Tarcza i błazeńska czapeczka

Dziwne rzeczy dzieją się z amerykańską tarczą. Czyta człowiek i czyta, i do ładu dojść nie może.

Prezydent USA Barack Obama ogłosił, że „postanowił wzmocnić amerykańską obronę przeciwrakietową”, a inny wysoki rangą urzędnik Białego Domu dodał, że „Warszawa może odegrać równie kluczową rolę w nowym systemie jak w starym”.

Nie mniej optymistycznie brzmią głosy członków polskiego rządu. Sam premier zapewnił, że Polska w stosunkach z Ameryką może uzyskać „ekskluzywną pozycję”. Wie, co mówi, bo słowa owe wyrzekł po rozmowie z Obamą, do której przez wiele godzin się przygotowywał. Nie mniej zadowolony zdaje się minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który stwierdził, że to „bardzo ciekawa oferta”.

Należałoby więc uznać, że koniec tarczy to najlepsze, co Polskę mogło spotkać. Choć w tym entuzjazmie drzemie jakaś wymuszoność. I tak ten sam Radosław Sikorski, który podkreślał, że oferta amerykańska jest wyśmienita, powiedział, że „uświadomił sekretarz Clinton niezręczność terminu ogłoszenia decyzji – 17 września, w 70. rocznicę najazdu ZSRR na Polskę”. Do licha, nic nie rozumiem. Jaką niezręczność? Skoro polski rząd ogłasza, że nowy system będzie lepszy niż stara tarcza, to o co chodzi z tą niezręcznością? Jaka jest prawda?

Wydaje się, że jednak inna, niż głoszą premier i rząd. Wystarczy uważnie przeczytać, jak nowe stanowisko Waszyngtonu ocenił Zbigniew Brzeziński, bądź co bądź znawca przedmiotu. Otóż jego zdaniem „Biały Dom nie ma wobec Polski specjalnej odrębnej strategii”. Co gorsza, były doradca prezydenta Cartera ds. bezpieczeństwa twierdzi, że Amerykanie ostrzegali Sikorskiego i Tuska przed zmianą planów amerykańskich. I znowu: ostrzega się przed czymś negatywnym. Podobnie Brzeziński mówi, że „Amerykanie nie przygotowali odpowiednio Polski i Czech na swoją decyzję. No i to fatalne skojarzenie dat!”. Czyli kolejny dowód, że jednak 17 września 2009 roku wydarzyło się coś dla bezpieczeństwa Polski niedobrego. Wszelkich wątpliwości można się wyzbyć, obserwując reakcję Rosji. Tam triumf. I pozytywne zaskoczenie.

Najkrócej można by to podsumować tak: prezydent Obama uznał, że bardziej zależy mu na dobrych stosunkach z Moskwą niż z Warszawą i Pragą. Okrasił swą decyzję kilkoma banałami, żeby Polakom i Czechom nie było przykro. To rozumiem doskonale. I że tak się stało, nie winię też szczególnie polskiego rządu – od początku było wiadomo, że demokraci wielkimi zwolennikami tarczy nie są, dlatego zarzuty PiS, iż to Tusk odpowiada za stratę tarczy, brzmią dość absurdalnie.

Tylko dlaczego premier Polski nie potrafi po męsku tego powiedzieć? Dlaczego, zamiast stawić czoło rzeczywistości i przyznać, że wskutek amerykańskiej decyzji pozycja Polski się pogorszyła, wkłada błazeńską czapeczkę i udaje, że nie ma się czym martwić?

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(155) Komentarzy do “Tarcza i błazeńska czapeczka”

    -
  1. HanyszAmeryki pisze:

    To w sumie jest okazja na prezmyslenie polskiej strategii politycznej. Warto zastanowic sie nad teza, ze naturalnymi sojusznikami Polski sa Ukraina i Chiny.

    Dobre 0

  2. Tomasz A.S. pisze:

    Rzeczywiście, Tusk at consortes zrobili wszystko żeby tarczę uwalić.
    A potem Tusk w rozmowie z Obamą pytał uniżenie, czy rząd nasz aby nie zrobił błędów, które do tego doprowadziły? Czego się spodziewał? – Obama odpowiedzieć miał, że wszystko spieprzyli? Oczywiście, że tak nie odpowiedział. Że są inne przyczyny i lepsze projekty.
    Najlepsze jest w tym to, skąd to wszystko wiem? A przecież nasz premier nam o tym w TV opowiedział!!! W języku młodzieżowym to się nazywa „wciskanie kitu”. Jeżeli tak było rzeczywiście, jak to Tusk relacjonował, to mi jest wstyd za POlskę! Pozdrawiam Fritza, Świadka, Anonima, Snauta i innych ludzi dobrej woli. Andrzejowi z Londynu zwracam uwagę, żeby nie pisał pogardliwie polska i polacy z małej litery. Bo za rosję niech się z Tobą rozliczają twoi przyjaciele, agencie wpływu!

    Dobre 0

  3. Bruno pisze:

    Teraz USA jest najweselszym barakiem Ameryki ;-)

    Dobre 0

  4. nomader pisze:

    Nie można się cieszyć z takiego obrotu sprawy nawet jesli nie popierało się „tarczy” w Polsce. Administracja Obamy dała wyraźny sygnał Rosji i Polsce, że rejon Europy wschodniej zbytnio jej nie obchodzi. Że tak bedzie wiedziałem odkąd Obama został prezydentem. Ten człowiek jest całkowitym nowicjuszem w strefie stosunków miedzynarodowych i mimo, że wykształcony posiada niekończące się zasoby naiwnosci. Przygotujcie się rodacy, bo to jeszcze nie koniec. Drugi cios nadejdzie wraz z naciskami tej administracji na uregulowanie roszczeń żydowskich, co Hillary zdążyła juz obiecać żydowskiemu lobby w Ameryce.

    Dobre 0

  5. marecki pisze:

    Mili Państwo …spokojnie i bez emocji ,mamy jako kraj dwie drogi
    równoległe do siebie którymi powinniśmy pójść i żadne tarcze,baterie i naciagane sojusze będą nie potrzebne.

    Otóż po pierwsze trzeba sobie przypomnieć co robiono w Świerku
    za płk.Kaliskiego i te te prace wznowić czyli zacząć pracować nad polskim reaktorem jądrowym,oraz zacząć inwestować w naukę
    te działania już po 10-ciu latach dadzą pierwsze profity i żadne tarcze tu nie będą potrzebne.Z silnym gospodarczo i naukowo krajem mającym przy tym fizyków zdolnych do opracowania reaktora jądrowego a więc również……….tu niedomównienie każdy kraj będzie się liczył.Czterdziestomilionowy kraj z panującym w nim
    politycznym i gospodarczym chaosie dla nikogo nie jest partnerem,co najwyżej może być wyzwaniem dla przyszłych kolonizatorów.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.