Posts Tagged „laicyzacja”<

Początek ery Palikota

21 paź 2011

Polscy antyklerykałowie, ośmieleni sukcesem w wyborach, ruszyli do natarcia. Janusz Palikot ma dość krzyża w Sejmie. Wanda Nowicka ma dość rozmowy o Kościele.

Magdalena Środa ma dość Biblii. A to dopiero, mniemam, początek. Tyle jeszcze jest do zrobienia.

Tyle nazw, znaków, symboli, słów do zmiany. Niełatwo będzie usunąć wielowiekowe nawarstwienia chrześcijaństwa. Aż chciałoby się zawołać: palikotowcy – odwagi! I zapytać: macież wy odwagę Lenina? I z nadzieją prosić: ducha nie gaście (o ile napomknienie o duchu jest na miejscu i nie narusza świeckości). Bryłę katolicyzmu podnoście, jutrzenka swobody niechaj wam świeci.

By jednak wielki intelektualny wysiłek tego ruchu nie poszedł na marne, trzeba mu pomóc. Religijnej opresji trzeba powiedzieć stanowcze „nie”. Jak? Najważniejsze to sięgnąć do korzeni. Inaczej zabobonu wyplenić się nie da. Dlatego pytam: Czy prawdziwie neutralne religijnie państwo może sobie pozwolić, żeby jego dzieje i historia żyjących w nim obywateli odliczane były według miary religijnej? Nie. Polscy antyklerykałowie, zamiast drzeć Biblię, powinni jak najszybciej wnieść pod obrady Sejmu projekt ustawy o zmianie liczenia czasu z religijnego na neutralny. A jeśli trzeba, to niech wystosują w tej sprawie pismo do Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, ONZ i innych organizacji. Jakże to bowiem tak? Dlaczego ktoś ma się godzić na to, że mamy teraz 2011 rok? I że po nim 2012? Przecież to prawdziwa symboliczna przemoc, gwałt na sumieniu tym gorszy, że ukryty, schowany, pod powierzchnią gładką niedomówień zamknięty. Dawniej to jeszcze jawny był. Przynajmniej jak ktoś mówił, że coś się wydarzyło po narodzeniu Chrystusa, to wiadomo, że innym miarę narzucał. A teraz? BBC wymyśliło, że będzie mówić o erze powszechnej, komuniści w Polsce wymyślili erę naszą. Ale jaka ona nasza? Kto ją naszą uczynił? Jakim prawem za naszą uchodzi? Nie ma zgody. A co to, wcześniejsza naszą nie była? Dlaczego bitwa pod Akcjum była w erze nie naszej, a panowanie Hadriana w naszej?

Nie jest to wcale spór banalny.

O, przeciwnie. Gotów jestem powiedzieć, że to ważniejsze niż kwestia krzyża w Sejmie. Czy on tam wisi, czy też nie, mało kogo obchodzi. Tych, co na sali może i tych, co spać nie mogą. Ale to, że każdy Polak od urodzenia do śmierci prywatnie i urzędowo uznaje, że żyje w erze zapoczątkowanej narodzinami Chrystusa, że do niej się odnosi, że wciąż w niej tkwi zamknięty jak robaczek, nie przymierzając, w bursztynie, to powtarzam, gwałt na świeckości, jakiego świat nie widział.

Ale i zmiana ery nie wystarczy. Środek to, mniemam, połowiczny. Żeby naprawdę osiągnąć ideał neutralności czasu, należałoby też, nie mam wątpliwości, znieść tydzień. Jakim prawem neutralne państwo ma przyjmować podział miesiąca na siedmiodniowe tygodnie? I ta paskudna niedziela na końcu?

Oto prawdziwe wyzwania.

Palikotowcy, do dzieła.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Silna tęsknota za rewolucją

7 paź 2011

Wśród wielu sław, jakie zaszczyciły swą obecnością wrocławski Kongres Kultury, znalazł się Gianni Vattimo.

Niemal w tym samym czasie „Krytyka Polityczna” postanowiła wydać jego biografię, z której dowiedziałem się, że jest on jedną z największych gwiazd europejskiej filozofii. Dzięki temu wiem już, jak trzeba myśleć, by zdobyć popularność, uznanie i rozgłos.

Już sam tytuł „Nie być Bogiem” wskazuje, że chodzi tu o myśliciela nietuzinkowego, śmiało mierzącego się z wyzwaniami współczesności. Doprawdy, rezygnacja z boskości to jest dopiero wyrzeczenie. Ale co ona oznacza? Wydaje się, że po pierwsze rozstanie się ze wszystkim co wyraźne, co zmusza do samookreślenia, co każe przyjąć na siebie odpowiedzialność za określone poglądy, historię, tożsamość. „Słabe myślenie”, „słabe chrześcijaństwo” – to hasła klucze tak do zrozumienia samego Vattimo, jak i, mniemam, jego sukcesu. „Słabe myślenie” to inaczej myślenie bez jasnych podziałów na przedmiot i podmiot, bez konieczności, bez słuszności, bez prawdy, która by się miała narzucać. Liczyć się ma w nim tylko miłosierdzie i solidarność.

Tym samym Vattimo może być zarazem katolikiem, maoistą, socjalistą, postmodernistą i chrześcijaninem. Sekularyzacja i upadek wpływów Kościoła stają się czymś pozytywnym. Autentyczne chrześcijaństwo nie uznaje w Bogu Sędziego i samoistniejącej Osoby, jest antykościelne, jest „myśleniem nowoczesno-liberalno-socjalistyczno-demokratycznym ciśniętym w twarz papieżom i kardynałom”. Prawdziwi chrześcijanie to nihiliści. „O chrześcijaństwie myślę jako o samoznoszącej się religii, podważającej swoje własne dogmaty. A więc, jeśli Bóg zechce, jest dla mnie religią niereligią”.

Im więcej czytam takich fraz, tym większą mam pewność, że całe to rozumowanie jest tylko przykrywką, maską. Zręczną dialektyczną metodą ucieczki przed samooskarżeniem i winą. Gigantyczną fasadą, która ma stanowić schronienie przed własną słabością. Vattimo pisze, że mimo katolickiego wychowania „nie był w stanie zaakceptować idei niezmiennego porządku naturalnego, z którego, poza wszystkim innym musiałby się okazać wyłączonym”. Być może to najbardziej szczere i najważniejsze twierdzenie tej książki. To właśnie chwila, w której wyraźnie widać, że zakwestionowanie naturalnego ładu nie jest postawą teoretyczną, nie jest skutkiem racjonalnego namysłu, ale wynika z homoseksualizmu autora. Skoro w  porządku naturalnym dla homoseksualnej miłości nie ma miejsca, to należy ów porządek obalić. „Słabe chrześcijaństwo” jawi się wówczas jako forma autoterapii. Podobnie jak tęsknota za rewolucją. Każda, choćby maoistowska, okazuje się lepsza niż przeklęty naturalny porządek.

Nie jest to znowu niczym nadzwyczajnym; tym, co musi uderzać, to to, że ów resentyment stał się dla wielu podstawą nowej moralności. I że zdaje się odnosić historyczne zwycięstwo nad tradycyjnym chrześcijaństwem.


  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop