Posts Tagged „Bartosz Arłukowicz”<

Prawdziwe notowania Beaty Kempy

13 lip 2011

„Media, jeśli są prorządowe, to tak naprawdę i kota można zagłaskać na śmierć” – powiedziała Beata Kempa we wtorek Bogdanowi Rymanowskiemu.

Wykorzystanie kota przez aktywistkę PiS w kampanii wyborczej jest jak najbardziej uzasadnione, choć porównanie nieco drastyczne i może się prezesowi nie spodobać, zresztą nie tylko ono. Ale podążajmy dalej za posłanką Kempą: „A kto ma media, ten przegrywa wybory, więc my się uśmiechamy i czekamy na te wybory z dużym spokojem.”

I faktycznie Beata Kempa śmiała się, chwilami wręcz perliście. Nie wytrzymał tego redaktor Rymanowski i pyta: „To pani ma jakieś specjalne badania, które pokazują klęskę Platformy?”

„Każda poważna partia polityczna ma notowania, a już na pewno takie, które mówią prawdę. To jest oczywiste, że mamy prawdziwe notowania. Pan widzi, panie redaktorze, że jestem uśmiechnięta i zadowolona.”

Zadowolenie było tak wielkie, że puściła samokontrola i gwiazda opozycji rzuciła w twarz Bartoszowi Arłukowiczowi: „Pański szef, dzięki premierowi Donaldowi Tuskowi mógł się fotografować na tle zielonej wyspy. I takie są fakty ekonomiczne!” To freudowskie przejęzyczenie i zamiana swojego szefa na cudzego szefa tak zdeprymowały ministra ds. wykluczonych, że w rewanżu postanowił wesprzeć kampanię PiS: „Ja jestem w stanie parafrazować i nakręcić ostatni odcinek tych państwa spotów. Jestem w stanie spojrzeć prosto w kamerę i powiedzieć: – Panie prezesie Kaczyński, co prawda nie jestem pisowcem, ale też jestem patriotą.”

Panie ministrze, rozumiem, że znów myśli pan o transferze, ale żeby od razu parafrazować…

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Marcinkiewicz liczy na bunt prezesa Kaczyńskiego

24 maj 2011

„Nie dziwię się, że młodzi ludzie w Internecie robią różne rzeczy, także głupoty, widząc co robią politycy.” – powiedział Kazimierz Marcinkiewicz w poniedziałkowych „Faktach po faktach”. Aż takiej samokrytyki nie spodziewałem się po byłym premierze, ale widać trzeba stać się „byłym”, żeby zacząć trzeźwo oceniać rzeczywistość. Marcinkiewicz jest też byłym członkiem PiS, więc odważnie ocenia swoje byłe ugrupowanie: „PiS jest taką partią, że jeżeli liczymy na jakieś zmiany wewnątrz, to możemy liczyć tylko na bunt wewnętrzny Jarosława Kaczyńskiego, bo on jest tą partią, on podejmuje decyzje”.

Marek Migalski, kolejny „były” związany z Prawem i Sprawiedliwością bezlitośnie obnażył w programie „Polska i świat” mechanizm ustalania list wyborczych w tej partii: „Wchodzili do prezesa i myśleli, że mają drugie miejsce, a wychodzili już ze szklanymi oczami, bo się dowiedzieli, że mają szóste. To jest ulubiona zabawa prezesa Kaczyńskiego, takie wprowadzenie w rozedrganie swoich podwładnych.” Czy ktoś pamięta rozedrganie Migalskiego, gdy startował z listy PiS do Parlamentu Europejskiego?

Ale żeby było obiektywnie, to przytoczę również członka PiS na wieki wieków amen. Joachim Brudziński odkrył koszmar tworzenia list PO. „Zadyma związana z narracją toczoną już od wielu tygodni, jeśli nie miesięcy wokół tego, jakież to będą listy PO, jakie tam są transfery, jaki Arłukowicz, czy jacy to kierowcy rajdowi czy śpiewacy operowi…”

Tu już nie wytrzymałem. Czy śpiewacy operowi nie mają prawa do głosów? Zwłaszcza, gdy politycy śpiewają już tak cienko.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Kalisz – bardzo wieloletni kolega

12 paź 2010

„Mieszanie szołmeństwa z polityką jest po prostu wsią, straszną wsią” – irytował się Andrzej Celiński w poniedziałkowych „Faktach po faktach”. Ogólnonarodową debatę, o tym, ile w polityku może być showmana i vice versa wywołały perturbacje Ryszarda Kalisza z partią-matką. Choć doradca Tomasz Nałęcz inaczej widzi te stosunki: „Kalisz i SLD to stare małżeństwo na długie lata i moim zdaniem ono będzie jeszcze długo trwało. Romansowaniem na boku swoich akcji się nie zwiększy.”

Rzeczywiście, w sprawach romansowania z najróżniejszymi opcjami pan profesor ma niezłe przeżycia własne, ale czy nie zwiększył swoich akcji lądując w końcu w Pałacu Prezydenckim?

Ale wracajmy do Kalisza, bo jego nowy afekt polityczny spowodował, że nagle zaczęto dostrzegać niebywałe przymioty: „To jest inteligentny człowiek, starannie wykształcony z ładnym językiem” – jak zwykle gdzie trzeba zajrzał Stefan Niesiołowski.

„Ryszard Kalisz zawsze był i jest takim człowiekiem ponadformatowym, rzadko się mieści w jakichkolwiek ramach, także w ramach statutowych” – ocenił gabaryty starszego kolegi Bartosz Arłukowicz. Ale na prawdziwą niedźwiedzią przysługę pan Ryszard mógł liczyć ze strony doświadczonego prezesa Stowarzyszenia Ordynacka: „Kalisz ma wielką przyszłość, bo to jest zdolny, mądry, błyskotliwy i inteligentny człowiek, mój bardzo wieloletni kolega”.

A z jaką grupą kojarzony jest Włodzimierz Czarzasty… mniej więcej wiadomo z prac komisji Rywina.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Przesłuchanie śledczego Arłukowicza

23 sty 2010

W sobotę o 14.37 rozpoczęło się przesłuchanie Bartosza Arłukowicza. Zapewne z powodów proceduralnych pana posła pozbawiono nawet krawata, choć zeznawał przed kobiecą komisją ukrywającą się w TVN24 pod kryptonimem „Babilon”.

Mętnie tłumaczył się z rozmów z posłanką Anitą Błochowiak: „Chciałbym zwrócić uwagę na to, że dochodzimy do granic absurdu”.

Ale niektóre wyjaśnienia były w tym kontekście szokujące: „Żyjemy ze sobą. I posłowie i senatorowie…”. Niestety, śledcze nie dociekały, co to znaczy i jakich charakter ma współżycie. Podsądny Arłukowicz chętnie ujawniał kulisy śledztwa: „Przesłuchania ruszyły z kopyta, wręcz nawet w takim tempie, że jest to trudne do wytrzymania fizycznie, już nie mówię o takiej wydolności ogólnej człowieka. To bardzo trudne przesłuchiwać kilkanaście godzin.”

Po pośle lewicy widać było wyczerpanie: „Nie myślę o niczym innym, tylko, żeby się wyspać po zakończeniu wyjaśnień i żeby pójść z dzieckiem na sanki.” A może uda się połączyć oba zajęcia i pospać na sankach?

Panie śledcze najbardziej wkurzało to, że pan Bartosz uprawia w komisji lans: „Mamy do czynienia z narodzinami gwiazdy. I na tyle na ile znam pana posła, to jest to jeden z głównych celów tej działalności w komisji śledczej” – piętnowała Joanna Mucha z PO.

„Komisja jest oczywiście narzędziem do jakiejś promocji – bronił się Arłukowicz – Można promować się próbując załatwić pewne sprawy, bądź próbując wprowadzić pewien komizm do polityki.”

Generalnie śledcze płci pięknej nie wycisnęły nic ze śledczego i miały maślane oczy. „Chapeau bas” — westchnęła politolog Anna Materska-Sosnowska. „Jestem pełna podziwu dla pana” – oświadczyła Dorota Arciszewska-Mielewczyk, senator z PiS.

Wygląda na to, że za Arłukowicza musi się wziąć prokurator Beata Kempa.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop