Posts Tagged „Margaret Thatcher”<

Nowa bestia: Davisław Caczeron

29 cze 2010

Dotychczas to Jarosław Kaczyński był niedoścignionym mistrzem w straszeniu Polaków. Straszył ich dzikim liberalizmem, nagłym zgonem przed szpitalnymi drzwiami oraz różnymi dziwnymi słowami, jak dyfuzja czy polaryzacja. Jednak spece od politycznego marketingu w PO szybko się uczą.

Od dwóch dni roztaczają przed polską wsią wizję sodomy i gomory po zniesieniu dopłat bezpośrednich przez Jarosława Kaczyńskiego, gdy ten zostanie prezydentem. Jak wiadomo, prezydent Kaczyński zaproponuje skasowanie dopłat natychmiast po objęciu urzędu, na pierwszym lepszym szczycie unijnym. Razem z Davidem Cameronem, który nie śpi nocami, by opracować perfidny plan rozwalenia Wspólnej Polityki Rolnej. Angela Merkel zgodzi się bez wahania, Jose Luis Zapatero ochoczo przyklaśnie temu pomysłowi, a Nicolas Sarkozy będzie wręcz podskakiwał z radości, krzycząc: „Sacré Bleu! C’est fantastique!”. Wspólna Polityka Rolna zakończy swój żywot z dnia na dzień, polskie mućki padną trupem, pszeniczne kłosy trafi szlag, a po latach historycy będą mówić o „klątwie Caczerona”.

No to sobie pożartowaliśmy, a teraz już na poważnie: minister finansów Jacek Rostowski przejechał się po Kaczyńskim i Cameronie, aż zafurczało. Polska, według pana ministra, płaci do budżetu Wielkiej Brytanii „haracz”, bo Wielka Brytania nie chce zrezygnować z osławionego rabatu wywalczonego jeszcze przez Margaret Thatcher. A dlaczego nie chce? Bo prezes PiS nie był łaskaw poruszyć tego tematu podczas poniedziałkowej pogawędki na Downing Street.

Niniejszym chciałbym pogratulować panu ministrowi iście lordowskiego wyczucia. Nie ma to, jak przywitać świeżo upieczonego premiera Wielkiej Brytanii kilkoma obraźliwymi zdaniami na temat rabatów i haraczy. To się nazywa nowoczesna, dojrzała dyplomacja!

Niestety, podczas wtorkowej konferencji prasowej kamera TVN 24 pokazywała Jacka Rostowskiego tylko od pasa w górę. Coś mi się jednak zdaje, że pan minister miał na sobie krótkie spodenki.



Od moderatora:
W związku z wyborami na urząd Prezydenta RP informujemy, iż w okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji politycznej na rzecz kandydatów w jakiejkolwiek formie.

Publikacje na blogu jakichkolwiek komentarzy mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny.
(Art. 76b ust. 2 i art. 77 ust. 1 ustawy z dnia 27 września 1990 r. o wyborze Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej tj. Dz. U. z 2010 r. Nr 72, poz. 467.)
Dziękujemy za wszystkie komentarze, a w razie pytań prosimy o kontakt na moderatorzy@rp.pl .

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Europa jak islandzki wulkan

28 maj 2010

Stary Kontynent walczy z gigantycznym zadłużeniem. Tnie i oszczędza. Ale Europa jest usłana politycznymi trupami śmiałków, którzy w przeszłości próbowali przeprowadzić w swoich krajach podobne reformy. Nielicznym się udawało, większość po jakimś czasie wywieszała białą flagę.

W 1974 roku konserwatywny premier Wielkiej Brytanii Edward Heath, po trwającym trzy tygodnie paraliżu całego kraju, skapitulował przed strajkującymi górnikami. Podniósł im pensje o ponad 20 procent i rozpisał przyspieszone wybory. Przegrał je gładko, oddając władzę laburzystom.

Dziesięć lat później swoją wojnę ze związkowcami stoczyła Margaret Thatcher. Brutalną i krwawą. Były w niej prawdziwe bitwy, jak słynna „Battle of Orgreave”, w której 6 tysięcy robotników starło się z 8 tysiącami policjantów; a także zwykłe morderstwa: w listopadzie 1985 roku pewien taksówkarz wiozący do pracy górnika łamistrajka zginął pod betonowym blokiem zrzuconym z mostu. Żelazna dama ostatecznie triumfowała, choć do dziś straszy się nią walijskie dzieci.

Thatcher była jednak wyjątkiem. Minęło kolejnych dziesięć lat i kolejny europejski polityk musiał pożegnać się ze złudzeniami. Gdy jesienią 1995 roku konserwatywny premier Francji Alain Juppé zapowiedział zmiany w systemie emerytalnym pracowników budżetówki, stał się wrogiem publicznym numer jeden.

Pociągi przestały kursować. Uniwersytety przestały uczyć. Strajkowały miliony ludzi. Przez miesiąc cała Francja po porannej kawie z croissantem udawała się na najbliższą manifestację. W końcu Juppé podkulił ogon i wycofał się ze swych projektów. Pięć lat później socjaliści dopisali puentę do tego smutnego epizodu, wprowadzając nad Sekwaną… 35-godzinny tydzień pracy. Żeby było więcej czasu na maszerowanie z transparentami.

Dzisiaj przed równie ciężką próbą stają Papandreu, Zapatero, Berlusconi, Cameron, Sarkozy, Sócrates, Cowen. Na razie rządzący obcinają przywileje głównie sobie (jak w Wielkiej Brytanii), planują opodatkowanie najbogatszych (jak w Hiszpanii) i ograniczają inwestycje (jak we Włoszech). Lecz prędzej czy później zostaną zmuszeni do bardziej radykalnych kroków. Wtedy zabawa w palenie banków, którą pamiętamy z Aten, może się okazać niewinną igraszką. Nie wiadomo tylko, kiedy ten wulkan wybuchnie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

O manipulowaniu cytatami

22 lut 2010

Lewica od lat manipuluje słynnymi słowami wypowiedzianymi przez Margaret Thatcher, ale żeby robili to też brytyjscy konserwatyści?!

Margaret Thatcher

Margaret Thatcher

Gazeta Wyborcza, 20-21 lutego 2010, s. 24. Rozmowa z Philipem Blondem, brytyjskim politologiem, założycielem konserwatywnego think tanku ResPublica. Blond opowiada o kryzysie współczesnego kapitalizmu.

Maciej Stasiński: Jak przełożyć wartości na reguły rynku?

Blond: Jeśli uznamy, że ludzie kierują się wyłącznie egoistycznymi interesami i ZA PANIĄ THATCHER POWIEMY, ŻE „NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK SPOŁECZEŃSTWO”, to będziemy mieli to samo, co teraz. Ale jeśli uznamy, że ludzie chcą ze sobą współpracować, to okaże się, że możliwy jest kapitalizm oparty na zaufaniu. Zaufanie jest tańsze od podejrzliwości. Koszty podejrzliwości, zwłaszcza w sektorze publicznym, są ogromne.

***

Blond opowiada o wadach i zaletach kapitalizmu w sposób rozsądny, lecz w tym jednym fragmencie popełnia grzech intelektualnego lenistwa, powtarzając za medialnym stadem anegdotę o krwiożerczej i nieczułej Maggie.

Cytat pochodzi z wywiadu, jakiego Margaret Thatcher udzieliła magazynowi „Woman’s Own” w październiku 1987 roku. Oto obszerniejszy fragment:

„Myślę, że przeszliśmy właśnie przez okres, w którym zbyt wielu osobom, zbyt wielu dzieciom wbijano do głów formułkę: „Mam problem, więc rząd powinien się nim zająć”. Albo: „Mam problem, więc pójdę i poproszę o zasiłek, żeby sobie z nim poradzić”. Albo: „Jestem bezdomny, rząd musi mi dać mieszkanie”. A zatem przerzucają swoje problemy na społeczeństwo. A czymże jest społeczeństwo? NIE MA CZEGOŚ TAKIEGO JAK SPOŁECZEŃSTWO. Są pojedynczy mężczyźni i pojedyncze kobiety, są rodziny, i żaden rząd nie może uczynić nic, jeśli ludzie nie zaczną najpierw dbać o własne życie. Jest naszym obowiązkiem dbać o nas samych, a także pomagać naszym sąsiadom, by dbali o siebie. Życie słada się z wzajemnych zobowiązań. Ludzie myślą tylko o korzystaniu z pomocy państwa, a nie myślą o obowiązkach. Nie powinno być uprawnień [do wsparcia ze strony państwa], jeśli najpierw nie wywiążemy się z naszych zobowiązań. To jest jedna z naszych tragedii. Dajemy ludziom finansowe wsparcie, by wiedzieli, że w przypadku choroby mogą liczyć na pewne zabezpieczenie, na pomoc, przeznaczoną dla tych, których dotknęło nieszczęście. Taki był zawsze cel tego typu działań państwa: „OK, żyjemy razem i mamy pewne zabezpieczenia, dzięki którym będziemy mogli zająć się [taki przypadkami]. Taki był cel… Ale znaleźli się ludzie, którzy manipulują systemem. Te zabezpieczenia miały mieć inny charakter: „No dobrze, jeśli nie możesz znaleźć pracy, powinienieś mieć przynajmniej jakiś minimalny standard życia”. Gdy jednak ludzie przychodzą i mówią: „Przecież praca nie ma sensu, skoro dostaję tyle samo na zasiłku”, wówczas należy im odpowiedzieć: „Mój drogi, nie żyjesz wcale z zasiłku od państwa. To twój sąsiad wypłaca Ci ten zasiłek. Jeśli możesz uczciwie zarabiać na życie, to masz wręcz taki obowiązek. I poczujesz się z tym dużo lepiej”.

***

Według Blonda słowa pani premier świadczą o tym, że promowała ona egoizm w gospodarce. Moim skromnym zdaniem świadczą one o czymś zupełnie odwrotnym.

Pod tezami Margaret Thatcher mógłby się podpisać i Janusz Korwin-Mikke, i Donald Tusk, i Jarosław Kaczyński, i Włodzimierz Cimoszewicz, a i Sławomirowi Sierakowskiemu byłoby raczej trudno z nimi polemizować.

Bo na tym polegała wielkość Żelaznej Damy. I na tym polega też małość wszystkich krytyków thatcheryzmu, bezmyślnie powtarzających słowa o „społeczeństwie, którego nie ma”.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop