Potęga Unii i potęga krzyża

Vaclav Klaus podpisał traktat lizboński. Dzięki temu Unia będzie miała swojego prezydenta. Ostatnio największe szanse na objęcie tego stanowiska daje się belgijskiemu premierowi, który nazywa się bodaj Herman van Rompuy. Idealny partner dla Baracka Obamyi Hu Jintao.

Z kolei szefem unijnej dyplomacji zostanie zapewne – przy wsparciu Berlina i Paryża – Carl Bildt, a Szwecja odwdzięczy się, wycofując sprzeciw wobec budowy gazociągu północnego, jak przytomnie zauważył niedawno jeden z analityków Ośrodka Studiów Wschodnich.

Chciałbym uwierzyć, iż para van Rompuy – Bildt uczyni z Unii potęgę. Ale Europa nigdy potęgą się nie stanie, gdyż właśnie dokonuje cywilizacyjnego samobójstwa (proszę mi wybaczyć tę odrobinę patosu). Odcina się od swoich chrześcijańskich korzeni, wywraca do góry nogami świat wartości, który przez stulecia łączył Europejczyków. Nie łączy nas już bowiem kościół Mariacki w Krakowie, katedra Notre Dame i Kaplica Sykstyńska. Nie łączy już nas „Złożenie do grobu” Caravaggia i „Powrót syna marnotrawnego” Rembrandta. Dzisiaj łączą nas: traktat lizboński, MTV, pełny brzuch, wakacje na Ibizie oraz tolerancja dla gejów.

W tym samym czasie, gdy Klaus składał swój wiekopomny podpis, Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał, iż obecność krzyża we włoskiej szkole publicznej narusza wolność jednostki. Kobieta skarżąca włoskie państwo dostanie 5 tys. euro odszkodowania za straty moralne.

W tym samym czasie, gdy prezydent Czech podpisywał traktat, dzieci w Hiszpanii uczyły się na lekcjach wychowania obywatelskiego, jak fajną rzeczą jest homoseksualizm. W niektórych szkołach organizowane są zajęcia pod hasłem „Dzisiaj bawimy się w gejów”. Nikt za to nie dostanie żadnego odszkodowania.

W jakiej dziedzinie, przepraszam, Unia zamierza być potęgą?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(408) Komentarzy do “Potęga Unii i potęga krzyża”

    -
  1. z_daleka pisze:

    salceson watykański Pisze:

    05/11/2009 o 11:24
    „Moje uczucia obraża niewolnictwo słoni z ZOO. Z tego powodu żądam 100 tys Euro odszkodowania”.
    I slusznie, a ja w ramach wolnej konkurencji zgodze sie nawet na 90 tys €.

    Dobre 0

  2. Wlod pisze:

    @Jan C. Pisze: 06/11/2009 o 09:07

    „Kiedy Pan poczyta Biblie, zauwazy, ze to Bog stopniowo podnosil czlowiekowi poprzeczke stawianych mu wymagan w miare jego dojrzewania duchowego.”

    Panie Janie,

    Szanuję Pańską wiarę i poglądy, ale pozwolę sobie zwrócić uwagę, że fakt, iż coś napisano w Biblii nie jest dla ateisty (a także dla wyznawcy religii nie wywodzących się z Biblii) żadnym argumentem. Zapis biblijny jest argumentem tylko dla tego, kto wierzy iż Biblia jest Słowem Bożym. Dla ateisty jest ona (podobnie jak inne święte księgi) tylko dziełem literackim. Posługiwanie się w dyskusji argumentami biblijnymi ma sens tylko wtedy, jeżeli adwersarzem jest osoba wierząca w boskie pochodzenie Biblii. Dopóki ludzie wierzący nie zaakceptują tego faktu, dyskusja musi być jałowa. Sprowadza się wtedy do polemiki typu „ja wierzę” – „a ja nie wierzę”. Obawiam się, że do tego samego sprowadzać się musi dialog międzyreligijny. Jedyny teoretycznie wyobrażalny rodzaj kompromisu w kwestii wiary między przedstawicielami różnych reliigi musiałby polegać na tym, że każda ze stron porzuca jakąś część swoich wierzeń i akceptuje część wierzeń drugiej strony. W praktyce jest to jednak całkowicie niemożliwe.

    Jest jednak pewien obszar, gdzie dyskusja między wyznawcami różnych religii i nimi a ateistami jest możliwa i może być owocna. Mogłaby to być dyskusja o roli religii w rozwoju społeczeństw i jej roli w dzisiejszym społeczeństwie. Jest jednak jeden podstawowy warunek sensowności takiej dyskusji: musiałaby ona być prowadzona na gruncie niereligijnym.

    Dobre 0

  3. Jan C. pisze:

    @ Wlod

    Nie neguje panskiego prawa do prowadzenia dyskusji na gruncie niereligijnym. Jest to niewatpliwie mozliwe, choc trudne dla osoby wierzacej.
    To tak, jakby osobe znajaca rachunek macierzowy przymuszac do rozwiazywania ,,na piechote,, skomplikowanych ukladow rownan, a ponadto dowodzenia, czy rachunek macierzowy zostal przez czlowieka wymyslony, czy odkryty, a moze mu objawiony.

    Tak samo i w prowadzeniu dyskusji na gruncie niereligijnym. Z religijnego punktu widzenia nie widac sensu, po co to robic, skoro ,,religijne,, podejscie dziala, oferuje bardziej calosciowe, odporne na manipulace spojrzenie na zycie, a nadto zwalnia z wywazania juz otwartych drzwi.

    Dobre 0

  4. Jan C. pisze:

    W zwiazku z panskim nowszym artykulem ,,Plan wojny z Bogiem,, poszerzajacym perspektywe dyskusji mam jeszcze pare uwag.

    Ateisci wymagaja od wierzacych, zwlaszcza katolikow coraz wiecej – daza do przeksztalcenia neutralnosci swiatopogladowej panstwa w jego zaangazowanie po stronie ateizmu.
    Niewatpliwie licza na to, ze wykorzystaja zaskoczenie chrzescijan sila swojego ataku, zmasowanej propagandy ,,praw czlowieka,, w mediach opanowanych przez ideologow lewactwa, komercji i bankrutujacego lichwiarstwa, liczac, ze spoleczenstwa przyzwyczaja sie do ich postaw zanim zrozumieja zagrozenie i pozwola im bezkarnie dzialac.
    Problem, ze przyzwyczajenie sie, to rowniez zobojetnenie, wylaczene sie z zycia publicznego, zgoda na strefy nierozroznialnych wartosci, , niewyraznych granic, szerokiej, oddzielajacej kreski dla pozniejszych negocjacji, czy ustanowienia furtki dla oszustwa, strefy polmroku, cienia, metnej wody, niejasnego, poddajacego sie interpretacjom prawa, zacieranie granic medzy dobrem, a zlem, nieinteresowanie se zyciem innych, uwazanie za normalne wlaczanie sie w nie dopiero, gdy poprosza o pomoc.
    Przyzwyczajenie, to rowniez tolerancja dla postaw wrogich, czy rownouprawnienie dla zla, ale nie tylko – to rowniez nie podejmowanie walki ze zlem,
    brak nienawisci zla w kazdej postaci, czy odpowiednio wlaczanie sie w zycie innych nie tylko gdy jest tak zle, ze az prosza o pomoc, ale i kiedy nie prosza, a nawet, gdy ktos nie czyni dobra tam gdzie moglby.
    Nie czyni, bo sie przyzwyczail, bo juz obrosl w sadelko znajomych, ktorzy tez sie przyzwyczaili, a moze nawet uwili sobie w tej,,przyzwyczajeniowej ,, rzeczywistosci cieple wygodne gniazdka i juz im sie nie chce szukac normalnosciw pelnii, bo to wymaga i ofiary z ,,gniazdka, i pracy z urzadzaniem sie od nowa,.
    To cos jak z przyzwyczajeniem sie do smrodu, ale cieplego i swojego – najczesciej nie chcemy, zeby sie rozchodzil – mamy cieplo i bezpiecznie.
    To, ze prawo nie zabrania czegos robic, nie oznacza, ze to robic wolno..Tam, gdzie prawo ma watpliwosci, decyduje sprawiedliwosc. Tam, gdzie trudno wyznaczyc linie sprawiedliwosci – decyduje moralnosc. Gdy i z ocna moralna mamy problem – decyduje w koncu Bog – modlimy sie o swiatlo Ducha Swietego.

    Obojetnosc, neutralnosc, nawet, gdy nie wynikaja z przyzwyczajenia, a tylko z braku czujnosci wobec zla, powoduja jego rozprzestrzenianie sie.
    Homoseksualisci np. domagaja sie, zeby ich akceptowac, jako osoby homoseksualne – w domysle osoby ludzkie,
    Tu jest caly falsz ich postawy. Kazda normalna osoba ludzka ma prawo domagac sie milosci.
    To jest normalne, bo kazda osoba zdolna do milosci czlowieka, zdolna tez jest do nienawisci zla zagrazajacego temu czlowiekowi, chocby ze strony jego samego, choc to wymaga przykrych dzialan dyscyplinujacych, nawet zastepowania ,,praw czlowieka,, prawem do bycia czlowiekiem.
    Ograniczene sie przez homoseksualistow do zadania akceptacji, jest w rzeczywistosci rowniez proba wymuszenia akceptacji dla zla, ktore wiaze sie z ich postawa.
    Akceptacja osoby, to nic innego, jak zgoda na opinie , ze ktos jest dobry, a jak dobry, to i robiacy dobrze.
    Jednak sam brak zla nie jest dobrem, bo brak dobra jest zawsze zlem.
    Zlem jest tez dobro mozliwe, a nie wystarczajace w danej sytuacji, w danym czasie i miejscu.
    Zlem jest kazde zaniedbanie dobra, kazde nie wykorzystanie okazji do czynienia dobra.
    ,,Istneje cos takiego, jak ,,blad alternatywy,,.
    To nie tylko wybor pozornego dobra, gdy wybieramy miedzy zlem ,,mniejszym,,, a ,,wiekszym,,, ale i zlem, a brakiem zla, a rowniez miedzy ,,dobrem,, , a ,,dobrem wiekszym,,. We wszystkich tych przypadkach popelnamy ,,blad alternatywy,, , czy dokladniej ,,blad braku alternatywy,,.
    Blad, ten wynika z naszego zaskorupienia w blednie pojmowanej rzeczywistosci, z ciasnoty umyslowej, z braku odwagi spojrzenia prawdzie w oczy,
    z braku odwagi dokonywania bolesnych zmian,
    z braku odwagi porzucania swojego ,,smrodliwego ciepelka,, wygod i gnusnosci, lenistwa i bylejakosci,
    z braku mestwa wyrazanego brakiem przewodnictwa ,,meskiego ducha,, nad soba samym, ,
    ,,meskiego ducha,, widzacego zawsze siebie z perspektywy drogi do celu, a w efekcie nienadazana za zyciem prawdziwym, dawania sie ,,uziemiac,, i to pozorom, wzglednosciom, a nawet iluzjom i wirtualnosciom, az po ,,odlot,, od rzeczywistosci.
    Prawdziwa alternatywa, ktora stawia sobie czlowiek zdrowy moralnie, jest zawsze wyborem miedzy dobrem, a zlem.

    Wlosi zachowali sie bardzo ladnie, stajac w obronie Krzyza, ale to jeszcze nie wszystko – potrzebna jest jeszcze krucjata przeciw ateizmowi – nowa ewangelizacja Europy.

    Dobre 0

  5. Jan C. pisze:

    @ Wlod,
    @ ateisci

    W powyzszym tekscie uzylem slow ,,modlitwa o swiatlo Ducha Swietego,,.
    Mysle, ze dla Panstwa bedzie to zrozumiale jako ,,szukanie w swoim sercu, w glebi uczuc, w calej otwartosci na prawde jedyna, tego, co w nim najlepsze i najmadrzejsze w danym temacie,,.

    Dobre 0

  6. ks. Stanisław Juraszek pisze:

    Gratuluję Panu Redaktorowi świetnej konkluzji. Dziś cytował Pana Bp Polowy Wojska Polskiego w kazaniu w kościele św. Krzyża. Ja też będę Pana cytował w moim kazaniu. Taka analiza rzeczywistości pozwala Polakom otwierać oczy na tę całą rzeczywistość. Szczęść Boże! ks. Stanisław

    Dobre 0

  7. Wlod pisze:

    Panie Janie,

    Przykro mi to stwierdzić, ale porównanie religii do rachunku macierzowego lub jakiegokolwiek innego jest dziwaczne. Dyskusja o pochodzeniu tego rachunku byłaby równie sensowna jak dyskusja o płci aniołów. Rachunek matematyczny nie jest przedmiotem wiary ani też objawienia. Jest wytwoorem ludzkiego rozumu. Rozumu, który zgodnie z Pana przekonaniami człowiek otrzymał od Boga. Nie jest chyba Pańską intencją umniejszanie wartości tego daru poprzez poddawanie w wątpliwość jego zdolności do wymyślania rachunków matematycznych.

    Napisał Pan też że „,,religijne,, podejscie dziala, oferuje bardziej calosciowe, odporne na manipulace spojrzenie na zycie, a nadto zwalnia z wywazania juz otwartych drzwi.” Obawiam się jednak, że z tego zdania wynika logiczny wniosek, ktorego nie jest Pan w stanie zaakceptować. Sens Pan wypowiedzi jest bowiem taki oto: religia wyjaśnia wszystko i w sposób ostateczny (a więc „zwalnia od wyważania otwartych drzwi”), co uodparnia człowieka na nowe odkrycia nauki („manipulacje”). Gdyby tak było, to ludzie nadal powinni wierzyć, że Słońce i inne gwiazdy obracają się wokół Ziemi. Na szczęście tak nie jest. Bóg dal ludziom rozum i nakazał się nim posługiwać. Bluźnierstwem byłoby przypuszczenie, że nie przewidział. iż skutkiem tego będzie podważenie prędzej czy później wielu tych wierzeń religijnych, które odnoszą się do świata materialnego.

    Dobre 0

  8. Michał Kaczorowski pisze:

    „Źle się dzieje w tym Państwie Duńskim” (a teraz Europejskim!) ten znany cytat Shakespeare’a należy uaktualnić po wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.