Posts Tagged „aborcja”<

Bełkot nad bełkotami

25 kwi 2012

Do niedawna żywiłem przekonanie, że w uchwałach wydawanych przez Parlament Europejski osiągnięto już najwyższy poziom ideologicznego bełkotu. Nie doceniałem jednak twórczych talentów deputowanych.

Rezolucja o kobietach i klimacie to prawdziwa perła w koronie, wisienka na torcie, słowem: bełkot nad bełkotami.

Gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości – wszystkie dokumenty PE dotyczące praw kobiet sprowadzają się do dwóch rzeczy: pigułki i aborcji. Nie inaczej jest i tym razem. Autorzy raportu próbują udowodnić, iż powszechna dostępność środków antykoncepcyjnych i liberalne prawo aborcyjne przyczynią się do powstrzymania globalnego ocieplenia, szczególnie w krajach Trzeciego Świata.

„Planowanie rodziny może znacząco poprawić zdrowie kobiet i kontrolę wielkości rodziny, a ostatecznie zwiększyć niezależność i ograniczyć obciążenie pracą kobiet (…), przy jednoczesnym zwiększeniu odporności kobiet i rodzin na skutki zmiany klimatu” – czytamy w jednym z paragrafów. Przemilczmy grafomański styl i zwróćmy uwagę na zdumiewający ciąg logiczny: aborcja sprawia, iż kobieta jest zdrowsza i bardziej wypoczęta, bo nie musi się zajmować bachorami i dzięki temu lepiej znosi upały. Pozwolę sobie na krótką kontranalizę: by usunąć ciążę, kobieta musi się udać do najbliższego szpitala, oddalonego o 100 km, a następnie wrócić. W ten sposób przyczynia się do zwiększenia emisji dwutlenku węgla. Ponadto większa liczba pociech w rodzinie oznacza, iż kobieta ma mniej pracy, bo dzieci pomagają jej w prowadzeniu gospodarstwa. Krótko mówiąc: mniej antykoncepcji równa się większa odporność kobiety na zmiany klimatyczne. Logiczne?

Mało tego. W innym miejscu znajdziemy fragment o „niezaspokojonych potrzebach antykoncepcyjnych kobiet i mężczyzn”. Aha, czyli mężczyznom też można by jakoś pomóc, np. wręczając im miliony darmowych prezerwatyw. Znakomity pomysł: jak wiadomo, przemysł gumowy należy do najbardziej ekologicznych w świecie.

A teraz mój ulubiony passus: „Wzorce konsumpcyjne różnią się zależnie od płci, gdyż kobiety konsumują w sposób bardziej zrównoważony”. Ciekawe, moja karta kredytowa nigdy o tym nie słyszała.

Nie szkoda papieru na takie banialuki? Nie szkoda tych wszystkich ściętych drzew?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Aborcyjna hipokryzja

29 paź 2011


„Faszeruje się młodzież wrogą propagandą, a nie pozwala się sięgnąć po książkę, która zawiera podstawowe informacje z biologii”

Kazimiera Szczuka oburza się w ten sposób na decyzję Empiku, który przestał sprzedawać osławioną „Małą książkę o aborcji” (autorstwa samej Szczuki oraz Katarzyny Bratkowskiej) w dziale dla młodzieży.

To ciekawa argumentacja, ponieważ dotąd wydawało mi się, że zwolennicy aborcji boją się „rzetelnych informacji z biologii” jak diabeł święconej wody.

Protestowali m.in. przeciwko wszystkim tzw. wystawom aborcyjnym, na których przedstawiano płody rozerwane w trakcie zabiegu usunięcia ciąży. Można dyskutować na temat drastyczności takich wizerunków, czyż nie jest to jednak „rzetelna informacja z biologii”?

Zwolennicy aborcji oburzają się również, gdy przypomina się ludziom, jak wyglądają 12-tygodniowe płody – czyli takie, którze można spędzić „na życzenie” w większości krajów Europy. A przecież to tylko „rzetelna informacja z biologii”.

Proszę sobie także przypomnieć wściekłość amerykańskich aktywistów ruchu pro-choice, gdy gubernator stanu Teksas podpisał ustawę nakazującą lekarzom, by pokazywali kobietom chcącym dokonać aborcji ultrasonograficzne zdjęcia ich dzieci – na 24 godziny przed planowanym zabiegiem. Czym jest takie zdjęcie, jeśli nie „rzetelną informacją z biologii”?

Chcecie się ścigać na „rzetelne informacje z biologii”? Proszę bardzo.

P.S. Zapraszam od dziś także na twittera: @mmagierowski

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Panika aborcjonistów

12 lip 2011

Dlaczego kampania węgierskiego rządu promująca adopcję rozwścieczyła Komisję Europejską? – zastanawia się publicysta „Rzeczpospolitej”.

W trakcie dwóch kadencji prezydenta George’a W. Busha administracja USA nie dokładała się do budżetu Funduszu Ludnościowego ONZ. Amerykańscy urzędnicy twierdzili, że agenda ta popierała nie tylko przerywanie ciąży jako sposób na ograniczanie dzietności w krajach Trzeciego Świata, ale też współpracowała m.in. z rządem chińskim, oskarżanym o zmuszanie do aborcji milionów kobiet.

W ciągu ośmiu lat Fundusz Ludnościowy miał z tego powodu stracić blisko 250 mln dolarów. Nie stracił jednak, gdyż kilka krajów europejskich (m.in. Szwecja, Dania i Holandia) postanowiło na ochotnika uzupełnić tę lukę. Dorzuciła się też sama Komisja Europejska – w kwocie 36 mln dolarów.

Komisja Europejska nie ma zatem nic przeciwko temu, by płacić za aborcje w Chinach, Zambii czy Bangladeszu. Gdy jednak ktoś wykorzystuje unijne pieniądze, by chronić życie nienarodzonych, doprowadza to eurokratów do białej gorączki.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tylko u nas: trzecia aborcja za darmo

20 maj 2010

Ciąże nastolatek są jednym z najpoważniejszych problemów społecznych w Wielkiej Brytanii. Rządzący przez wiele lat laburzyści ramię w ramię z licznymi organizacjami feministycznymi bohatersko walczyli z tym zjawiskiem na najrozmaitsze sposoby

Było zatem dużo edukacji seksualnej dla dzieci i młodzieży. Było rozdawanie kondomów w szkołach. Było wręczanie 16-latkom pigułek wczesnoporonnych. I jeszcze więcej edukacji seksualnej. I jeszcze więcej prezerwatyw. Były także instruktażowe broszury (o wielce wymownym tytule „Pleasure”), wydawane przez tamtejszą służbę zdrowia, wedle których nauczyciele mieli mówić dzieciom o zaletach „codziennego orgazmu” i namawiać do masturbacji.

Było promowanie różnych „modeli rodziny”, łącznie ze stwierdzeniem, iż rodzina tak naprawdę „nie ma znaczenia dla społeczeństwa”, a rosnąca liczba separacji na Wyspach to „pozytywne zjawisko” (Harriet Harman, pani minister ds. równości w rządzie Gordona Browna).

A na końcu były wielkie oczy i zdumione miny ekspertów, gdy okazywało się, że te wszystkie środki jakoś nie przekładają się na mniejszą liczbę niechcianych ciąż, że 280 mln funtów wydanych w ciągu ostatnich dziesięciu lat zostało wyrzucone w błoto, że statystyczne słupki, zamiast maleć, idą w górę. Eksperci przyjrzeli się owym słupkom, podrapali w głowy i zaproponowali… kolejne 20 milionów na edukację seksualną i kolejne śmiałe innowacje. M.in. pomysł, by państwowi urzędnicy wysyłali uczennicom esemesy z przypomnieniem, kiedy powinny łyknąć swoją tabletkę.

Owi eksperci chyba liczą na to, iż brytyjskie nastolatki, gdy już dowiedzą się wszystkiego o „pleasure”, a ich cyklem miesiączkowym będzie sterował telefon komórkowy, przestaną uprawiać seks. Ale przecież nie można być niczego pewnym, więc na wszelki wypadek trzeba im jeszcze zareklamować usługi aborcyjne w telewizji. Niedługo pojawią się zapewne także reklamy „zestawów aborcyjnych zrób to sam” – skoro można już kupić podobny zestaw do eutanazji.

Nic mnie już nie zdziwi. Nawet jeśli Wielką Brytanię wkrótce pochłonie Atlantyk.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop