Posts Tagged „Smoleńsk”<

Ujawniam list prokuratora

17 cze 2011

Zamiast felietonu postanowiłem przekazać czytelnikom treść tajnego listu naczelnego prokuratora wojskowego do podległych mu jednostek, który zdobyłem, prowadząc jednogodzinne śledztwo dziennikarskie. Oto on.

„Działając na rzecz koncepcji komplementarnego wyjaśnienia nieprawidłowości popełnionych przez niektóre podmioty dysponujące odpowiednim zakresem zasięgu dostępu do informacji niejawnych specjalnego znaczenia Naczelna Prokuratura Wojskowa ustaliła z prawdopodobieństwem przekraczającym granice pewności, że prokurator Marek Pasionek znalazł się w strukturach NPW w sposób jednoznacznie prowadzący do powiązania go z Jarosławem Kaczyńskim. Uzyskane dowody pozwoliły na postawienie tezy, że Jarosław Kaczyński to prezes partii politycznej o nazwie PiS. Powyższe domniemanie zostało uprawdopodobnione w toku czynności śledczych.

W ramach swoich uprawnień prokuratorzy ustalili dalej, że wymieniony Pasionek dysponował telefonem komórkowym, z którego samowolnie dzwonił do dziennikarzy ale nie tych. W związku z czym Naczelna Prokuratura Wojskowa nawiązała kontrkontakt z właściwymi przedstawicielami świata mediów i przekazała im przedmiotowe ustalenia, które następnie podległy realizacji w miejscu i stopniu potrzebnym, żeby odwrócić od NPW rozpowszechniane przez inspirowanych politycznie osobników podejrzenia jakoby ww. Pasionek kierował się rzetelnością.

W toku działań sprawdzających wyszło na wierzch, że Pasionek spotkał się z dwoma agentami obcego mocarstwa. Dzięki zastosowaniu nowych technik operacyjnych i wykorzystaniu w pełni profesjonalnego systemu weryfikacji danych prokuratorzy zdobyli niezbite dowody, że Pasionek w trakcie rozmowy z agentami zjadł jedno ciastko z kremem i jedno z jabłkami oraz wypił filiżankę zielonej herbaty, a następnie udał się w towarzystwie obu agentów oraz byłego szefa jednej ze służb, którego rysopis zgadza się z cechami osobnika legitymującego się inicjałami B. Ś., do ambasady tego mocarstwa, po czym doprowadził do złożenia wniosku domagającego się pomocy tejże. Mimo podejmowanych czynności nie udało się ustalić co Pasionek jadł w ambasadzie.

Po zastosowaniu wobec dwójki agentów tzw. wzmocnionych technik przesłuchania Naczelna Prokuratura Wojskowa mogła odkryć kulisy niezgodnej z przepisami (KPK, KK, KPC) aktywności Pasionka. Należy z całą stanowczością stwierdzić, że jego działania były próbą skompromitowania Naczelnej Prokuratury Wojskowej oraz polskiego rządu, a to przez natarczywe podważanie jej kompetencji, uparte kierowanie uwagi na wątki poboczne, brak zaufania do naszych rosyjskich przyjaciół, a przede wszystkim przez zmuszenie prokuratorów do śledzenia ww. Pasionka co uniemożliwiło im przeprowadzenie przesłuchania kontrolerów wieży w Smoleńsku. Należy odnośnie tego podkreślić, że jego wyeliminowanie pozwoli teraz skoncentrować się NPW na odcinku smoleńskim.

Podpisane NPW”

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Smoleńsk – wołanie o wiarygodność

8 kwi 2011

Niektórzy mówią: dość żałoby. Dość wspominania. Dość zniczy i żalu. Do czego to prowadzi? – pytają. Polityka nie może być zakładnikiem śmierci. Losy współczesnych Polaków i pozycja państwa nie mogą być uzależnione od emocji: żalu, bólu, rozpaczy. Najwyższy czas zatem przejść nad tym, co tragiczne, do porządku.

Ludzie ci zachowują się niczym siostry u Czechowa, które po doznanych klęskach i rozczarowaniach mówią: trzeba żyć. Trzeba żyć, bo ostatecznie życie samo jest swoim uzasadnieniem. Tylko czy owa narastająca niechęć do dyskusji o Smoleńsku rzeczywiście jest objawem normalnej i zdrowej chęci życia? Czy nie jest raczej dowodem zniechęcenia, rozczarowania i w ostateczności niewiary w państwo? Tak właśnie uważam.

Ostatecznie dyskusja o tym, co wydarzyło się w Smoleńsku, i o tym, jak próbowano katastrofę wyjaśnić – trzeba pamiętać, że to mimo wszystko dwa różne problemy – jest dyskusją o wiarygodności polskiego państwa. Tu nie chodzi ani o zemstę, ani o poszukiwanie winnych. Uwaga poświęcana tej jednej tragedii nie wynika z nadwrażliwości. Nie świadczy też o przesadnym wywyższaniu jednych ofiar nieszczęścia kosztem drugich. Kto tak postrzega debatę smoleńską, niczego, obawiam się, nie rozumie.

Dążenie do odkrycia prawdy o katastrofie jest dla państwa rzeczą niezbędną. Nie da się poważnie wierzyć w jego sprawność, skuteczność, niepodległość i podmiotowość, jeśli państwo to nie potrafi wyjaśnić w przekonujący sposób, jak doszło do tak wielkiej tragedii. Państwo, które nie potrafi chronić swej symbolicznej głowy i swych najwyższych urzędników, nie będzie też potrafiło ująć się za zwykłymi obywatelami. Państwu, które nie potrafi osądzić odpowiedzialnych za katastrofę, nie można ufać. I nie sposób uznawać jego autorytetu.

Brzmi to gorzko, ale tego testu wiarygodności rząd nie zdał. I to nie tylko dlatego, że do tej pory nie wiadomo, jak wyglądały ostatnie sekundy lotu i dlaczego po komendzie „odchodzimy” wydanej przez kapitana Arkadiusza Protasiuka samolot dalej spadał. Rozumiem, że sprawdzenie różnych hipotez wymaga czasu. Lepiej w takich kwestiach nie ferować pochopnych wyroków. Jednak lista zarzutów jest nieporównanie dłuższa.

Nie wiadomo, jak, przez kogo i na podstawie jakiej wiedzy została podjęta decyzja, wskutek której śledztwo znalazło się w rękach Rosjan. Dlaczego premier Tusk tak długo utrzymywał, że współpraca z Moskwą układa się wyśmienicie? Dlaczego nie potrafił od razu zareagować na konferencję MAK? Dlaczego twierdził, że od raportu może się odwoływać na podstawie konwencji chicagowskiej? Dlaczego, dlaczego, dlaczego… Pytania można mnożyć.

Najbardziej widocznym dowodem owej kuriozalnej wręcz niewydolności państwa polskiego może być proces sądowy, który minister obrony narodowej Bogdan Klich wytacza Edmundowi Klichowi, polskiemu przedstawicielowi przy MAK. Ludzie, którzy w normalnym państwie powinni najściślej ze sobą współpracować, będą się procesować. Przypomina to ponurą tragifarsę.

O ile w przypadku Warszawy łatwo wskazać błędy i bałagan, o tyle musi uderzać konsekwencja w zachowaniu Rosjan. Moskwa od początku uparcie propagowała prostą tezę, zgodnie z którą za katastrofę odpowiadają wyłącznie polscy piloci. Ostatecznym jej potwierdzeniem była słynna konferencja generał Tatiany Anodiny, w czasie której okazało się, że katastrofę spowodował pijany generał Andrzej Błasik. Świat usłyszał dokładnie to, co Moskwa chciała, żeby usłyszał. Przy całkowitej bierności Warszawy.

Żaden inny premier nie mówił tyle o potrzebie odbudowy zaufania obywateli do władz co Donald Tusk. Tymczasem rok po wszczęciu śledztwa przeważająca większość Polaków uważa, że katastrofa ani nie została, ani nie zostanie rzetelnie wyjaśniona. Czyż nie jest to swoiste wotum nieufności dla premiera i jego działań w tej sprawie? To prawda, nikt nie musiał się mierzyć po 1989 roku z większym wyzwaniem. Ale to jeszcze nie może być usprawiedliwieniem.

Oto powód, sądzę, przedłużonej smoleńskiej żałoby. Jest ona nie tylko wyrazem hołdu składanego tragicznie zmarłym, choć z pewnością też. W znacznym stopniu to jednak, sądzę, znak sprzeciwu. Różne formy wspominania – msze, modlitwy, flagi w oknach – są również wołaniem o prawdę. Wołaniem o odzyskanie przez polskie państwo wiarygodności. Wołaniem o państwo, które potrafi bronić swoich obywateli.

…………………………………………………………………………………………………………………………………………

Zaproszenie od redakcji rp.pl: Złóż swój wpis w refleksyjnej księdze wspomnień

Jak wyglądał Twój dzień 10 kwietnia 2010? Czy pamiętasz swoją reakcję po ogłoszeniu komunikatów prasowych? Podziel się z nami swoimi wspomnieniami w rocznicę tragedii smoleńskiej. Zjednoczmy się, celebrując w ten sposób pamięć o zmarłych.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dwie opowieści o Polsce

5 lis 2010

Jak to możliwe, pytam, że tylu ludzi w Polsce wciąż wierzy, że katastrofa smoleńska to był zamach. Świadomie ukartowane, na chłodno i planowo przygotowane zabójstwo.

Czas mija, śledztwo trwa, komisje działają, dowodów brak. Ba, ośmielę się powiedzieć, wiem, że ściągnę na siebie gromy, oskarżenia o zaprzaństwo, zdradę, strachliwość, służalczość i wszelkie możliwe inne występki, nie ma na to nawet poszlak. Więc jak to jest? Czyżby tak to miało już pozostać, że kto raz w spisek i zbrodnię uwierzył, to przy swej wierze na wieki wieków amen pozostanie?

Pisałem wcześniej o kilku tego przyczynach. Najważniejsza to ból, niemożność pogodzenia się z okrucieństwem losu. Tkwiąca w ludziach chęć umieszczania tego co absurdalne w granicach rozumu. Niespożyta i nienasycona gotowość poszukiwania sensu i nadawania znaczenia. No i, być może, zwykła skłonność do upiększania: czyż śmierć w zamachu, śmierć poległych nie jest jakby lepsza i wyższa niż taka sobie zwykła, straszna, katastrofalna śmierć?

Po przeczytaniu rozmów oficerów nadzorujących lot prezydenckiego tupolewa, które opublikował „Wprost”, pomyślałem, że jeden jest jeszcze powód, dla którego wiara w zamach znajduje tylu wyznawców. Chodzi o coś, co uczenie można nazwać dysonansem poznawczym, wywołanym przez zderzenie dwóch nieprzystających do siebie, całkowicie odmiennych obrazów polskiej państwowości.

Obraz pierwszy jest jasny, krzepiący. Pojawia się w dużych gazetach i popularnych telewizjach. Polska to niemal regionalne mocarstwo, państwo, które swych obywateli napawa dumą. Ma silną armię, wypełnia sojusznicze zobowiązania. Jest członkiem NATO i UE. Gdy się ją o to prosi, wysyła do najodleglejszych miejsc świata oddziały wyszkolonych żołnierzy. Ma sprawny wywiad, kontrwywiad, służby takie i siakie, podsłuchy, nasłuchy, odsłuchy, speców, ekspertów, znawców, analityków. To państwo, z którym trzeba się liczyć i o którego względy należy zabiegać.

Obraz drugi, jaki jawi się przed oczami po Smoleńsku, jest zupełnie inny. Mroczny, rozpaczliwy. Polska to państwo, w którym nic nie działa jak należy. Którego prezydent podróżuje nie wiadomo w jakim charakterze, nie wiadomo jak chroniony, nie wiadomo jak zabezpieczony. Jego służby są żałośnie niesprawne i niemrawe. Szef BOR nie umie wyjaśnić, co robili jego podwładni i czy coś robili na lotnisku. Premier zwołuje międzyresortowy zespół, który ma pomagać w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy, tyle że nie sposób stwierdzić, czy kiedykolwiek w ogóle się zebrał. Przedstawiciel tego państwa miota się w mediach, przy okazji promując swoją książkę. A 20 minut po tragedii oficerowie odpowiedzialni za bezpieczeństwo samolotu leniwie starają się ustalić, czy Witebsk jest na Białorusi, bo do Briańska (Brańska?) mapa nie sięga.

Czy można się dziwić, że ze zderzenia tych obrazów wzajemnie się wykluczających rodzi się opowieść o spisku?


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.

Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop