W co nas robi Unia Europejska

24 sty 2012

Ministrowie finansów strefy euro ustalili, że Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (o którym pisałem tutaj) zacznie działać jeszcze w tym roku. Podjęli także jedną ważną decyzję personalną: szefem tzw. Special Purpose Investment Vehicle, organu, który ma się zająć ściąganiem z rynku funduszy dla ESM, zostanie Jacques Santer.

Zapewne przypominają Państwo sobie to nazwisko. Tak, to ten sam Jacques Santer, który był przewodniczącym Komisji Europejskiej w latach 1995-1999. Tak, to ta sama komisja, która podała się do dymisji en masse, z powodu serii skandali korupcyjnych. Najgłośniejszy (choć wcale nie najpoważniejszy) był ten związany z byłą premier Francji Edith Cresson, wówczas komisarz ds. nauki, która zatrudniła na stanowisku swojego osobistego doradcy… swojego osobistego dentystę, płacąc mu krocie.

Przekręty urzędników komisji Santera zostały udokumentowane przez niezależną grupę ekspertów, którzy sporządzili stosowny raport.

Jean-Claude Juncker, obecny premier Luksemburga i rodak Santera, ogłaszając decyzję Eurogrupy stwierdził:

Jacques Santer dobrze pracował dla Luksemburga i dla Europy.

Brytyjski eurodeputowany Martin Callanan ma nieco odmienne zdanie:

To tak jakby na czele banku krwi postawić Drakulę.

Święta racja.

Mam wrażenie, że gdyby „niedemokratyczny” Watykan funkcjonował tak samo „demokratycznie” jak Unia Europejska, papieżem już dawno zostałby arcybiskup Juliusz Paetz, a abp Stanisław Wielgus – co najmniej szefem Kongregacji ds. Nauki Wiary.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Co Europejczyk może przeczytać o Orbanie

22 sty 2012

Presseurop.eu to portal gromadzący tłumaczenia artykułów z prasy europejskiej. Jego patronami są cztery tygodniki publikujące przedruki: francuski „Courrier international”, włoski „Internazionale”, portugalski „Courrier internacional” oraz nasze rodzime „Forum”. Jednym z głównych sponsorów portalu jest Komisja Europejska.

Możemy tutaj znaleźć m. in. raport specjalny poświęcony sytuacji na Węgrzech. Czytelnicy nie muszą nawet zagłębiać się w poszczególne teksty. Wystarczy lektura samych tytułów:

„Wersja Viktora Orbána”

„Próba sił w sprawie ustawy medialnej”

„Gorzkie spotkanie z MFW”

„Związki w pierwszym szeregu przeciwko Orbánowi”

„Budapeszt na ławie oskarżonych”

„Parlament Europejski sprawdza Konstytucję”

„Konstytucja, która niepokoi Europę”

„Dyktatura większości wyryta w kamieniu”

„Sezon polowań na Romów wciąż trwa”

„Wolność prasy to tajemnica wolności”

„Budapeszt poprawi ustawę o mediach”

„Węgry to nie wyjątek”

„Wolność prasy umiera, ale się nie poddaje”

„Dokąd kroczysz, Budapeszcie?”

„Mroczny przedmiot pożądania – prywatne składki emerytalne”

„Przeszłość odbija się czasem czkawką”

„Coraz słabsze ogniwo”

„Pradawna choroba tocząca Węgry”

„Węgierski kapitalizm – zagrożone ambicje”

„Wzorem jest Pekin”

„Viktor Orbán snuje wielkie wizje”

„Społeczeństwo rozdarte”

„Współczesny rokoszanin Viktor Orbán”

„Zapomnijmy o pożytecznych idiotach Europy!”

„Wielkie Węgry budzą strach”

„Fidesz bierze niemal wszystko”

„13 powodów przygnębienia”

„Antyromska krucjata”

„Wymijające odpowiedzi Viktora Orbána”

„Początek próby sił”

„Bruksela rozpoczyna operacją „usunąć Orbána”

„Viktor Orbán coraz bardziej osamotniony”

„Orbán i nasze wartości”

„Węgry to również nasza sprawa”

„Przeciw Orbánowi – tak, razem z zagranicą – nie!”

„MWF i UE trzaskają drzwiami”

„Węgierska ustawa niezadowalająca”

„Jak złagodzić smak węgierskiego gulaszu?”

To nie są tytuły WYBRANYCH przeze mnie tekstów z raportu specjalnego. To są tytuły WSZYSTKICH tekstów poświęconych Węgrom na stronie presseurop.eu.

Brakuje tylko informacji o stonce ziemniaczanej, zrzucanej przez węgierskich imperialistów na europejskie pola. Ale i do tego wkrótce dojdziemy, cierpliwości.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kiedy Tusk potrząsa szabelką

19 sty 2012

Donald Tusk nie jest wprawdzie „wszechmocny”, jak słusznie zauważył podczas niedawnej konferencji prasowej, ale udało mu się jednak wcisnąć do projektu unii fiskalnej zapis o udziale państw spoza strefy euro w szczytach eurolandu. Pojawia się on w najnowszej, czwartej wersji projektu umowy.

Polska otrzyma zaproszenie na taki szczyt, ale prawdopodobnie jedynie raz w roku. Będzie to więc raczej wizyta kurtuazyjna, połączona z rytualną, zbiorczą fotografią przywódców UE, a nie realne uczestniczenie w procesie podejmowania decyzji. Co gorsza, aby móc skorzystać z tego prawa, Polska będzie musiała „wyrazić wolę przestrzegania niektórych zapisów umowy”.

Przypomnijmy, iż wcześniej premier Tusk i minister Rostowski zapewniali nas, że restrykcje paktu fiskalnego będą nas obowiązywać dopiero od momentu przyjęcia przez Polskę wspólnej waluty. Po raz kolejny Tusk stanie przed diabelską alternatywą: realizując obietnicę przystąpienia do unii fiskalnej, złamie inną obietnicę. Dlatego skłaniam się ku hipotezie, iż premier jednak nie zdecyduje się na podpisanie umowy.

Najciekawsza jest jednak pewna sekwencja wydarzeń, które doprowadziły do uzyskania wspomnianego na początku ustępstwa.

Najpierw słyszeliśmy z ust Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego, iż naszą szansą jest ścisły sojusz z Niemcami i popieranie postulatów Berlina w kwestii reform instytucjonalnych w UE. Rząd z góry zapowiedział, że zamierza przyłączyć się do unii fiskalnej. Gdy jednak jej paragrafy okazały się dla nas niekorzystne, ton wypowiedzi najważniejszych polskich polityków zaczął się zmieniać. Tusk stwierdził, że tak naprawdę czuje się eurosceptykiem, i że taki kształt paktu fiskalnego nas nie interesuje. Wreszcie w wywiadzie dla włoskiego dziennika „Corriere della Sera” wypowiedział zdanie zdumiewające. Sprzeciwił się mianowicie dyktatowi Niemiec i Francji w Unii Europejskiej („Nie można pozostawić Europy dwóm stolicom”), a także powstawaniu w UE „ekskluzywnych klubów”. Przedstawił oś Warszawa-Rzym jako „uzupełnienie” osi Berlin-Paryż.

Przecież niecałe dwa miesiące temu szef polskiej dyplomacji mówił w Berlinie coś zupełnie odwrotnego, domagając się od Niemiec, aby przyjęły na siebie ciężar przywództwa w Unii!

Wygląda na to, że Tusk jednym wywiadem przekreślił berlińską mowę swojego ministra spraw zagranicznych, uznawaną swego czasu za „wielką, przełomową i wizjonerską”. Pytanie brzmi, czy Radosław Sikorski także zmienił zdanie i podpisuje się dzisiaj pod tezami swojego przełożonego.

Tusk w krótkim czasie zaostrzył retorykę i utwardził swoje stanowisko, nazwał się eurosceptykiem, a w końcu pozwolił sobie na krytykę niemieckiego-francuskiego duopolu w Europie. Efekt? Korzystna dla Polski zmiana projektu unii fiskalnej (choć nie w pełni satysfakcjonująca). Nawet jeśli ostatecznie nie ratyfikujemy tej umowy, ostatnie tygodnie musimy uznać za bardzo pouczające: okazuje się, że tak wykpiwane przez ministra Sikorskiego „potrząsanie szabelką” daje lepsze efekty niż „wielkie, przełomowe i wizjonerskie” przemówienia, wygłaszane po angielsku w stolicy Niemiec.

Autor jest komentatorem tygodnika „Uważam Rze”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prawica won z Europy

13 sty 2012

Jeżeli chcemy pozbyć się prawicy z tego czy innego kraju należącego do Unii Europejskiej, należy wykonać następujące czynności:

1. Czekamy na dogodny moment, tzn. wyborcze zwycięstwo lewicy w danym kraju.

2. Przez kilka lat dopieszczamy lewicowy rząd, dając mu miliardowe pożyczki, przymykając oko na brak reform i naruszanie wolności słowa. Witamy premiera takiego kraju na szczytach unijnych, poklepując go i uśmiechając się do niego serdecznie.

3. Czekamy, aż ów premier ostatecznie doprowadzi swój kraj do ruiny.

4. Gdy lewica odchodzi w niesławie, a władzę w demokratycznych wyborach zdobywa prawica, witamy nowy rząd. Chłodno.

5. Kiedy nowy premier przeprowadza drastyczne reformy, starając się ratować kraj przed bankructwem, zaczynamy kręcić nosem.

6. Kiedy ten sam premier wprowadza podatek od banków, głośno się oburzamy (zapominając na chwilkę, że sami przed chwilą obrzucaliśmy światową finansjerę błotem i proponowaliśmy obciążenie jej stosownym podatkiem)

7. Czekamy na każde potknięcie prawicowego premiera, szczególnie w zakresie wolności mediów (zapominając na chwilkę, że sami potrafimy zadzwonić do naczelnego gazety i ochrzanić go z góry na dół za jakiś nieprawomyślny materiał – pozdrowienia dla prezydenta Sarkozy’ego!)

8. Wszelkie zmiany w prawie, przeprowadzane przez prawicowy rząd, traktujemy jako „zagrożenie dla demokracji”.

9. Okraszamy naszą krytykę słowem „faszyzm” i przypominamy, jak do władzy dochodził Hitler.

10. Nagłaśniamy wypowiedź każdego Wybitnego Europejskiego Intelektualisty, który wyrazi swoje zaniepokojenie „rozwojem sytuacji” w kraju rządzonym przez prawicę. Oraz równie zaniepokojonych lewicowych polityków danego kraju, tych samych, którzy doprowadzili go do ruiny.

11. Odmawiamy kolejnych pożyczek.

12. Z nieukrywaną Schadenfreude witamy obniżenie ratingu danego kraju do poziomu śmieciowego (zapominając na chwilkę, że sami niedawno potępialiśmy w czambuł działalność agencji ratingowych)

13. Zaczynamy przebąkiwać o konieczności stworzenia rządu „technicznego”

14. Urządzamy seansik nienawiści w Parlamencie Europejskim.

15. Sugerujemy wprowadzenie sankcji.

16. Odpowiednio stymulujemy frustracje obywateli danego kraju. Czekamy, aż tłumnie wylegną na ulicę, protestując przeciwko rządom prawicy.

17. Naciskamy i powtarzamy do znudzenia, że konieczne są wcześniejsze wybory.

18. Łamiemy kark prawicowemu premierowi, który godzi się na wszystkie warunki w zamian za kredyt z MFW.

19. Gratulujemy zwycięstwa w przedterminowych wyborach lewicy.

20. Przez kilka lat dopieszczamy lewicowy rząd, dając mu kolejne pożyczki…

Autor jest komentatorem tygodnika „Uważam Rze”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Bolesna porażka premiera Tuska

11 sty 2012

Powstał już trzeci wstępny projekt tzw. paktu fiskalnego. Ani w pierwszym, ani w drugim, ani w trzecim dokumencie nie pojawił się zapis, o który najbardziej zabiegał rząd Donalda Tuska – dotyczący udziału Polski w spotkaniach krajów eurolandu w charakterze obserwatora. Przed grudniowym szczytem UE i krótko po nim zarówno premier, jak i kilku ważnych ministrów odegrało spektakl pod tytułem „Wchodzimy do Unii pierwszej prędkości”. Tusk popełnił elementarny błąd: obiecał narodowi coś, co od początku było poza jego zasięgiem. Takiemu arcymistrzowi politycznego piaru podobne wpadki nie powinny się zdarzać. A jednak…

Jako pierwszy obudził się Jacek Rostowski, który zaczął wyrażać wątpliwości co do treści paktu. Oczywiście, istnieje cień szansy, że Polska zostanie dopuszczona do stołu, aczkolwiek należy się raczej przygotować do kolejnego spektaklu, tym razem zatytułowanego: „Dlaczego nie podpisujemy tej umowy”.

Tusk zapewne spodziewał się, że większość mediów zareaguje tak jak zwykle: przyjmując jego hurraoptymistyczne zapowiedzi za dobrą monetę. Sądził, że raz jeszcze uda mu się wytworzyć wokół siebie różową mgiełkę sukcesu, która ochroni go przed niewygodnymi pytaniami. Był zresztą w komfortowej sytuacji – gdy upubliczniano niekorzystne dla Polski paragrafy umowy, polscy żurnaliści byli zajęci liczeniem bączków, które nasi oficjele wręczyli oficjelom bratnich krajów w ramach prezydencji UE.

Okazało się jednak, że nie sposób przykryć wszystkiego pustą propagandą. Nawet Napoleon nie był w stanie przekuć klęski pod Waterloo w sukces. Wczoraj Tusk przyznał się do porażki. „Nie  jesteśmy wszechmocni”  – powiedział na konferencji prasowej.

Premier mógłby jeszcze lawirować, gdyby ostateczna wersja umowy miała zostać zredagowana za dwa lata, kiedy już wszyscy zapomną, o co w niej chodziło. Ale negocjacje powinny się zakończyć za niecałe trzy tygodnie. Sprawa jest zbyt świeża i zbyt oczywista, żeby ją – ot tak – zamieść pod dywan.

Wczorajsza skrucha premiera zwalnia Igora Ostachowicza z obowiązku wymyślania sposobu na to, aby Waterloo zamienić w Austerlitz. Ale ta porażka, tak czy inaczej, jest dla Tuska bardzo bolesna i wstydliwa.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gdy Sarkozy zmienia zdanie. O 180 stopni

09 sty 2012

Kilka dni temu prezydent Francji zapowiedział wprowadzenie podatku od transakcji finansowych (tzw. podatku Tobina), nawet jeśli inne kraje się na to nie zgodzą.

Tę zaskakującą deklarację złożył tuż przed dzisiejszym spotkaniem z Angelą Merkel. Niemcy, najważniejszy partner Francji w Europie, także są za ustanowieniem nowego podatku, ale chcą w tej sprawie ogólnounijnego kompromisu. Pani kanclerz musiała być zatem zaskoczona propozycją francuskiego przywódcy.

Najciekawsze w tej historii jest jednak to, iż Nicolas Sarkozy w 1999 roku mówił… coś dokładnie odwrotnego. Podczas jednego z programów telewizyjnych stwierdził:

Podatek Tobina to absurd. My go wprowadzimy, a potem okaże się, że żaden inny kraj tego nie zrobi. Jeśli wprowadzimy go we Francji, dziesiątki tysięcy ludzi straci pracę. Nie rozumiecie, że świat się zmienił? Świat stał się jedną, wielką wioską. Za każdym razem, gdy karzemy podatkiem ludzi, którzy chcą się bogacić, pomagamy bogacić się innym. Nie potraficie zrozumieć, że kolejne regulacje i podatki przynoszą skutki odwrotne od zamierzonych. Obudźcie się w końcu, świat się zmienił.

Dzisiaj ten sam Sarkozy chce wprowadzić ów podatek, który podobno „przyniesie skutki odwrotne od zamierzonych”.

Czyżby świat zmienił się raz jeszcze? A może pan Sarkozy po prostu – pardon my French – rżnie głupa?

Poniżej fragment wspomnianej dyskusji:

Sarkozy o podatku Tobina

Autor jest komentatorem tygodnika „Uważam Rze”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zdrajca? Nie, amator

21 gru 2011

Do indolencji obecnego rządu na arenie unijnej powinniśmy już przywyknąć – twierdzi publicysta

Pemier Donald Tusk jest Ryszardem Czarneckim unijnej polityki. Eurodeputowany PiS lubi opowiadać o swoich wpływach w partii. Szef rządu opowiada o swoich wpływach w Europie. Czarnecki szczyci się, iż ma dostęp do ucha prezesa. Tusk szczyci się swoją przyjaźnią z panią kanclerz. Czarnecki poucza tych, którzy rozbijają PiS i polską prawicę. Tusk karci wzrokiem tych, którzy rozbijają jedność Europy. Czarnecki zawsze wie, skąd wieją wiatry, i w odpowiednim momencie potrafi przytulić się do najsilniejszej frakcji w partii. Tusk także posiada tę umiejętność – a jako że w Unii najsilniejszą frakcją jest zawsze Angela Merkel, zatem Tusk przytula się do niej.

Widok europosła PiS, który niezgrabnie odgrywa rolę szarej eminencji swojego ugrupowania, może wzbudzić najwyżej litość. Ale widok premiera RP, który z kolejnego szczytu UE wraca na tarczy, mimo iż wcześniej obiecywał wszystkim złoto i frykasy, wywołuje jednocześnie smutek i irytację.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tusk wpadł w europułapkę

17 gru 2011

Wczoraj ujawniono projekt umowy międzynarodowej wprowadzającej nowe reguły i restrykcje w obszarze polityki fiskalnej w Europie. Dotyczą one głównie państw należących do eurolandu. Umowa wejdzie w życie, jeśli zostanie ratyfikowana przez co najmniej 9 krajów. Nie będzie jednak obowiązywała w tych państwach, które jej nie przyjmą.

Do unii będą mogli przyłączyć się także członkowie UE spoza klubu euro, w tym Polska.

W ostatnim punkcie projektu umowy jest mowa o tym, iż w przypadku takich krajów jak Polska przepisy zaczną obowiązywać dopiero po przyjęciu przez nie wspólnej waluty, choć mogą one dobrowolnie przystąpić do unii fiskalnej wcześniej („…unless the Contracting Party concerned declares its intention to be bound at an earlier date…”).

Nie ma natomiast słowa o ewentualnym uczestniczeniu krajów spoza strefy euro w pracach Eurogrupy. Nie ma słowa o uczestniczeniu szefów banków centralnych Polski, Czech czy Szwecji w obradach rady Europejskiego Banku Centralnego. W rozdziale V, Art. 13, p. 4 przeczytamy nawet, iż President of the Euro Summit (nowo utworzona funkcja) „będzie szczegółowo informował pozostałe kraje członkowskie UE o przygotowaniach i rezultatach szczytów”. Czy brzmi to jak zaproszenie do udziału w tych spotkaniach? Raczej nie.

Tomasz Bielecki z „Gazety Wyborczej” pisze:

My przed przyjęciem euro będziemy mieć w tej umowie status de facto obserwatora. Jaka będzie praktyczna różnica między Warszawą (przed przyjęciem euro) i Londynem, który pozostanie poza nowym układem? – Będziecie zasiadać przy jednym stole z siedemnastką państw euro. Uczestniczyć w dyskusjach, wpływać na kolejne reformy – mówi zachodni dyplomata.

Proponuję, aby Tomasz Bielecki lub ów „zachodni dyplomata” wskazali stosowny paragraf w projekcie umowy, który mówi o „statusie obserwatora” oraz „zasiadaniu przy wspólnym stole”.

Skoro rząd zadeklarował, iż przyłączy się do paktu, ma teraz dwa wyjścia:

Przystąpić do unii fiskalnej już teraz. Będzie to oznaczało, że manipulowano opinią publiczną, ponieważ restrykcje zaczną nas obowiązywać ZANIM przystąpimy do strefy euro, a i tak nadal nie będziemy mieli miejsca przy wspomnianym stole, nawet jako uczestnicy bez prawa głosu.

Przystąpić do unii fiskalnej wtedy, gdy przyjmiemy euro – czyli za cztery, pięć lat (jeśli oczywiście będzie jeszcze do czego przystępować). Będzie to oznaczało, że manipulowano opinią publiczną, mamiąc ją wizją „twardego jądra” i Polski „współdecydującej o przyszłym kształcie Europy”.

Pozostaje jeszcze szansa, iż w wyniku twardych negocjacji Polska wywalczy daleko idące poprawki w treści umowy. Good luck.

P.S. Jeszcze dwie uwagi natury ogólnej.

Po pierwsze: przez wiele tygodni słyszeliśmy o tym, iż aby uratować euro, należy ściślej koordynować politykę gospodarczą i narzucić wszystkim ostrzejsze reguły polityki budżetowej. Według projektu umowy może dojść do sytuacji, w której poza unią fiskalną pozostanie kilka krajów strefy euro (np. Irlandia), a wejdzie do niej kilka krajów spoza eurolandu (np. Polska). Jednocześnie Irlandia nie przestanie używać euro, choć nie będą jej obowiązywały zapisy nowej umowy. Polska zaś nie przestanie używać złotego, choć zapisy nowej umowy będą już ją obowiązywać. Moim skromnym zdaniem oznaczałoby to bałagan bez porównania większy niż obecnie. Jeśli to ma być „ściślejsza integracja gospodarcza” Unii Europejskiej, to ja się nazywam Justin Bieber.

Po drugie: Donald Tusk wielokrotnie podkreślał, że stworzenie „Europy dwóch prędkości” byłoby niebezpieczne dla naszych interesów w Unii i że powinniśmy się takim próbom zdecydowanie przeciwstawiać. Tymczasem, gdy powstaje rewolucyjny projekt, sankcjonujący „Europę dwóch prędkości” de iure, polski rząd nie tylko się do niego przyłącza, ale wręcz wyraża się o nim w samych superlatywach. Pozostawiam to bez komentarza.

Autor jest komentatorem tygodnika „Uważam Rze”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prawdziwi Europejczycy kontra plebejusze

16 gru 2011

Doskonale wiemy, że Unia wymaga ściślejszej integracji”; „Nie ulega kwestii, iż bliższa współpraca polityczna jest niezbędna”; „Jest oczywiste, iż rozpad strefy euro oznaczać będzie katastrofę dla całego kontynentu”; „Nikt nie ma wątpliwości, że odpowiedzią na obecny kryzys jest więcej Europy”.

Dlaczego ja właściwie nie piszę euroentuzjastycznych komentarzy?… Przecież to takie łatwe i przyjemne. Szczypta Barroso, kilka gramów Van Rompuya, łyżka Sikorskiego, pół szklanki Smolara, wszystko doprawiamy Beylinem, ozdabiamy Różą Thun i mamy gotowy koktajl. Że mdły i niestrawny? Jakie to ma znaczenie? Ważne, żeby płynnie recytować dekalog prawdziwego Europejczyka.

Zapewne przyzwyczailiście się już państwo do niezliczonych paradoksów w polskim życiu politycznym. Oto kolejny: sformułowanie „prawdziwy Polak” wywołuje u niektórych spazmy oburzenia, skojarzenia z nazizmem oraz oskarżenia o próbę podziału społeczeństwa. Ale te same osoby wskazują, kto dzisiaj jest, a kto nie jest „prawdziwym Europejczykiem”. Ci prawdziwi chodzą na paradę Schumana, ci zaś, którzy cierpią na eurofobię, biorą udział w różnych nacjonalistycznych marszach z jakimiś dziwnymi biało-czerwonymi flagami. Dobrzy Europejczycy – źli Europejczycy.

„Doskonale wiemy…”; „Nie ulega kwestii…”; „Jest oczywiste, że…”. Wszystkie te frazy służą właśnie dzieleniu Polaków i wprowadzają do debaty na temat Unii element shamingu (proszę mi wybaczyć ten anglicyzm, ale lepszego słowa nie znajduję). Kto śmie wyrażać wątpliwości, kto nie uważa, że wszystko jest już jasne, ten powinien się wstydzić i poważnie zastanowić nad swoją kondycją umysłową. Bo przecież młodzi, inteligentni, wykształceni mieszkańcy dużych miast, znający języki i posiadający smartfony, są miłośnikami głębszej integracji i domagają się, by było „więcej Europy”. To samo mówią Aleksander Kwaśniewski i Marek Kondrat. Więcej Europy chciałby też na pewno śp. Bronisław Geremek. A także bł. ks. Jerzy Popiełuszko – jak dał niedawno do zrozumienia Radosław Sikorski – byłby zadowolony z faktu, iż Europa tak pięknie się jednoczy.

Tym samym każda krytyka gabinetu Tuska i jego działań na arenie unijnej jest wyrazem pewnego niedowładu intelektualnego. Żeby krytykować polski rząd za prezydencję, trzeba być „z innej planety”, jak stwierdziła w Strasburgu eurodeputowana PO Lena Kolarska-Bobińska. „To najlepsza prezydencja 15-lecia!” – zachwalał z kolei przyszły szef PE Martin Schulz. „Wielka, imponująca, cudowna, wspaniała, niedościgniona, boska” – rozpływali się w ub. środę prezenterzy telewizyjnych „Wiadomości”.

Jakieś wątpliwości?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Mowa Jaruzelskiego (z przypisami)

13 gru 2011

Przemówienie generała Wojciecha Jaruzelskiego z dnia 13 grudnia 1981 roku, z przypisami dla dzisiejszych gimnazjalistów.

Obywatelki i obywatele Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej!

Zwracam się dziś do Was jako żołnierz i jako szef rządu polskiego (KŁAMSTWO – ZWRACAŁ SIĘ JAKO DYKTATOR). Zwracam się do Was w sprawach wagi najwyższej. Ojczyzna nasza znalazła się nad przepaścią (POD RZĄDAMI KOMUNISTÓW).

Dorobek wielu pokoleń, wzniesiony z popiołów polski dom ulega ruinie (DZIĘKI KOMUNISTOM). Struktury państwa przestają działać. Gasnącej gospodarce zadawane są codziennie nowe ciosy (ZADAWALI JE KOMUNIŚCI). Warunki życia przytłaczają ludzi coraz większym ciężarem (DZIĘKI KOMUNISTOM). Przez każdy zakład pracy, przez wiele polskich domów, przebiegają linie bolesnych podziałów (MIĘDZY KOMUNISTAMI, A CAŁĄ RESZTĄ).

Atmosfera niekończących się konfliktów, nieporozumień, nienawiści — sieje spustoszenie psychiczne, kaleczy tradycje tolerancji (OWSZEM, KALECZYLI JE JARUZELSKI I JEGO TOWARZYSZE). Strajki, gotowość strajkowa, akcje protestacyjne stały się normą. Wciąga się do nich nawet szkolną młodzież (SZKOLNA MŁODZIEŻ SAMA SIĘ DO NICH WCIĄGAŁA). Wczoraj wieczorem wiele budynków publicznych było okupowanych. Padają wezwania do fizycznej rozprawy z „czerwonymi”, z ludźmi o odmiennych poglądach (TRZY LATA PÓŹNIEJ KOMUNIŚCI ZAMORDOWALI KS. POPIEŁUSZKĘ). Mnożą się wypadki terroru, pogróżek i samosądów moralnych, a także bezpośredniej przemocy (KŁAMSTWO, KŁAMSTWO, KŁAMSTWO).

Szeroko rozlewa się po kraju fala zuchwałych przestępstw, napadów i włamań (KŁAMSTWO). Rosną milionowe fortuny rekinów podziemia gospodarczego. Chaos i demoralizacja przybrały rozmiary klęski (OWSZEM, KOMUNIŚCI BYLI ZDEMORALIZOWANI DO CNA). Naród osiągnął granice wytrzymałości psychicznej (DZIĘKI WAM, PANOWIE). Wielu ludzi ogarnia rozpacz. Już nie dni, lecz godziny przybliżają ogólnonarodową katastrofę. Uczciwość wymaga, aby postawić pytanie: Czy musiało do tego dojść? Obejmując urząd prezesa Rady Ministrów wierzyłem, że potrafimy się podźwignąć. Czy zrobiliśmy więc wszystko, aby zatrzymać spiralę kryzysu? (ZROBILIŚCIE WSZYSTKO, ŻEBY JĄ NAKRĘCIĆ).

Historia oceni nasze działania (HISTORIA OCENIŁA, SĄDY – NIESTETY NIE). Nie obeszło się bez potknięć (NAPRAWDĘ?!). Wyciągamy z nich wnioski. Przede wszystkim jednak minione miesiące były dla rządu czasem pracowitym, borykaniem się z ogromnymi trudnościami. Niestety — gospodarkę narodową uczyniono areną walki politycznej (JAKĄ GOSPODARKĘ? PRZECIEŻ JĄ DAWNO WYKOŃCZYLIŚCIE). Rozmyślne torpedowanie rządowych poczynań sprawiło, że efekty są niewspółmierne do włożonego wysiłku, do naszych zamierzeń. Nie można odmówić nam dobrej woli, umiaru, cierpliwości (SZCZEGÓLNIE DOBREJ WOLI…). Czasem było jej może aż zbyt wiele. Nie można nie dostrzec okazywanego przez rząd poszanowania umów społecznych (MOŻNA NIE DOSTRZEC, MOŻNA…). Szliśmy nawet dalej. Inicjatywa wielkiego porozumienia narodowego zyskała poparcie milionów Polaków (WHAT???). Stworzyła szansę pogłębienia systemu ludowładztwa (MOJE ULUBIONE SŁOWO), rozszerzenia zakresu reform.

Te nadzieje obecnie zawiodły. Przy wspólnym stole zabrakło kierownictwa „Solidarności”. Słowa wypowiedziane w Radomiu, obrady w Gdańsku odsłoniły bez reszty prawdziwe zamiary jej przywódczych kręgów. Zamiary te potwierdza w skali masowej codzienna praktyka, narastająca agresywność ekstremistów (JAKICH ZNOWU EKSTREMISTÓW?! MICHNIKA I KURONIA?!), jawne dążenie do całkowitego rozbioru socjalistycznej polskiej państwowości. Jak długo można czekać na otrzeźwienie? Jak długo ręka wyciągnięta do zgody ma się spotykać z zaciśniętą pięścią? (TO MÓJ ULUBIONY FRAGMENT). Mówię to z ciężkim sercem, z ogromną goryczą. W naszym kraju mogło być inaczej (GDYBY WAS TUTAJ NIE PRZYSŁANO Z MOSKWY). Powinno być inaczej. Dalsze trwanie obecnego stanu prowadziłoby nieuchronnie do katastrofy, do zupełnego chaosu, do nędzy i głodu. Surowa zima mogłaby pomnożyć straty, pochłonąć liczne ofiary. Szczególnie wśród najsłabszych — tych, których chcemy chronić najbardziej. W tej sytuacji bezczynność byłaby wobec narodu przestępstwem („I FEAR GERMAN INACTIVITY…”).

Trzeba powiedzieć: dość! Trzeba zapobiec, zagrodzić drogę konfrontacji, którą zapowiedzieli otwarcie przywódcy „Solidarności”. Musimy to oznajmić właśnie dziś, kiedy znana jest bliska data masowych politycznych demonstracji, w tym również w centrum Warszawy, zwołanych w związku z rocznicą wydarzeń grudniowych (JAK ON TO PRZEWIDZIAŁ?!). Tamta tragedia powtórzyć się nie może. Nie wolno, nie mamy prawa dopuścić, aby zapowiedziane demonstracje stały się iskrą, od której zapłonąć może cały kraj. Instynkt samozachowawczy narodu musi dojść do głosu. Awanturnikom trzeba skrępować ręce, zanim wtrącą ojczyznę w otchłań bratobójczej walki (HMMM, SKĄD MY TO ZNAMY…).

Obywatelki i obywatele!

Wielki jest ciężar odpowiedzialności, jaka spada na mnie w tym dramatycznym momencie polskiej historii. Obowiązkiem moim jest wziąć tę odpowiedzialność — chodzi o przyszłość Polski, o którą moje pokolenie walczyło na wszystkich frontach wojny i której oddało najlepsze lata swego życia (I KTÓRE GNIŁO POTEM W KOMUNISTYCZNYCH WIĘZIENIACH, TYLKO DLATEGO, ŻE NOSIŁO NA MUNDURZE BARETKĘ Z NAPISEM „POLAND”). Ogłaszam, że w dniu dzisiejszym ukonstytuowała się Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego. Rada Państwa, w zgodzie z postanowieniami Konstytucji (KŁAMSTWO), wprowadziła dziś o północy stan wojenny na obszarze całego kraju. Chcę, aby wszyscy zrozumieli motywy i cele naszego działania. Nie zmierzamy do wojskowego zamachu, do wojskowej dyktatury (NIE, WCALE NIE). Naród ma w sobie dość siły, dość mądrości, aby rozwinąć sprawny, demokratyczny system socjalistycznych rządów (OKSYMORON).

W takim systemie siły zbrojne będą mogły pozostawać tam, gdzie jest ich miejsce — w koszarach. Żadnego z polskich problemów nie można na dłuższą metę rozwiązać przemocą (TRZY DNI PÓŹNIEJ CZOŁGI WJECHAŁY DO „WUJKA”). Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego nie zastępuje konstytucyjnych organów władzy. Jej jedynym zadaniem jest ochrona porządku prawnego w państwie, stworzenie gwarancji wykonawczych, które umożliwią przywrócenie ładu i dyscypliny. To ostatnia droga, aby zapoczątkować wychodzenie kraju z kryzysu, uratować państwo przed rozpadem. Komitet Obrony Kraju powołał pełnomocników-komisarzy wojskowych na wszystkich szczeblach administracji państwowej oraz w niektórych jednostkach gospodarczych. Pełnomocnicy-komisarze otrzymali prawo nadzorowania działalności organów administracji państwowej — od ministerstw do gmin („NIE ZMIERZAMY DO WOJSKOWEJ DYKTATURY”).

Proklamacja Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego oraz publikowane dziś dekrety określają szczegółowo normy publicznego porządku na okres trwania stanu wojennego. Wojskowa Rada zostanie rozwiązana wówczas, gdy w kraju zapanują rządy prawa, gdy powstaną warunki do normalnego funkcjonowania cywilnej administracji oraz ciał przedstawicielskich. W miarę stabilizowania się sytuacji wewnętrznej ograniczenia swobód w życiu publicznym będą zmniejszane lub uchylane. Niech nikt jednak nie liczy na słabość lub wahanie. W imię interesu narodowego, dokonano zapobiegawczo internowania grupy osób zagrażających bezpieczeństwu państwa (ACH, JUŻ TERAZ ROZUMIEM, CO ZNACZY „INTERES NARODOWY”). W grupie tej znajdują się ekstremalni działacze „Solidarności” oraz nielegalnych organizacji antypaństwowych. Na polecenie Wojskowej Rady internowano również kilkadziesiąt osób, na których ciąży osobista odpowiedzialność za doprowadzenie w latach siedemdziesiątych do głębokiego kryzysu państwa – czy za nadużywanie stanowisk dla osobistych korzyści. Wśród osób tych znajdują się między innymi: Edward Gierek (WRESZCIE JAKAŚ KORZYŚĆ: ARESZTOWANO LUDZI ODPOWIEDZIALNYCH ZA MONSTRUALNE ZADŁUŻENIE), Piotr Jaroszewicz, Zdzisław Grudzień, Jerzy Łukaszewicz, Jan Szydlak, Tadeusz Wrzaszczyk i inni. Pełna lista zostanie opublikowana. Będziemy konsekwentnie oczyszczać polskie życie ze zła — bez względu na to, gdzie się ono rodzi.

Wojskowa Rada zapewni warunki do bezwzględnego zaostrzenia walki z przestępczością. Działalność przestępczych gangów rozpatrywana będzie przez sądy w trybie doraźnym. Osoby trudniące się spekulacją na wielką skalę, czerpiące nielegalne zyski, naruszające normy współżycia społecznego będą ścigane i karane z całą surowością. Majątki zgromadzone w bezprawnej drodze ulegną konfiskacie (DO DZIŚ OBIETNICE TE NIE ZOSTAŁY, NIESTETY, ZREALIZOWANE).

Osoby na stanowiskach kierowniczych, winne zaniedbań służbowych, marnotrawstwa i partykularyzmu, nadużywania władzy i bezdusznego stosunku do spraw obywateli, będą na wniosek pełnomocników-komisarzy wojskowych zwalniane ze stanowisk w trybie dyscyplinarnym. Trzeba przywrócić szacunek do ludzkiej pracy. Zapewnić poszanowanie prawa i porządku, trzeba zagwarantować bezpieczeństwo osobiste każdemu, kto chce spokojnie żyć i spokojnie pracować. Przepisy specjalnego dekretu przewidują darowanie i puszczenie w niepamięć niektórych przestępstw oraz wykroczeń przeciwko interesom państwa popełnionych przed 13 grudnia bieżącego roku. Nie szukamy odwetu, kto bez złej woli dał się ponieść emocjom, uległ fałszywej inspiracji, może skorzystać z tej szansy (POZDROWIENIA DLA WSZYSTKCH DZIENNIKARZY, KTÓRZY SKORZYSTALI Z TEJ SZANSY).

Obywatelki i obywatele!

Żołnierz polski wiernie służył i służy ojczyźnie (POLSKI ŻOŁNIERZ – OWSZEM). Zawsze na pierwszej linii, w każdej społecznej potrzebie. Również dziś z honorem spełni swój obowiązek. Nasz żołnierz ma czyste ręce, nie zna prywaty, lecz twardą służbę. Nie ma innego celu niż dobro narodu. Odwołanie się do pomocy wojska może mieć i ma tylko charakter przejściowy, nadzwyczajny. Wojsko nie zastąpi normalnych mechanizmów socjalistycznej demokracji (NIC NIE MOŻE ZASTĄPIĆ MECHANIZMÓW SOCJALISTYCZNEJ DEMOKRACJI, NIE MA JUŻ WIĘKSZEGO ABSURDU). Demokrację można jednak wdrażać i rozwijać tylko w państwie silnym i praworządnym. Anarchia jest zaprzeczeniem, jest wrogiem demokracji. Jesteśmy tylko kroplą w strumieniu polskich dziejów (BYLIŚCIE TYLKO BRUDNYM PAPROCHEM W STRUMIENIU POLSKICH DZIEJÓW). Składają się one nie tylko z chlubnych kart. Są w nich również karty ciemne: liberum veto, prywata, swary (KTO MU TO PISAŁ?…).

W rezultacie — upadek i klęska. Ten tragiczny krąg trzeba kiedyś przerwać. Nie stać nas na kolejną powtórkę z historii. Pragniemy Polski wielkiej — wielkiej swym dorobkiem, kulturą, formami życia społecznego, pozycją w Europie („I FEAR GERMAN INACTIVITY…”). Jedyną drogą do tego celu jest socjalizm akceptowany przez społeczeństwo, stale wzbogacany doświadczeniem życia. Taką Polskę będziemy budować. Takiej Polski będziemy bronić. W tym dziele rola szczególna przypada ludziom partii. Mimo popełnionych błędów i gorzkich porażek partia w procesie historycznych przemian jest nadal siłą aktywną i twórczą. Aby skutecznie sprawować swą przewodnią misję, współpracować owocnie z sojuszniczymi siłami, opierać się musi na ludziach prawych, skromnych i odważnych (GRATULACJE DLA LESZKA MILLERA Z OKAZJI WYBORU NA PRZEWODNICZĄCEGO SOJUSZU LEWICY DEMOKRATYCZNEJ). Na takich, którzy w każdym środowisku zasłużą na miano bojowników o sprawiedliwość społeczną, o dobro kraju. To przede wszystkim rozstrzygnie o autorytecie partii w społeczeństwie. To jest jej perspektywa.

Będziemy oczyszczać wiecznie żywe źródła naszej idei z deformacji i wypaczeń. Chronić uniwersalne wartości socjalizmu, wzbogacając je stale o narodowe pierwiastki i tradycje (ALE O KTÓRY NARÓD CHODZI?). Na tej drodze socjalistyczne ideały stawać się będą bliższe większości narodu, bezpartyjnym ludziom pracy, młodemu pokoleniu. A także zdrowemu, zwłaszcza robotniczemu, nurtowi „Solidarności”, który własnymi siłami i we własnym interesie odsunie od siebie proroków konfrontacji i kontrrewolucji (NO, PRAWIE SIĘ UDAŁO…). Tak pojmujemy ideę porozumienia narodowego. Podtrzymujemy ją. Szanujemy wielość światopoglądów (TO DOKŁADNIE TAK JAK DZISIAJ!). Doceniamy patriotyczne stanowisko Kościoła. Istnieje nadrzędny cel, jednoczący wszystkich myślących, odpowiedzialnych Polaków: miłość ojczyzny, konieczność umocnienia z takim trudem wywalczonej niepodległości, szacunek dla własnego państwa. To najmocniejszy fundament prawdziwego porozumienia.

Obywatelki i obywatele!

Tak, jak nie ma odwrotu od socjalizmu, tak nie ma powrotu do błędnych metod i praktyk sprzed sierpnia 1980 r. Podjęte dziś kroki służą zachowaniu podstawowych przesłanek socjalistycznej odnowy (A TAKŻE WILLI PRZY UL. IKARA ORAZ GENERALSKIEJ EMERYTURY). Wszystkie doniosłe reformy będą kontynuowane w warunkach ładu, rzeczowej dyskusji i dyscypliny.

Odnosi się to również do reformy gospodarczej. Nie chcę składać obietnic. Przed nami trudny okres. Po to, aby jutro mogło być lepiej, dziś trzeba uznać twarde realia, zrozumieć konieczność wyrzeczeń. Jedno chciałbym osiągnąć — spokój. Jest to podstawowy warunek, od którego zacząć się powinna lepsza przyszłość (SPEŁNIŁO SIĘ, PANIE GENERALE, W POLSCE ZAPANOWAŁ SPOKÓJ).

Jesteśmy krajem suwerennym (AUĆ…). Z tego kryzysu musimy więc wyjść o własnych siłach. Własnymi rękami musimy odsunąć zagrożenie. Historia nie przebaczyłaby obecnemu pokoleniu zaprzepaszczenia tej szansy. Musimy położyć kres dalszej degradacji, jakiej ulega międzynarodowa pozycja naszego państwa. 36-milionówy kraj w sercu Europy nie może pozostawać w nieskończoność w upokarzającej roli petenta. Nie wolno nam nie dostrzegać, że znów odżywają szydercze opinie o „Rzeczypospolitej, co nierządem stoi” (W „THE ECONOMIST”, „SPIEGLU” I „SÜDDEUTSCHE ZEITUNG”) . Trzeba uczynić wszystko, by opinie takie trafiły do lamusa historii. W tym trudnym momencie zwracam się do naszych socjalistycznych sojuszników i przyjaciół. Wielce sobie cenimy ich zaufanie oraz stałą pomoc. Sojusz polsko-radziecki jest i pozostanie kamieniem węgielnym polskiej racji stanu, gwarancją nienaruszalności naszych granic. Polska jest i będzie trwałym ogniwem Układu Warszawskiego, niezawodnym członkiem socjalistycznej wspólnoty narodów (Z WYŁĄCZENIEM, RZECZ JASNA, WIELKIEJ BRYTANII). Zwracam się również do naszych partnerów w innych krajach, z którymi pragniemy rozwijać dobre, przyjazne stosunki.

Zwracam się do całej opinii światowej. Apelujemy o zrozumienie dla wyjątkowych warunków, jakie w Polsce powstały, dla nadzwyczajnych środków, jakie okazały się konieczne. Nasze działania nie zagrażają nikomu. Mają jeden cel: usunięcie zagrożeń wewnętrznych, a tym samym zapobieżenie niebezpieczeństwu dla pokoju i współpracy międzynarodowej. Zamierzamy dotrzymywać zawartych umów i porozumień. Pragniemy, aby słowo „Polska” budziło zawsze szacunek, sympatię w Europie i w świecie (NAJWAŻNIEJSZY CEL POLITYKI ZAGRANICZNEJ JARUZELSKIEGO OSIĄGNIĘTY: POLSKA BUDZI SYMPATIĘ W EUROPIE).

Polki i Polacy! Bracia i siostry!

Zwracam się do Was wszystkich jako żołnierz, który pamięta dobrze okrucieństwo wojny. Niechaj w tym umęczonym kraju, który zaznał już tyle klęsk, tyle cierpień, nie popłynie ani jedna kropla polskiej krwi. Powstrzymajmy wspólnym wysiłkiem widmo wojny domowej (ORAZ WOJNY NA KONTYNENCIE EUROPEJSKIM). Nie wznośmy barykad tam, gdzie jest potrzebny most.

Do Was się zwracam, moi towarzysze broni — żołnierze Wojska Polskiego w służbie czynnej i w rezerwie: bądźcie wierni przysiędze, jaką składaliście ojczyźnie na dobre i na złe. Od waszej dzisiejszej postawy zależy los kraju.

Zwracam się do Was, funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i Służby Bezpieczeństwa: strzeżcie państwa przed wrogiem, a ludzi pracy przed bezprawiem i przemocą.

Zwracam się do wszystkich obywateli — nadeszła godzina ciężkiej próby. Próbie tej musimy sprostać, dowieść, że „Polski jesteśmy warci” (NIE SPROSTALIŚCIE).

Rodacy!

Wobec całego narodu polskiego i wobec całego świata pragnę powtórzyć te nieśmiertelne słowa: Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemy.

Zwracam się do Was, robotnicy polscy: wyrzeknijcie się dla ojczyzny Waszego niezbywalnego prawa do strajku na taki okres, jaki okaże się niezbędny dla przezwyciężenia najostrzejszych trudności („WYRZEKNIJCIE SIĘ NIEZBYWALNEGO PRAWA”). Musimy uczynić wszystko, aby owoce Waszej ciężkiej pracy nigdy już nie poszły na marne.

Zwracam się do Was, bracia chłopi: nie pozwólcie rodakom przymierać głodem. Zadbajcie o polską ziemię, aby wszystkich nas mogła wyżywić.

Zwracam się do Was, obywatele starszych pokoleń: ocalcie od zapomnienia prawdę o latach wojny, o trudnym czasie odbudowy (PRZECIEŻ MÓGŁ PAN WYBUDOWAĆ MUZEUM POWSTANIA WARSZAWSKIEGO, PANIE GENERALE…). Przekażcie ją swym synom i wnukom. Przekażcie im swój żarliwy patriotyzm, gotowość wyrzeczeń dla dobra ojczystego kraju (PRZEKAZALI – NA WASZĄ ZGUBĘ).

Zwracam się do Was, polskie matki, żony i siostry: dołóżcie wszelkich starań, aby w polskich rodzinach nie przelewano więcej łez.

Zwracam się do młodych Polek i Polaków, okażcie obywatelską dojrzałość i głęboki namysł nad własną przyszłością, nad przyszłością ojczyzny.

OTO WYRAZ MOJEJ OBYWATELSKIEJ DOJRZAŁOŚCI I GŁĘBOKIEGO NAMYSŁU:

[....................], GENERALE JARUZELSKI!

Autor jest komentatorem tygodnika „Uważam Rze”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop