Byłem ufny. Do tej pory, ilekroć słyszałem o tym, że sondaże są naciągane, że robi się je pod z góry przewidzianą tezę, wzruszałem ramionami lub pukałem się znacząco w głowę.
Niemożliwe, mówiłem sobie w duchu. Sondaże są profesjonalne. Tam w firmach siedzą prawdziwi znawcy. Wszystko potrafią przewidzieć, wymierzyć, oszacować. Statystycznie ująć. No, zdarzają się im czasem wpadki, ale niewielkie. Nieznaczące. Przecież nikt by sobie tam nie pozwolił na fuszerkę. Nikomu do głowy by nie przyszło, że można manipulować. Ścisłe reguły i jasne kryteria muszą być przestrzegane. Za to im płacą i tego się od nich wymaga.
Tak, byłem ufny. Pisałem i myślałem, durny i głupi, podług tego, co wyczytałem w badaniach. Do niedzieli. A ściślej do wczorajszego poranka, kiedy to się okazało, że wbrew danym ośrodków badawczych różnica między Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim wynosi nie – jak wczoraj można było zobaczyć w prywatnych telewizjach – 10 punktów procentowych, ale ledwie 4,5, co pokazało badanie OBOP.
Błędy popełniły niemal wszystkie ośrodki. Również przewidywania „Rzeczpospolitej” w piątkowym wydaniu odbiegały od rzeczywistości, choć może nie w tak dużym stopniu. Pomylili się niemal wszyscy, choć nie wszyscy w równym stopniu. Nic nie przebije błędu PBS DGA, która jeszcze w piątek podawała 51 proc. poparcia dla Komorowskiego i 33 proc. dla Kaczyńskiego. Wniosek był oczywisty: Komorowski może wygrać w pierwszej turze, trzeba się tylko sprężyć.
Całkiem przypadkowo opublikowano to w przededniu wyborów akurat na łamach „GW”, która jak żadna inna gazeta stała się tubą propagandową partii rządzącej. Która obok notowań kandydatów umieściła wezwanie Tadeusza Mazowieckiego do głosowania na Komorowskiego. Pytam zatem: czy to tylko błąd pomiaru? Czy rzetelna pracownia może się pomylić o kilkanaście punktów procentowych? Czy pracują tam zawodowcy, czy szamani wróżący z układu chmur na niebie?
I dalej: co zamierzają teraz zrobić wszyscy ci specjaliści? Jak chcą się ustrzec przed kolejną kompromitacją? Jak się wytłumaczyć przed opinią publiczną? Na razie odpowiada mi cisza. Co najwyżej znowu widzę miny zadowolonych z siebie ekspertów, którzy spokojnie tłumaczą, że w gruncie rzeczy nie ma o co kruszyć kopii. Guzik prawda.
Jedyne, co usprawiedliwia nieco sondażownie, to to, że zwiedli ich respondenci. Wyborcy bali się przyznać, na kogo zagłosują. Wszystkie ośrodki pomyliły się w ten sam sposób: przeszacowały poparcie dla Komorowskiego, nie doceniły Kaczyńskiego. Ot, to najlepszy dowód na to, kogo boją się ludzie i jaki jest stan polskiej demokracji. Wbrew propagandzie PO wyborcy obawiali się przyznawać do głosowania na Jarosława Kaczyńskiego. Czyli bali się nie strasznej IV RP, ale łagodnej powszechnej miłości proponowanej przez marszałka.
To tyle. Od tej pory przestaję ufać badaczom. Chyba że zrobią coś, żeby mi utraconą wiarę przywrócić. Chyba że będą mieli odwagę przeprosić. A może, skoro przewidywania im nie wychodzą, zmienić profesję? Dlaczego mam od nich wymagać mniej niż od polityków? Za takie błędy się płaci.








Co do sondaży: ludzie lubią sobie pożartować, tak jak media. czemu nie?
))))
Co do badaczy: jeśli trzech niezależnych badaczy zauważa tę samą prawidłowość, to może to prawda. Czy to jest dziwne?
Tylko bardziej znane przykłady: globalne ocieplenie, pandemia grypy śmiertelnie groźna, konieczność robienia dzieci w probówce za spore sumki, półprzewodniki z DNA, dziedziczenie inteligencji… i już mi się znudziło
Mam proste wyjście.Należy wprowadzić ustawowy zakaz publikowania sondaży wyborczych , jako narzędzi niszczących demokrację!!!
jerzy napisał: [22 czerwca 2010 at 20:13]
„Sondaże w sprawach tak ważnych jak wybory prezydenckie czy parlamentarne powinny być zabronione w czasie kampanii wyborczej.”
– 100% RACJI , panie Jerzy.
Ani społeczeństwu [wyborcom], ani tym bardziej demokracji i Polsce nie są one potrzebne> potrzebują je hohsztaplerzy polityczni i dziennikarze, którzy o naszym kraju, o ludziach po prostu nie potrafią pisać.
Polityka wcale nie jest najważniejsza. Jest tylko lepeszym, a najczęściej gorszym sposobem zniewolania społeczeństwa.
Wprowadzanie w błąd wyborców sondażami chyba napewno jest karalne patrz pozew przeciw Kaczyńskiemu o kłamstwo
kartka napisał:
22 czerwca 2010 at 19:56
Czyli wyborcy Kaczyńskiego to tchórze, którzy boją się przyznać do swoich poglądów?
Nie chce mi się wierzyć. Jeżeli rzeczywiście z jakichś powodów wyborcy Kaczyńskiego nie biorą udziału w sondażach, albo mówią nieprawdę, to na forum MUSI być przynajmniej kilka takich osób. Niech więc wyjaśnią swoje motywy.
–
A oglądała solidarni 2010 a . Tam mówili
ma Pan racje BOJĄ SIĘ tam gdzie pracuję nikt nie mówi głośno na kogo głosuje. Przyznanie, że jest się sympatykiem pana Kaczyńskiego równałoby się zwolnieniu I proszę mi wierzyć wiem co piszę.A mieszkam w mieście wojewódzkim i firma w której pracuję należy do większych na rynku. Ostatnio dość często przychodzą mi na myśl słowa z piosenki pana Jana Pietrzaka „…zakazany naród..”
Do tego jeszcze dołączy Owsiak z orkiestrą oczywiście przypadkowo jak te sondaże
No cóż… Trudno nazwać to pomyłkami. Sondaże robione są na zamówienie i tak jak w życiu bywa sondażownie schlebiają tym, którzy sondaże zamawiają. Gdyby OBOP przekazał wyniki sondażu Gazecie Wyborczej w którym przewaga Komorowskiego nad Kaczyńskim to zaledwie 5%, to byłby to koniec OBOP-u jako firmy. Zadziałały by długie ręce Michnika. Taka sama sytuacja w TVN i wszystkich mediach reżimowych. Tu nie chodzi o prawdę. Tutaj trwa wojna o Polskę. Niestety wygrywają stare siły. Każde wybory pokazują, że w Polakach tkwi Homo Sovieticus. Musi wymrzeć całe pokolenie, aby coś się zmieniło. Tylko czy na lepsze?
Nie znam się na technikach i metodach badań opinii publicznej ale…
Dzięki różnym sprzedażom/promocjom „przez telefon” sam bym „kit wcisnął” ankieterowi. Do południa – sprzedaż dla emerytów (kołdry, gary) , po południu dla dzieci i facetów nowe oferty sieci komórkowych – podnosząc telefon na którym pojawia się „nieznany” albo „prywatny” z zasady „żenię kit” rozmówcy tak jak to próbuje uczynić mi on/ona.
W codzienności nieustannej sprzedaży „kontrolnie” wolimy może rozmijać się z prawdą, unikać „wprost” czegokolwiek, unikać „szemranych” zobowiązań, małych czcionek i mamrotanych aneksów…
Każdy sondaż telefoniczny „polegnie” jak natrętny wciskacz kołdry i sprzedawca „podstępnie” rozpoczynający marketingowe umizgi od pytania o zadowolenie z dotychczas świadczonych usług przez innego dostawcę.
Plus przekora Polaków. To optymistyczne.
Błędy sondaży biorą się z następujących przyczyn:
- kto pyta;
- kogo pyta;
- o co pyta;
- dla kogo pyta i…
- czy w ogóle pyta.
mira napisał:22 czerwca 2010 at 22:19:
„ma Pan racje BOJĄ SIĘ tam gdzie pracuję nikt nie mówi głośno na kogo głosuje. Przyznanie, że jest się sympatykiem pana Kaczyńskiego równałoby się zwolnieniu.”
I to jest dzisiaj polski problem Nr 1.
W niektórych firmach, zwłaszcza instytucjach budżetowych, a przede wszystkim urzędach (gminy, powiaty, województwa, u. marszałkowskie) sytuacja jest jak za komuny, czyli w istocie jeszcze gorsza. Działa to we wszystkich „opcjach politycznych”, ze szczególnym wyróżnieniem (wyczuleniem) POstępowej.
Działała, działa i to do tego stopnia, że kiedy radziłem się – w sprawach technicznych – dot. materiałów, które zamierzałem rozsyłać mailem, człowiek zatrudniony w takim urzędzie, powiedział: „ale wszyscy będą wiedzieć, że głosujesz na Kaczyńskiego”.
I oto chodzi, o to chodzi. NIECH SIĘ BOJĄ ONI, ŻE TAK BĘDĘ GŁOSOWAŁ !
Ale nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić. I to właśnie jest polski problem Nr 1.
Cyt.:”Czy pracują tam zawodowcy, czy szamani wróżący z układu chmur na niebie”. Panie Redaktorze, ja powiem tak: te wszystkie sondażownie i w nich pracujący, nie nadają się ani na szamanów, ani na wróżbitów, a raczej na zaklinaczy, ale i to nie wyszło. Proponuję, słowami wypowiedzianymi ongiś przez p.BELKĘ (choć przyznaję, nie jest moim faworytem) – ” do roboty” (sondażownie) , ale tej uczciwej, powinni się wziąść wszyscy z tych pożal się Boże sondażowni. Społeczeństwu te sondaże do niczego nie są potrzebne, no może z wyjątkiem tych niepewnych swojej wygranej, jak p.Komorowski.Sondażownie z samego założenia ukierunkowane są na robienie wody z mózgu tych mniej rozgarniętych, poprzez zadawanie pytań, w których jest odpowiedż, ale tylko nieliczni dają się nabrać . A może właśnie o to chodzi ?
Panie Pawle, w sondaże należy UFAĆ! A, tak – UFAĆ, bo”obiektywne” robione są pod zamówienie , więc wynik odzwierciedla gusty i guściki zamawiających „obiektywnych” mediów, a zatem i robiących w nich agitację „autorytetów’ medialnych i , niestety, wiernych, uspokajających własne sumienia widzów, czytelników i słuchaczy.Zarówno zamawiający je , jak i wykonawcy, muszą już do końca trzymać fason , aby potem móc wytłumaczyć się … bardziej „ekonomiczną” metodą badawczą! Są też i , hm, DROŻSZE metody przeprowadzania sondaży!
A więc, Panie Pawle, UFAJMY i „ufajmy” w jedne i drugie sondaże i „sondaże”!
Dosyć skandali sondażowych ! Mój pomysł jest prosty i oparty na zakładzie Marka Wikińskiego szefa Sztabu Grzegorza Napieralskiego, ktory dotrzymał słowa i po zakładzie z dziennikarka obiegł wczoraj magistrat w Radomiu. Pan Marek pomylił się raptem o 1 procent w przewidywaniach wyniku glosowania na Grzegorza Napieralskiego. Także propozycja jest taka – niech szefowie firm badawczych również w pierwszy dzień po ogłoszeniu wyników wyborów obiegną siedzibę PKW – jedno okrążenie za każdy procent pomyłki. Przy okazji: Bravo Panie Marku !