Posts Tagged „plus minus”<

ABW między trafem a regułą

4 wrz 2011

Wielka afera podsłuchowa czy tylko rutynowa działalność ABW – to pytanie zadaje sobie zapewne każdy po przeczytaniu ostatnich informacji „Gazety Polskiej”.

Przynajmniej ja sobie takie pytanie zadaję i, prawdę powiedziawszy, nie znajduję odpowiedzi. Wiem, wiem. To, że w ogóle zastanawiam się nad prawdziwością tekstu tygodnika, już dowodzi według jednych mej naiwności (przecież to oczywiste), według drugich – braku rozumu (przecież to niedorzeczne). Nic na to nie poradzę. Czerw wątpliwości drąży, robak rozdarcia toczy.

Wielokrotnie widziałem, jak ABW na czele z jej szefem Krzysztofem Bondarykiem osobliwe co najmniej ruchy wykonywała, a jej szef za każdym razem z opresji obronną ręką wychodził. Powiedziawszy to, wszakże trudno mi przyjąć, żeby zuchwałość władzy sięgała tak daleko. W końcu inwigilacja prezydenta to nie w kij dmuchał. Gdyby takie rzeczy miały miejsce, trzeba by uznać, że Polska stoczyła się na poziom Białorusi, a obecny rząd utracił prawowitość. Przedstawione przez „GP” dowody – wprowadzenie 25 października 2008 r. do tajnej Bazy Operacyjnej Centrum Antyterrorystycznego ABW nazwiska śp. Lecha Kaczyńskiego i dołączenie poufnych danych dotyczących prezydenta i jego brata – niczego nie przesądzają. Tym bardziej że podaje je gazeta, która obecny rząd uważa za reżimowy i niegodziwy. Łatwo sobie zatem wyobrazić, że pracujący tam dziennikarze mogą interpretować fakty i dokumenty w taki sposób, żeby potwierdzić przyjęte założenie i wszystkie wątpliwości rozstrzygać na niekorzyść władz. Od tego, że nazwisko prezydenta znalazło się w bazie ABW, do twierdzenia, że był inwigilowany przez Donalda Tuska, droga bardzo daleka.

Tylko że nie mogę nie zauważyć, jak niespójne są tłumaczenia przedstawicieli ABW. Najpierw jej rzecznik stwierdza, że w katalogu są nazwiska najważniejszych osób w państwie, także premiera, ministrów i innych. Przekonujące? Owszem. Gdyby nie to, że dalej ten sam rzecznik dodaje, że gdy w 2008 roku Agencja monitorowała „radykalne media kaukaskie”, natknęła się na nazwisko Lecha Kaczyńskiego i dlatego wpisała je do rejestru. Coś tu się nie zgadza. Albo ABW wpisuje wszystkich rutynowo jak leci, albo natyka się na „radykalne media kaukaskie” i wpisuje nazwisko pod wpływem tego natknięcia. Albo istnieje jedna powszechnie obowiązująca procedura, albo wpisanie Lecha Kaczyńskiego do rejestru jest przypadkiem szczególnym.

Ba, jeśli się nad tym głębiej zastanowić, to niejedyna sprzeczność w tłumaczeniu ABW. Bo czy naprawdę agenci służb specjalnych dowiedzieli się o istnieniu Lecha Kaczyńskiego od mediów kaukaskich?

Wątpliwości byłoby mniej, gdyby ABW potrafiła jasno odpowiedzieć na kilka pytań. Kiedy stworzono katalog? W jaki sposób umieszczano w nim nazwiska? Alfabetycznie? Według rangi? W inny sposób? A jeśli w inny, to kto o tym decydował?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Prawdziwe polskie priorytety

1 lip 2011

Specjaliści się głowią, odpowiadając na pytanie, jakie są priorytety polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Rzeczywiście, główne cele podane przez rząd brzmią cokolwiek enigmatycznie. Na pierwszy rzut oka są to hasła, pod którymi każdy się może podpisać. Trudno przecież kwestionować tezę, że integracja powinna być źródłem wzrostu, Europa potrzebuje większego bezpieczeństwa i może skorzystać na otwartości.

Na usprawiedliwienie rządu można powiedzieć, że po wejściu w życie traktatu lizbońskiego sama instytucja przewodnictwa straciła na znaczeniu. Prezydować to przecież nie to samo co podejmować decyzje. Zapowiedzi, że Polska narzuci tematy unijnym przywódcom, to też iluzja. To, co nie ulega wątpliwości, obawiam się, to fakt, że prezydencja unijna stanie się w rękach premiera i jego ministrów poręczną maczugą, którą będą mogli bić pisowską opozycję. Wprawdzie, przyznaję, ta druga sama robi, co może, żeby się pozbawić szans na zwycięstwo, i żadnej pomocy rządowej, a tym bardziej walenia maczugami, nie potrzebuje; zaproszenie do Brukseli ojca Rydzyka, brak reakcji na jego niemądre słowa, a następnie obrona dyrektora Radia Maryja przez PiS to doprawdy rekord politycznej nieudolności, ale cóż, jak mówi przysłowie, strzeżonego Pan Bóg strzeże. Nic dziwnego przeto, że Platforma wolała nie ryzykować i od początku tak starała się pokierować debatą europejską, żeby zagonić prawicę do narożnika.

Intencje rządu najlepiej wyraził Donald Tusk. „Jeśli po raz kolejny w historii (…) coś, co staje się polską szansą, miałoby być zmarnowane tylko dlatego, że musimy się pokłócić o wszystko, o cokolwiek i w dodatku robić to przy otwartej kurtynie, to nie mamy co liczyć na wyrozumiałość przyszłych pokoleń. (…) Największym błędem byłoby, gdyby zbiorowym wysiłkiem części polityków starać się udowodnić, że Polska jest gorsza niż w rzeczywistości – podkreślił premier. A jaka jest Polska w rzeczywistości? Właśnie taka, jak ją widzi szef gabinetu, i taka, jak mają ją widzieć jego wyborcy: sprawnie zarządzana, demokratyczna, nowoczesna, silna.

Proste to równanie: Kto krytykuje rząd, ten krytykuje Polskę i przyczynia się do osłabienia jej reputacji i wizerunku; kto chce oszczędzić ojczyznę, winien przestać kręcić nosem i wstąpić w nowy nurt życia. Krytyka rządu zatem jest dopuszczalna, mówi Tusk, tyle że obiektywnie szkodliwa. Sprawa opowiedzenia się za lub przeciw rządowi staje się w ustach premiera wyzwaniem niemal dziejowym, a prezydencja – administrowanie unijnymi spotkaniami – przekształca się w przywództwo nad Europą. Premier pamięta, jak bardzo polscy wyborcy podatni są na opinię zewnętrzną, jak głęboko zakompleksieni i jak bardzo łakną uznania. Sprytne, nieprawdaż?

Podobnej przebiegłości po drugiej stronie nie widać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Jak skończy Kaczyński?

28 sty 2011

Czasem nawet najlepiej założone maski spadają. Pękają fasady, a nagle rzucony snop światła pokazuje dwulicowość mędrków. Tak było i teraz. 20 znanych polityków i dziennikarzy wzięło udział w przygotowanej przez tygodnik Jerzego Urbana „NIE” sondzie, odpowiadając na pytanie: „Jak skończy Jarosław Kaczyński?”. Nikomu nie przeszkadzało, na jakich łamach występuje. Nikt nie był też zaambarasowany pytaniem. Wprawdzie ktoś mógłby utrzymywać, że wobec próśb człowieka, który szczuł i niszczył księdza Popiełuszkę, należało zachować większą wstrzemięźliwość. Można było puknąć się w czoło, odłożyć słuchawkę. Niby drobiazg. Tylko że żeby tak zrobić, trzeba było mieć przyzwoitość, wyczucie i takt.

Kiedy czytałem wypowiedzi uczestników ankiety, przypomniał mi się obraz dzieci dręczących zwierzęta. Głupie okrucieństwo i rechot samozadowolenia. Ubaw po pachy silniejszych, zadowolonych ze swej krzepy i z tego, że dorwali ofiarę i się na niej wyżyli. Śmiech pozbawiony godności i dystynkcji. Przesadzam? Wystarczy posłuchać.

Kazimierz Kutz, do niedawna senator PO, wieszczy, że Kaczyński popełni samobójstwo. Zapytany, czy snucie takich przewidywań nie jest czymś niestosownym, odpowiada, że „w takich komentarzach nie widzi nic złego, bo to był rodzaj zabawy”. No aż się grdyka trzęsie, aż duszno się robi, aż tchu nie można złapać. Nie mniej od Kutza uchachał się Jerzy Wenderlich z SLD, bądź co bądź wicemarszałek Sejmu. Pewnie ze słów Piotra Gadzinowskiego (były poseł SLD):

„Kaczyński skończy jak jego brat na Wawelu. Będzie leżał ze szwagierką, bratem i nogą w generalskim mundurze, o której wspomniał niedawno”. Boki zrywać, a niech to. Ta noga i szwagierka pasują jak ulał. Ale konkurencja na kawały w „NIE” ostra, łatwo wygrać nie jest. Według dowcipnisia Jasia Kapeli reprezentującego zmysł humoru „Krytyki Politycznej” Kaczyński zginie, lecąc na miejsce katastrofy smoleńskiej, by złożyć tam wieńce. Niezłe jaja. Choć i tak nic nie przebije Roberta Biedronia broniącego honoru środowisk gejów i lesbijek: „Kaczyński nie kończy. Podobno jest już seksualnym impotentem”. Prawda, jacy fajni są polscy geje? Radosne to chłopaki. Cięte mają języki i rozumek tęgi.

A na poważnie: najgorsze, że za te słowa kawalarzy z bożej łaski nie spotka ani środowiskowa krytyka, ani powszechne potępienie. Dalej będą brylować i pouczać, stroić miny w telewizjach, znacząco pochrząkiwać w radiu, a w napisanych dla gazet i tygodników tekstach występować w obronie tolerancji i przeciw nienawiści. Idę o zakład, że ani się nie pokajają, ani nie znikną. Z ich ust znowu popłyną strumienie frazesów. Dobrze wiedzą, że wobec Kaczyńskiego mogą sobie pozwolić na wszystko i że wszystko ujdzie im płazem. Po prostu całą gębą korzystają z dobrodziejstw systemu, w którym bezczelność nie kompromituje.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop