Posts Tagged „polityka”<

Europa jak islandzki wulkan

28 maj 2010

Stary Kontynent walczy z gigantycznym zadłużeniem. Tnie i oszczędza. Ale Europa jest usłana politycznymi trupami śmiałków, którzy w przeszłości próbowali przeprowadzić w swoich krajach podobne reformy. Nielicznym się udawało, większość po jakimś czasie wywieszała białą flagę.

W 1974 roku konserwatywny premier Wielkiej Brytanii Edward Heath, po trwającym trzy tygodnie paraliżu całego kraju, skapitulował przed strajkującymi górnikami. Podniósł im pensje o ponad 20 procent i rozpisał przyspieszone wybory. Przegrał je gładko, oddając władzę laburzystom.

Dziesięć lat później swoją wojnę ze związkowcami stoczyła Margaret Thatcher. Brutalną i krwawą. Były w niej prawdziwe bitwy, jak słynna „Battle of Orgreave”, w której 6 tysięcy robotników starło się z 8 tysiącami policjantów; a także zwykłe morderstwa: w listopadzie 1985 roku pewien taksówkarz wiozący do pracy górnika łamistrajka zginął pod betonowym blokiem zrzuconym z mostu. Żelazna dama ostatecznie triumfowała, choć do dziś straszy się nią walijskie dzieci.

Thatcher była jednak wyjątkiem. Minęło kolejnych dziesięć lat i kolejny europejski polityk musiał pożegnać się ze złudzeniami. Gdy jesienią 1995 roku konserwatywny premier Francji Alain Juppé zapowiedział zmiany w systemie emerytalnym pracowników budżetówki, stał się wrogiem publicznym numer jeden.

Pociągi przestały kursować. Uniwersytety przestały uczyć. Strajkowały miliony ludzi. Przez miesiąc cała Francja po porannej kawie z croissantem udawała się na najbliższą manifestację. W końcu Juppé podkulił ogon i wycofał się ze swych projektów. Pięć lat później socjaliści dopisali puentę do tego smutnego epizodu, wprowadzając nad Sekwaną… 35-godzinny tydzień pracy. Żeby było więcej czasu na maszerowanie z transparentami.

Dzisiaj przed równie ciężką próbą stają Papandreu, Zapatero, Berlusconi, Cameron, Sarkozy, Sócrates, Cowen. Na razie rządzący obcinają przywileje głównie sobie (jak w Wielkiej Brytanii), planują opodatkowanie najbogatszych (jak w Hiszpanii) i ograniczają inwestycje (jak we Włoszech). Lecz prędzej czy później zostaną zmuszeni do bardziej radykalnych kroków. Wtedy zabawa w palenie banków, którą pamiętamy z Aten, może się okazać niewinną igraszką. Nie wiadomo tylko, kiedy ten wulkan wybuchnie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Pułapki kampanii

13 maj 2010

Grzegorz Schetyna w Radio Zet:

To jest oczywiście element kampanii wyborczej i zmiana wizerunku PiS i samego kandydata PiS. (…) Nie mam złudzeń, że tylko właśnie na rzecz swojego wysiłku prezydenckiego takie rzeczy Jarosław Kaczyński mówi, bo za długo go znam i wiem, jaki był w polityce, (…) czym się kierował w polityce i wiem, jaki ma charakter i temperament i takie rzeczy są po prostu nieprawdziwe.

Po raz kolejny Schetyna „obnaża” fałsz kampanii Kaczyńskiego, ale wpycha swoją partię w pułapkę. Jeśli bowiem można odmawiać prawa do odmiany Kaczyńskiemu, wątpić w szczerość jego intencji, to czyż nie można użyć tego samego argumentu, kwestionując szczerość intencji… Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa? Czy nie słyszeliśmy w ostatnich tygodniach, jak wielką przemianę przeżyli obaj rosyjscy przywódcy? Jak bardzo się zmienili i jak dzięki temu mogą zyskać stosunki polsko-rosyjskie?

„Nie mam złudzeń, że Władimir Putin robi to wszystko na potrzeby własnej polityki wewnętrznej. Wiem, jaki ma charakter i temperament”. Jak oceniłby takie słowa Grzegorz Schetyna? Jak skomentowałaby taką wypowiedź „Gazeta Wyborcza”?

Wniosek 1: Gdy przykładasz jakąś miarę do swojego politycznego przeciwnika, przetestuj ją najpierw na politycznym sojuszniku.

***

Wracam jeszcze na chwilę do wczorajszej nieudanej prezentacji strony internetowej Bronisława Komorowskiego. Powtarzam: takie rzeczy się zdarzają. Jednak są dużo boleśniejsze dla partii, która na lewo i prawo obwieszcza, jaka to nie jest wspaniała, europejska i nowoczesna na tle tych „obciachowców” z PiS. Tłumaczenia, iż serwer padł, bo było tylu chętnych do obejrzenia strony, to wymówki dla małych dzieci. Takie prezentacje robi się offline. Jeśli wie to taki bezdenny laik jak ja, a nie wie tego Sławomir Nowak, to znaczy, że Komorowski potrzebuje na gwałt nowego szefa sztabu.

Krótko mówiąc: tym razem nie było ani europejsko, ani nowocześnie, tylko po prostu niekompetentnie.

Co ciekawe, nikt się specjalnie wczoraj nie interesował tym, jaką stronę internetową ma Kaczyński (a ma – przynajmniej na razie – beznadziejną), bo Kaczyński – wiadomo – na Internecie się nie zna i nikt od niego nie oczekuje portali, wortali, klipów i wideoczatów. A od Komorowskiego – tak.

Wniosek 2: Jeśli się na czymś znasz znakomicie, mów, że znasz się trochę. Jeśli znasz się trochę, mów, że nie masz o tym zielonego pojęcia.

***

Marek Wikiński z SLD o Małgorzacie Napieralskiej w „Polsce The Times”:

Żona Napieralskiego jest młoda, atrakcyjna, inteligentna, bardzo medialna. Wygrywa w rankingu na pierwszą damę.

Z dalszej części tekstu dowiadujemy się, że lewica ma zamiar wykorzystać w kampanii pomysł pewnego internauty, który nazwał żonę Grzegorza Napieralskiego „polską Carlą Bruni”.

Po pierwsze: bardzo zaintrygował mnie fakt, iż pro-feministyczny SLD tworzy „rankingi” kandydatek na pierwsze damy. Ja należę raczej do gatunku maczystów-szowinistów, ale nie wyobrażam sobie, bym miał oceniać kandydatów do prezydentury wedle urody ich żon. Panie pośle Wikiński, nie przystoi.

Po drugie: Napieralski był już w swojej politycznej karierze „polskim Obamą” i „polskim Zapatero”. Rozumiem, że teraz chciałby zostać polskim Sarkozym. Mam nadzieję, że jest w jego sztabie ktoś na tyle rozsądny, by mu wybić z głowy ten „fantastyczny” pomysł na kampanię wizerunkową.

Wniosek 3: Nie idźcie tą drogą. Nie traktujcie żon jak bombek na choinkę. I nie porównujcie własnych żon do żon innych polityków.

***

„Mam wrażenie, że może to być element gry politycznej” – powiedział Paweł Poncyljusz o apelu rodzin ofiar katastrofy w Smoleńsku, by nie wykorzystywać tej tragedii w polityce.

Skucha, bodaj pierwsza tak poważna od początku kampanii PiS.

Joanna Kluzik-Rostkowska, pytana o te słowa w „Gazecie Wyborczej”, mówi: „Nie słyszałam ich”.

Skucha nr 2. Szef sztabu wyborczego poważnego kandydata nie może „nie słyszeć” jakiejś wypowiedzi swojego najbliższego współpracownika, tym bardziej, iż trąbią o niej przez cały dzień wszystkie media.

Zresztą Bronisław Komorowski, jak zdradził w programie Tomasza Lisa, także „nie słyszał” wypowiedzi Władysława Bartoszewskiego o „nekrofilii”.

Może jeszcze kilka lat temu byłaby to skuteczna linia obrony. Dzisiaj już nie. Gdy rzecznik kandydata, albo, co gorsza, sam kandydat, mówi: „Nie słyszałem”, to należy to rozumieć jako: „Ściemniam”.

A propos: nie podzielam zachwytów nad Joanną Kluzik-Rostkowską jako szefową sztabu Kaczyńskiego. U Moniki Olejnik broniła się w miarę skutecznie, a powinna ją roznieść na strzępy. Jest miła dla dziennikarzy, ale mało przekonująca. Powtarza się, mówi sloganami („Bronisław Komorowski nie ma charyzmy” – to już wiemy i domyślamy się, że jest to taki fajny, retoryczny gadżecik wymyślony przez spin doktorów PiS, ale wałkowanie tego na okrągło jest już nużące. To samo można powiedzieć wyborcom na tysiąc innych sposobów). A opowiadanie o przeciwnikach politycznych, że się „ich osobiście lubi” pachnie sztucznością na kilometr.

Wniosek 4: Trzeba słyszeć wszystko, ale nie wszystko należy mówić.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Artyści z Platformą, Platforma z artystami

5 maj 2010

Motto:

PiS ma wielki atut w tych wyborach. Ma oddane środowisko publicystów, naukowców i artystów, które będzie działać w jego imieniu zgodnie z regułą: Kto nie z nami, ten przeciw nam.

Dominika Wielowieyska, „Gazeta Wyborcza”, 28.04.2010

W Polsce, jak wiadomo, tylko PiS ma oddanych publicystów, artystów i naukowców. Platforma Obywatelska tego atutu nie posiada. Nie ma aktorów, reżyserów ani dziennikarzy, którzy występowaliby, mówili i pisali w jej imieniu.

***

Mariusz Bulski trafił na czarną listę artystów-pisowców, gdy pojawił się w filmie „Solidarni 2010”. Ja nie rozpoznałbym w nim aktora, nawet gdyby usiadł naprzeciwko mnie w tramwaju. Ale nasza intelektualna elita, opychająca się telewizyjnymi serialami, rozpoznała go w mig. Zakrztusiła się nieomal, widząc twarz Bulskiego w telewizorze, i wykrzyknęła: „Aktor! Aktor! Ciekawe, ile za to wziął?! Kto mu napisał rolę?!”.
W filmie Ewy Stankiewicz Bulski stał przed kamerą i był wstrząśnięty. Mówił, co czuje i jak czuje. Ale jego wzruszenie i ból były niedobre, bo pisowskie. Stąd pytania o gażę i o to, czy ktoś mu nie suflował kwestii. Pytania co najmniej niestosowne.
Równie nieeleganckie byłoby dręczenie Daniela Olbrychskiego pytaniami o honorarium, jakie otrzymał za odczytanie „apelu do narodu rosyjskiego”, i o to, kto mu dał prawo zwracania się w imieniu wszystkich Polaków.
Jednak Olbrychskiemu nikt nieeleganckich pytań zadawać nie będzie, gdyż zbuntowany niegdyś Kmicic od dawna już płynie ze słusznym nurtem.

Ostrogi dla Komorowskiego

„Jarosław Kaczyński to największy szkodnik polityczny w Polsce. Wszystko, co robi ten człowiek, wynika z chorobliwej żądzy władzy. Nie ma znaczenia, czy będzie to dla jego kraju dobre, czy złe. Nie rozumiem, dlaczego uważa się go za dobrego gracza. Moim zdaniem pozycję zawdzięcza jedynie bardzo słabej konkurencji. W takiej Francji nie zostałby pewnie nawet merem” – mówił Daniel Olbrychski w „Dzienniku Gazecie Prawnej” w styczniu 2010 r.
Zostawmy na boku głębokie przemyślenia politologiczne Daniela Olbrychskiego. Wszak każdy Polak zna się na polityce i może powiedzieć o każdym polityku co mu się żywnie podoba. Jednak Olbrychski nie jest li tylko krytykiem Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Jest także szczerym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej, wyrażającym otwarcie swoją miłość do tej partii. – Jestem pewny, iż na koniec kadencji Polska będzie piękniejsza niż dzisiaj. Bardzo mi się spodobało słowo, którego premier użył: zaufanie – skomentował Olbrychski (w listopadzie 2007 r.) orędzie nowego szefa rządu Donalda Tuska. Zaś w marcu 2010 roku złożył hołd Bronisławowi Komorowskiemu podczas konwencji w Warszawie, wręczając kandydatowi PO na prezydenta ostrogi Tuhaj-beja. „Ostróg dobry jeździec używa rzadko, tak jak dobry polityk” – perorował Olbrychski – „ale koń powinien wiedzieć, że one są”.
Na drugim biegunie znajdziemy Marka Kondrata, który w wywiadzie dla „Przekroju” stwierdził m.in: „Bardzo się cieszyłem, gdy PiS wygrał wybory. (…) O premierze Kaczyńskim nie dam powiedzieć złego słowa. (…) Ideę IV RP, o której mówił premier Kaczyński, traktowałem ze zrozumieniem, była mi bliska”.
Przepraszam zdezorientowanych Czytelników – to oczywiście żart. Gdyby Kondrat w istocie wypowiedział te słowa, miałby się z pyszna. Żegnaj salonie, żegnaj Adamie, żegnajcie pochlebne recenzje. Zbuntowany niegdyś Adaś Miauczyński wykazał się zdrowym rozsądkiem i instynktem samozachowawczym…

Przekrój, 18.11.2009, Piotr Najsztub rozmawia z Markiem Kondratem.

Piotr Najsztub: Platforma dwa lata temu wygrała wybory. Pamięta pan swoje ówczesne emocje?
Marek Kondrat: – Bardzo się cieszyłem! Byłem cały czas na łączach z Palikotem, który mi donosił w trakcie dnia wyborczego domniemane procenty, i ta radość we mnie wzbierała. Głównie wynikająca z tego, że PiS odchodzi! Bo to nie było zawierzenie nowemu rozdaniu, wybór tych „wymarzonych”, bo PO nie jest „tą moją” partią. Po prostu wygoniliśmy braci i czułem, że będzie inaczej, spokojniej.

(…)

Był taki moment, w którym zatęsknił pan za premierem Kaczyńskim?
– Ani razu. Tamta ulga trwa do dzisiaj razem z – już umiarkowanym – lękiem, że mogą wrócić, bo myślę, że zbyt głęboko zaleźli nam za skórę, aby móc wrócić.

(…)

Po dwóch latach rządzenia PO jeszcze mniej jest „pana” partią?
– Nie mam wielkich rozczarowań z nią związanych.

(…)

Wtedy więc euforia, Palikot przysyła wyniki, wychyla pan butelkę wina lub więcej, kładzie się spać. Budzi się pan następnego dnia rano i życie się zmieniło?
– Nie oczekiwałem, że się zmieni. Oczekiwałem, że zniknie jad, i zniknął. Ten miłosny odruch premiera, później nazwany polityką miłości, traktowałem z wielkim zrozumieniem, był mi bliski.

***

Uderzająco podobny jest ton felietonu Jacka Fedorowicza, znanego aktora i satyryka, opublikowanego w „Gazecie Wyborczej” w listopadzie 2007 roku: „Na razie panuje radość z odniesionego zwycięstwa, na razie wydaje nam się, że uniknęliśmy najgorszego, niemniej jednak już pojawiają się głosy, że wcale nie jest tak dobrze, bo jednak pięć milionów głosów oddano na PiS, co gwarantuje rzeszę niezadowolonych od samego początku, a co dopiero po roku czy dwóch. Do tego dochodzi prezydent ze swoją kategorią biologiczną, która może zwyciężyć nad zdrowym rozsądkiem. Jednym słowem nieobca jest obawa, że chwilowo rozproszone czarne chmury niebawem znów zgęstnieją nam nad głowami. (…) Życzę powodzenia tworzącej się właśnie koalicji”.

Niewielu jest artystów na tyle nierozważnych, by stwierdzić wprost: „Tak, popieram Platformę, głosowałem na nią”. Może poza jednym, chlubnym wyjątkiem…

El Pais, 14.04.2010, rozmowa z Andrzejem Wajdą.

Cristina Galindo: Jesienią 2007 roku, gdy Jarosław Kaczyński przegrał wybory parlamentarne, wyrażał Pan nadzieję, iż właśnie narodziła się nowa Polska. Kaczyński skupiał się głównie na prześladowaniu byłych komunistów i obronie tradycyjnych wartości. Nowy premier Donald Tusk obiecywał odnowę. Czy rozczarował Pana?

Andrzej Wajda: Zawsze byłem sceptykiem. W przeszłości i obecnie. Jednak nadal popieram Platformę Obywatelską. Atmosfera polityczna złagodniała. Już nikt nie jest prześladowany za swoją komunistyczną przeszłość. (…) Jest jednak jeszcze sporo pozostałości po dawnych czasach, jak np. Instytut Pamięci Narodowej.

Imagine w Białym Miasteczku

W ciągu dwudziestu lat od upadku komunistycznego reżimu przez Polskę wielokrotnie przetaczały się masowe protesty najróżniejszych grup zawodowych. Artyści nigdy nie brali w nich udziału, ani ich czynnie nie popierali.
Gdy jednak latem 2007 r. przed kancelarią premiera Kaczyńskiego stanęło słynne Białe Miasteczko, aktorzy, piosenkarze, satyrycy zwarli szeregi z czołowymi politykami Platformy Obywatelskiej, by dodać otuchy protestującym pielęgniarkom w potyczce z IV RP.

Tekst lewicowego „Przeglądu” o tamtych wydarzeniach przypomina relacje z manifestacji „dzieci kwiatów” przeciwko wojnie w Wietnamie:

Plastyk Andrzej Pągowski wykonał dla pielęgniarek okolicznościowy plakat (…). Postulaty pielęgniarek otwarcie popierali także: Andrzej Stasiuk, Kazimierz Kutz, Daniel Olbrychski, Jerzy Kryszak, Wojciech Malajkat, Muniek Staszczyk, Michał Ogórek, Krzysztof Piasecki, Hanna Śleszyńska, Renata Dancewicz, Agnieszka Włodarczyk i Artur Barciś. (…) Dla mieszkańców białego miasteczka zaśpiewała Urszula Dudziak. (…) – Co ja mogłam dać pielęgniarkom? Swój głos, dobrą energię – tłumaczy słynna śpiewaczka. (…) W środę największe hity światowego grunge’u zagrał zespół niemający nawet własnej nazwy. W jego skład weszli jednak wyśmienici muzycy: Gareth Saunders z Kapitan Da, Bartosz Staniszewski z Leszczy i Kuba Jabłoński z Lady Pank. – Dlaczego zagraliśmy? Bo po prostu popieramy ten strajk – tłumaczy Bartosz Staniszewski. Repertuar grunge’owy podobał się słuchaczom, jednak po koncercie publika zażądała piosenek Johna Lennona. Utwory tego artysty cieszyły się popularnością podczas koncertu Eweliny Flinty, która zaśpiewała piosenkę „Imagine”. Z biegiem czasu mieszkańcy białego miasteczka postanowili przejść od politycznych ballad do wyrazistych protest songów. Zażądali piosenek „Power to the People” i „Give Peace a Chance”. – Tej drugiej piosenki nie możemy zagrać. W Polsce jej treść może źle się kojarzyć, przynajmniej tutaj – wyjaśnił Gareth Saunders. („Przegląd”, 16.07.2007, Bartosz Machalica „Jeszcze tu wrócimy” )

Jeden naród, dwóch wodzów

W grudniu 2007 r. „Newsweek Polska” zamieścił tekst Mariusza Cieślika o tym, jak IV RP pobudzała wyobraźnię braci literackiej, teatralnej i performerskiej.
W „Szewcach u bram” Jana Klaty (na motywach Witkacego), ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro został sportretowany jako prokurator Scurvy, a po scenie przechadzali się Dziarscy Chłopcy w kominiarkach i w mundurach z sugestywnym napisem A Wu Be. „Elbląski rzeźbiarz Waldemar Cichoń przygotował prowokacyjny obiekt „Kaczka dziwaczka” – pisał Cieślik. „Użył szpitalnej kaczki, na której szyjkę nałożył kawałek wydzierganej włóczki – niebieski moherowy beret”. Z kolei Radykalna Akcja Twórcza z Gdańska na wystawie w Muzeum Plakatu w Wilanowie pokazała pracę przedstawiającą Rydzyka i braci Kaczyńskich z prowokacyjnym podpisem „Jeden naród, jeden kościół, dwóch wodzów”.
W październiku 2007 r. Michał Zygmunt wydał powieść „New Romantic”. „Nazywam się Michał Zygmunt i zabiłem prezydenta Kaczyńskiego. Co prawda tylko na stronach mojej książki, ale to zawsze coś” – promował się Zygmunt na autorskiej stronie internetowej. Zaś wydawnictwo Ha!art zachwalało swój najnowszy produkt tymi oto słowy: „Wybory w Polsce. Na terenie całego kraju grasują rewolucyjne szajki robotniczo-gejowskie. W momencie ogłoszenia wyników stacje telewizyjne informują o zorganizowanych zamachach. Giną wszyscy prominentni kandydaci, w tym jeden z bliźniaków. Zakazana literatura IV RP. Pierwsza Polska powieść antykaczyńska”.
Cieślik tak kończy swój tekst: „Polityczna inicjacja grupy wybitnych i obiecujących twórców już się dokonała. Ponieważ wielu z nich nie ukrywa swoich przekonań – lewicowych czy konserwatywnych – wcale bym się nie zdziwił, gdyby za kilkanaście miesięcy pojawiła się fala przedstawień i wystaw wymierzonych w zgniły liberalizm Platformy Obywatelskiej”.

No jakoś, dziwnym trafem, się nie pojawiła.

Coś szydzącego o Donaldzie?

Nie pojawiła się, bo nawet ktoś tak „bezstronnie” drwiący ze wszystkich polityków jak Kuba Wojewódzki ma z tym problem.

Program „Teraz My” w TVN, 4.03.2008

Tomasz Dudziński, poseł PiS: To powiedz coś śmiesznego o Donaldzie Tusku.
Kuba Wojewódzki: O Donaldzie Tusku i wy to wykorzystacie?
Tomasz Dudziński: Coś szydzącego.
Kuba Wojewódzki: Szydzącego o Donaldzie Tusku? Ja nie jestem chłopcem który wymyśla dowcipy na zawołanie, od tego macie Bielana i Kamińskiego, chociaż coraz niższy poziom reprezentują. Ja nie jestem analitykiem sceny politycznej. Ja jestem tym od wygłupiania się w telewizji. Ja się wygłupiam i drwię z każdej władzy natomiast…
Tomasz Sekielski: Jesteś człowiekiem, który potrafi kreować swój wizerunek. Nie masz wrażenia że…
Kuba Wojewódzki: Obciach Donalda jest mniejszy niż pana Jarka Jacka i Placka.

Pół roku wcześniej Wojewódzki zdradził w swoim show, że doradza PO w kampanii wyborczej i że podchodzi do niej „strasznie emocjonalnie”. „To były przyjacielskie rady. Za skonstruowanie kampanii odpowiadał sztab” – potwierdzał słowa Wojewódzkiego Grzegorz Schetyna (w wypowiedzi dla „Dziennika”). Czyż można się zatem dziwić Joannie Kluzik-Rostkowskiej, która w ostatnim wyskoku Wojewódzkiego (osławiony rap o Jarosławie Kaczyńskim idącym „po trupach do celu”) dopatruje się politycznych intencji Platformy Obywatelskiej? Czy piosenka Wojewódzkiego nie jest po prostu logiczną konsekwencją lawiny wypowiedzi polityków PO „przestrzegających” przed wykorzystywaniem w kampanii ofiar tragedii smoleńskiej?

Epilog

Skupiłem się na środowisku artystów, gdyż o pozostałych dwóch grupach wymienionych przez Wielowieyską: naukowcach i publicystach, należałoby napisać osobne, sążniste teksty.
Dziennikarze oddani Platformie Obywatelskiej zasługują nawet na całą encyklopedię, i to wielotomową. Tom I: hasła od Brat do Cze; tom II: Miecu – Parad; tom III: Szost – Włady.

Plus osobny suplement z nazwiskami zaczynającymi się na „Woł”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop