Posts Tagged „Bronisław Komorowski”<

Polacy – jednak naród ofiar

18 lip 2011

Czy prezydent słusznie ponownie przeprosił Żydów za Jedwabne? Czy jest prawdą, że – jak to napisał Bronisław Komorowski w swym liście o Polakach – „naród ofiar (…) bywał także sprawcą”?

Polacy jako naród w czasie wojny byli ofiarami, a Niemcy sprawcami. Taki był i jest jej podstawowy moralny wymiar. Kto bowiem wówczas – można zapytać – reprezentował naród polski? Z pewnością nie ci, którzy współuczestniczyli w inspirowanych przez Niemców antyżydowskich pogromach. Nie ci, którzy – czy to z chciwości, ze strachu, czy z podłości – wydawali Żydów w ręce oprawców. Jeśli naród polski bywał sprawcą, to znaczy, że szmalcownicy, zdrajcy, donosiciele w podobnym stopniu reprezentowali Polaków jak Armia Krajowa, Polskie Państwo Podziemne, rząd w Londynie i działająca pod jego patronatem „Żegota”. Można dyskutować, czy Polacy w wystarczającym stopniu pomagali Żydom. Zapewne nie. Choć trzeba też pamiętać o tym, jaka była to wojna i do jakiego stopnia deprawacji prowadziła.

Słowa prezydenta łatwo będzie teraz wykorzystać dla uzasadnienia fałszywej tezy – coraz bardziej popularnej też w Niemczech – o rzekomej współwinie Polaków za Holokaust. Szkoda, że padły.

Czytaj na www.uwazamrze.pl

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

W obronie prezydenta Komorowskiego

26 lis 2010

Uff, odetchnąłem pełną piersią. Nareszcie rządzą nami fachowcy. Chwała prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu, że nie uległ sforze nienawistników, nagonce ludzi bez serca i wyobraźni. Chwała mu, że generała Wojciecha Jaruzelskiego do siebie zaprosił i rady jego światłe przyjął. Ekspert to przecież pierwszej wody, znawca spraw rosyjskich niezastąpiony.

Że były dyktator z krwią na rękach? A cóż to ma dziś za znaczenie? Doradcy prezydenta lub on sam wcześniej już widać zrozumieli, że różnymi drogami szli ludzie do wolnej Polski. Jedni w sowieckiej służbie, inni umierając z krzykiem o wolnej Polsce na ustach. Jedni awansując w strukturach komunistycznego państwa, inni dając się temu państwu gnębić. Dwie to tylko strony tego samego. To, że jeden cierpiał jako kat, drugi jako ofiara – fakt to bez znaczenia, przypadek czysty, fortuny wybryk. Każdy tak postępował, jak go los rzucił.

Co to ma do rzeczy, że Jaruzelski za zbrodnie komunistyczne współodpowiada, że karierę robił pod czujną i troskliwą opieką towarzyszy radzieckich? Patrzeć tak na jego życie to kierować się małostkowością. Przecież wszystko mogło było być inaczej. Było jak było, człowiek już nic na to nie poradzi, Bóg to osądzi.

Że stan wojenny wprowadził, wolność tłumił, tysiące w więzieniach i obozach pozamykał? Do strajkujących wojsko wysłał? Pewnie nie miał innego wyjścia. Zresztą, gdyby nie on, kto inny musiałby to wziąć na siebie i rozwarcholoną „Solidarność” za twarz złapać. Toż to dowód wielkości generała. Niesłusznie zresztą biedak się jej wypiera, wrodzona to i żołnierska skromność przez niego przemawia. Szkoda, że miast jasno przyznać, że bez nacisku specjalnego Sowietów sam kajdany na Polskę nałożył, kryguje się i mizdrzy.

Że prezydentem został bez demokratycznego mandatu? Phi, też mi coś. Został głową państwa, jak pięknie napisał pewien publicysta z gazety fanów generała „po odrzuceniu przez Polskę komunistycznej opresji”. Wprawdzie ktoś mógłby się nad tym twierdzeniem zadumać. Ba, uznać nawet, że całkiem ono bałamutne, bo Jaruzelski nie został prezydentem po upadku komunizmu, ale jako gwarant jego pozostałości i bezpieczeństwa byłych komunistów. Urząd prezydenta miał być w jego rękach ostatnią redutą byłego reżimu, obroną przed głosem tych, co to nie rozumieją dziejowych konieczności i sprawiedliwości się domagają. Tych, którzy dzielili ludzi na zdrajców i patriotów, partyjnych bonzów i bezpartyjny lud, agentów i ich ofiary.

Którzy uważali, że niepodległość i podległość, wolność i zniewolenie to jednak nie jest to samo.

Jedna tylko myśl nie daje mi spać spokojnie. Co też generał prezydentowi powiedział? Jakież było jego przesłanie? Jaką myślą swego godnego następcę natchnął? Żałuję, że prezydent nie zechciał tego Polakom powiedzieć. I że nie starczyło mu odwagi, by obok generała na zdjęciu wystąpić. Panie Prezydencie, następnym razem więcej śmiałości.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Tusk, tupolew i rosyjska gra

24 wrz 2010

Najpierw słyszałem, że śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej przebiega wzorowo, a władze rosyjskie okazują Polakom najwyższy szacunek.

Powód? Oczywiście nowa polityka porozumienia premiera Donalda Tuska. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zalegające na lotnisku pod Smoleńskiem szczątki tupolewa. Nie dość, że nie zostały zgodnie z obietnicami zabezpieczone, to jeszcze samolot pocięto piłami mechanicznymi.

Jeszcze kilka dni temu premier z zadowoleniem mówił, że „(…) śledztwo, zarówno ze strony rosyjskiej, jak i polskiej, przebiega szybciej niż w tego typu sytuacjach w Europie”. Jak zwykle przy takich okazjach nie sposób się było dowiedzieć, jakie inne tego typu sytuacje w Europie miał na myśli szef polskiego rządu i na czym opierał swoje przeświadczenie o szybkości śledztwa ze strony rosyjskiej. Istotny przekaz brzmiał: jest dobrze.

W podobnym tonie wypowiadał się wcześniej prezydent Bronisław Komorowski, który jeszcze w maju, występując w roli p. o. prezydenta, stwierdził, że niszczejące na lotnisku szczątki nie są wielkim problemem. Wskazywał też, że śledztwo przebiega poprawnie.

Obie te wypowiedzi były zapewne efektem starannie przygotowanej propagandowej strategii. Zgodnie z nią miało powstać wrażenie, że to Tuskowi i PO Polacy zawdzięczają nowe, wreszcie dobre relacje z Rosją. Głosy, które do tego nie pasowały, tłumiono. I zapewne ta strategia okazałaby się nad wyraz skuteczna, gdyby właśnie nie wrak. Albo, ściślej mówiąc, gdyby nie to, że za jego pomocą swoją grę podjęli Rosjanie. – To budzi obawy i niepokój prokuratury. (…) Mam nadzieję, że tego rodzaju brak zabezpieczenia, wpływ czasu, czynników korodujących i innych powodujących możliwości zniekształceń nie odbiją się na wynikach badań tego samolotu, ale lepiej by było, żeby on był zabezpieczony – tyle Andrzej Seremet, komentując w środę informacje o niszczejącym samolocie. Osobliwa wypowiedź. Prokurator generalny – widząc, jak każdego dnia znika najważniejszy dowód rzeczowy… wyraża nadzieję, że nie będzie to miało znaczenia.

Podobnie groźne pomruki wydaje minister obrony Bogdan Klich. – Piłka jest po stronie rosyjskiej, to strona rosyjska musi stanąć na wysokości zadania i zabezpieczyć ten wrak – zagrzmiał. Tak, po tych słowach ministra Rosjanie naprawdę się wystraszą i zrobią, co do nich należy.A na poważnie? Na poważnie w szybkie zabezpieczenie nie wierzę. Wrak będzie się rozpadał, a Rosjanie będą rozkładać ręce. Po co się spieszyć? Zauważyli przecież, do jakiego stopnia polski rząd i premier stali się zakładnikami własnej strategii. Wiedzą, że Tusk nie może wystąpić ostro, bo wtedy dotychczasowa propaganda, zgodnie z którą doprowadził do zbliżenia z Rosją, straciłaby rację bytu. Dlatego zamiast gwałtownie protestować i poprosić choćby o pomoc Unię, premier musi znosić kolejne upokorzenia. Wreszcie widać, kto tu jest górą.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop