PiS partią aniołów i geniuszy

19 paź 2011

Choć politycy udają strasznych zuchów, do prawdziwego harcerstwa nikt by ich nie przyjął. Ani hartu ducha, ani szacunku dla słabszych, ani śladu wiedzy na temat harcerskich sprawności.

Ludwik Dorn we wtorkowej „Rozmowie Rymanowskiego” tak popisał się znajomością najważniejszego harcerskiego trofeum: – Pan premier Tusk przypomina harcerza w biegu na sprawność „Trzy pióra”. A to dwa pióra skubnąć z kupra klubu Palikota, a jeszcze jedno piórko albo dwa z klubu SLD i może przynajmniej w Sejmie będzie spokój.

Przedstawiciel ludu pisowskiego ma mętne pojęcie o „Trzech piórach” i nie sądzę, aby mógł je kiedykolwiek zdobyć. Harcerz, żeby mieć taką naszywkę na rękawie, musi przejść próby wody, ognia, głodu i mowy. I ta ostatnia jest najtrudniejsza – przez 24 godziny nie wolno powiedzieć ani słowa. Czy Ludwik Dorn wygląda na człowieka, który mógłby się nie odzywać przez dobę?

Zresztą na „próbie mowy” padają kolejni członkowie Prawa i Sprawiedliwości. Tadeusz Cymański nie potrafi trzymać języka za zębami i wizytą w poniedziałkowej „Kropce nad i” znów naraził się kierownictwu partii. Najpierw przypomniał sobie: – Kiedyś powiedziałem i tego się trzymam, nie zmieniam zdania, że PiS będzie tak długo funkcjonował, jak długo tego będzie chciał Jarosław Kaczyński.

Europoseł żyje daleko, to nie wie, że prezes już nie tylko chce, ale musi. A potem zupełnie niefortunnie Cymański wyznał, że „PiS nie jest partią aniołów ani geniuszy”.

No, jak to nie? Ile aniołków fruwało w kampanii? A geniusze, którzy nawet wbrew prezesowi, każdego dnia przerabiają porażkę na sukces?

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Jarosław Kaczyński na tak zwanego żywca

12 paź 2011

– Będzie spokojna opozycja, pod warunkiem, że będziemy grali w jednej drużynie dla Polski – powiedział wczorajszy bramkarz, dzisiejszy poseł w programie „Tomasz Lis na żywo”.

Muszę zaznaczyć, że bardzo mnie cieszy wybór Jana Tomaszewskiego do Sejmu, ponieważ jego publiczne wystąpienia zapewne wzbogacą język polskiej polityki o słownictwo z kręgu piłki kopanej. Bogactwo metafor zalało nas już w pierwszej publicznej wypowiedzi posła elekta: – Jeśli chodzi o kapitana drużyny, a właściwie trenera drużyny, to uważam – i mówię to z całą odpowiedzialnością, bowiem byłem w komitecie wyborczym pana premiera Jarosława Kaczyńskiego, kiedy startował na prezydenta – że jest to najwybitniejszy polski polityk, który jest przygotowany perfekcyjnie do każdego wystąpienia. Trochę się dziwię, że Tomaszewski jeszcze nie jest pewien, czy prezes jest kapitanem czy trenerem. Każdy kibic PiS wie, że jest jednym i drugim, a także sędzią z gwizdkiem (za chwilę o tym, komu odgwizdał spalonego).

Ale nasz sławny goalkeeper już wie, że prezesa trzeba chwalić:

– A kiedy występuje na tzw. żywca, no cóż… jest naprawdę… ośmiesza swoich adwersarzy.

Już po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów Jarosław Kaczyński wystąpił na tzw. żywca i oświadczył: – Wszelkiego rodzaju rozliczenia po wyborach, jeżeli nie doszło do jakichś wydarzeń drastycznych – a w moim przekonaniu nie doszło – nie mają po prostu sensu. Ci, którzy chcieliby je robić, bardzo, ale to bardzo szkodzą partii. Kapitan-trener-sędzia ostrzegł rebeliantów, że dostaną czerwoną kartkę. Bo przecież nikt nie widział sędziego, który sam siebie wyrzuciłby z boiska.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Mistrzowie odwracania kota ogonem

05 paź 2011

„Dziś jest wtorek?” – zupełnie zagubiony Adam Hofman nieoczekiwanie zapytał w programie „Kropka nad i”. Powiało grozą. Czyżby zmęczony kampanią rzecznik PiS stracił kontakt ze światem realnym? Na szczęście okazało się, że nie, bo zaraz sobie odpowiedział: „Jeśli dziś jest wtorek, to zdaje się Dzień Ochrony Zwierząt, więc ja nie będę wykręcał kota w żadną stronę”.

Dużo łatwiej miał w poniedziałek partyjny kolega Hofmana, bo to nie był dzień ochrony czworonogów: „Pan premier Donald Tusk próbuje odwracać kota ogonem i mówi: winne Prawo i Sprawiedliwość. Macie, powiedziałbym, szatańską, a wręcz diabelską umiejętność odwracania znaczenia słów, pojęć” – powiedział Joachim Brudziński  w „Rozmowie Rymanowskiego”. Tym samym wykorzystał politycznie nie tylko kota, ale i czarta, który nieoczekiwanie sam się ujawnił: „Jako wcielenie szatana mogę w odpowiedzi tylko delikatnie się uśmiechnąć” – wyznał Andrzej Halicki.

Ale wróćmy jeszcze do posła Hofmana, który wbrew deklaracji wykręcał kota, jak mógł, zwłaszcza w stronę swojego prezesa: „Premier Kaczyński akurat dobrze potrafi, tylko do tego tanga potrzeba dwojga”. Czy rzecznik zapomniał, że prezes już dawno powiedział, że nie jest „piękną panną” i o jego wdzięki nie ma co zabiegać, a urzędujący premier ma na tej zabawie tańczyć sam?

Politycy są mistrzami w odwracaniu kota ogonem. Może więc 9 października, gdy w głębokiej ciszy wyborczej polityczne koty będą jeszcze smacznie spały, myszki-wyborcy poharcują?

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Przebierańcy, czyli muszka Poncyljusza i krawat Palikota

28 wrz 2011

Dziś zajmiemy się wyborczą trzecią ligą, bo tam nie walczy się o władzę, ale o przeżycie. Tak zresztą Bogdan Rymanowski w poniedziałek przedstawił przywódców partii Polska Jest Najważniejsza i Ruchu Palikota.

Zacznijmy od różnic estetycznych. Paweł Poncyljusz wystąpił w pięknej muszce bordo. „Przebrał się za Korwina-Mikke – skomentował Janusz Palikot, którego krawat wyraźnie nawiązywał do Samoobrony, choć barwy nie były patriotyczne, lecz różowo frywolne.

Ale właściwie poza krawatem i muszką niewiele różniło polityków. Najpierw partyjną dezercję przypomniał Poncyljusz: „Jeżeli Janusz Palikot wewnątrz PO nie był w stanie przeprowadzić żadnych głębokich reform, to ja się pytam, w jaki sposób on te reformy będzie przeprowadzał z garstką swoich nowych posłów, którzy z polityką niewiele mają wspólnego”. Ale Palikot nie pozostał dłużny: „Dlaczego odszedłeś z PiS, skoro miałeś takie możliwości, byłeś szefem kampanii, mogłeś zmieniać PiS od środka? Z tego samego powodu, z którego ja odszedłem z PO. I tu się akurat nasze drogi zbiegają”.

Nawet wzajemne animozje okazały się grą pozorów: „Ja kibicuję PJN – oświadczył Palikot. – Oni się umówili, że każdy z nich będzie ministrem innego resortu. Tworzą taką nową partię. Ona składa się z tylu członków, ilu liczy Rada Ministrów.” Poncyljusz dał odpór: „Ja nie kibicuję Ruchowi Palikota i nie chciałbym, żeby znaleźli się w Sejmie ani w rządzie, bo jesteście reprezentantami tego całego zła, przed którym polska polityka ostatnimi laty się uchroniła”. Tego już Palikotowi było za wiele: „Boicie się! Wejdziemy. Zrobimy porządek w parlamencie. Wersalu nie będzie”.

No i wszystko jasne. Pewien polityk, również w krawacie w paski, też pokrzykiwał, że Wersal się skończył.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Jarosław Szczodrobliwy, Donald Szczery i Grzegorz Nieważny

21 wrz 2011

Sztuka znów wyprzedziła politykę. 15 lat temu, na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, kiedy to w Gdyni nie przyznano Złotych Lwów, Juliusz Machulski retorycznie pytał: „Jeśli sami nie przyznamy sobie nagród, to kto nam je przyzna?”.

Dziś zupełnie nieoczekiwanie problem wrócił w kampanii wyborczej. Czy polityk może na siebie głosować, czy to nie uchodzi? Polityczne stada natychmiast podążyły tropem przywódców.

„Nigdy nie głosuję na siebie, zawsze głosuję na kogoś innego, ale to już jest moja bardzo osobista tajemnica na kogo” – oświadczył we wtorek Jarosław Kaczyński. I zaraz odpowiedział Donald Tusk: „Ja nie lubię hipokryzji. Jak ja kandyduję, to wierzę, że moje kandydowanie ma sens, więc jak przejdę do kabiny, to nie będę ukrywał, że głosuję na siebie. I moja żona też na mnie”.

Sprawę próbował załagodzić w zupełnie niezwykły dla siebie sposób Joachim Brudziński w „Rozmowie Rymanowskiego”: „Pan premier ma prawo oczywiście głosować na siebie – nikt z tego powodu nie będzie mu czynił wyrzutów. Ale tak samo uważam za niestosowne czynienie wyrzutu Jarosławowi Kaczyńskiemu z tej szczodrobliwości, którą w ramach demokracji chce się podzielić”.

Jarosław Szczodrobliwy, Donald Szczery… A co na to lider lewicy: „Oddam moją kartę do głosowania i długopis moim córkom Ali i Oli i to one dokonają tego wyboru” – oświadczył Grzegorz Napieralski

A więc podliczmy wyniki po pierwszej turze: Tusk – dwa głosy, Kaczyński – zero, Napieralski – karta nieważna, bo dzieci i ryby głosu nie mają.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Jak Pawlaka próbowano zrobić bardziej dowcipnym

14 wrz 2011

„Czarno na białym. Liderzy na cenzurowanym” – zapowiedział swój wtorkowy program w TVN 24 Tomasz Sekielski. „Portrety partyjnych wodzów” – zachwalał dalej towar redaktor prowadzący.

Po płaskich czarno-białych wizerunkach Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, a zwłaszcza Grzegorza Napieralskiego, miałem już wyłączyć telewizor, kiedy na ekranie pojawiła się jak żywa Miss Polonia ’92. „Widzę, że ma więcej luzu przed kamerą” – zauważyła Ewa Wachowicz, b. rzecznik rządu Waldemara Pawlaka o swoim b. szefie.

To niemożliwe, Pawlak może mieć przed kamerą wszystkiego więcej, z wyjątkiem luzu – polemizowałem z całkiem, całkiem b. rzecznik. W sukurs przyszedł mi bliski współpracownik Pawlaka: „Wielu z nas próbowało z niego zrobić bardziej dowcipnego, takiego bardziej na luzie, żeby spełniał oczekiwania współczesnych mediów. No, raz idzie lepiej, raz gorzej – przyznał Stanisław Żelichowski.

Jeśli koledzy mówią, że z prezesem idzie gorzej, to byli koledzy jak Janusz Wojciechowski leją wicepremiera sztachetami: „Stracił swoją chłopskość. To jest największą wadą Waldemara Pawlaka. A jego zaletą było to, że był takim twardym chłopskim politykiem kiedyś”.  Kiedyś, czyli wtedy, gdy Wojciechowski był w PSL. Dziś realizuje linię nowej partii wytyczoną przez rzecznika Adama Hofmana, że te chłopy zbaranieli i zdziczeli. Ale europoseł ciągle wie, co w PSL piszczy: „Jest problem, czy Pawlak ma być prezesem wiecznym, czy tylko dożywotnim”. Tylko w jednej partii w Polsce nie ma z tym problemu, bo prezes jest na wieki wieków.

Panie Waldku, pan się nie boi, chłopi też mogą mieć tablety.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Polityka w przeciągu i na drągu

07 wrz 2011

Nareszcie zgoda! Jarosław Kaczyński zgodził się z Donaldem Tuskiem. Stało się to na wiejskiej zabawie ludowej w wyniku, nie bójmy się tego słowa, zalotów.

„Prezes Kaczyński to nie jest piękna panna na wydaniu, żeby wszyscy za nią biegali i pytali, kiedy się można z nią umówić. Na pewno ja nie będę w tej roli” – oświadczył pan premier we wtorek.

„Zgodzę się z Donaldem Tuskiem. Nie jestem piękną panną. Pan premier był łaskaw biegać za mną dotąd. Być może się zmęczył, kondycji mu zabrakło” – mówiąc to, były premier filuternie się uśmiechał.

Widać z tego, że wcześniej czy później dojdzie do zbliżenia, a może nawet debaty. I chyba lepiej, żeby kampania wyborcza rozgrywała się w konwencji wiejskich zalotów (nawet nie do końca udanych) niż w szpitalu, do czego zmierza inna polityczna para.

„Dziś Polska jest w jakimś sensie takim chorym człowiekiem, który nie dość tego, że leży w takiej sali, gdzie nikt się nim nie zajmuje, bo pan premier ma inne zadania, obowiązki i pasje niż zajmowanie się Polską, to jeszcze jest otwarte okno” – diagnozował dyżurny felczer Adam Hofman w poniedziałkowej „Rozmowie Rymanowskiego”.

„My usiłujemy Polskę przewietrzyć, a wy chcecie Polskę zamknąć, żebyśmy się wszyscy udusili w tej dusznej atmosferze” – ripostowała polityk pierwszego kontaktu Julia Pitera.

Nie trzeba zwoływać konsylium, żeby stwierdzić, że to nie Polska jest chora, ale jej życie polityczne. A z tym wietrzeniem to też bez przesady, nasz kraj aż za dobrze przewietrzyły ostatnio wichury i burze.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Ukręcenie łba albo odpalanie kontrminy

01 wrz 2011

„Nam już zostało jedno tak naprawdę – kpina i szyderstwo” – przyznał Adam Hofman w poniedziałkowej „Rozmowie bardzo politycznej”.

A ponieważ to moje ulubione środki walki, postanowiłem wnikliwie przeanalizować pod tym kątem słowa rzecznika PiS.

Zacznijmy od końca, czyli od ostatniej myśli Hofmana w programie: „U nas biją Murzynów, a Tusk rządzi cztery lata. W Polsce miało być jak w Europie, a jest jak jest”. Świetnie powiedziane, szkoda, że nie bardzo wiadomo, o co chodzi. Czy „u nas” znaczy w PiS?

Już lepiej wychodzi panu posłowi kpina z premiera, zwłaszcza że szydzi we własnej sprawie po wypowiedzi o PSL: „Donald Przykrywka Tusk wychodzi w sobotę i mówi: na Hofmana!”.

To teraz dla szefa PO przeciwnikiem nie jest prezes PiS, tylko jego rzecznik? Czy pan Hofman trochę sobie nie dodaje? Przecież sam chwilę później rzekł: „Latanie wokół swojego ogona jest dla wyborców niezrozumiałe”.

Młody wilczek PiS w kwestii kpiny i ironii powinien się jeszcze sporo nauczyć, choćby od takiego starego wyjadacza, jak Ludwik Dorn. Najpierw w poniedziałkowych „Faktach po Faktach” przedstawił się skromnie: „Ja toczę sojuszniczą działalność partyzancką na obrzeżach głównej armii”. Ale najciekawszą rzecz powiedział właśnie w kwestii rzecznika głównej armii: „Ja oczekiwałbym od PiS nie tam podtrzymywania pana Hofmana czy ukręcenia mu łba, bo to naprawdę nie moja sprawa, tylko zręcznego odpalenia jakiejś kontrminy. Nie żeby kogoś zaatakować, tylko rozwodnić, złagodzić, nie zostawiać tej sprawy, jak jest”.

No tak, ale do tego potrzebny jest Jarosław Zasłona Dymna Kaczyński.



  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Kampania, czyli groteska i bicie po pysku

24 sie 2011

„Generalnie ta kampania, która się rozpoczęła, przybiera formę groteski” – powiedział Jarosław Sellin we wtorkowej „Rozmowie bardzo politycznej”.

Trudno się z posłem PiS nie zgodzić, zwłaszcza gdy posłucha się jego kolegi partyjnego Adama Hofmana, który w „Faktach po Faktach” obwieścił: „Spór o to, czy Polska jest w budowie czy nie, nie wybuduje żadnej drogi”. Julia Pitera nie podjęła sporu z opozycją, lecz wystąpiła jako Ciotka Dobra Rada: „Proszę czasami odsłuchać, co pan mówi, bo muszę powiedzieć, że to, co pan mówi, jest kuriozalne”. Pani minister zupełnie zapomniała, że politycy nie są do słuchania, tylko do gadania.

Mamy też już recenzenta wspomnianej groteski, bo rzecznik Hofman na słowa Grzegorza Kajdanowicza, że ostatnią rzeczą, jakiej by chciał, to ta, żeby jakikolwiek polityk recenzował programy informacyjne, odpalił: „Mam prawo recenzować was, tak jak wy macie prawo recenzować nas”.

Marek Siwiec nie dostrzega groteski, tylko walkę: „Ja uważam, że sytuacja jest mniej więcej taka: wychodzi na ring dwóch zawodników, którzy obiecują boks. Natomiast wychodzą bez rękawic i dają sobie po pysku”.

Ale europoseł z SLD gotów jest mimo wszystko podjąć się roli sędziego w tej bijatyce: „Mógłbym przyjąć rolę arbitra, który zaciera ręce, ale mnie te ręce opadają”. Jeśli politykom opadają ręce, to co opada Polakom?

W pojedynku, czy kampania wyborcza to groteska, czy bicie po pysku – remis. A wynik brzmi: groteskowe mordobicie.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop

Siwy Lis Miller i Pohukujący Miś Kalisz

17 sie 2011

– Polityk, który nie ma ambicji, nie żyje politycznie. Każdy polityk musi mieć ambicje i to wygórowane – powiedział Leszek Miller we wtorkowym programie „Tak jest”. I dlatego Siwy Lis lewicowej polityki jest wiecznie żywy i wielki jak jego ambicje. Porzucił niegdyś listy SLD, ale dziś poucza tych, którzy tak robią: – Jeżeli kandydat mówi, że on przestaje lubić Sojusz Lewicy Demokratycznej, bo nie otrzymuje jedynki w jakimś ważnym dla niego okręgu, to jest to prymitywne i banalne.

A dlaczego sam został jedynką? – Moja sytuacja jest inna. Gdybym ja nie był na tej jedynce, to musiałbym w trakcie kampanii wyborczej odpowiadać na pytania pana i pana kolegów, dlaczego ja nie jestem na tej jedynce. A ja ciągle nie mogę na ten temat odpowiadać, więc niech już będzie ta jedynka – wyjaśniał Andrzejowi Morozowskiemu.

Były premier dokonał analizy programu wyborczego swojego ugrupowania. Gdy redaktor prowadzący zacytował, że zakłada on nowoczesną kolej i niedrogie, dostępne lotnictwo, Siwy Lis rzekł:

– To jest program dotyczący infrastruktury, ale zapewniam pana, że podobne hasła znajdzie pan we wszystkich innych programach dlatego, że nie można nic nie napisać o rozwoju infrastruktury. Zgadza się. Wszystkie hasła podobne i pisane z musu.

Co ciekawe, na tej samej infrastrukturze przejechał się parę godzin później Ryszard Kalisz Pohukujący Miś. Upierał się, że to są tylko… tytuły, które się wszystkim spodobają. Ale w końcu wyczuł, że się nie obroni, i zaatakował Grzegorza Kajdanowicza: – Panie redaktorze, nie spodziewałem się tego po panu! Bo dzisiaj o 18.30 pański kolega redaktor Morozowski to samo pytanie zadał Leszkowi Millerowi. Nie oglądał pan kolegi? To jakiś plagiat!

Pytania redaktorów nie są zapewne szczytem kreatywności, ale odpowiedzi polityków to dopiero plagiaty popełniane w myśl partyjnych instrukcji.

  • Facebook
  • Print
  • Twitter
  • Wykop