Wpisy w kategorii „Bez kategorii”

Pogrzebowa literatura Ludwika Dorna

6 paź 2009

„Litości, pani redaktor, proszę pozwolić mi coś powiedzieć” – Jarosław Kaczyński z uśmiechem na ustach, ale jednak błagał Monikę Olejnik w poniedziałek.

Prezes PiS, który dotąd bezlitośnie obchodził się z dziennikarzami, zupełnie nieoczekiwanie zmienił front, był wesoły, skory do żartów i pełen życia. Zapewne życzliwi już donieśli, jakie epitafium napisał w nowej książce Ludwik Dorn: „Ze smutkiem i bez satysfakcji muszę stwierdzić, ta czaszka już się nie uśmiechnie”. Były trzeci bliźniak musiał minąć się w hallu TVN z Jarosławem Kaczyńskim, bo na pytanie Bogdana Rymanowskiego, czy nie za wcześnie pogrzebał prezesa, Dorn odpowiedział: „Ja w ogóle go tak pospiesznie do grobu nie składam”.

Jak to nie! Kolejne cytaty literata Dorna nie pozostawiają wątpliwości: „Sądzę, że pan Jarosław Kaczyński stracił ten chłód, zaczął karleć, maleć. Jego potężne zalety zaczęły się przemieniać w wady z chwilą, kiedy jego brat został Prezydentem RP”.

Nawet najwięksi przeciwnicy PiS nie mogą się zgodzić, że prezes zaczął „karleć, maleć”, bo to po prostu niemożliwe. Ale najsmutniejsza jest elegia: „Prezes Jarosław Kaczyński załamał się psychicznie, moralnie, intelektualnie i politycznie pod ciężarem prezydentury swojego brata”.

Sposób myślenia pisarza Ludwika D. trochę wyjaśnia doktryna, której hołduje: „Ja rozumuję w sposób dosyć prosty, a rzeczy istotne w polityce niekoniecznie muszą być zawiłe”.

W tym roku na literackiego Nobla nie ma już szans, ale w przyszłym za dokonania w nurcie literatury funeralnej, czemu nie.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Czy w obecnym stanie PiS jest w stanie

29 wrz 2009

Obraz tajnego kongresu Prawa i Sprawiedliwości trzeba układać jak puzzle. Zacznijmy od oficjalnych kawałków: „Wybiegnie naprawdę dobry team na boisko po to, by potrójną koronę zdobyć” – relacjonował Adam Hofman niczym sprawozdawca sportowy. „PiS zmierza w kierunku potrójnego bingo” – podbijał bębenek Jacek Kurski. Ale prawdziwą debatę ujawnił dopiero poniedziałkowy program „Teraz my”.

Z powodu oszczędności w TVN Sekielski i Morozowski nie dostali nawet ukrytej kamery, tylko ukryty magnetofon, który zarejestrował poufne słowa Jarosława Kaczyńskiego. Wybrałem złote myśli o powietrzu i murze: „Bez powietrza żaden ptak ani samolot nie byłby w stanie latać”. „Odbiliśmy się od muru i musimy zdawać sobie sprawę z tego, że ten mur jest przed nami”. Ale kluczowe dla największej partii opozycyjnej było pytanie godne prezesa: „Czy w obecnym stanie Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie?…”. I nie było to pytanie retoryczne, bo zaskakująca odpowiedź Jarosława Kaczyńskiego brzmiała: „Nie”.

Stefan Niesiołowski inaczej widzi szanse politycznych rywali: „Najpierw zobaczę żabę porośniętą futrem, a potem PiS wygra wybory”. Czyli sprawa jest prosta, wystarczy wysłać zastępy towarzyszy partyjnych PiS, żeby znaleźli żabę w futrze, i wybory wygrane.

Może jednak lepiej wprowadzić w czyn słowa pana prezydenta: „Nie wolno w polityce popełniać błędów szkolnych, uważać się za mądrzejszego, skoro się takim nie jest”.

Tylko te słowa dotyczyły polityków zagranicznych i w Polsce się nie przyjmą.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Co się politykom zdaje

26 wrz 2009

„Polska polityka jest nieobliczalna, a ponieważ jest nieobliczalna, można powiedzieć, że wszystko jest możliwe” — zdiagnozował sytuację Leszek Miller w czwartkowy wieczór w TVN 24.

I od razu przypomniały mi się słowa „Tanga Anawa” Marka Grechuty:

„co jest możliwe to możliwe
co mnie się zdaje to się zdaje”

Zwłaszcza drugi wers jak ulał pasuje do całotygodniowej debaty o wejściu do gry Ludwika Dorna. Były premier w sprawie nieudanego powrotu na scenę polityczną może rzeczywiście być ekspertem. Zresztą chyba wszystkim wyblakłym gwiazdom politycznym głównie się zdaje…

Kazimierzowi Ujazdowskiemu zdawało się, że jego nowe ugrupowanie szturmem zdobędzie kraj i ważne stanowiska, ale kandydat na prezydenta sam już zrezygnował. Były minister kultury mówił: „Polska XXI dokonała dwa lata temu niezwykle trudnego wyboru, tzn. wyboru na rzecz niezależności i tworzenia alternatywy politycznej w stosunku do bijatyki PiS i PO.”

Co może być alternatywą dla bijatyki? Albo większa bijatyka, albo święty spokój, czyli cisza. I wydaje się, że ten drugi wariant grozi politycznemu planktonowi, choć Ujazdowski dziarsko potrafi wymachiwać szabelką, tak jak zrobił to wobec Bogdana Rymanowskiego: „Proszę mnie nie zmuszać do tego, żeby słuchać ślepych bagnetów Jarosława Kaczyńskiego albo Donalda Tuska i komentować. Proszę odkreślić to pytanie. Ja ludzi, którzy nie mają własnego zdania — nie komentuję.”

No i wreszcie trzeci tenor, któremu marzy się come back, Andrzej Olechowski: „Politycy w piątek nie pamiętają gorących sporów ze środy. Realizują swoje interesy. Grają dla nas teatr.”

I znów przychodzi na myśl ten sam poeta piosenki:

„Teatr to dziwny teatr jedyny
gdzie sens, gdzie treść
czort jeden zna”

Politycy nie tyle nie pamiętają sporów, co swoich obietnic wyborczych. A tak na marginesie, to chyba nikt u nas tak dobrze nie gra męża stanu, jak były minister spraw zagranicznych.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Wszystkie jajka diabli wzięli

23 wrz 2009

„Ktoś przyjął błędną koncepcję — donosił Marek Siwiec u „Tomasza Lisa na żywo”. — Otóż mówiąc językiem amerykańskim, wsadziliście wszystkie jajka do jednego koszyka, a ten, kto niósł ten koszyk, wywalił się i jajka wszystkie diabli wzięli”

Co prawda nie rozumiem, dlaczego europoseł mówi, że mówi językiem amerykańskim, a gada po polsku, ale generalnie ma rację, i to podwójną. Po pierwsze, należy jaja rozkładać do wielu koszyków, a po drugie, nie należy się z nimi wywracać.

Marek Siwiec w ten poniedziałkowy wieczór dawkował jaja w sposób wyjątkowo wyrafinowany: „Ja rozumiem, że ludzie rozumieją” — odezwał się niczym trybun ludu, a za chwilę wyjął z podręcznego koszyka krytykę władzy: „Jeżeli rząd i prezydent ogłaszają pewien plan i trzymają się tego planu, jak to się mówi, idą w zaparte, wbrew wszystkim znakom na ziemi i niebie, a na samym końcu okazuje się, że jest to figa z makiem, żeby nie powiedzieć, gest Kozakiewicza, to tu nie ma mowy o jakimkolwiek sukcesie, tylko jest normalna porażka.”

Moim zdaniem gestu Kozakiewicza w żaden sposób nie da się powiedzieć. Trzeba go pokazać, a do figi z makiem ma się tak, jak „Miś Uszatek” do „Pulp Fiction”

Do zupełnie innego koszyka sięgnął Aleksander Szczygło, tłumacząc Monice Olejnik dożynkowe zabawy pana prezydenta: „Taniec trwał krócej niż minuta ciszy żałoby”. Niestety, szef BBN nie był łaskaw zauważyć, że nasza głowa państwa jest i do tańca, i do różańca.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Koalicja posłów najgorszych

11 wrz 2009

– To jest wyjątkowa grupa ludzi, posłów w Sejmie, którzy są niewygodni dla dziennikarzy, sprawiają im kłopoty w różny sposób. Otóż według tych kryteriów ta lista jest w jakiś sposób uzasadniona – powiedziała Nelli Rokita w czwartkowy wieczór w TVN 24.

Kto jest w tej „wyjątkowej grupie ludzi, posłów”? O jaką listę chodzi posłance Prawa i Sprawiedliwości? To ranking najgorszych posłów opublikowany przez „Politykę”, w którym pani poseł otrzymała trójkąt ostrzegawczy.

Przypisanie do kiepskich lub świetnych posłów na szczęście przebiega ponad partyjnymi podziałami, a można nawet mówić o rodzących się strukturach poziomych. Wkrótce stanie się tak, że w parlamencie nie będzie podziału na władzę i opozycję, ale na koalicję prymusów i frakcję kłopotliwych. Bo jak inaczej interpretować słowa posłanki PiS o śmiertelnym wrogu z PO: – No cóż, Janusz Palikot też ma swoje zalety, przesadzając, i czasem trzeba go stopować. Ale też mówi bardzo dużo rzeczy, które później zmuszają ludzi do myślenia.

Siebie Nelli Rokita ocenia bardzo podobnie: – Ja nigdy nie byłam oportunistką i nie będę też oportunistką. Otóż zawsze pozwalałam sobie na wypowiedzi, może czasem kontrowersyjne, ale zachęcające do dyskusji, do rozmowy.

Kontrowersyjność posłanka zapewne wyssała z mlekiem męża, bo któż jeszcze z reprezentantów narodu mógłby powiedzieć rzecz dziwną, a przecież tak dla opozycji charakterystyczną: – Bardzo się cieszę, że została podjęta decyzja głosowania wbrew temu, co myśmy chcieli naszymi poprawkami osiągnąć.

W grupie najgorszych znalazł się również Sebastian Karpiniuk (PO), który we wtorek tak bronił swoich kolegów przed Joachimem Brudzińskim (PiS): – To był kawał dobrze wykonanej pracy, roboty przez pana premiera i pana ministra skarbu. Nie można zarzucić braku fundamentalnych starań, braku rzetelności, braku obiektywnego zaangażowania. I proszę spojrzeć na fundamentalne fakty w tej sprawie.

Jak widać, nawet fundamentalizm nie chroni przed zaliczeniem do kiepskich. Na pocieszenie mogę przytoczyć jedynie słowa największego kaznodziei w naszej polityce. – Nic nie jest wiekuiste w tym globalnym świecie – rzekł Józef Oleksy u „Tomasza Lisa na żywo”. Zaiste.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Dyplomacja i łowy

4 wrz 2009

Dziwnym zbiegiem okoliczności z początkiem września Polskę opanował język dyplomatyczny.

Ma on oczywiście różne partyjne dialekty i narzecza, ale każdy stara się, niewiele mówiąc, jednak coś powiedzieć. Jak zwykle najlepszy jest pan prezydent, który w czwartkowych głównych „Wiadomościach” tak oto zdefiniował nasze i innych miejsce w historii: – Nie byliśmy idealni, tam gdzie nie byliśmy idealni – powinniśmy o tym powiedzieć. Natomiast inni byli miliard razy lub dziesięć miliardów razy mniej idealni, a w dalszym ciągu mówią, że wszystko było, albo prawie wszystko, w porządku.

Rozumiem intencje głowy państwa, natomiast nie pojmuję, skąd taki rozrzut w szacunkach liczbowych, ile razy inni są mniej idealni. Mogli w Kancelarii dokładniej policzyć. Chyba że chodzi o to, iż sąsiedzi z jednej strony to tylko miliard, a ci z drugiej – dziesięć razy więcej.

Niezwykle powściągliwy był również Jarosław Kaczyński: – Jest pytanie o ocenę ogólną. Tutaj też trzeba odwołać się do pojęcia błędu. Jest także pytanie, po co zaproszono tutaj premiera Putina?

Lider opozycji mógł przecież na czyste wyrazy powiedzieć, że to skandal i granda, a jednak wspaniałomyślnie odwołuje się do pojęcia błędu, przy wizycie zaś gościa ze Wschodu nie stawia wykrzyknika, tylko znak zapytania.

Ostrzejszym kursem poszła w środę w TVN 24 Elżbieta Jakubiak: – Nie możemy mówić o wizycie Putina jako o dorobku ostatnich lat. Putin na 70. rocznicę musiał przyjechać, bo to mu jest potrzebne do wewnętrznej sytuacji w Rosji. Natomiast ta wizyta nie została wykorzystana przez polski rząd, nie mamy żadnych nowych sukcesów. Wszystko, co zostało podpisane, jest połowiczne.

Nie wiem, dlaczego tegorocznej wizyty nie można zaliczyć do ostatnich lat. Filozoficzny wymiar ma „połowiczne podpisanie”. Czy to znaczy, że podpisano co drugą stronę ważnych umów? Powinna się tym zająć komisja ds. trudnych.

– My w dyplomacji musimy używać innego języka – powiedział Radosław Sikorski, gdy nie chciał chamstwa Janusza Palikota nazwać chamstwem. Dżentelmeni, a może zacząć jednak nazywać rzeczy po imieniu?

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Zaklęcia i zadęcia

28 sie 2009

Platformie nareszcie spadło. Wszyscy odetchnęli, a opozycja nawet uczciła dowcipami obniżenie notowań konkurencji.

– Jest takie znane powiedzenie w Polsce – Ryszard Czarnecki zwierzył się w środę Justynie Pochanke. – Jak ktoś panu posłowi czy komukolwiek mówi, że pan poseł jest pijany, to pan poseł może się tym nie przejmować. A jak pięciu ludzi mówi, że pan poseł jest pijany, to lepiej położyć się spać.

Nie rozumiem, dlaczego naszemu reprezentantowi w Brukseli wszystko jedno, czy jest to ktokolwiek czy poseł. Poza tym wiadomo, że pijanemu posłowi nie tylko pięciu ludzi, ale cała Straż Marszałkowska może mówić, żeby się położył, a on i tak będzie… politykował.

Podobnie zresztą nasz eurodeputowany PiS – mimo że było już po dobranocce, nie poszedł spać, tylko sprytnie kpił z polityki informacyjnej rządu. – Było źle, jest dobrze, będzie jeszcze lepiej. Rząd Tuska jest cacy, minister Grad jest świetny, bla, bla, bla…

Weteran wielu partii był bardzo konsekwentny w analizie relacji między dwoma największymi polskimi partiami. – Żeby PO zrezygnowała wreszcie z takiego politycznego ping -ponga, gdzie PiS jest be, a Platforma cacy.

– Jesteśmy w kręgu pewnych zaklęć: wszystkiemu winny jest rząd PiS, premier Kaczyński – be. My jesteśmy cacy – prawił Czarnecki i dla osiągnięcia efektu komediowego wcielił się w członka partii rządzącej.

Wicemarszałek Krzysztof Putra był jak zwykle mniej finezyjny, ale równie przewrotny. – Widać, że rząd raczej przywiązuje wagę do piaru, do pewnej gry medialnej, do takiego mamienia opinii publicznej, a fakty są inne. Ja bym chciał, żeby temu rządowi się udało… – w końcu jednak zażartował pod wąsem.

Grzegorz Napieralski pewnie w czasie wakacji sporo grał w karty, bo zastosował w krytyce władzy poetykę pokerową. – Polacy mówią: sprawdzam. Tylko ten sprawdzian dla rządu Donalda Tuska jest nieciekawy, bo nie ma efektów. Myślę, że te zaklęcia Donalda Tuska przestają działać.

A mnie się wydaje, że w zaklinaniu rzeczywistości władza i opozycja, jak to w gonitwie, idą łeb w łeb.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Plon, niesiemy plon w swój partyjny dom

23 sie 2009

Najpoważniejszą i najciekawszą kampanią polityczną jesieni będzie walka o dożynki.

– Dożynki mają oczywiście swoją dynamikę – ujawnił Wojciech Olejniczak w programie TVN 24 „Polska i świat”. – Są to uroczystości tradycyjne, także kościelne, jak również późniejsza część bardziej na luzie, zabawowa.

Dzisiejszy eurodeputowany, wczorajszy minister rolnictwa, z niejednych dożynek chleb jadał i zapewne wykorzystując dorobek w tej dziedzinie, podsunął swojej partii pomysł zaatakowania przeciwników politycznych właśnie w trakcie tej ostatniej, zabawowej, części uroczystości. Ponieważ doświadczeni towarzysze za europejskim chlebem wyemigrowali do Brukseli, Sojusz Lewicy Demokratycznej rzucił na odcinek dożynkowy młode kadry. – To będzie mój debiut – przyznaje poseł Tomasz Kalita – dlatego że ja pochodzę z mniejszego miasta, natomiast wieś bardziej kojarzyła mi się z produktami i z odpoczynkiem, a teraz będziemy brali udział w dożynkach.

Że poseł Kalita jest z miasta, to widać, słychać i czuć. Mam tylko problem z definicją mniejszego miasta. Bo od czego mniejszego? Od większej wsi? Ale najważniejsze, że młody poseł ujawnił, o czym z chłopami, rolnikami i gospodarzami w czasie zabawowym będą rozmawiali agitatorzy SLD: – O tym, jak bardzo pogorszyła się sytuacja na wsi za obecnych rządów. A jak było dobrze, kiedy rzeczywiście lewica dobrze pozyskiwała środki.

Ponieważ pan poseł nie ujawnił, o jakie środki chodzi, należy się domyślać, że o dotacje dla dożynek. Główne ostrze walki SLD, kontynuatorki tradycji partii robotniczej, wymierzone jest w PSL. Naszą sztandarową partię chłopską akcja lewicy wprawiła w zakłopotanie. – Trochę zmartwiony jestem – mówił Marek Sawicki – że po to, aby brać udział w dożynkach, muszą mieć odgórne polecenia partyjne. Obecny minister rolnictwa o swoich działaczy może być spokojny. Dla wielu z nich uczestnictwo w święcie plonów to nawyk jeszcze z czasów, gdy centralne dożynki odbywały się na Stadionie Dziesięciolecia.

We wrześniu dwie partie walczące o parlamentarne przetrwanie stoczą dożynkowy bój o elektorat. Czy jednak dożynkowy korowód nie pomylił się komuś z pochodem

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Uroda aniołka, czyli minister Grad

26 lip 2009

Lewica jak lwica rzuciła się na rząd za prywatyzację: – Sprzedajemy swoje srebra rodowe w najgorszym momencie, w czasie kryzysu – grzmiał Grzegorz Napieralski w czwartek.

– To wygląda tak, że pan Donald Tusk, pan premier, nie ma pieniędzy i po prostu szybko biegnie do lombardu i za grosze wyprzedaje majątek narodowy.

Pewnie Wydział Propagandy KC wydał dyrektywę w sprawie języka walki z prywatyzacją, bo wieczorem Ryszard Kalisz w TVN 24 mówił: – Nie musi wcale być prywatyzacji wyprzedającej nasze srebra rodowe. Mogą być oczywiście wyprzedane resztówki, takie gdzie państwo nie ma żadnego wpływu.

Skąd nagle na lewicy taka troska o srebra rodowe? Skąd odniesienia do burżuazyjnego języka? Przecież po wojnie to właśnie lewica nacjonalizowała rodowe majątki. Wyprzedaż resztówek… Kto to kupi? Ryszard Kalisz puknął też ministra odpowiedzialnego za prywatyzację w czuły punkt: – Pozycja ministra Grada jest bardzo słaba. To nawet widać po jego minie, jak on mówi, tak niepewnie.

Moim zdaniem za miny, a już zwłaszcza gęby, można skrytykować również innych ministrów, zwłaszcza z koalicyjnego PSL, ale widać Pawlak i Sawicki to dla opozycji święte krowy. W tej sytuacji platformerskiego ministra bronił Kazimierz Kutz: – Proszę państwa, minister Grad ma taką urodę, tak wygląda, że taki biedny…

Mówienie, że minister skarbu taki biedny, nawet w czasach kryzysu, nie jest zbyt rozsądne, ale Kutz rozszerzył obronę na cały rząd: – Na pewno jest w tym rządzie, o którym tak źle mówicie panowie, parę osób myślących, które wiedzą, co robią. Ale po chwili reżyser polityk znów wrócił do Aleksandra Grada: – Ja myślę, że to nie jest człowiek, który znalazł się tam przypadkowo, tylko ma taką urodę aniołka z Betlejem.

– Ojejku – nie wytrzymała Anita Werner. – Gdzie pan widzi tę urodę aniołka?

– On ma urodę… – zaklinał się Kazimierz Kutz, ale gdy spojrzał na panią redaktor, odpuścił. – No przy pani to oczywiście…

– Mnie proszę do tego nie mieszać! Ani w aniołki, ani w Betlejem – kategorycznie odcięła się piękna prowadząca.

Pani Anito, w urodzie może pani mieszać. To od sreber rodowych lewicy trzeba trzymać się z daleka.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Donald Kaczyński w TVN Trwam

17 lip 2009

- Jak każdy polityk czytam – wyznał we wtorek w „Kropce nad i” Joachim Brudziński.

– A czyta pan, co piszą internauci? – Monika Olejnik pytała o lektury najczęściej występującego w telewizji członka PiS.

– Proszę pani, kiedyś czytałem, ale przeraziłem się, bo dowiedziałem się o sobie tylu rzeczy, że aż strach czytać – wyjaśnił poseł.

Mam przeczucie, że pan Joachim nie zaszczyci tego tekstu swoim czytaniem, mogę więc bez zahamowań przystąpić do omówienia jego znakomitych wystąpień i dwóch pomysłów, które zrewolucjonizują polskie życie polityczno-telewizyjne. Zaczął dość banalnie od krytyki rządu: – Brak ministrów o tak twardym kręgosłupie, żeby twardo postawić się panu prezesowi polskiego rządu. Wszyscy z tego powodu będziemy spijać śmietankę.

Pewnie spijanie śmietanki, które (przynajmniej w sferze językowej) jest czymś pozytywnym, pomyliło się Brudzińskiemu z piciem nawarzonego piwa. Ale dalej było jeszcze bardziej kreatywnie: – Jeśli pani pyta, dlaczego polska gospodarka dzisiaj ma się dobrze, to odpowiadam: nie tylko dzięki PiS, ale poprzednim rządom, w znacznej mierze dzięki pani minister Zycie Rostowskiej, przepraszam, Zycie Gilowskiej.

Panie pośle, ależ nie ma za co przepraszać. To genialnie prosty sposób na wszelkie nasze problemy! Głową państwa zostaje Donald Kaczyński, na czele rządu staje Lech Jarosław Tusk, ministrem obrony zagranicznej mianujemy Radka Szczygłę. I mamy koalicję, o jakiej marzą Polacy. Równie pionierski jest pomysł posła Brudzińskiego na media. Na początku wizyty parlamentarzysty w TVN 24 redaktor zauważyła:

– Ma pan berecik.

– Piękny, moherowy.

– Sam pan zrobił?

– Nie, dostałem. Dla pani redaktor też mam, tylko muszę znaleźć.

Monika Olejnik pewnie liczyła, że dostanie buty, ale berecik wpięła w klapę.

– Czuję się, jak byśmy byli w telewizji Trwam, bo tam właśnie prowadzący takie noszą.

I tysiące widzów zobaczyło na własne oczy, jak łatwo TVN przerobić na Trwam. Niestety, piękną ideę pani redaktor zaprzepaściła, wręczając w czwartek berecik Januszowi Palikotowi. A ten, jak wiadomo, nie ma szacunku dla żadnego gadżetu.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop