Polski szczyt jazzowy

Namyslowski_Kudyk_Muniak_md

Grających ramię w ramię czołowych polskich saksofonistów: Zbigniewa Namysłowskiego, Janusza Muniaka, Henryka Miśkiewicza, Leszka Żądło, Piotra Barona i Jerzego Główczewskiego można było oklaskiwać w finale 46. festiwalu Jazz nad Odrą.

W sobotni wieczór w Sali Teatralnej Impartu we Wrocławiu odbyła się Gala Polskiego Jazzu z udziałem kilkunastu gwiazd. Ciekawie pomyślany scenariusz i oryginalne prowadzenie Krystiana Brodackiego trzymało publiczność w napięciu przez blisko pięć godzin. Solistom towarzyszył utworzony specjalnie z tej okazji Big Festival Band pod kierunkiem wrocławskiego muzyka i pedagoga Zbigniewa Czwojdy.

Każdy z solistów był zapowiadany ze swadą przez konferansjera. Gromkie brawa dostali nie tylko wymienieni saksofoniści, ale także trębacz Jan Kudyk, puzonista Marek Michalak i trębacz Robert Majewski. Brodacki przypomniał historię Jazz Band Ball Orchestra, która przez lata występowała na festiwalu w Sacramento, USA, jako jedyny zespół z Europy. Kiedy zapowiadał Janusza Muniaka, opowiedział zasłyszaną od niego historię, jak będąc kiedyś w Belgii postanowił poćwiczyć trochę rano. A że mieszkał w domku na skraju miasta, wyszedł na taras.

Zadlo_Muniak_Baron_md

Po chwili zauważył, że czarne punkciki, które widział na horyzoncie, zaczynają się powiększać. Szybko okazało się, że dom jest w pobliżu pastwiska, a ku niemu podąża stado krów, tak ze trzysta sztuk. Muniak zdziwił się tą niespodziewaną publicznością, ale nie przestał grać. Co więcej, widać było, że krowy słuchają jego muzyki. Kiedy przestał, zaniepokojony ewentualnymi konsekwencjami ze strony właściciela, krowy powoli oddaliły się.

Każdy z solistów miał swój temat do zagrania, ale najciekawsze były tercety utworzony specjalnie na tę okazję. Na pamiątkę swojego pierwszego konkursu na festiwalu Jazz nad Odrą, kiedy został nagrodzony za grę na klarnecie, Henryk Miśkiewicz sięgnął właśnie po ten instrument i zagrał razem z Janem Kudykiem i Markiem Michalakiem. Niecodzienne trio improwizatorów utworzyli: Zbigniew Namysłowski, Henryk Miśkiewicz i Jerzy Główczewski. Inny znakomity tercet: Janusz Muniak, Leszek Żądło i Piotr Baron.

Dudziak_md

Finał koncertu należał do Urszuli Dudziak, która również bawiła publiczność zabawnymi historiami. Zaśpiewała „Tango” Larry’ego Coryella, „Krakusa” – swojego „byłego”, jak powiedziała, Michała Urbaniaka i przebojową „Papayę”. Kierowanie big bandem przejął Jerzy Szymaniuk.

Na koniec wyszli wszyscy artyści by wykonać „C-Jam Blues”. Żądło, Muniak i Namysłowski włożyli dopiero co otrzymane tulipany w rury swych saksofonów i tak odegrali „kolorowy” finał. Na bis wyszli jeszcze raz, już bez Namysłowskiego i Dudziak.

Było wiele wzruszających momentów, gratulacji i uścisków. Tak powinna wyglądać każda gala polskiego jazzu. Żal, że takie odbywają się tak rzadko.

Przed gwiazdami wystąpili laureaci tradycyjnego konkursu Jazzu nad Odrą. Wyjątkowo nie przyznano w tym roku Grand Prix. Nagrodzeni i wyróżnieni utworzyli sekstet, w którym na uwagę zasługiwali przede wszystkim: saksofonista i pianista.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(4) Komentarzy do “Polski szczyt jazzowy”

    -
  1. wrocek pisze:

    to byl kapitalny festiwal,atmosfera jak za dawnych lat.Brakowalo Palacyku i jamow do rana co prawda.ale koncerty do 2gie w nocy przy duzej frekfencji zrekompensowaly to.znakomity Sanborn zDeFrancesko ,ciepla,czujaca bluesa publicznosc to wyrozniki tego festiwalu.Do zobaczenia za rok!jazzenty

    Dobre 0

  2. minuano pisze:

    „(…) Było wiele wzruszających momentów, gratulacji i uścisków. Tak powinna wyglądać każda gala polskiego jazzu. Żal, że takie odbywają się tak rzadko. (…)”

    Po co to ostatnie zdanie?
    Gdy cos nie wychodzi, narzekamy. Jak juz jakos szczesliwie wszystko wychodzi, i tak narzekamy, ze za rzadko wszystko wychodzi. Ehh, a moze by tak po prostu sie troche porozkoszowac muzyka? I to bez kropli goryczy!

    pozdrowienia

    Dobre 0

  3. desperado pisze:

    W tym roku nie fotografowałem JnO. Musiałem pisać relacje z koncertów. Przyglądałem się początkowo z zazdrością grupie fotografów „akredytowanych” Zachowanie większości z nich było skandaliczne:przepychanki, namolne wbijanie się w kadr podczas cichej solówki, chodzenie i pstrykanie na stojąco Brak szacunku przede wszystkim dla muzyków, dla publiczności a także względem siebie.Wstyd Panowie! Etykieta, Q… , etykieta … chciało by się zacytować …

    Dobre 0

  4. Tomek pisze:

    Desperado: to co wyprawiają fotograficy (zwłaszcza freelancerzy) podczas pokazów prasowych to jakiś absurd. Jest część dla radiowców, w której prosi się, by w tym czasie nie pstrykano – myślisz, że nie pstrykają?
    To samo na koncertach. Inna rzecz, że organizatorzy często sami sobie winni. Wiedzą, że należy koncert nagłośnić w prasie – ale gdy już jest sam występ, nie dają fotografom żadnej możliwości wykonywania swojej pracy.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.