Posts Tagged „Gazeta Wyborcza”<

Świadectwo obłudy

2 wrz 2011

Kilka dni temu ktoś zbezcześcił pomnik w Jedwabnem. Rzecz podła i haniebna. Mam nadzieję, że tym razem polskie służby złapią tych, którzy to zrobili, a sądy nie będą się wahać z nałożeniem na nich surowej kary. Poniżanie pamięci zamordowanych Żydów nie może znaleźć żadnego usprawiedliwienia.

Szkoda, że ten nikczemny akt służy niektórym publicystom do rozgrywek z nielubianymi mediami. Naprawdę, czy nie ma już nic świętego? Oto czytam w „Gazecie Wyborczej” tekst Pawła Wrońskiego, według którego ten bandycki wyczyn to „nie incydent, ale świadectwo narastających w Polsce nastrojów”. I dalej pisze, że w Polsce narasta fala antysemityzmu, czego dowodem ma być zachowanie chuliganów na stadionach i anonimowych internautów na forach. Wroński zgrabnie zestawia te wybryki z milczeniem Jarosława  Kaczyńskiego, a następnie z twierdzeniem Piotra Zaremby, który w komentarzu w „Rzeczpospolitej” napisał, że prezydent Komorowski nie powinien był przepraszać Żydów za Jedwabne.

Paweł Wroński jest zbyt inteligentny, żeby nie rozumieć, co robi i jakiej nieuczciwości się dopuszcza. Dlatego nie oskarża Zaremby wprost. O nie. Tak między oczy Wroński pisać nie może, wszystko przeto jest osnute na sprytnych  zestawieniach, sugestiach, niedopowiedzeniach. Autor „GW” jedynie stwierdza, że tekst Zaremby symptomatyczny jest dla pewnego sposobu myślenia. Jakiegoż to? Oczywiście, czytelnik sam sobie dopowiada. Dla takiego, który toleruje antysemityzm i lekceważy niebezpieczeństwo nienawiści rasowej.

Publicysta „GW” stwierdza też, że prezydent Komorowski nie przypisywał zbrodni całemu narodowi. Własnym oczom nie wierzę. Czyżby Wroński na Czerskiej oduczył się czytać? Kto inny, jeśli nie Komorowski, powiedział, że naród polski bywał sprawcą?

Te przeinaczenia pozwalają publicyście „GW” zbudować pułapkę, w którą może złapać inaczej myślących. Nie ma bowiem żadnego związku między twierdzeniem, że naród polski nie ponosi odpowiedzialności za morderstwo Żydów w Jedwabnem i dlatego prezydent jako jego reprezentant nie powinien za to przepraszać, a podłym aktem wandalizmu sprzed kilku dni.

Ale mimo braku związku Wroński chce podczepić zwolenników tego pierwszego sądu do chuliganów ze stadionów i rzekomo antysemickich fanów ojca Rydzyka. Dlaczego? Żeby ich skompromitować. Otóż, jeśli czegoś Wroński powinien się wstydzić, to właśnie takiej dialektyki.

Owszem, też bym mógł tak jak Wroński. Nie oskarżać, lecz się  troskać. Nie obwiniać, lecz sugerować. I pytać, czy za owymi napisami w Jedwabnem nie stoją pośrednio ci, którzy promowali Grossa i tolerowali antypolskie wyskoki. Naprawdę mamy dyskutować na takim poziomie?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Przy herbacie o agresji

15 paź 2010

Polska młodzież jest fajna. Polska też super. I świat całkiem po byku. To widać. Są nowe idee. Gęste prądy. Tak mnie to dotknęło.

Taka myśl mnie naszła. Czytając wywiad w „Gazecie Wyborczej”. Opanowała mnie, kiedy usłyszałem, czym w rozmowie z damami polskiego dziennikarstwa – Agatą Nowakowską i Dominiką Wielowieyską – podzielił się Dominik Taras, organizator happeningu pod krzyżem. Rzeczywiście, uznałem, skoro tak zacna gazeta poświęca owemu panu dwie bite strony i wysyła do niego swe najlepsze siły, rarytas czeka mnie prawdziwy.

Nie zawiodłem się ani trochę. Zarówno pan od happeningu, jak i jego dwie interlokutorki stanęli na wysokości zadania. We troje dostarczyli tak pożywnej strawy dla intelektu, że postanowiłem natychmiast podzielić się nią po bratersku z innymi, jak ja szukającymi wszędzie pierwiastków dobra, postępu i rozumu.

„Byłem chrzczony, jestem po komunii, więc tak do końca nie jestem ateistą” – zauważa Taras. W tym momencie podrapałem się w brodę. Pomyślałem, cóż za głęboka logika. Wcześniej zdawało mi się, że dwie te rzeczy – chrzest i wiara – nie są ze sobą koniecznie związane, a tu proszę. Podziw wzrastał z każdą chwilą. Zaraz potem przeczytałem, że Taras „nie wierzy w Boga, bardziej leży mu etyka religii buddyjskiej na zasadzie: słuchajcie, nie kłóćmy się, możemy na spokojnie porozmawiać przy herbacie itd. Taki brak agresji”. Piękne wyznanie wiary lub też niewiary – z wypowiedzi pana Tarasa, który nie całkiem jest ateistą, ale w Boga nie wierzy, wyrozumieć do końca się tego nie da – zakonotowałem. Och, przejąłem się, jakżeż inaczej wyglądałby świat, gdyby religię zastąpiło wspólne picie herbaty.

Dociekliwe dziennikarki, pociągnięte swobodą wypowiedzi i rozległością horyzontów mistrza, nie tylko wsłuchiwały się w jego mądrości – „Kościół postęp hamował; Kościół to jest odrębne państwo, które się miesza; gdyby ten celibat się skończył, może nie byłoby tych aktów gwałtów, pedofilii” – ale nie posiadały się wręcz ze zdumienia, że owa myśl i jej właściciel tacy odważni. „Nie boi się pan tak zadzierać z Kościołem? – zapytały. Uff, wtedy i ja się przeraziłem. – No tak, czytałem »Kod da Vinci«, wiem, jak takie zadzieranie się kończy. Opus Dei i inne takie” – ta odpowiedź zabrzmiała naprawdę groźnie. Aż serce mi się ścisnęło. Nie tylko przeląkłem się tym, co może spotkać 22-letniego happenera, ale też z troską pochyliłem się nad losem jego rozmówczyń.

Czy pozostaną bezpieczne? Czy nie boją się i one? Tak śmiałe kwestie stawiać? Tak dopytywać? Aż gęsia skórka na chwilę się na mnie pojawiła. Przecież jest Opus Dei i inne takie. Wiadomo, różne rzeczy mogą się stać. Średniowiecze itd.

Lecz jednocześnie jakaś radość mnie wzięła. Jakiś podziw. Naprawdę, są w tym kraju odważne kobiety i jest miejsce, skąd na świat światło rozumu spływa.

Jest fajnie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop