Porywające rytmy, ujmujące melodie, które śpiewała cała Sala Kongresowa, tańce na scenie i wreszcie najważniejszy moment, duet Youssou N’Doura, afrykańskiej gwiazdy world music z Anną Marią Jopek w niesamowitej wersji „7 Seconds”. Tak w niedzielny wieczór rozpoczął się 5. Warszawski Festiwal Skrzyżowanie Kultur.
Rok temu widziałem koncert Youssou N’Doura w Rotterdamie na North Sea Jazz Festival. Wiedziałem, że z łatwością porywa tłumy do wspólnej zabawy i to już od pierwszej piosenki. Ani jemu ani jego zespołowi nie trzeba czasu na rozgrzewkę. W Sali Kongresowej wystartował niczym bolid Formuly 1 i z głośników natarła na słuchaczy lawina pulsujących rytmów. Wysoki głos Youssou N’Doura od razu podniósł poziom adrenaliny, a chwytliwe melodie, jedna za drugą wciągnęły nas w niesamowity świat egzotyki rodem z jego rodzinnego Senegalu.
On sam w białych szatach niczym szaman rozpościerał ręce i czarował swym śpiewem, nawoływał i zachęcał do zabawy. Były też dodatkowe atrakcje. W pewnej chwili na scenę wbiegł tancerz w niebieskich szatach. Skakał, tańczył (przez chwilę z Youssou N’Dourem), robił fikołki aż w końcu skoczył na złamanie karku ze sceny prosto w publiczność. Tam odtańczył swój taniec afrykańskiego wojownika.
- A teraz zapraszam na scenę Annę Marię, ona jest niesamowita, przekonałem się o tym na próbie – powiedział Youssou N’Dour zapowiadając Annę Marię Jopek, a publiczność powitała ją owacjami. Największy przebój afrykańskiego gościa „7 Seconds” zabrzmiał w tym wykonaniu jeszcze ciekawiej niż oryginał, bo został wzbogacony o wokalizę i partię w języku polskim. Na koniec artyści wpadli sobie w objęcia. Po występie z Patem Methenym, duecie z Bobbym McFerrinem to kolejny występ Anny Marii Jopek z gwiazdą światowego formatu na scenie Sali Kongresowej zakończony sukcesem.
Wzruszającym momentem było zaproszenie na scenę małej dziewczynki, która tańczyła razem z Youssou N’Dourem bez żadnego zażenowania. Poprosił też pod scenę dwóch chłopców z płytami, by dać im autografy. Były również bisy przy których bawiła się już cała sala, a gdzieniegdzie powiewały flagi Senegalu. Ale mnie zapadł w pamięci finał koncertu, w którym Youssou stojąc samotnie na scenie zaśpiewał hymn o „Nowej Afryce”, pozytywnej Afryce wywołując duchy bojowników walczących o wolność Czarnego Lądu.
To był najlepszy, jak dotychczas, koncert gwiazdy world music w Warszawie. W poniedziałek, już w namiocie festiwalowym obok Pałacu Kultury i Nauki, Warszawski Festiwal Skrzyżowanie Kultur zaprezentuje kolejne gwiazdy: Marcio Faraco z Brazylii, po którym wiele sobie obiecuję i Anę Mourę z Portugalii, mało u nas znaną wokalistkę fado.











Czekałem na okazję zobaczenia Youssou N’Doura od kilku lat tak samo jak kiedyś czekałem na Petera Gabriela czy Van Morrisona. Koncert był wspaniałym widowiskiem. Potwierdzam wszystko co zostało napisane powyżej.
O koncercie dowiedziałem się przypadkiem. Niestety nie jest to tylko moja wina. Zabrakło organizatorom inwencji jak rozpropagować informację o przybyciu najważniejszego muzyka Afryki.
Na minus także działanie porządkowych z Sali Kongresowej którzy starali się za wszelką cenę „usadzić” publiczność po tym jak Youssou N’Dour zerwał wszystkich z krzesełek.
Ogólnie, niezapomniane przeżycie i radość na długie lata.
Należy wspomnieć także o Tcheka, który dał wspaniały support. Niesamowity głos i gra na gitarze.
Właśnie, w tym szaleństwie zapomnieliśmy o pierwszym wykonawcy tego wieczoru!
Wprost nie chciałam, aby występ Tcheki się skończył… Czarujący, skromny i niebywale uzdolniony. Nie można sobie chyba wyobrazić wspanialszej podróży na Cabo Verde niż ta, którą z nim odbyliśmy.
Zaś Youssou rzeczywiście dał czadu! Był szamanem w bieli, dokładnie tak, jak pisze pan Marek Dusza. Dyrygował całą Kongresową, która tego wieczoru w magiczny sposób przeniosła się na moment do Afryki.
Niewiele jest koncertów, po których długo szuka się słów, by o nich opowiedzieć.
To był jeden z nich.