Uroki stolicy: Metoda na Łukaszka

– Te śliwki to twarde czy miękkie? – zapytał mąż chłopaka handlującego owocami na skrzyżowaniu ulic. – Ja tam nie wiem, panie. Tato powiedział Łukaszkowi, żeby otrząsnął drzewko, bo się ugina, zebrał śliwki i sprzedał. No to Łukaszek otrząsnął i sprzedaje – młodziak poskarżył się na swą dolę, zarazem odcinając się od wszelkiej odpowiedzialności za jakość towaru.

Stara jak świat metoda spychologiczna. Wydawało by się – w warunkach wolnorynkowych anachronizm, postsocjalistyczny przeżytek. Wcale nie. Sukces ma wiele ojców, ale klęska jest sierotą. Nawet gorzej – podrzutkiem.

Wiadomo, nie ma mocnych na pecha. To argument, po który sięgają wszyscy nieudacznicy. Tytułem rekompensaty żądają kasy. Bo ktoś im musi zapłacić za niefart. Jak nie Pan Bóg, to ten, kto fatum sprowadził – klient.

Zamówiłam ekspresowe pranie tapicerki kanapy i foteli w firmie Czyścioszek. Znałam już szefa i wykonawcę w jednej osobie. Facet godny zaufania – ex-strażak. Jak zwykle przyjechał z osprzętem przypominającym archaiczny odkurzacz skrzyżowany z sikawką. Ruszył do akcji, jakby od niego zależało życie i dobytek pogorzelców. Włączył wyjące pudło, zaatakował tapicerkę. Czyścił, sapał. Kiedy zbierał się do odejścia, zauważyliśmy pod sofą gigantyczną kałużę. Za późno – woda wdarła się pod klepki, tydzień wcześniej położone przez innych fachowców i utworzyła w podłodze malownicze nierówności. Co na to Czyścioszek? – Ale ja mam dzisiaj niefart! – zaskomlał. – Od rana maszyna mi nawala! Poza tym żona wyjechała, córka rodzi, suka się szczeni, kumpel pożyczył stówę i zapił…

I zaczął wyliczać klęski oraz problemy, które dotknęły jego osobę w ten piękny sobotni ranek. Doprowadził do tego, że pocieszałam go, zapominając o wybrzuszonej nowej podłodze.

Zamówiliśmy obrotowy fotel w wyspecjalizowanej firmie. Nadszedł termin dostarczenia mebla. Zamiast tego – telefon. Krzesło nie dotrze, bo tego dnia kierowca-transportowiec został zatrudniony jako budowlaniec. Musiał zastąpić dwóch murarzy, którzy zobowiązali się zawiesić w siedzibie firmy plafon. Nie było to jednak możliwe – obydwaj cierpieli tego dnia na… lęk wysokości. Kierowca zaś – nie. Więc wezwany został do zadań specjalnych. Fotel mógł poczekać.

Gorzej z pacjentami spółdzielni lekarskiej Luxmed. Czekałam tam na wizytę u laryngologa; wraz ze mną – kilku innych. Doktora nie było o umówionej godzinie. Pojawił się z dużym opóźnieniem, wszedł do gabinetu, zlustrował lokal i… wybiegł. W nieznanym nikomu kierunku. Panie w recepcji nie potrafiły udzielić żadnej informacji. Laryngolog po prostu zniknął. Nie pozostawało nic innego, jak przepisać się na kolejny termin. Co zrobiwszy, rozważyłam możliwe przypadki, które uniemożliwiły lekarzowi zajęcie się pacjentami. Jak nic – UFO. Kosmiczne porwanie. Znam podobne zniknięcia z sąsiedztwa. Dwa dni temu usłyszałam pod oknem coś jak tęskne zawodzenie. Męski głos wabił: „…Stasiek, chodź, zrobimy tylko jedno kółko… No, jedno okrążenie… Jak chcesz, możesz pić wodę…”

Stasiek uwierzył. I zniknął. Światli ludzie mówią, że wpadł w pętlę czasu. Tam, gdzie wskazówki zegara poruszają się we własnym tempie. Jak pech, to pech. Człowiek wobec wyroków losu jest bezsilny.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(16) Komentarzy do “Uroki stolicy: Metoda na Łukaszka”

    -
  1. rl pisze:

    Taaak…NIEMOC

    Sadze ze 50 lat solidnego kapitalizmu oczyscilo by spoleczenstwo ze zbednego elementu.

    Dobre 0

  2. Lestek pisze:

    Naprawde zabawnie napisane, przeczytalem kilkakrotnie. Z praktycznego punktu widzenia, jest koniecznym aby umiec samemu osobiscie lub w kole swych znajomych przeprowadzac podstawowe naprawy/roboty bez wynajmowania „specjalistow”. Jest to dobre dla ciala, „ducha” i kieszeni. Samemu sobie mozna wybaczyc, wybaczyc innym jest trudniej.

    Na pocieszenie, tego typu przeszkody istnieja we wszystkich krajach, nie tylko w Polsce. A co do niepunktualnych dostaw to nalezy miec krotka umowe (jedna strona) w ktorej strona dostarczajaca zobowiazuje sie dostarczyc towar w odpowiedni sposob w specyficznym uzgodnionym czasie, w innym wypadku umowa jest niewiazaca lub kara umowna bedzie konieczna. Jesli kontrachent odmowi podpisania takiej umowy to lepiej znalezc sobie innego. Uderzenie po portfelu (lub obawa przed tym) jest najlepszym lekarstwem (w tym wypadku homeopatycznym, a jesli trzeba bedzie wziac miglanca do sadu, lekarstwem „interwencyjnym”.

    Lestek

    Dobre 0

  3. Borys M pisze:

    Jaki los? ?Toż to zwykły matrix.

    Dobre 0

  4. Twisterpl pisze:

    Nie wiem czemu, ale w Pani tekście ta cała fala nieszczęść występuje tylko w męskim świecie. Ciekawe i poruszające. Pozdrawiam

    Dobre 0

  5. Marian Broniszewski pisze:

    A to Polska właśnie, nikt nic tak na prawdę nie może porządnie zrobić bo wszyscy kłody mu pod nogi rzucają (chodziarz trochę w tym prawdy jest). Ale tak już jakiś czas temu stwierdziłem ze u nas trzeba sie znać po prostu na wszystkim, bo jak sie wymienia rurki w łazience trzeba patrzec Panu hydraulikowi na ręce, bo jak nie to na 99% zrobi jakąś maniane , to samo z mechanikiem samochodowym, ekipa budowlaną i o zgrozo lekarzem specjalitą :( .

    Dobre 0

  6. ABK pisze:

    Lestek, masz racje. Umowa to ubezpieczenie klienta. Szkoda, ze tego sie w Polsce nie praktykuje. Mysle, ze tutaj pokutuje jeszcze przeszlosc, kiedy trudno bylo znalezc fachowca. Teraz niby jest ich wielu ale firmy uslugowe udzielajace gwarancji musialaby zatrudniac prawdziwych fachowcow i zrezygnowac z tanich panow Wackow-zlote raczki. A tak szafa gra, klient placi mniej ryzykujac, ze usluga bedzie zle wykonana. Moze miec szczescie i wszystko pojdzie z planem.

    Dobre 0

  7. życzliwy sceptyk pisze:

    Ma Pani racje
    Coraz wyrazniej widac ze glupota, byle jakosc, nonsensy z ktorych smialismy sie jako z absurdow komuny tak naprawde wynikaly w duzej przynajmniej mierze z naszych glebiej zakorzenionych slabosci intelektualno psychicznych i teraz – 20 lat potem – maja sie swietnie a nawet coraz lepiej.

    Dobre 0

  8. Elzbieta pisze:

    Prawie wszyscy moi przedmowcy,zachwalaja zawieranie umowy,z malymi wyjatkami,wrecz nielicznymi,”fachowcy” sa zlej jakosci,co tak naprawde da mi zawarcie umowy na pismie,no to,ze moge z nia pojsc do sadu,a tam terminy,rzeczoznawcy itd.,kto z nas ma czas na te rzeczy? My mosimy pracowac,i to b.dobrze,zeby miec na zaplacenie takim „knociarzom”,rynek uslug widze ciagle czarno.

    Dobre 0

  9. HENRIETTA pisze:

    chwileczke!
    Kto kaze czyscic tapicerke na SWIEZO POLOZONEJ I WYCZYSZCzONEJ PODLODZE!
    w zyciu bym sie na to nie zgodzila! sama Pani sobie winna.
    Minimum zabezpieczenia- folia pod meblem !

    LUX MED ? wypisac sie i zawiadomic ich dlaczego!
    …Choc itu miala Pani szczescie w porownianiu z p. Marczewska z Gdanska, ktrej przez pol roku nie rozpoznano raka i leczono na cos innego (p. „RZ”)

    Dobre 0

  10. Ja ten blog po prostu uwielbiam. Autorce zawsze się takie zabawne nieszczęścia przytrafiają.

    Dobre 0

  11. ziuta pisze:

    Sprzedawanie śliwek, które spadły z drzewka, nie jest kwestią postsocjalistyczną. Na Zachodzie, tak przez Panią uwielbianym, też tak robią. A poza tym najwiekszego pecha to ma chyba Pani Redaktor. Jak nie kupka, to niesmaczne jedzenie w snobistycznym miejscu, jak nie jedzenie to pranie tapicerki. Tapicerkę można wyczyścić samemu, droga Pani. Trzeba tylko nie mieć dwóch lewych rączek.

    Dobre 0

  12. jan 234 pisze:

    ja ten blog uwielbiam jeszcze bardziej. Autorce jeszcze nigdy nie zdarzylo sie nie narzekac na wszystko dokoła. Nastepny wpis bedzie pewnie o tym ze malkontenctwo to cecha kazdego, kogo autorka spotyka na ulicy. Wiecej dystansu i pogody ducha zycze. A przy okazji refleksji nad tym, czy przypadkiem wspomniani przez Panią ludzie nie mają podobnej opinii o rzetelnosci dziennikarzy w naszym pieknym kraju. :)

    Dobre 0

  13. Michał_~ pisze:

    Niestety, w Polsce termin realizacji NIE FUNKCJONUJE jako element umowy tak samo ważny jak „co” i „za ile”. Tzw „Manana” jest rzeczą powszechną w sprawach dużych i małych.
    Wykonawcy nie przejmują się żadnymi terminami, a zleceniodawcy często wpisują „co im ślina” wyłącznie na zasadzie, że jakiś termin musi być wpisany.

    Umowa? Pani Moniko, a co potem pani zrobi z tą umową? Do sądu Pani pójdzie ? Życia Pani nie wystarczy.

    Dobre 0

  14. MW pisze:

    Uczciwi fachowcy bardzo często, a w zasadzie zawsze, nie chcą podpisywać żadnych umów. Zdarzają się nieuczciwi wykonawcy, a tak samo często nieuczciwi klienci. Taki rzemieślnik sądzi, że klient chcący podpisać umowę to cwany prawnik, który potem nie zechce mu pod błahym pretekstem zapłacić za robotę, a on nie będzie się ciągał po sądach. Najbardziej wiarygodne są rekomendacje znajomych. Oczywiście, powyżej kilku tysięcy złotych umowę warto mieć.

    Dobre 0

  15. Książę pisze:

    Bo, jak pisał Gombrowicz, zapanowała „powszechna niemożność”.

    :)

    Dobre 0

  16. Piotr Dąbrowski pisze:

    Pani Redaktor,

    Proponuję spróbować swych sił w działalności gospodarczej. Zapewne odniesie Pani spory sukces a Pani firma będzie niezwykle konkurencyjna gdy do każdej czynności będzie Pani zatrudniać innego fachowca.
    „Poczucie misji”, którą dziennikarze wpajają sobie nawzajem jak mantrę i przerośnięte ego nie pozwala Pani zrozumieć, że „ex – strażak” jest człowiekiem, w przeciwnieństwie do Pani, niezwykle dynamicznym i odważnym, gdyż przynajmniej próbuje robić coś na własną rękę.
    Miałem przyjemność odbywać roczne praktyki w gazecie, której Pani jest redaktorem a teraz zaczynam rozwijać swoją kancelarię prawniczą. Zapewniam Panią, że to drugie jest zdecydowanie trudniejsze. Praca dziennikarza ogranicza się do znalezienia tematu, jego akceptacji przez szefa działu, znalezienia i sprawdzenia informacji (łudzę się, że większośc dziennikarzy wciąż tego dokonuje), napisania tekstu, korekty. W mojej pracy oprócz tej „merytorycznej” części, istnieją takie zagadnienia jak znalezienie klienta, zatrudnienie względnie odpowiednich pracowników i przydzielenie ich do poszczególnych spraw, kontrola ich pracy, wyszukiwanie zastępstwa gdy któryś zachoruje lub musi się zwolnić na dzień, dwa z przyczyn losowych, księgowość, wybór dostawców materiałów biurowych, wreszcie najtrudniejsze – zapewnie płynnności finansowej całego przedsięwzięcia i wieczne ryzyko czy klient zapłaci honorarium czy też nie a jak nie to co zrobić. Pan „ex – strażak” tak samo jak ja zarządza swoim przedsięwzięciem i staje przed podobnymi problemami.
    Celem mojego listu jest przekonanie Pani a być może także Pani redakcyjnych kolegów, że Wasza praca jest stosunkowo prosta. Postsocjalistyczną spuścizną jest duży prestiż Pani zawodu, który zapewne bardzo się zdeprecjonuje za sprawą tekstów podonych do Pani „bloga”.
    Ironiczny tytuł Pani artykułu „Uroki stolicy” jednoznacznie wskazuje, że nie jest Pani Warszawianką i podobnie jak 90 proc. przyjezdnych szczerze nie lubi Pani tego wspaniałego miasta. Nie mogę tylko zrozumieć dlaczego nie zamawia Pani fachowców z miejscowości, z której Pani pochodzi.
    Na koniec pragnę złożyź Pani wyrazy współczucia z powodu męża, który nie potrafi rozróżnić śliwek twardych od miękkich.

    Z poważaniem

    Piotr

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.