Grzegorz Schetyna w Radio Zet:
To jest oczywiście element kampanii wyborczej i zmiana wizerunku PiS i samego kandydata PiS. (…) Nie mam złudzeń, że tylko właśnie na rzecz swojego wysiłku prezydenckiego takie rzeczy Jarosław Kaczyński mówi, bo za długo go znam i wiem, jaki był w polityce, (…) czym się kierował w polityce i wiem, jaki ma charakter i temperament i takie rzeczy są po prostu nieprawdziwe.
Po raz kolejny Schetyna „obnaża” fałsz kampanii Kaczyńskiego, ale wpycha swoją partię w pułapkę. Jeśli bowiem można odmawiać prawa do odmiany Kaczyńskiemu, wątpić w szczerość jego intencji, to czyż nie można użyć tego samego argumentu, kwestionując szczerość intencji… Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa? Czy nie słyszeliśmy w ostatnich tygodniach, jak wielką przemianę przeżyli obaj rosyjscy przywódcy? Jak bardzo się zmienili i jak dzięki temu mogą zyskać stosunki polsko-rosyjskie?
„Nie mam złudzeń, że Władimir Putin robi to wszystko na potrzeby własnej polityki wewnętrznej. Wiem, jaki ma charakter i temperament”. Jak oceniłby takie słowa Grzegorz Schetyna? Jak skomentowałaby taką wypowiedź „Gazeta Wyborcza”?
Wniosek 1: Gdy przykładasz jakąś miarę do swojego politycznego przeciwnika, przetestuj ją najpierw na politycznym sojuszniku.
***
Wracam jeszcze na chwilę do wczorajszej nieudanej prezentacji strony internetowej Bronisława Komorowskiego. Powtarzam: takie rzeczy się zdarzają. Jednak są dużo boleśniejsze dla partii, która na lewo i prawo obwieszcza, jaka to nie jest wspaniała, europejska i nowoczesna na tle tych „obciachowców” z PiS. Tłumaczenia, iż serwer padł, bo było tylu chętnych do obejrzenia strony, to wymówki dla małych dzieci. Takie prezentacje robi się offline. Jeśli wie to taki bezdenny laik jak ja, a nie wie tego Sławomir Nowak, to znaczy, że Komorowski potrzebuje na gwałt nowego szefa sztabu.
Krótko mówiąc: tym razem nie było ani europejsko, ani nowocześnie, tylko po prostu niekompetentnie.
Co ciekawe, nikt się specjalnie wczoraj nie interesował tym, jaką stronę internetową ma Kaczyński (a ma – przynajmniej na razie – beznadziejną), bo Kaczyński – wiadomo – na Internecie się nie zna i nikt od niego nie oczekuje portali, wortali, klipów i wideoczatów. A od Komorowskiego – tak.
Wniosek 2: Jeśli się na czymś znasz znakomicie, mów, że znasz się trochę. Jeśli znasz się trochę, mów, że nie masz o tym zielonego pojęcia.
***
Marek Wikiński z SLD o Małgorzacie Napieralskiej w „Polsce The Times”:
Żona Napieralskiego jest młoda, atrakcyjna, inteligentna, bardzo medialna. Wygrywa w rankingu na pierwszą damę.
Z dalszej części tekstu dowiadujemy się, że lewica ma zamiar wykorzystać w kampanii pomysł pewnego internauty, który nazwał żonę Grzegorza Napieralskiego „polską Carlą Bruni”.
Po pierwsze: bardzo zaintrygował mnie fakt, iż pro-feministyczny SLD tworzy „rankingi” kandydatek na pierwsze damy. Ja należę raczej do gatunku maczystów-szowinistów, ale nie wyobrażam sobie, bym miał oceniać kandydatów do prezydentury wedle urody ich żon. Panie pośle Wikiński, nie przystoi.
Po drugie: Napieralski był już w swojej politycznej karierze „polskim Obamą” i „polskim Zapatero”. Rozumiem, że teraz chciałby zostać polskim Sarkozym. Mam nadzieję, że jest w jego sztabie ktoś na tyle rozsądny, by mu wybić z głowy ten „fantastyczny” pomysł na kampanię wizerunkową.
Wniosek 3: Nie idźcie tą drogą. Nie traktujcie żon jak bombek na choinkę. I nie porównujcie własnych żon do żon innych polityków.
***
„Mam wrażenie, że może to być element gry politycznej” – powiedział Paweł Poncyljusz o apelu rodzin ofiar katastrofy w Smoleńsku, by nie wykorzystywać tej tragedii w polityce.
Skucha, bodaj pierwsza tak poważna od początku kampanii PiS.
Joanna Kluzik-Rostkowska, pytana o te słowa w „Gazecie Wyborczej”, mówi: „Nie słyszałam ich”.
Skucha nr 2. Szef sztabu wyborczego poważnego kandydata nie może „nie słyszeć” jakiejś wypowiedzi swojego najbliższego współpracownika, tym bardziej, iż trąbią o niej przez cały dzień wszystkie media.
Zresztą Bronisław Komorowski, jak zdradził w programie Tomasza Lisa, także „nie słyszał” wypowiedzi Władysława Bartoszewskiego o „nekrofilii”.
Może jeszcze kilka lat temu byłaby to skuteczna linia obrony. Dzisiaj już nie. Gdy rzecznik kandydata, albo, co gorsza, sam kandydat, mówi: „Nie słyszałem”, to należy to rozumieć jako: „Ściemniam”.
A propos: nie podzielam zachwytów nad Joanną Kluzik-Rostkowską jako szefową sztabu Kaczyńskiego. U Moniki Olejnik broniła się w miarę skutecznie, a powinna ją roznieść na strzępy. Jest miła dla dziennikarzy, ale mało przekonująca. Powtarza się, mówi sloganami („Bronisław Komorowski nie ma charyzmy” – to już wiemy i domyślamy się, że jest to taki fajny, retoryczny gadżecik wymyślony przez spin doktorów PiS, ale wałkowanie tego na okrągło jest już nużące. To samo można powiedzieć wyborcom na tysiąc innych sposobów). A opowiadanie o przeciwnikach politycznych, że się „ich osobiście lubi” pachnie sztucznością na kilometr.
Wniosek 4: Trzeba słyszeć wszystko, ale nie wszystko należy mówić.