Posts Tagged „religia”<

Chętnie pojadę do Asyżu

19 sty 2011

Kilka dni temu napisałem o moich kłopotach w związku z planowanym przez Benedykta XVI spotkaniem przedstawicieli różnych religii w Asyżu. Najpierw zabrał w tej sprawie głos na łamach „Rz” ksiądz, kapłan Opus Dei, Ignacy Soler („Wezwanie do Asyżu„, 18.01.2011).

Przyznał, że choć na początku owo zaproszenie też budziło jego wątpliwości, szybko dostrzegł, że nie miał racji. Przytoczył też kilka powodów, dla których jego zdaniem zgromadzenie w Asyżu jest inicjatywą wartą poparcia. W obronie spotkania wystąpił też ksiądz Adam Boniecki. W swym komentarzu w ostatnim „Tygodniku Powszechnym” („Dobry czy zły Duch Asyżu”, 23.01.2011) stwierdził, że nie ma poczucia, by jego Credo zostało poddane relatywizacji.

Przykro mi to powiedzieć, ale chociaż bardzo bym chciał, nie zostałem przekonany. Po prostu podane przez obu księży argumenty wydają mi się, delikatnie mówiąc, nietrafione. I to wbrew temu, że podobnie jak oni uważam pokój za ogromną wartość, a dążenie do niego za jeden z istotnych celów działalności politycznej, godny pochwały ze strony przywódców religijnych. Zgadzam się również, że wyznawcom innych religii należy się szacunek, a motywowaną religijnie przemoc należy bezwarunkowo potępiać.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Zbyteczna hipoteza Boga

17 wrz 2010

Od poniedziałku już wiem, że Boga nie ma. Tak przynajmniej utrzymuje Stephen Hawking, astrofizyk wspierany przez redakcję „Newsweeka”, która uważa, że jego słowa „otwierają nowy rozdział w sporze między nauką a religią”.

Na temat wybitności Hawkinga jako naukowca wypowiadać się nie zamierzam. Wszakże po przeczytaniu jego rozważań na temat religii trudno mi w nią wierzyć. Pisze otóż Hawking, a ma to być jego kluczowa teza, że „to spontaniczna kreacja jest przyczyną, w wyniku której istnieje raczej coś niż nic. Nie ma potrzeby przywoływać Boga”. Czytałem to zdanie i przecierałem oczy ze zdumienia. To ma być owo genialne odkrycie? To ma być cios ostateczny, miażdżący i śmiertelny, co to raz na zawsze strąci wiarę w Stwórcę w otchłań zapomnienia? Koń by się uśmiał. Nie jest to wprawdzie najbardziej banalna wypowiedź na temat istnienia Boga w dziejach, bywały bardziej prymitywne, że przypomnę, jak to kiedyś radziecki kosmonauta Jurij Gagarin nie dostrzegł Boga w kosmosie, co miało być koronnym dowodem na nieistnienie istoty najwyższej. A jednak w galerii myśli płaskich dowody Hawkinga zajmą poczesne miejsce.

Bo też zarówno kreacja, jak i jej spontaniczność – to, co ma tłumaczyć według angielskiego astrofizyka istnienie świata – są pojęciami zrozumiałymi jedynie w obrębie języka osobowej metafizyki i religii. Spontaniczny może być tylko podmiot, istota rozumna, ktoś, kto ma wolę i rozum. Ani roślina, ani nawet zwierzę nie mogą być w dosłownym znaczeniu spontaniczne – to znaczy decydujące i chcące same z siebie. A już z pewnością nie może być spontaniczna kreacja. Kreacja to inaczej akt stworzenia, to skok bytu z niebytu. W myśli chrześcijańskiej kreacja mogła być wyłącznie dziełem Boga, on tylko mógł czynić rzeczy nieistniejące istniejącymi. Tylko analogicznie i metaforycznie można mówić, jak robi się to dziś powszechnie, o kreacji ludzkiej. Bezosobowa spontaniczna kreacja jako przyczyna świata to sprzeczność sama w sobie.

Pierwszym, który sformułował pytanie, dlaczego jest raczej coś niż nic, był niemiecki filozof Wilhelm Leibniz. Jego refleksja nad tym pytaniem doprowadziła do uznania Boga. Skoro z niczego nic nie powstaje, rozumował, to, że raczej jest coś niż nic, musi mieć swą rację w czymś istniejącym, ostatecznie Bogu. Pomysł, że świat sam się stwarza, jest równie godny uznania, powiedziałby Leibniz, jak twierdzenie, że łapiąc się za włosy, człowiek sam może się unieść do góry.

W tym samym numerze przeczytałem wyznania niejakiego Michela Onfraya, według którego „religii zawdzięczamy pogardę, rasizm, kolonializm, nietolerancję, wojny, niesprawiedliwość społeczną, ksenofobię”. Mocne. I tak samo pełne tupetu jak słowa Hawkinga. Tylko czekam, kiedy odkrycia tego ostatniego uzna się za obowiązujące, a ludzi religijnych zacznie się resocjalizować. Wygląda na to, że nadchodzą piękne czasy.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop