W trakcie kampanii wyborczej Barack Obama odcinał się co krok od polityki swojego poprzednika. Miał, przyznajmy, ułatwione zadanie – odpowiedzialność za słowa jest wszak mniejsza niż odpowiedzialność za czyny. Gdy jednak nadszedł czas podejmowania decyzji, nowy prezydent rozczarował wielu swoich zwolenników, którzy oczekiwali jak najszybszego wyjścia z Iraku, natychmiastowego zamknięcia więzienia w Guantanamo czy łagodniejszego traktowania podejrzanych o terroryzm.
Okazało się, że Obama nie jest wcale takim gołębiem, jakiego chciałaby w nim widzieć amerykańska lewica, aczkolwiek daleko mu oczywiście do jastrzębi pokroju Dicka Cheneya czy Donalda Rumsfelda.
Świeżo upieczony przywódca USA musiał szybko zatrzeć to niedobre wrażenie. Dziś jest znów człowiekiem pokoju, wyciągającym rękę do Rosji i Syrii, a za chwilę być może także w stronę Kuby. Chce się układać z Moskwą w sprawie systemu antyrakietowego, nie bacząc na umowy podpisane z Polską i Czechami. Nie sprzeciwia się także wznowieniu kontaktów między NATO a dyplomatami z Kremla.
To klasyczny szachowy gambit: Obama poświęca tarczę i pryncypialne stanowisko Waszyngtonu w sprawie wojny rosyjsko-gruzińskiej na rzecz przyszłych zysków – mglistych i niepewnych. Nikt bowiem nie może zagwarantować, iż Rosjanie zmuszą Teheran do zatrzymania programu nuklearnego i pomogą NATO w wojnie z afgańskimi talibami. Amerykański prezydent wręcza rosyjskiemu niedźwiedziowi marchewkę, licząc na to, że miś kiedyś się odwdzięczy.
Otóż Rosja może się odwdzięczać bardzo długo i powoli albo tylko udawać, że się odwdzięcza. Może dostarczać Amerykanom wartościowych informacji wywiadowczych na temat Iranu, a jednocześnie podpisywać z ajatollahami lukratywne kontrakty zbrojeniowe. Dmitrij Miedwiediew może w poniedziałek przejść z Barackiem na ty, a we wtorek wysłać czołgi na Tbilisi.
Czy zatem gambit Obamy przyniesie oczekiwany skutek? Rosjanie znakomicie grają w szachy, a jedyny Amerykanin, który próbował się z nimi mierzyć – Bobby Fischer – po latach postradał zmysły. Ile ruchów do przodu zaplanował prezydent USA?








Ech, Bobby Fischer w swoim czasie za przyczyną i wniosek rządu USA spędził 9 miesięcy w japońskim więzieniu. Jednocześnie coś było na rzeczy skoro nawet sojusznicza Japonia odmówiła ekstradycji do USA umożliwiając Fischerowi przyjęcie obywatelstwa islandzkiego i wyjazd do Islandii. Tajemnicą poliszynela jest że, choć Fisher był żydem to poważnie naraził się rodzimemu lobby poprzez swoje wypowiedzi i za to dostał po łapkach zaś to całe bla,bla,bla z Jugosławią i embargiem to jeno pretekst. Dziwak, ale z Rosjanami to on nie wygrywał, on ich faktycznie demolował wiec nie wiem skąd taka puenta Panie redaktorze ?
Obama rozczarował tylko tych, którzy jeszcze nie zrozumieli, kto naprawdę rządzi Ameryką. Clinton już to dawno zrozumiała i Obama też musiał w czasie wyborów. Ale pozostały mu jeszcze inne pola do popisu i tam będzie się starał coś naprawić. Gospodarka! I Clinton najpierw pojechała do Pekinu.
A co do Iranu, to Amerykanów już nie stać na dawanie Rosji marchewki, te czasy już minęły. Mogą za to, owszem, proponować wymianę usług. Ale Putin dobrze wie, czego chce i nie zrobi niczego, co by mogło wzmocnić Amerykę. Klucz do złamania Iranu nie znajduje się jednak w Moskwie, lecz znowu w Pekinie, i tam też najpierw pojechała Clinton.
Praca od podstaw bracia Polacy i może nasi wnukowie wreszcie poczują się dumni ze swej polskości.
Pewno, że nasi „wielcy”sąsiedzi (ze wschodu i zachodu) oraz wielcy „przyjaciele” (z zachodu) z będą nam w tym przeszkadzać, bo po co im jeszcze jeden silny kraj z którym trzeba byłoby się liczyć a który już dwa razy udało im się doprowadzić do ruiny. Na Stany ani na „starą” Europę nie mamy się co oglądać- prędzej Chiny nam pomogą. A jeśli sprawy pójdą w złym kierunku to lepiej szukać przyjaciól wsród narodów, które znajdą się w podobnej sytuacji.
Obama? Who cares! Putin? Musiałby misio WSZYSTKICH nas zjeść.
Obawiam się, że Obama (i jego doradcy) nie planują. Działają: byle do zachodu Słońca, byle do najbliższego sondażu! Wszystkie programy Obamy (zaprezentowane do dzisiaj) są pozbawione szczegółów – za to piękne niczym sen socjalisty poprawnego politycznie.
Nie panikujcie. pracy z tarcza postepuja. Obama wyraza sie z szacunkiem o Polsce. Sikorski to lebski Pan napewno nie przepusci szansy na budowe tarczy. A tak welasciwie ta tarcza jest Polsce potrzebna tylko po to,zeby utrzec nosa Putinowi,ktory jest pozniejszym polakozerca wzoru Berii. Stach z Florydy.