Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Z Nord Streamem będzie bezpiecznie…

16 marca 2010

Jeszcze kilka lat temu „wspólne bezpieczeństwo energetyczne” było dla większości krajów Starego Kontynentu pojęciem abstrakcyjnym.

Dopiero ubiegłoroczny kryzys na Ukrainie uświadomił wielu zachodnim politykom, iż kurek z gazem w ręku Rosjan to groźna broń, która może wyrządzić dotkliwe szkody w całej Europie Środkowej.

To już nie tylko problem zimnych kaloryferów w Kijowie czy Żytomierzu, to także poważne wyzwanie dla ludzi decydujących o przyszłości zaopatrzenia Starego Kontynentu w energię.

Udawało się zatem przekonywać unijnych partnerów, iż solidarność energetyczna to nie tylko wymysł „rusofobicznych i jak zwykle przewrażliwionych Polaczków”. Wszystko zmierzało ku szczęśliwemu rozwiązaniu i wydawało się, że nowa uwzględniająca nasze postulaty, definicja kryzysu gazowego zostanie wprowadzona w życie. Jednak i tym razem godny pochwały upór polskich europosłów może się okazać daremny.

Albowiem najważniejsze kraje UE uznały, iż „wspólne bezpieczeństwo energetyczne” załatwi nam wszystkim… gazociąg północny, pępowina łącząca dwoje euroazjatyckich kochanków, do której co i rusz przytulają się kolejni „najwięksi przyjaciele Polski”, z Francją na czele. Tyle że owa rura nie rozwiązuje energetycznego problemu Europy, ale wręcz go pogłębia.

Niestety, Berlin i Paryż zawsze będą bardziej solidarne z Ruhrgasem i Gaz de France niż z rządem w Warszawie. Nawet jeśli premier owego rządu będzie supermegaproeuropejski oraz przejdzie na „ty” z Angelą.

Być może uda się jeszcze zmienić definicję kryzysu gazowego, może ta bitwa nie jest jeszcze przegrana, musimy jednak przyzwyczaić się do myśli, że wraz z uruchomieniem gazociągu północnego debata na temat „solidarności energetycznej” umrze śmiercią naturalną.

Na szczęście na gazie z Rosji świat się nie kończy. Jest jeszcze gaz skroplony, jest gaz łupkowy (według hurraoptymistów staniemy się dzięki niemu prawdziwą potęgą), jest jeszcze energia atomowa…

A propos: skoro Francuzi tak ochoczo przyłączyli się do inwestycji Nord Streamu, to chyba nie musimy ich specjalnie faworyzować w wyścigu o kontrakt na budowę pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce. Nieprawdaż?

Wygaszanie lęków

11 marca 2010

Dwadzieścia lat temu zaledwie 3 procent Polaków uważało, że nasz kraj nie ma wrogów. Dzisiaj taką opinię wyraża aż jedna piąta ankietowanych.

Szokująca jest zmiana nastawienia do Niemiec – z 88 proc. liczba ludzi obawiających się zachodniego sąsiada spadła do 14 proc. Wobec Rosji nie jesteśmy już tacy wspaniałomyślni, ale i tak boimy się jej w dużo mniejszym stopniu niż kiedyś.

Jak na kraj doświadczony zaborami, wykrwawiony w wojnie z Hitlerem i Stalinem i upodlony przez komunistyczną, sterowaną z Moskwy dyktaturę, „wygaszanie” naszych lęków postępuje szybko i sprawnie. Zapewne wynika to nie tylko z zabliźniania dawnych emocjonalnych ran, lecz także z faktu, że Polacy czują się w Europie coraz pewniej.

Obawy mają często swoje źródła w kompleksach. Boimy się tych, którzy są więksi, mocniejsi i mądrzejsi od nas. Na szczęście wielu Polaków doszło już do wniosku, że w stosunku do Niemców nie mamy się czego wstydzić. „Polnische Wirtschaft” to dziś jedyna gospodarka w Europie, która nie popadła w recesję, polscy żołnierze radzą sobie w Afganistanie lepiej niż niemieccy, a życie w Warszawie i Poznaniu nie musi być gorsze od życia w Berlinie czy Monachium. Ba, nawet piwo z polskich browarów może śmiało rywalizować z piwem zza Odry (choć to bardzo subiektywna opinia powyżej podpisanego). Niemcy to sojusznik Polski w NATO i Unii Europejskiej oraz największy partner handlowy. Takiego potulnego sąsiada nie mieliśmy od kilkuset lat.

Co nie oznacza, że musimy teraz wszyscy, na rozkaz, stać się germanofilami. Kwestia gazociągu północnego, spór wokół Centrum przeciwko Wypędzeniom czy niekiedy zbyt przyjazne stosunki Berlina i Kremla – to sprawy zbyt poważne, by zbywać je machnięciem ręki, jak ma to w zwyczaju pewien minister. Skoro już nie boimy się Niemców, to mówmy im odważnie i wprost, co nam się nie podoba.

I wygrajmy wreszcie z nimi w piłkę.

FT słucha Tuska

10 marca 2010

Otwieram dzisiejsze wydanie „Financial Timesa”. Zaglądam na stronę czwartą, gdzie znajduję kilka tekstów na temat propozycji utworzenia Europejskiego Funduszu Walutowego. W środku strony zdjęcia najważniejszych polityków Unii z krótkim opisem ich stanowiska w tej sprawie. Jest ich sześcioro: Merkel, Sarkozy, Brown, Berlusconi, Zapatero i… Tusk.

ft_male

No i ogarnęły mnie znienacka mieszane uczucia. Nie jestem zachwycony działaniami (a właściwie nie-działaniami) Donalda Tuska na polu gospodarki, nie uważam Jacka Rostowskiego za Ministra Tysiąclecia, a konferencje prasowe z zieloną Polską na tle czerwonej Europy uznaję za bufonadę. Obecny rząd, owszem, ma pewne zasługi w przejściu suchą (prawie) stopą przez światowy kryzys finansowy, ale jako naiwny zwolennik teorii o długotrwałych skutkach decyzji ekonomicznych śmiem twierdzić, że sporo zawdzięczamy też Leszkowi Balcerowiczowi, Leszkowi Millerowi (postać dość paskudna, ale to on zredukował CIT do 19 proc.) czy Jarosławowi Kaczyńskiemu, który wprowadził niższe podatki od dochodów osobistych (choć mam wrażenie, że dzisiaj się tego wstydzi).

Jednakowoż, przy wszystkich tych mieszanych uczuciach, muszę napisać co następuje: otóż cieszy mnie, iż premier rządu RP występuje w takiej gazecie, w takim gronie, jako jeden z tych polityków, z którego poglądami Unia powinna się liczyć. Nie wnikam, na ile to wynik czaru Tuska czy PR-owskich starań jego ekipy. Fakt jest faktem: opinia szefa polskiego rządu na temat jednej z najważniejszych reform w UE stała się nagle WAŻNA dla bardzo WAŻNEJ gazety.

P.S. Zadziwiające jest także to, że FT nie pisze dzisiaj ani o wypowiedziach Palikota na temat Sikorskiego, ani o wypowiedziach Poncyljusza na temat Kaczyńskiego. Dziwne…

Wtórny analfabetyzm sędziów

5 marca 2010

Sąd apelacyjny podtrzymał werdykt w sprawie Alicji Tysiąc przeciwko „Gościowi Niedzielnemu”. Uznał, iż redaktor naczelny ks. Marek Gancarczyk porównał Alicję Tysiąc do hitlerowskich zbrodniarzy i używał mowy nienawiści.

Oto „sądzony” tekst ks. Gancarczyka, opublikowany 7.10.2007 r.

Siła przyzwyczajenia

Człowiek potrafi przyzwyczaić się do wszystkiego. Jeżeli człowiek przyzwyczai się do dobrego, to chwalić Boga. Problem zaczyna się wtedy, gdy przyzwyczai się do złego.
Trzy miesiące temu do muzeum obozowego w Oświęcimiu trafiły niezwykłe zdjęcia z prywatnego albumu Karla Hoeckera, esesmana z Auschwitz. Można na nich zobaczyć, czym „po godzinach” – jak pisze autorka reportażu (str. 40–42) – zajmowali się hitlerowcy „pracujący” w obozie. Na wypoczynek jeździli do Międzybrodzia Bialskiego. Widzimy słynnego doktora Mengele w towarzystwie Hoessa i innych oficerów. Roześmiani, zrelaksowani.
Przyzwyczaili się do morderstw dokonywanych za płotem obozu. A jak jest dzisiaj? Inaczej, ale równie strasznie. Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Strasburgu odrzucił właśnie odwołanie rządu polskiego w słynnej już sprawie Alicji Tysiąc (szczegóły na str. 28–30).
W konsekwencji pani Tysiąc otrzyma 25 tys. euro odszkodowania, plus koszty postępowania, za to, że nie mogła zabić swojego dziecka. Mówiąc inaczej, żyjemy w świecie, w którym mama otrzymuje nagrodę za to, że bardzo chciała zabić swoje dziecko, ale jej nie pozwolono. To odszkodowanie będzie pochodzić z budżetu państwa, a więc z naszych podatków.
A co z sędziami, którzy wydali tak nieprawdopodobny wyrok? Zapewne na weekendy jeżdżą w różne urokliwe miejsca. Są uśmiechnięci, zrelaksowani. Przyzwyczaili się.

Jeżeli sędziowie dostrzegają w tym artykule porównanie Alicji Tysiąc do hitlerowskich zbrodniarzy, to znaczy, że nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Okazuje się, że epidemia tzw. wtórnego analfabetyzmu sięga w Polsce nawet elit.

***

Aha, jeszcze jedno. Chciałbym, w obywatelskim odruchu, złożyć mały donos na dwie podejrzane osoby używające MOWY NIENAWIŚCI. Wprawdzie oboje już nie żyją, ale przecież można coś wymyślić, np. zakazać rozpowszechniania tych oburzających słów we wszelkich mediach:

„Wiek XX zapisze się jako epoka masowych ataków na życie, jako nie kończąca się seria wojen i nieustanna masakra niewinnych istot ludzkich. Fałszywi prorocy i fałszywi nauczyciele odnieśli w tym stuleciu największe sukcesy. Niezależnie od intencji, które bywają różne i mogą się nawet wydawać przekonujące czy wręcz powoływać się na zasadę solidarności, stoimy tu w rzeczywistości wobec obiektywnego „spisku przeciw życiu”, w który zamieszane są także instytucje międzynarodowe, zajmujące się propagowaniem i planowaniem prawdziwych kampanii na rzecz upowszechnienia antykoncepcji, sterylizacji i aborcji”.

„Wiele razy powtarzam – i jestem tego pewna – że największym niebezpieczeństwem zagrażającym pokojowi jest dzisiaj aborcja. Jeżeli matce wolno zabić własne dziecko, cóż może powstrzymać ciebie i mnie, byśmy się nawzajem nie pozabijali? Jedynym, który ma prawo odebrać życie, jest Ten, kto je stworzył. Nikt inny nie ma tego prawa: ani matka, ani ojciec, ani lekarz, żadna agencja, żadna konferencja i żaden rząd”.

Nie muszę chyba przypominać, kto wypowiedział te zdania. A na pewno nie muszę przypominać tym, którzy czytają ze zrozumieniem.

Kończę, bo idę odmówić modlitwę za Alicję Tysiąc.

Danie na dziś: profesor Środa w oparach

3 marca 2010

W dzisiejszym felietonie Magdaleny Środy (Gazeta Wyborcza, s. 20), poświęconym biografii Ryszarda Kapuścińskiego, wiele złotych myśli.

Na przykład taka:

Kapuściński należał do tego elitarnego grona dziennikarzy, którzy jadąc w świat, zadawali pytanie o sens tego, co się dzieje. A pytanie o sens jest czymś innym niż pytanie o fakty i czymś innym niż rozstrzyganie, po której stronie leży dobro.

Czerpiąc z bogatego arsenału bolszewickiej sztuki retorycznej, pani Profesor dodaje:

Fakty są nietrwałe, a dobro i zło niejednoznaczne.

I dorzuca jeszcze jeden akapit:

Jedną z granic [prawdy] jest dyskrecja, a jedynym motywem jej przestrzegania – zwykła przyzwoitość. (…) Trzeba unikać, o ile to możliwe, opowieści o faktach, które są niepotrzebne z punktu widzenia prawdy, a które krzywdzą bliskich, zwłaszcza wtedy, gdy ci bliscy byli pomocni w szukaniu prawdy.

Czy te postulaty odnoszą się także do innych wielkich postaci kultury? Na przykład do Ezry Pounda, znakomitego amerykańskiego poety, który wychwalał faszyzm i był zatwardziałym antysemitą? A może niewygodne FAKTY przysłaniają także SENS twórczości Jean-Paula Sartre’a, znanego apologety stalinizmu? A co z Pablem Picasso, wybitnym malarzem i stuprocentowym mizoginem?

Chciałbym kiedyś przeczytać w felietonie Magdaleny Środy taki oto passus:

Picasso należał do tego elitarnego grona malarzy, którzy zadawali pytanie o sens tego, co się dzieje. A pytanie o sens jest czymś innym niż pytanie o fakty i czymś innym niż rozstrzyganie, po której stronie leży dobro. To, że Picasso traktował swoje kobiety jak szmaty i stosował wobec nich psychiczny terror nie ma żadnego znaczenia. Trzeba unikać przypominania tych faktów, są one bowiem niepotrzebne z punktu widzenia prawdy.

Bo fakty są nietrwałe, a dobro i zło niejednoznaczne…

Monsieur Sikohski…

2 marca 2010

We wtorkowej “Kropce nad i” Radosław Sikorski raz jeszcze dowodził swej językowej wyższości nad Lechem Kaczyńskim, przypominając, iż prezydent RP podczas jednego z unijnych szczytów rozmawiał z prezydentem Francji na migi.

Problem w tym, iż Nicolasowi Sarkozy’emu natura także poskąpiła lingwistycznych talentów. Jego znajomość angielskiego jest na poziomie “przedpoczątkującym”, niewielu zatem znajdziemy europejskich przywódców, którzy mogą z nim swobodnie porozmawiać bez pomocy tłumacza. Do chlubnych wyjątków należy m.in. były brytyjski premier Tony Blair, który po francusku mówi znakomicie.

Jeśli dobrze pamiętam, Radosław Sikorski tej umiejętności nie posiada. Co było zresztą jednym z powodów odrzucenia jego kandydatury na stanowisko sekretarza generalnego NATO. Jeśli więc Sikorski chce uniknąć machania rękoma podczas pogawędki z Sarkozym, powinien się przyłożyć do francuskich słówek i zwrotów.

Może np. zacząć naukę od pewnego bardzo znanego przysłowia: “La pelle se moque du fourgon” (w wolnym tłumaczeniu: “Przyganiał kocioł garnkowi”). Bonne chance!

Łukaszenko i Haider. Małe studium hipokryzji

26 lutego 2010

Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, 23.02.2010 r.:

“Chcemy sprawdzić, jak wygląda sytuacja na Białorusi, i po dokładnym zapoznaniu się z sytuacją chcemy podjąć ostateczną decyzję odnośnie do kształtu rezolucji Parlamentu Europejskiego”.

***

Europarlament ma się zająć rezolucją dopiero na początku marca, a zatem w miesiąc po nasileniu represji wobec Związku Polaków na Białorusi. Bywały jednak czasy, gdy władze Unii Europejskiej działały sprawniej, szybciej, z większym wigorem.

Dziesięć lat temu Europa doświadczyła politycznego trzęsienia ziemi. Skrajnie prawicowa Partia Wolności Jörga Haidera utworzyła rząd z austriackimi chadekami. Głosom oburzenia nie było końca. Belgijski minister spraw zagranicznych Louis Michel stwierdził m.in.: „Europa poradzi sobie bez Austrii, nie potrzebujemy jej”. Wkrótce ten sam Michel zaapelował do rodaków, by nie jeździli w austriackie Alpy na narty, gdyż w tych okolicznościach „byłoby to niemoralne”.

Nie skończyło się jednak na słowach. 31. stycznia 2000 r. Portugalczycy, przewodzący wówczas Unii, ogłosili trzypunktowy plan sankcji dyplomatycznych wobec Wiednia: „1. Rządy Czternastki nie będą promowały ani akceptowały dwustronnych, oficjalnych kontaktów na poziomie politycznym z rządem austriackim, w którym uczestniczyć będzie Partia Wolności. 2. Nie będą także popierały austriackich kandydatów na stanowiska w organizacjach międzynarodowych. 3. Ambasadorzy Austrii w państwach członkowskich będą przyjmowani jedynie w celach roboczych”.

Wszystkie rządy państw Czternastki podpisały dokument w ciągu 24 GODZIN. 1. lutego Komisja Europejska wydała stosowne oświadczenie.

3. lutego Parlament Europejski przyjął ostrą w brzmieniu rezolucję (406 głosów za, tylko 53 przeciw, 60 wstrzymujących się), potępiającą działania władz austriackich i wyrażającą obawy, iż utworzenie rządu z udziałem Partii Haidera będzie „niebezpiecznym precedensem” i „zagrożeniem dla europejskiej integracji”.

Obserwatorzy („Trzej Mędrcy”) zostani wysłani do Austrii DOPIERO PO ogłoszeniu sankcji i uchwaleniu rezolucji przez Parlament Europejski. Były prezydent Finlandii Martti Ahtisaari, były szef hiszpańskiej dyplomacji Marcelino Oreja oraz niemiecki profesor prawa międzynarodowego Jochen Frowein napisali we wrześniu 2000 r. 45-stronicowy raport, w którym zaproponowali zniesienie sankcji. „W wielu obszarach, także w kwestii traktowania mniejszości narodowych, standardy austriackie okazały się wyższe niż w innych krajach unijnych” – uznali „Mędrcy”.

A teraz najważniejsza data w tej historii. Koalicyjny rząd Wolfganga Schüssela, z udziałem ministrów z Partii Wolności, został zaprzysiężony 4. LUTEGO 2000 ROKU.

A zatem Unia ogłosiła sankcje wobec Austrii na TRZY DNI PRZED formalnym objęciem władzy przez chadeków i haiderowców, a Parlament Europejski uchwalił swoją rezolucję W PRZEDDZIEŃ zaprzysiężenia nowego gabinetu.

Trzeba tylko umieć rozjuszyć Unię, jak byka na rozgrzanej arenie. Nie czerwoną płachtą jednak, lecz brunatną.

Śmierć murarza

25 lutego 2010

Po głodowej śmierci kubańskiego opozycjonisty Orlanda Zapaty Lech Wałęsa wystosował apel do kolegów noblistów. W dwóch zwięzłych akapitach potępił reżim braci Castro na Kubie, nie pozostawiając wątpliwości, na czyich rękach jest dziś krew skromnego murarza dysydenta

W tym samym czasie przebywający w Hawanie prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva rozmawiał ze wspomnianymi braćmi Castro o milionowych kredytach i inwestycjach brazylijskich firm w kubańską gospodarkę.

Lula, dawny związkowiec, bywa nazywany brazylijskim Wałęsą, gdyż podobnie jak przywódca “Solidarności” walczył z wojskowym reżimem łamiącym prawa człowieka. Tyle że tamta dyktatura była prawicowa, a ta dzisiejsza, kubańska, nie jest przecież żadną dyktaturą, lecz zaledwie nieznacznym odstępstwem od romantycznego, lewicowego ideału sprzed pół wieku.

Między innymi dzięki takim ludziom jak Lula kubańscy komuniści jeszcze przez jakiś czas pozostaną u władzy. Nie traćmy jednak nadziei. Prędzej czy później Kuba stanie się demokratycznym państwem prawa, więźniowie polityczni zostaną uwolnieni, odbędą się wolne wybory, pojawi się niezależna prasa. Fidel Castro doczeka się wreszcie rzetelnego filmu dokumentalnego na temat swoich zbrodni, choć zostanie on szybko zdjęty z anteny publicznej telewizji. Z kolei Raul Castro i jego wnuczka udzielą wzruszającego wywiadu pewnemu kolorowemu tygodnikowi. Znajdą się oczywiście tacy, którzy będą chcieli rozliczać zbrodnie, karać oprawców z kubańskiej bezpieki i grzebać w teczkach, ale największe media zrobią z nich szybko wariatów, zohydzą i wypchną na margines życia społecznego.

Potomkowie braci Castro będą w spokoju popijać rum na słynnym hawańskim Maleconie. A potomkowie Orlanda Zapaty będą im ten rum podawać.

Jak media hodują antykaczystów. Casus RMF FM

25 lutego 2010

Przecież nie ma żadnego medialnego spisku. Skądże.

Coroczne spotkanie Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Czwartek, 28. stycznia, panel zatytułowany „The New Growth Narrative”.

Lech Kaczyński: Czy Polska jest rynkiem wschodzącym? I tak, i nie. Dlaczego? Jesteśmy już członkami Unii Europejskiej i choćby dlatego nie jesteśmy li tylko „wschodzącym rynkiem”. Z punktu widzenia PKB, jeśli porównać nas do Chin czy Indii, nasze PKB [na głowę mieszkańca] jest dużo wyższe, ale dynamika wzrostu w Polsce w ostatnich 20 latach odpowiadała dynamice w innych krajach, które dokończyły proces transformacji. Od 1989 r. PKB w Polsce raptem się podwoił, zatem nie dorównuje dynamice wzrostu w Chinach czy Indiach.

Polska ma podobne problemy, co pozostali członkowie Unii. Jednak jako jedyny kraj UE będziemy mieli prawdopodobnie wzrost PKB na poziomie 1,7 proc. Jak na razie szacunki wskazują na 1,1 proc. To oznacza gwałtowny spadek wzrostu, ale pamiętajmy, że w 2008 r. odnotowaliśmy wzrost 6,8-procentowy. Ten rok należał do najlepszych w Polsce od 1989 r. Zmniejszył się także napływ inwestycji zagranicznych. Popyt wewnętrzny spadł nieznacznie, choć sprzedaż detaliczna wzrosła o 7 proc. W porównaniu z ubiegłym rokiem wzrost inwestycji jest na poziomie błędu statystycznego, ale w ubiegłym roku mieliśmy wzrost 17-procentowy, a zatem mamy do czynienia ze spowolnieniem. (…)

Mamy dziś w Polsce ok. 6 proc. złych kredytów, poziom ten jednak jest dużo niższy niż kiedyś (…), gdy sięgał nawet 30 proc. Oczywiście w międzyczasie zmieniła się natura rynku finansowego. (…) Istnieją niebezpieczeństwa związane z zadłużeniem, wspominane już dzisiaj, choć w skali Unii Europejskiej jesteśmy dopiero na 13 miejscu, czyli mniej więcej w środku stawki. Być może w tym roku będziemy na miejscu 14., jednak dynamika wzrostu zadłużenia, nawet w oczach polityka takiego jak ja, który nie ma liberalnych przekonań, jest wciąż za duża. A zatem Polska stoi przed problemami związanymi z zarządzaniem długiem publicznym oraz próbą powrotu do dynamiki wzrostu z lat 2005, 2007, a także 2003 i 2004.

(…)

W Polsce jest coraz więcej studentów. W ciągu ostatnich 20 lat
ich liczba wzrosła pięciokrotnie. Obecnie ponad 50 proc. młodych ludzi studiuje na uniwersytetach. (…) Mamy dziś około 160-170 tysięcy ludzi zajmujących się nauką. Wydaje się, iż to niewiele, ale sukcesów na tym polu nie osiąga się z dnia na dzień. Być może polska nauka jest nieco zbyt sformalizowana, ale myślimy, jak ten system uprościć. (…) Mamy wielu specjalistów w dziedzinie IT, matematyków, fizyków, nie wspominając o naukach humanistycznych i społecznych. Polska osiąga we wszystkich tych dziedzinach sukcesy. (…) Przyszłością jest bez wątpienia gospodarka oparta na wiedzy, przypominająca rozwiązania izraelskie. W Polsce jednak nie będziemy mieli do czynienia z tego typu rozwojem, bo Polska ma 40 milionów mieszkańców, a nie 7 milionów, jak Izrael. Powierzchnia naszego kraju pozwala nam też na intensywny rozwój rolnictwa. Izrael takiej możliwości nie ma. (…)

Portal radia RMF FM, poniedziałek 1. lutego. „Szczyt w Davos: trzeba nałożyć na banki nowy podatek”. Autor: Krzysztof Berenda.

W Davos były także zgrzyty. Głównie wystąpienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który mocno skrytykował stan polskich finansów. Komentatorzy podkreślają, że był jedynym szefem państwa, który zamiast reklamować swój kraj, odstraszał inwestorów czarnymi wizjami.

Komentarze pod tekstem na portalu RMF FM:

~ja

Bardzo mądre posunięcie panie Kaczyński – odpędzać inwestorów, robić antyreklamę. Dzięki temu będzie mniej miejsc pracy w Polsce, dzięki czemu więcej ludzi będzie biedować. Ja się zastanawiam, jakim cudem temu człowiekowi ktoś jeszcze wierzy?

~Krzysztof

sabotaż wykonany przez L.K. wobec wlasnego kraju. I to ma być mój prezydent?

Gdzie Unia ma Białoruś

23 lutego 2010

Oświadczenie dla prasy, wydane po zakończeniu poniedziałkowego spotkania ministrów spraw zagranicznych UE, nie pozostawia niestety złudzeń.

Oto początek dokumentu (tłumaczenie moje, a zatem nieoficjalne; tutaj pełna treść w j. angielskim):

Główne rezultaty spotkania

Rada, której przewodniczyła Catherine Aston, Wysoka Przedstawicielka, rozpoczęła swoje spotkanie od złożenia kondolencji i przekazania wyrazów poparcia dla rządu i narodu portugalskiego w związku z powodzią i osunięciami ziemi na Maderze, które pociągnęły za sobą śmierć 40 osób.

Rada przedyskutowała sytuację na Haiti oraz działania Unii w związku ze skutkami trzęsienia ziemi, koncentrując się na zapewnieniu ludziom dachu nad głową w momencie, gdy zaczyna się sezon huraganów. W perspektywie – marcowa konferencja donatorów w Nowym Jorku. Wysoka Przedstawicielka zapowiedziała rychłą wizytę na Haiti.

Inne kwestie: Rada oceniła działania dyplomatyczne, mające na celu rozwiązanie sporu między Libią a Szwajcarią. Konflikt ten doprowadził do zawieszenia przez Libię wydawania wiz dla obywateli państw należących do strefy Schengen. Członkowie Rady rozmawiali także na temat zabójstwa Mahmuda Al-Mabuha w Dubaja i wydali oświadczenie potępiające bezprawne użycie unijnych paszportów oraz kart kredytowych podczas tej operacji.

Czy ktoś z Państwa dostrzega tutaj słowo „Białoruś”?

Pojawia się ono dopiero na stronie dziewiątej 14-stronicowego dokumentu:

Ministrowie przedyskutowali także niedawne przypadki łamania praw człowieka w Republice Białoruś wobec społeczeństwa obywatelskiego, w tym przedstawicieli Związku Polaków. Ministrowie podkreślili, iż Białoruś powinna wywiązywać się ze swoich międzynarodowych zobowiązań oraz tych wynikających z członkostwa w OBWE.

Czy ktoś z Państwa dostrzega w tym fragmencie słowa „potępia”, „krytykuje”, czy sformułowanie „ocenia negatywnie”?

Nie. Według ministrów Białoruś „powinna się wywiązywać”.

Sprawa prześladowania Związku Polaków znalazła się w rozdziale „Other Business”. W oryginale: trzy linijki.

Sytuacji w Mołdawii poświęcono 41 linijek. Sytuacji w Zimbawe: 31 linijek. Zamieszaniu wokół zabójstwa w Dubaju: 18 linijek. Zamachowi stanu w Nigrze: cztery linijki. Importowi chińskich wolframowych elektrod oraz segregatorów biurowych: także cztery.

Białoruś, przypomnę, zasłużyła na trzy linijki.

Czy minister Sikorski pochwali się tym dokumentem w swojej prezydenckiej prekampanii?