy kończąc zwrotkę swojej piosenki, wrzasnął — Hej! — kiedy Jan Tomaszewski cudem obronił precyzyjny strzał pod poprzeczkę w pierwszych minutach meczu. Ale pozostałe tematy nie zawsze trafiały z kulminacją w akcje z boiska. Jednak tuż przed celnym strzałem Jana Domarskiego Kennedy przyspieszył tempo, a ekstatyczne frazy zagłuszył na moment okrzyk publiczności — Gol! Tak, jakby akcja działa się teraz.

Emocjonujący finał meczu należał do brytyjskiego skrzypka, który zagrał ekspresyjny duet z perkusistą Krzysztofem Dziedzicem. Obaj włożyli weń tyle energii, że przyćmili wyświetlane na trzech ekranach wydarzenia z boiska i stali się bohaterami koncertu. Już po końcowym gwizdku Zakopower odśpiewał radosną przyśpiewkę i szczęśliwi muzycy wpadli sobie w ramiona. Publiczność nagrodziła ich owacjami.

Tego samego dnia, w niedzielę, komplet słuchaczy oklaskiwał w Queen Elizabeth Hall wspólny występ zespołu Kroke i Nigela Kennedy’ego. W repertuarze world music skrzypek czuje się jak ryba w wodzie. Grupowe improwizacje, zaskakujące zwroty rytmiczne i melodyczne, piękne brzmienia instrumentów w doskonale nagłośnionej sali wzbudziły zachwyt publiczności. Jeszcze większe brawa otrzymał dzień wcześniej w tej samej sali Zakopower. Młoda publiczność bawiła się pod sceną i nie byli to tylko Polacy.

Z uznaniem dla kunsztu naszych jazzmanów przyjęto koncerty zespołów: Majewski & Friends, z Marcinem Wasilewskim przy fortepianie oraz Piotr Wyleżoł Quintet z saksofonistą Adamem Pierończykiem. W zespole Roberta Majewskiego zabrakło saksofonisty Henryka Miśkiewicza, który dwa tygodnie wcześniej w Zakopanem dodał muzyce Komedy szczególnego, wytrawnego smaku.

Orchestra of Life Nigela Kennedy’ego zagrała mieszany repertuar: Bach i Ellington, ale największe wrażenie zrobiła na słuchaczach nowoczesna w stylu kompozycja lidera i dyrygenta w jednej osobie „Hills of Saturn” dedykowana zmarłemu tragicznie szwedzkiemu pianiście Esbjörnowi Svenssonowi.

W poniedziałek w Southbank Centre odbyły się cztery ostatnie koncerty Polskiego Weekendu Nigela Kennedy’ego: Anna Maria Jopek, Jarek Śmietana Band, Nigel Kennedy Quintet i projekt chopinowski skrzypka.

Trzy dni polskiej muzyki w Londynie przygotowane przez Instytut Adama Mickiewicza pod hasłem Polska! Year były największą prezentacją naszych artystów w Wlk. Brytanii. Wykorzystanie charyzmy i sławy Nigela Kennedy’ego to znakomity pomysł na promocję Polski.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Święto polskiej muzyki w Londynie

28 maj 2010

Janusz Olejniczak, Anna Maria Jopek, Jarek Śmietana, Robert Majewski, zespoły Zakopower i Kroke wystąpią w Londynie od 29 do 31 maja. Program festiwalu odbywającego się w ramach Polska! Year przygotował zafascynowany polskimi artystami skrzypek Nigel Kennedy.

- Przywiozę do Londynu trochę polskiej kultury i na chwilę zamienię Southbank Centre w miniaturową Polskę – powiedział Kennedy, który od dziesięciu lat mieszka w Krakowie, ale w W. Brytanii cieszy się nieustająco ogromną popularnością.

Sam poprowadzi kilka zespołów. Ciekawie zapowiada się występ Chopin Super Group z udziałem pianisty Janusza Olejniczka, wokalistki Anny Marii Jopek i Sebastiana Karpiela-Bułecki. Różne style zaprezentuje Nigel Kennedy’s Orchestra of Life. To najnowszy pomysł artysty na oryginalne interpretacje kompozycji reprezentujących różne epoki i style: od Bacha do Ellingtona.

Ale prawdziwym hitem może okazać się FA Project – Anglia kontra Polska – 1973. Kennedy i jego zespół będą improwizować do… wyświetlanego na ekranie pamiętnego meczu piłkarskiego na Wembley. Jazzowy kwintet skrzypka złożony z młodych polskich muzyków zaprezentuje utwory z albumu „Shhh!”.

Po rewelacyjnym występie na ostatnim festiwalu Wiosna Jazzowa Zakopane 2010 można być pewnym, że serca londyńskiej publiczności podbije wspólny występ zespołu klezmerskiego Kroke i Kennedy’ego. Ich pasjonujące improwizacje na motywach muzyki świata wszędzie wzbudzają zachwyt.

Własny kwintet z saksofonistą Adamem Pierończykiem zaprezentuje w Londynie młody pianista Piotr Wyleżoł, od lat współpracujący z brytyjskim skrzypkiem. Jedną z najciekawszych interpretacji muzyki Krzysztofa Komedy w ostatnich latach przygotowała supergrupa Majewski & Friends.

Rozbudowaną „Autumn Suite” na kwartet jazzowy i orkiestrę przedstawi gitarzysta Jarek Śmietana. Nowoczesną muzykę inspirowaną folklorem góralskim wykona grupa Zakopower Sebastiana Karpiela-Bułecki. W Queen Elizabeth Hall zaśpiewa Anna Maria Jopek.

W czasie weekendu odbędą się warsztaty lutnicze Grzegorza Bobaka. Będzie można podpatrzeć, jak wykonuje się i naprawia góralskie skrzypce. Breakdance tańczyć będą Missionaries of Rhythm z Krakowa. Spróbować będzie można polskich potraw i piwa.

Przez trzy dni Londyn będzie jeszcze bardziej polski niż podczas wcześniejszych, licznych imprez Polska! Year.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dzień Szakala – koncert dla Tomka Szukalskiego

23 maj 2010

Znakomity saksofonista jazzowy Tomasz Szukalski jest w potrzebie, ma poważne problemy zdrowotne i krytyczną sytuację materialną.

Szukalski

Jak podają jego przyjaciele jest po dwóch udarach mózgu, odniósł kontuzję ręki, rehabilitacja potrwa wiele miesięcy. Aby wspomóc artystę Fundacja Sopockie Korzenie organizuje 2 czerwca koncert charytatywny w klubie Pick & Roll w sopockim Aquaparku. Cena biletu 25 zł. Początek o 20:00.

Udział w koncercie potwierdzili jak dotąd: Dominik Bukowski, Adam Czerwiński, Leszek Dranicki, Jonanna Duda, Artur Dutkiewicz, Przemek Dyakowski, Rafał Gorzycki, Darek Herbasz, Sławek Jaskułke, Joanna Knitter, Alicja Kubica, Piotr Lemańczyk, Janusz Mackiewicz, Piotr Mania, Wojtek Mazolewski, Maciej Sikała, Tomasz Sowiński, Grzegorz Sycz, Mikołaj Trzaska, Tymon Tymański, Adam Wendt, Irek Wojtczak, Adam Żuchowski. Będą również niespodziewani goście.

W czasie imprezy odbędzie się licytacja sygnowanych płyt artystów, którzy nie mogą wziąć udziału w koncercie. Albumy z autografami przekazali m.in.: Leszek Kułakowski, Zbigniew Namysłowski, Cezary Paciorek, Krystyna Stańko, Wojtek Staroniewicz, Olo Walicki. Tomasz Szukalski – oraz innych przedmiotów ofiarowanych przez ludzi dobrej woli, m.in. Marek Kondrat oraz fotograficy Marek Karewicz i Henryk Malesa. Zestaw swoich płyt z dedykacjami przekazał również sam zainteresowany.

O podobnej akcji myśli środowisko warszawskie.

Nie tak dawno „Szakal”, jak mówią o nim przyjaciele, obchodził w Tygmoncie 60. urodziny. Lista jego osiągnięć jest imponująca. Z pewnością do najważniejszych należą albumy wytwórni ECM Records: wznowiona właśnie „Balladyna” Tomasza Stańki i „Satu” Edvarda Vesalii oraz te nagrane przez supergrupę The Quartet.

Warto przy tej okazji przypomnieć jego sylwetkę. Już w czasie nauki w warszawskim liceum muzycznym występował z grupą wokalną Partita, m.in. na Jazz Jamboree ’67. Nawiązał też współpracę z Big Bandem Stodoła i Januszem Muniakiem. Zaraz po studiach na PWSM w Warszawie w klasie klarnetu Ludwika Kurkiewicza otrzymał zaproszenie od Zbigniewa Namysłowskiego. To był przełom w karierze młodego adepta jazzu, który grać na saksofonach sopranowym i tenorowym nauczył się sam.

Z Namysłowskim nagrał dwie znaczące płyty w historii polskiego jazzu: „Winobranie” i „Kujaviak Goes Funky”. Już wtedy miał pozycję niezwykle uzdolnionego muzyka. Kiedy Stańko formował swój międzynarodowy kwartet z Vesalą, zaproponował występy właśnie Szukalskiemu, którego drapieżny ton saksofonu idealnie pasował do free-jazzowej koncepcji trębacza. Tak powstała jedna z najlepszych polskich płyt jazzowych „TWET” (1974). Jej międzynarodową kontynuacją był album „Balladyna” poważany do dziś przez miłośników ambitnego jazzu na całym świecie. Amerykański trębacz Dave Douglas uważa go za jedną z największych swoich inspiracji.

W przerwach występów ze Stańką, Szukalski grał z grupą SBB (płyta „Sikorki”). Kolejnym przełomem w jego karierze było uformowanie, razem z pianistą Sławomirem Kulpowiczem, kontrabasistą Pawłem Jarzębskim i perkusistą Januszem Stefańskim, zespołu The Quartet. W 1977 r. dokonali pierwszych nagrań radiowych, a rok później wyruszyli w trasę zwieńczoną występem na festiwalu Jazz Jamboree. W Sali Kongresowej otrzymali owacje jak najlepsi amerykańscy artyści. To była prawdziwa sensacja. Co ważne, ich muzyka brzmi świeżo do dziś, a reaktywacja grupy trzy lata temu była okazją do wspomnień i znakomitych koncertów, m.in. na festiwalu Jazz na Starówce.

Szukalskiego cenię za wspaniałe brzmienie saksofonu i ekscytujące, ekspresyjne improwizacje. Ale ballady też gra cudownie. Szkoda, że w ostatnich latach tak rzadko był zapraszany do współpracy przez innych muzyków. Miejmy nadzieję, że powróci na scenę w pełni sił.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Komeda odżył pod Giewontem

16 maj 2010

jopek

Anna Maria Jopek, grupa Majewski i Przyjaciele oraz Piotr Wyleżoł Quintet przedstawili programy, które z dumą możemy pokazać na światowych scenach.

Wokalistka Anna Maria Jopek właśnie wróciła z Tokio, gdzie wraz z japońskim pianistą Makoto Ozone zaśpiewała na prestiżowym festiwalu „La Folle Journee”, dedykowanym w tym roku Fryderykowi Chopinowi z okazji 200-lecia urodzin kompozytora. Ozone zaprosił naszą artystkę do nagrania albumu „Road to Chopin”, który miał światową premierę w kwietniu. Poznali się podczas serii koncertów Anny Marii Jopek w klubie Blue Note rok temu i wtedy narodził się pomysł wspólnych nagrań dokonanych zresztą w Warszawie.

Trudno uwierzyć, że w Zakopanem wokalistka wystąpiła ze swoim zespołem po raz pierwszy. Przygotowała program złożony ze swych najpopularniejszych interpretacji, spośród których dreszcz emocji na plecach wywołuje u mnie niezmiennie „Cyraneczka”. Jopek doskonale czuje się w intymnych muzycznie sytuacjach, a najlepszym tego przykładem są duety. Jak zawsze z gitarzystą Markiem Napiórkowskim, a także tego wieczoru w Kinie Sokół z basistą Robertem Kubiszynem. Również finał niemal każdego jej koncertu to maksymalne zbliżenie artystów i publiczności, kiedy cały zespół usiadł na krawędzi sceny. Na bis usłyszeliśmy tradycyjną już piosenkę „Na całej połaci śnieg” Kabaretu Starszych Panów z rozkosznym męskim chórkiem wspomagającym wokalistkę. A po koncercie bezcenne autografy i wspólne zdjęcia z artystką, którą takie sytuacje upewniają, że jej muzyka trafia prosto do serc słuchaczy.

Przy tej okazji warto podkreślić, że różnorodne aranżacje autorskich piosenek Anny Marii Jopek, jak i tematów ludowych, w opracowywaniu których nie ma sobie równych, stawiają jej twórczość wśród najlepszych polskich produkcji. Kiedyś spytałem Pata Metheny’ego, dlaczego zdecydował się nagrywać album „Upojenie” z Anną Marią Jopek śpiewającą po polsku, odpowiedział, że jeśli udało się spopularyzować w świecie wykonywane po portugalsku piosenki brazylijskich artystów, taką samą szansę widzi przed Anną Marią. Liczne występy za granicą naszej wokalistki potwierdzają słuszność tej opinii.

majewski

Kto sądził, że w Roku Chopinowskim nie ma miejsca dla muzyki naszego wybitnego jazzowego twórcy Krzysztofa Komedy, był w błędzie. Niedawno odbył się w stolicy Festiwal Muzyki Filmowej Krzysztofa Komedy, a w Zakopanem specjalny program z jego kompozycjami przedstawiła supergrupa Majewski i Przyjaciele. „Brzmienie Roberta Majewskiego to jedno z najznakomitszych brzmień trąbki, jakie kiedykolwiek słyszałem. Już zaledwie po dwóch usłyszanych nutach można je rozpoznać” – napisał o liderze Nigel Kennedy, dyrektor artystyczny drugiej części Jazzowej Wiosny w programie imprezy.

Majewski zaprosił do współpracy dwóch znakomitych solistów: saksofonistę Henryka Miśkiewicza i pianistę Marcina Wasilewskiego. Sekcję rytmiczną utworzyli: kontrabasista Adam Kowalewski i perkusista Krzysztof Dziedzic.

Na pierwsza część koncertu złożyły się popularne tematy Komedy: „Ballad for Bernt” z filmu Polańskiego „Nóż w wodzie”, „Szara kolęda” i ballada „Ja nie chcę spać” napisana do spektaklu „Śniadanie u Tiffany’ego”. Niesamowite wrażenie zrobiła na mnie ta ostatnia zaaranżowana przez Henryka Miśkiewicza z jego cudowną solówką na saksofonie sopranowym. Do zachwytów nad ujmującym, niezwykle ciepłym brzmieniem trąbki Majewskiego dodałbym właśnie moje uwielbienie dla dźwięków, którymi potrafi zauroczyć Miśkiewicz.

Druga część koncertu była już bardziej wymagająca nie tylko dla słuchaczy, ale i dla samych muzyków, bo Komeda pisał nie tylko chwytliwe ballady, ale także wyrafinowane i rozbudowane kompozycje z pogranicza jazzu i muzyki współczesnej. Taki właśnie tryptyk złożony z tematów: „Repetition”, „Nightime, Daytime Requiem” i „Po katastrofie” przedstawił Majewski i Przyjaciele.

Niesamowite solówki zagrał tu Marcin Wasilewski potwierdzając klasę jednego z najlepszych polskich pianistów, a na dodatek najlepiej rozpoznawalnego za granicą. Wysokie umiejętności zaprezentowali też Kowalewski i Dziedzic precyzyjnie odmierzając zmieniające się podziały rytmiczne, a także popisując się solówkami. „Robert Majewski i Przyjaciele podnieśli muzykę Komedy do rangi epopei narodowej” – podsumował ich występ zapowiadający koncerty Paweł Brodowski, redaktor naczelny magazynu „Jazz Forum”.

pieronczyk

Brodowski wręczył również dyplomy zwycięzcom dorocznej ankiety czytelników magazynu dla najlepszych muzyków w poszczególnych kategoriach. Odebrali je m.in. Jarosław Śmietana, Henryk Miśkiewicz i Adam Pierończyk.

wylezol

Chwilę wcześniej w hotelu Belvedere wystąpił kwintet pianisty Piotra Wyleżoła właśnie z udziałem saksofonisty Adama Pierończyka i czeskiego gitarzysty Davida Doruzki. Zespół promuje premierowy album „Live” nagrany w styczniu w studiu Radia Katowice. Większą część koncertu Wyleżoł zagrał na fortepianie elektrycznym, który coraz rzadziej widuje się na scenach. A opanował jego brzmienie do perfekcji. Brzmienie kojarzące się z muzyką fusion lat 70. wykorzystał w nowoczesnym jazzie XXI wieku. Dzięki wsparciu tak utytułowanego solisty jak Pierończyk muzyka zespołu zrobiła na mnie wrażenie tym większe, że doskonale połączyła akustyczne i elektryczne brzmienia. Zwróciłem szczególną uwagę na utwór „Dr. Holmes”, w którym zespół wpadł niemal w rytmiczny trans. Może tak brzmiałaby kiedyś legendarna grupa Weather Report, gdyby grał w niej gitarzysta Pat Metheny?

W niedzielę wieczorem w Karczmie Biały Potok Nigel Kennedy postawi kropkę nad „i” zakopiańskiego festiwalu koncertami swojego jazzowego zespołu i gościnnym udziale w występie klezmerskiej grupy Kroke.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Chopin romantyczny i elektryczny

15 maj 2010

Koncert Nigel Kennedy’s Chopin Super Group otworzył drugą część festiwalu Wiosna Jazzowa Zakopane 2010. Dzięki brytyjskiemu skrzypkowi, który pokochał jazz i Polskę, zakopiański festiwal dołączył do najważniejszych w Polsce.

Nigel Kennedy

Wydarzenia z tego weekendu są prologiem do prezentacji naszej muzyki w Londynie, w ramach Polska! Year już za dwa tygodnie. Premierowa prezentacja chopinowskiego programu Nigela Kennedy’ego podziałała na słuchaczy jak magnes. Publiczność szczelnie wypełniła salę Kina Sokół w Zakopanem i żywo reagowała na kolejne odsłony projektu.

Nigel Kennedy zaprosił do współpracy kilkunastu muzyków, w tym wybitnych solistów. Przy fortepianie usiadł Janusz Olejniczak, którego Kennedy uważa za najwybitniejszego interpretatora Chopina na świecie. Solowy wstęp Olejniczaka do koncertu, bliski znanym nam, klasycznym interpretacjom, nie zapowiadał rewolucji, która chwilę później nastąpiła za sprawą jazzmanów wykonujących partie solowe: trębacza Roberta Majewskiego i saksofonisty Tomasza Grzegorskiego. Również solówka skrzypcowa lidera należała do jazzowych, z dynamicznymi pociągnięciami smyka i elektrycznie przetworzonym brzmieniem.

W następnej kompozycji szala przechyliła się w stronę klasyki, kiedy Nigel Kennedy zamienił instrument elektryczny na akustyczny zagrał duet z Januszem Olejniczakiem. Okazało się, że utwory Chopina to znakomite jazzowe ballady, mają chwytliwą linię melodyczną, a odważny improwizator, jak Kennedy, wykorzystał znany motyw do improwizacji daleko odbiegających od tematu.

Kiedy atmosfera na sali zrobiła się bardzo romantyczna i nostalgiczna, skrzypek narzucił szybkie tempo, zmienił brzmienie skrzypiec na bardziej surowe, chropawe i w jednej chwili z klasyka stał się znowu jazzmanem. Jego solówka z nakładanymi na siebie partiami skrzypiec, jakby improwizował sam ze sobą, wywołała burzę braw.

Chwilę później Kennedy zaprosił na scenę Annę Marię Jopek. Jej wokaliza uzmysłowiła słuchaczom, że muzyka Chopina wypływa prosto z serca i dlatego z taką łatwością trafia do wrażliwych słuchaczy. Temat przejęły skrzypce i wraz z fortepianem ciekawie uzupełniły partię wokalną. Drugim znakomitym gościem wieczoru był skrzypek, wokalista i lider zespołu Zakopower Sebastian Karpiel-Bułecka. Swym charakterystycznym śpiewem i ekspresyjną grą na skrzypcach wprowadził wyrazisty motyw góralski. Solówkę na instrumencie będącym połączeniem saksofonu z klawiaturą zagrał Mateusz Pospieszalski.

Efektowny polonez na finał koncertu wywołał entuzjazm publiczności. Tak dynamicznego utworu w wykonaniu Nigela Kennedy’ego jeszcze nie słyszałem. Jego orkiestra wpadła w trans rytmu, a on sam wykonał karkołomną solówkę podskakując i wywijając smykiem dla podkreślenia kulminacyjnego momentu koncertu. Zapowiedź skrzypka, że na swoim festiwalu zaprezentuje „nieco odmienne spojrzenie” na muzykę Chopina, była bardzo dyplomatyczna. Takiego Chopina nigdy wcześniej nie słyszeliśmy.

smietana_md- m

To nie był koniec atrakcji piątkowego wieczoru. W hotelu Belvedere rewelacyjny występ dał kwartet gitarzysty Jarka Śmietany. Nie mogło być inaczej, kiedy przy organach Hammonda siedzi Wojciech Karolak, a rytm podkreślają: perkusista Adam Czerwiński i basista Yaron Stavi. Gitarzysta zagrał swoje starsze i nowe utwory, ale największy aplauz otrzymały kompozycje Jimiego Hendrixa z najnowszego albumu Śmietany „Psychedelic”.

muniak_md_m

Komu było mało jazzowych wrażeń popędził do Karczmy Biały Potok, by zająć sobie najlepsze miejsca. Tu wystąpił kwartet Janusza Muniaka, a ten występ powinien być nagrany i wydany na płycie, bo w takiej klubowej atmosferze Muniak gra na poziomie amerykańskich mistrzów saksofonu. Ma przy tym tak oryginalne brzmienie, że nie sposób pomylić go z Colemanem Hawkinsem czy Joe Lovano. A te wybitne postacie przychodziły mi głowy, kiedy słuchałem jego interpretacji standardów. Zagrany na bis „Body and Soul” to absolutnie powalająca i zniewalająca interpretacja. Muniak potrafi rozczulić do łez i wywołać miłe mrowienie na plecach. Po koncercie najgłośniej wiwatowała na cześć muzyka Anna Maria Jopek, wielka fanka jego niepowtarzalnego brzmienia.

Dziś w Zakopanem kolejne jazzowe atrakcje. Wystąpią: kwintet pianisty Piotra Wyleżoła z Adamem Pierończykiem i Davidem Doruzką, Robert Majewski i Przyjaciele zagrają utwory Komedy, a Anna Maria Jopek przedstawi program specjalnie przygotowany na festiwal.

Natomiast w niedzielę muzykę z najnowszej płyty „Shhh!” zagra jazzowy kwintet Nigela Kennedy’ego, eklektyczny jazz przedstawi młody zespół Frittata z Krakowa, a na koniec festiwalu Kennedy połączy siły ze słynnym klezmerskim zespołem Kroke.

Marek Dusza z Zakopanego

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nowe oblicze polskiego jazzu

12 maj 2010

Jeden z najpopularniejszych polskich zespołów jazzowych Pink Freud wyruszył na trasę koncertową promując swój najnowszy album „Monster of Jazz”.

monster-of-jazz

Zobacz na tv.rp.pl

Tytuł płyty, jak zawsze prowokacyjny i wieloznaczny w przypadku tego zespołu, obiecuje mocne wrażenia na koncercie. Bowiem na scenie muzycy tworzący Pink Freud dają z siebie wszystko, uwalniają wyobraźnię i emocje. Nowe kompozycje lidera Wojtka Mazolewskiego mają otwarta formę, pozwalają skierować improwizacje w dowolnym kierunku.

Podstawą muzyki Pink Freud jest mocny, transowy rytm perkusji Kuby Staruszkiewicza. Na niego nakładane są kolejne warstwy improwizowane gitary basowej Mazolewskiego, który swobodnie porusza się po skalach i często zmienia metrum. Szczególną rolę pełni trąbka Tomasza Ziętka szybując ponad muzyka, wzbijając się wysoko w niebo i spadając znienacka na zaskoczonego słuchacza. Czasem Ziętek gra tylko jeden dźwięk, a przeciągając go długo tworzy tło dla innych instrumentów: saksofonów, fletu i klarnetu Tomka Dudy, puzonu Adama Barona czy wibrafonu Jerzego Rogiewicza.

Na płycie znajdziemy dużo dźwięków przetworzonych elektronicznie. Pojawiają się komputerowe tła kojarzące się z ambientem i dodające muzyce tajemniczego nastroju. Ciekawe, jak muzycy wykonają te utwory na koncertach. Dotychczas rzadko korzystali z elektroniki na scenie.

Najciekawsze nagranie na płycie to utwór tytułowy „Monster of Jazz”. Pink Freud zawarł tu przesłanie swojej twórczości, radosne improwizacje wokół melodyjnego tematu, pełne zaskakujących zwrotów rytmicznych i harmonicznych. Polecam również inny chwytliwy temat „Diamond Way” i zapisaną graficznie kompozycję Anthony’ego Braxtona „Braxton”. Ten utwór może być przepustką na Warszawską Jesień. Myślę, że Pink Freud mógłby zrobić furorę na tym festiwalu.

A już teraz nasi młodzi muzycy powinni znaleźć się w programach imprez promujących nasza kulturę za granicą. Od momentu wydania popularnego albumu „Sorry Music Polska” Pink Freud zrobił ogromne postępy. Swobodna narracja ich utworów otwiera nowe horyzonty, niesie wyraźny przekaz, że nie wszystko w muzyce jest przewidywalne. „Monster of Jazz” to znakomity przykład grupowej improwizacji z odrobiną szaleństwa. I to lubię najbardziej.

Pink Freud „Monster of Jazz”, Universal Music Polska, 2010

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Komeda inspiruje młodych

28 kwi 2010

Mając w pamięci nagrania Krzysztofa Komedy i znakomity album Tomasza Stańki „Litania” z muzyką jego mistrza, z ciekawością sięgnąłem po debiutancki album grupy Kattorna „Straying to the Moon”.

483153

Ten polsko-duński kwintet powstał z inicjatywy puzonisty Grzegorza Rogali i pianisty Łukasza Pawlika pięć lat temu. Już w pierwszym roku działalności zwyciężyli w konkursie Europejskich Integracji Muzycznych w Żyrardowie.

Rozmowa z Łukaszem Pawlikiem

W Berlinie przedstawili multimedialny projekt dedykowany muzyce Komedy z okazji Roku Polsko-Niemieckiego. Rok później wygrali konkurs „Nadzieje Warszawy”, a na festiwalu Berlin Jazz and Blues Award 2006 otrzymali główna nagrodę przyznawaną w plebiscycie publiczności – statuetkę „Ella”. Łukasz Pawlik jest również laureatem konkursu festiwalu Jazz nad Odrą.

A jednak minęło pięć lat, zanim zespół zdecydował się wydać debiutancki album „Straying to the Moon”. Dzięki temu jest to dzieło dojrzałe, przemyślane i spójne stylistycznie. Już od pierwszych, zdecydowanych akordów kontrabasu Duńczyka Maksa Nauty-Simonsena otwierających jego kompozycję „Drop It” i cały album wiemy, że zdarzy się cos interesującego. I rzeczywiście napięcie narasta. Każdy z tematów ma rozbudowaną dramaturgię, następujące po sobie solówki wnoszą coś nowego, inspirują do poszukiwania nowych harmonii.

Na płycie znalazła się tylko jedna kompozycja Komedy „Kattorna” do szwedzkiego filmu pod tym samym tytułem. Utwór to znakomity ale i brawurowo wykonany przez muzyków. Mamy tu wszystkie możliwe muzyczne rozwiązania aranżacyjne. Wyraźnie zaznaczoną, ekspresyjną melodię wprowadzającą napięcie. Temat jest rozwijany przez kolejne solówki: puzonu, saksofonu i fortepianu. Instrumenty dęte tylko przez moment grają unisono, by rozejść się, każdy w swoją stronę. Dynamiczne solo fortepianu urywa się, by oddać pointę saksofonowi.

Aż sześć utworów skomponował Łukasz Pawlik i z całą pewnością są to tematy w duchu komedowskim. Precyzyjnie zaaranżowane z wyraźną linią melodyczną, ale dające też możliwość zaprezentowania indywidualnych umiejętności. Pobudzają przy tym wyobraźnię słuchaczy, co jest też cechą muzyki Komedy. Za każdym przesłuchaniem odkryjemy w tej muzyce coś nowego. A co najważniejsze, dzięki chwytliwej melodyce, łatwo wpadają w ucho.

Moim faworytem jest utwór tytułowy, ujmująca swą liryką ballada „Straying to the Moon”. Jest tu klimat i brzmienie najlepszych tematów filmowych Komedy, ta nostalgiczna nutka, która przenosi nas w świat filmowej wyobraźni. A w kinie wszystko jest możliwe.

Kattorna ma w sobie duży potencjał, co słychać na koncertach. Każdy z tych tematów wykonują w nowych wersjach, rozwijają tematy, poszukują nowych form. Wprowadzają też do repertuaru nowe utwory Komedy, jak i własne dzieła. Łukasz Pawlik zapowiedział wykonanie sztandarowego utworu Komedy „Svantetic” z legendarnego albumu „Astigmatic”. Już nie mogę się doczekać jak zabrzmi ta programowa kompozycja polskiego jazzu w wykonaniu młodych muzyków.

Jest pewne, że to jeden z najważniejszych debiutów ostatnich lat. Słuchając Kattorny jestem spokojny o przyszłość polskiego jazzu.

Kattorna „Straying to the Moon”, 2010

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Komeda po polsku i po szwedzku

25 kwi 2010

fot

Dwa pierwsze koncerty IV Festiwalu Muzyki Filmowej Krzysztofa Komedy bardzo różniły się stylistycznie.

W piątek, w Muzeum Literatury kwintet Jerzego Milliana przypomniał legendarne dzieło Komedy przygotowane na specjalny koncert „Jazz i Poezja” pięćdziesiąt lat temu. Wiersze Jerzego S. Sity czytał aktor Marek Frąckowiak, a robił to tak, że ciarki chodziły po plecach. Może na specjalny charakter koncertu wpłynął fakt, że sam autor, poeta i dyplomata zasiadł w drugim rzędzie ciasnej salki i przysłuchiwał się koncertowi, a po nim gratulował wykonania.

Komeda nie napisał muzyki do poezji, on ją połączył ze słowem, dokonał syntezy tekstu z muzyką na poziomie znacznie wyższym niż ten, który kojarzy nam się z poezją śpiewaną. Słowa recytowane, a momentami krzyczane przez Marka Frąckowiaka miały swój rytm i melodię, ciekawie harmonizowały z muzyką. Piekielnie skomplikowaną muzyką. Wykonanie jej wymagało dyscypliny i wirtuozerii. Jerzy Millian, dawno nie widziany w Warszawie weteran polskiego jazzu, wziął też na siebie rolę dyrygenta. Uważnie czytał nuty, dawał muzykom znaki, sam grał solówki, choć w tym utworze nieliczne. Wibrafonista skończył 10 kwietnia 75 lat, myślę, że warto byłoby mu zorganizować „diamentowy”, uroczysty koncert.

Program „Jazz i poezja” wykraczał poza ideę festiwalu skupiającą się na dziełach filmowych Komedy. Tę można było usłyszeć podczas projekcji filmów animowanych Mirosława Kijowicza: „Rondo”, „Laterna Magica” i „Wiklinowy kosz”. Filmy wyświetlono po owacyjnie przyjętym występie szwedzkiego tria pianisty Bobo Stensona.

stensmd

Do końca nie było pewne, czy muzycy lecący z trzech różnych europejskich stolic zdążą na czas. Mimo wulkanicznych pyłów udało im się zebrać w sali Laboratorium CSW Zamek Ujazdowski. Kontrabasista Anders Jormin zaakceptował dostarczony mu kontrabas, co wcale nie było takie pewne i koncert rozpoczął się od wspaniałej kompozycji Silvio Rodrigueza „El Mayor”. Stenson lubi rozpoczynać swoje koncerty tym tematem, bo pokazuje w nim wszystkie odcienie swej pianistyki. Surową, skandynawską poetykę, ujmującą melodykę i finezyjne harmonie.

Mimo, że przyleciał do Warszawy przeziębiony dał znakomity koncert. Jormin czarował pięknym brzmieniem kontrabasu i nastrojowymi solówkami. Natomiast perkusista Jon Falt wydobywał zaskakujące czasem dźwięki ze swojego zestawu. Nie tylko uderzał pałeczkami obudowy bębnów i stelaże. W pewnej chwili wyciągnął miniaturową piłę elektryczną i dotykając nią do czyneli i innych „przeszkadzajek” powodował dziwne, niemuzyczne wibracje.

Hołdem dla Komedy było wykonanie kołysanki „Sleep Safe and Warm” z filmu „Dziecko Rosemary”. Nie była to jednak jakaś oryginalna wersja. Stenson wykorzystał umiejętności tworzenia nastroju tajemniczości i był to jedyny jego łącznik z muzyką naszego mistrza.

Dziś w Laboratorium dwa ostatnie koncerty zespołów Zbigniewa Namysłowskiego i Kattorny, moim zdaniem „czarnego konia” festiwalu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Specjalny charakter koncertów

19 kwi 2010

Po żałobie narodowej artyści wracają na sceny, ale większość występów będzie miało szczególny charakter, wiele będzie zadedykowanych ofiarom tragedii pod Smoleńskiem.

AMJopek

Zamiast zaplanowanej gali z okazji wręczenia nagród Akademii Fonograficznej Fryderyk 2010, dziś w Bazylice oo. Salezjanów na warszawskiej Pradze odbędzie się koncert „FRYDERYK 2010. Artyści w hołdzie ofiarom katastrofy lotniczej w Smoleńsku”. Ogłoszeni zostaną zwycięzcy poszczególnych kategorii, ale nie będzie żadnej fety.

Udział w koncercie zapowiedzieli m.in.: Anna Maria Jopek, Wojciech Karolak, Kayah & Royal String Quartet, Kwartet Camerata, Witek Łukaszewski & Grand Piano, Nahorny Sekstet, Janusz Olejniczak, Stanisław Soyka, Justyna Steczkowska, Marcin Wyrostek i Tango Corazon Quintet oraz Agata Zubel. Transmisja koncertu w Programie 1 TVP od godz. 20:20.

Rozpoczynający się w piątek, 23 kwietnia w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie IV Festiwal Muzyki Filmowej Krzysztofa Komedy zadedykowany został ofiarom katastrofy. Program imprezy zapowiada się bardzo atrakcyjnie. 23 kwietnia minie 41 lat od śmierci wielkiego jazzmana i kompozytora. Tego dnia, po raz pierwszy po pięćdziesięciu latach, zostanie zaprezentowany program „Jazz i poezja” z muzyką Komedy do wierszy Jerzego S. Sity, które recytować będzie Wojciech Siemion. Natomiast muzykę wykona dawno nie oglądany na scenie wibrafonista Jerzy Milian ze swoją grupą. Milian należy do najsłynniejszych weteranów polskiego jazzu. Jego płyty cieszą się ogromnym powodzeniem również za granicą i należą do najczęściej samplowanych przez didżejów polskich nagrań jazzowych.

Stenson1

Wydarzeniem festiwalu będzie z pewnością sobotni koncert lubianego w Polsce tria szwedzkiego pianisty Bobo Stensona. Otwarte zostaną wystawy: fotografii Marka Karewicza „Krzysztof Komeda i jego życie” oraz plakatu „Komeda – Polański”. Pokazane zostaną także filmy animowane Mirosława Kijowicza: „Rondo”, „Laterna Magica” i „Wiklinowy kosz”. Do wszystkich muzykę napisał Krzysztof Komeda.

Namyslowski_NSJF

Na finał festiwalu, w niedzielę organizatorzy przygotowali dwa interesujące koncerty. W cyklu „Polish Stars – Tribute to Komeda” zagra kwintet Zbigniewa Namysłowskiego. Natomiast pod hasłem „Młode nadzieje jazzu – Komeda i inspiracje” wystąpi młoda formacja Kattorna, która ma na swoim koncie kilka znaczących nagród. Właśnie teraz ukazał się znakomity album zespołu „Straying to the Moon”, który śmiało można uznać za jeden z najważniejszych debiutów ostatnich lat.

Kattorna_md

„Kattorna”, to oczywiście jedna ze słynnych kompozycji Komedy z legendarnego albumu „Astigmatic”. Natomiast młodzi muzycy czerpią inspirację z muzyki swojego mistrza, ale również potrafią je twórczo rozwinąć. Świadczą o tym nowoczesne kompozycje pianisty Łukasza Pawlika, solówki saksofonisty Dawida Główczewskiego, puzonisty Grzegorza Rogali i grająca z inwencją sekcja rytmiczna: Max Nauta-Simonsen – kontrabas, Krzysztof Szmańda – perkusja.

W niedzielę, 25 kwietnia miłośnicy jazzu będą mieli dylemat, który koncert wybrać, bo w klubie Powiększenie zagra słynny awangardowy trębacz, kompozytor Ishmael Wadada Leo Smith. Jego partnerem będzie duński perkusista Kresten Osgood. Występ duetu uświetni pierwsze urodziny klubu.

Niestety, nie wiadomo, czy odbędzie się w innym terminie odwołany koncert gitarzysty Jima Halla w cyklu Era Jazzu. Jak poinformował mnie organizator Dionizy Piątkowski, podeszły wiek artysty wyklucza jakiekolwiek plany i deklaracje. Management Halla nie podejmuje teraz żadnych zobowiązań.

Natomiast informacja o innym terminie trasy koncertowej trębacza Nilsa Pettera Molvaera ma się pojawić w tym tygodniu na stronie www.jazzrazporaz.pl.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop