Posts Tagged „Anita Werner”<

Jak Sikorski podwyższył ton

22 lut 2011

„Ja bym pani radził, żeby w polskiej polityce i publicystyce podwyższyć ton” – tak Radosław Sikorski pouczył Anitę Werner w poniedziałkowych „Faktach po faktach”.

Minister spraw zagranicznych zaraz wyjaśnił o co mu chodzi: „Bo zrobiło się tak, że zamiast mówić o rzeczach poważnych, mówimy co kto komu powiedział. To jest łatwizna, bo do tego nie trzeba nic wiedzieć, tylko napuścić jednego polityka na drugiego.”

Szef naszej dyplomacji jest jak najdalszy od napuszczania polityków na siebie – woli by puszczali oni… bączki.

„Ja myślę, że to sympatyczny taki gadżecik. Jakość podarków w dyplomacji czasami bywa rozczarowująca. Celem podarków jest to, aby wywrzeć w obdarowanym jakieś sympatyczne uczucia do naszego kraju. Wielu ministrów czy delegatów ma dzieci, więc pokażą bączka dzieciom… przekażą.”

Minister Sikorski jeszcze nie jest pewien, czy bączki mają być dzieciom przekazane, czy tylko pokazane. Zapewne w tej sprawie wydana zostanie wkrótce dyrektywa Unii Europejskiej, choć jak znam stare dyplomatyczne wygi, to same będą puszczały bączki. Po naszej prezydencji, jakość dyplomatycznych podarków będzie zachwycająca i być może osiągniemy dobrobyt, czyli polski bączek w każdej europejskiej rodzinie.

Zanim Radosław Sikorski tak zdecydowanie podwyższył ton w polskiej polityce i publicystyce postawił ważną diagnozę: „Osoba, która wchodzi do polityki, niestety, musi mieć grubą skórę, musi być oceniana, jak polityk. To często nie jest przyjemne.”

Z przyjemności partii rządzącej zostały już tylko bączki.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Kto komu podstawi nogę w 2011

28 gru 2010

„Kto urośnie, a kto osłabnie” – Młoda Żyrafa spytała Siwego Żubra.

Włodzimierz Cimoszewicz opuścił w drugi dzień świąt Puszczę Białowieską i udał się do „Faktów po faktach”, gdzie Anita Werner spytała byłego premiera o polityczne prognozy na 2011 rok. Zacznijmy od Sojuszu Lewicy Demokratycznej, na którym Siwy Żubr zna się najlepiej: „Nadal będzie to partia w narożniku ringu politycznego i to bynajmniej nie spychana tam przez jakiegoś agresywnego przeciwnika, tylko sama chowająca się za podwójną gardą”.

Może to racja, ale jeśli zawodnik Napieralski opuści teraz podwójną gardę, to wyląduje na deskach i będzie (roz)liczony. Były minister spraw zagranicznych postawił bardzo dyplomatyczną prognozę, jeśli idzie o Prawo i Sprawiedliwość: „Nie jestem specjalistą od tej partii, więc trudno przewidywać, kto tam komu nogę podstawi.” Cimoszewicz zapomniał, że futbol jest grą ideowo obcą PiS, więc działacze tej partii nawet nie mają gdzie podstawić nogi koledze. No chyba, że napastnik Kurski pomocnikowi Ziobrze.

Ale najciekawszą opinię Siwy Żubr wygłosił o panującym premierze: „Różnica między sprawnym politykiem a mężem stanu jest taka, że ten pierwszy myśli o zbliżających się wyborach. A ten drugi – jeśli w ogóle o wyborach – to znacznie odleglejszych. Tusk przy wszystkich swoich talentach nadal jest politykiem interesującym się najbliższymi wyborami.”

I to jest polityczna prognoza na 2011. Wybory wygra polityk najbardziej nimi zainteresowany, a reszta będzie sobie podstawiała nogi i leżała na deskach.

***
Szanowni czytelnicy,
Trwają prace techniczne, które w Nowym Roku pozwolą na bardziej komfortowe korzystanie z blogów rp.pl. Z uwagi na wprowadzane modyfikacje systemu, mogą nastąpić chwilowe zakłócenia w komentowaniu. Za utrudnienia przepraszamy!

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Jak Gwiazda łyknął tabletkę Cioska

31 sie 2010

„Ja jeszcze chciałbym panu podziękować za tę tabletkę od bólu głowy” – zupełnie nieoczekiwanie Andrzej Gwiazda zwrócił się w poniedziałkowych „Faktach po faktach” do Stanisława Cioska.

„Jaką tabletkę?” – dopytywała Anita Werner.

„W czasie rozmów z rządem rozbolała mnie głowa – cierpliwie wyjaśniał jeden z ojców-założycieli „Solidarności” – I wtedy pan Ciosek wyszedł, przyszedł i dał mi tabletkę, którą połknąłem i ból minął, jak ręką odjął.”

Refleksje nasuwają się same. Związkowców, bez względu na czas i system, zawsze boli głowa, gdy mają rozmawiać z rządem. Natomiast wniosek, że jedyną rzeczą, która udała się w socjalizmie, były tabletki od bólu głowy byłby zbyt pochopny. Minister ds.  związków zawodowych musiał mieć proszki importowane z Zachodu, bo żadne krajowe „tabletki z krzyżykiem” nie były w stanie zniwelować bólu, jaki powodowało życie w najlepszym z systemów.

„I nie bał się ode mnie tej tabletki wziąć – z dumą dodał Ciosek – co oznaczało, że nawet ludzkie odruchy były. Dzisiaj one zanikły między stronami”.

Pan ambasador ma rację, władza nie otruła działaczy „S”, choć przecież mogła. Pan Gwiazda wykazał się odwagą, łykając pigułkę z rąk reżimu. Dziś w wolnej Polsce tabletek od bólu głowy, krajowych i importowanych mamy taki wybór, że głowa boli. Ale nawet Goździkowa nie pomoże na kaca po jubileuszowym zjeździe organizacji, która ludziom i narodom przyniosła wolność.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop