Sprawa małej Róży odebranej rodzicom przez sąd powinna dać do myślenia tym wszystkim, którzy widząc różne rodzinne patologie, chcieliby je leczyć, powiększając kompetencje urzędników.
Okazało się bowiem, że oni również popełniają błędy. Nie da się łatwo naprawić krzywd moralnych, psychicznych i fizycznych, których ofiarą stała się rodzina Szwaków z Błot Wielkich.
Zwykle argumentem za wzrostem ingerencji państwa w życie rodzinne są przypadki nadużywania władzy przez rodziców. Ileż można przytoczyć tragicznych historii o wyrodnym ojcu lub matce, którzy znęcają się nad swymi dziećmi. Nic dziwnego, że opinia publiczna skonfrontowana z taką opowieścią – o niewinnym dziecku bitym lub choćby skrajnie zaniedbanym przez najbliższych – domaga się rozwiązania problemu. Słychać wtedy głosy tych, którzy chcieliby ograniczyć władzę rodzicielską i przekazać ścisły nadzór nad wychowaniem do różnych wyspecjalizowanych instytucji.
Taka reakcja to nic dziwnego. W końcu żyjemy w świecie, z którego pojęcie nieprzezwyciężonego zła zostało usunięte. Wszystko okazuje się tylko problemem do rozwiązania. Ostateczną konsekwencją takiego podejścia jest w ogóle zmiana rozumienia autorytetu i władzy rodziców: w niektórych państwach, jak Szwecja, straciły one już charakter czegoś naturalnego i przyrodzonego, co tylko w szczególnych przypadkach i pod wyraźnie ograniczonymi warunkami wolno państwu korygować, a stały się niemal zwykłą funkcją przekazaną przez urząd. Kto wykonuje ją źle, traci ją. Państwo w każdej chwili może ją rodzicom odebrać, ci zaś zmieniają się w publicznych funkcjonariuszy, którym powierzono jedynie zarząd nad dzieckiem. Tyle.
Ale właśnie historia Szwaków, o której od tygodni opowiada sobie Polska, pokazuje coś całkiem innego. Przypominam, że kilka dni po narodzinach małej Róży sąd – na podstawie opinii szpitala i kuratorki – odebrał im dziecko. Powód? Bałagan w domu i nieporadność rodziców. Tak jakby w Polsce mało było ubogich rodzin wielodzietnych. I jakby bieda mogła być powodem odebrania uprawnień rodzicielskich. Co gorsza, lekarze w szpitalu podali matce środki na powstrzymanie laktacji, a piersi kazali ścisnąć. Noworodek znalazł się w rodzinie zastępczej. W czwartek okazało się, że zdaniem biegłych z rodzinnego ośrodka w Poznaniu dziewczynka powinna wrócić do domu. Mimo to Róża trafi do rodziców najwcześniej po 18 września, bo na ten dzień wyznaczono termin rozprawy odwoławczej.
Historia Róży to przestroga. Ostrzeżenie przed zakusami różnej maści fachowców od naprawiania rodziny. Nawet jeśli są to lekarze, kuratorka i sędziowie. Ich bezduszność i ciasnota umysłu mogą być równie szkodliwe dla dziecka i rodziny jak pijaństwo, egoizm i głupota niektórych rodziców.








Wszelka władza również sądów od Boga pochodzi choć data świeckiego kodeksu rodzinnego … 25 luty 1964 rok.Bez komentarza.
@A.L. Pisze:
05/09/2009 o 19:12
Kiedy panstwo prawa jest parodia, co mam w Polsce na codzien,
to co chcial pan nam powiedziec?
Nie prosze pana, przywiezc nawet z Afryki sedziow i adwokatow,
i bedzie lepiej, kosztuja mniej, przekupni jak nasi, ale tansi.
Nie widzialem do tej pory uczciwych prawnikow, to zlodzieje i oszusci.
Ufam tylko mojemu dentyscie bo to rzemieslnik,
No nie znam jednego, mlody jest, na dzisiaj uczciwy.
Albo bedzie uczciwy i bezrobotny, albo bogaty i bez zasad.
jechu
@ gajowy bronek…
juz ktos zwrocil Ci uwage, ze zamiast wyzywac sie w internecie,
lepiej bys popilnowal swojego zasmieconego lasu !
* Redaktor Lisicki czujny, jak pies potrojny… ale zapomnial jednej waznej rocznicy, 200 urodzin Slowackiego. Nie zapomnial jakos Adam Michnik.
Wstyd, bo inni tez zapomnieli, lacznie z redaktorami „od kultury”.
@A.L.
Pan jesteś lekarz? czy sędzia?
Sprawa tej rodziny oburza nas, bo w imię prawa dokonano bezprawia. Pojawiły się tu na forum głosy, że zamiast pomstować na państwo, trzeba po prostu pociągnąć tych, którzy się do tego przyczynili do odpowiedzialności karnej, bo i na to są paragrafy. Niby racja, ale znając rzeczywistość, obawiam się, że to tylko pobożne życzenia. Szamotuły przecież metropolią nie są, ci ludzie (idę w ciemno) mają dobre kontakty, no chyba że włączono by w to Sąd Najwyższy, wtedy była by jakaś nadzieja na sprawiedliwość, choć krzywdy to nie naprawi.
Obawiam się, że trzeba wiele lat dobrego kształcenia kadr, by z mentalności władzy przejść do służby. Ta rodzina nadal wymaga dobrej opieki, poradnictwa, aby im wskazać lepsze możliwości. Tu niestety zabrakło zwykłego człowieczeństwa. To co pisze @ Piotr (05/09/2009 o 10:00)
o wielkiej trosce sądów o “DOBRO DZIECKA” było co najwyżej w intencjach, a nie w działaniu. Każdy średniorozwinięty człowiek wie, że dziecko w pierwszym okresie życie potrzebuje najbardziej matki. To jest jego pierwsze DOBRO.
granica ta jest juz dawno i trwale przekroczona, tylko Panstwo laskawie nie korzystalo ze swej wladzy.
Teraz skorzystalo i sprawe naglosniono po to, zeby ludnosc tubylcza wiedziala, ze sprawy tak sie mają i ze nic na to juz poradzic nie mozna.
Bo przeciez kilka akrtykulow w prasie nie spowoduje cofniecia zbrodniczych przepisow, ktore W OGOLE to co się stało umożliwiły.
Za utopienie kota jakiś poddany został skazany na 4 miesiące bezwzględnej odsiaki, a koty, za to ze wytępiły niemal całą populację słowików i pozerają inne gatunki ptaszków, są chronione z całą bezwzględnością „prawa”.
To tylko przykład N A S Z E G O P R A W A, lub jak śpiewa Kajah – prawy do lewego ………Odsiadka wyroku za kota będzie nas – podatników – kosztować ok 8 tys zł. Ale kogo to obchodzi jak mamy kryzys?
Sprawdzone. Sądy rodzinne orzekają najczęściej o sprawach na szczęście dalekich od tej dotyczącej małej Róży. Niemniej bardzo ważnych.
Rzeczywiście, wyjątkowy splot czynów podłych, ludzi w tej sprawie – od
pierwszego kontaktu , przez szpital i sąd.
Pachnie paskudnie.
Przy tym pytanie: czy rodziny przyjmujące dzieci , jako rodziny zastępcze, są sprawdzane czy wcześniej nie przeprowadzały usunięcia swoich własnych dzieci? To naprawdę ważne.
Popieram ZDECYDOWANIE Piotra takie bzdury mogą wypisywać tylko ludzie, którzy nigdy nie zetknęli się z takimi ,,rodzinami” to są chorzy psychole i produkują następnych nierobów na nasze utrzymanie. Jeżeli te dzieci trafią do normalnych rodzin to jest szansa, że wyrosną z nich normalni ludzie, z tymi ludżmi niema promila szans.
Ja także podpisuję się pod słowami Pana Piotra. Ślepy atak na sąd rodzinny, przytaczanie wyłącznie argumentu o nieporządku w domu (jakby była to główna przyczyna odebrania dziecka rodzicom), utyskiwanie nad bezdusznością państwa to manipulacja. Rodzina biologiczna jest wielką wartością dla dziecka, ale nie jest wartością absolutną. W sytuacji kolizji liczy się dobro dziecka, a nie dobro rodziców, nawet jeśli rodzice płaczą i załamują ręce. Dziecko nie jest własnością rodziców, ale ma swoją godność, niezależną od więzi genetycznych. Sądy rodzinne są powołane do tego, aby w sytuacjach wątpliwych rozstrzygać, co będzie dla dziecka lepsze, pozostanie w rodzinie biologicznej czy umieszczenie w rodzinie zastępczej. Samo umieszczenie dziecka w rodzinie zastępczej (czy w domu dziecka) niczego jeszcze nie przesądza, rodzice mają przed sobą dużo czasu, aby wyeliminować wskazane przez sąd zaniedbania i odzyskać dziecko. Takie postanowienie ma na celu wstrząśnięcie rodzicami, uświadomienie im, że muszą zmienić swoje zachowanie. W komentarzu redaktora Lisieckiego, a także większości przytoczonych tu komentarzy, dominuje agresja wobec sądu i tym samym wobec państwa. Czy państwo ma jednak ustąpić przed absolutną władzą rodziny wobec dziecka? Czy więzy krwi mają mieć przewagę nad wszelkimi innymi względami? Redaktor Lisicki przytacza przykład Szwecji, gdzie, jak pisze, rodzice są traktowani jak funkcjonariusze, którym państwo zleca wychowanie dzieci. Nie jest to z pewnością sytuacja komfortowa. Ale jeśli już sprowadzamy argumentację do pozycji skrajnych, to wolałbym żyć we współczesnej Szwecji niż jakimś kraju muzułamańskim, w którym rodzina jest zobowiązana do honorowego zabójstwa, żony córki lub siostry, która dopuściła się cudzołóstwa lub przedmałżeńskiego seksu. W ostateczności wolę, by władzę nad dzieckiem sprawowali urzędnicy państwowi niż okrutni najbliżsi krewni.
Tylko w cywilizacji zachodniej istnieje bezwzgledna dominacja moralnosci nad prawem.Prawo,ktore nie jest moralne,jest nie tylko niemoralne,jest rowniez bezprawiem.
Wywody Starego Trepa (4/09/2009 o 22:48),K. Markowskiego (5/09/2009 o 10:21),i wielu innych w tym duchu ,stawiaja wlosy na glowie.Zaloze sie,ze sa to „zasluzeni”sedziowie lub profesorowie prawa z dlugim PRL-owskim stazem.Tacy ludzie lub ich uczniowie nadal tworza komunistyczna mafie ,kontrolujaca prawodawstwo,prokurature,i sadownictwo RP.
Normalnie rzecz biorac,sadownictwo i prawodawstwo opierajace sie na innej moralnosci niz danego spoleczenstwa jest mozliwe TYLKO i wylacznie w jednym przypadku.Mianowicie jezeli spoleczenstwo to uleglo PODBOJOWI,i mamy do czynienia z wroga OKUPACJA.
Taka byla sytuacja calego PRL-u.
I,jak widac,taka jest nadal sytuacja dzis.
Z cywilizacyjnego punktu widzenia niewlasciwym jest opis obecnej formacji ustrojowej jako RP III.
Wlasciwa konotacja jest PRL,wzglednie PRL-bis.Nikt nas przeciez nie wyzwolil.Rowniez nie wyzwolilismy sie sami.Idea wyzwolenia przez okupantow,badz kolaborantow,nalezy do krolestwa bajek…
Wymienieni Panowie nawet nie rozumieja co to jest moralnosc.Co mozna z ich wywodow zrozumiec,to to ,ze moralnosc kojarzy im sie z czyms nieslychanie mglistym,niekonkretnym,w odroznieniu od prawa-jakiegokolwiek,byle prawa.
Moralnosc to jakies niejasne „dobre intencje”.Powodowanie sie czyms tak niesprecyzowanym moze tylko prowadzic do jeszcze wiekszego problemu moralnego”.(sic !)
Dlaczego? „Bo moralnosc nie zna granic.Wymogom moralnosci nie jest w stanie podolac zaden czlowiek”.
Chyba nikt sie dziwi,ze takie byly (i sa) poglady naszych PRL-owskich panow i wladcow.Moralnosc? Zostawmy to dla oszolomow i do kruchty.
Nikt wiec nie jest moralny,poniewaz jest to w ogole niemozliwe (co za wygodne podejscie!).Budujemy wiec prawo i panstwo w oparciu o zalozenie,ze wszyscy jestesmy niemoralnymi lajdakami.
Rezultat-panstwa protestanckie z Prusami na czele.Hegel by zatarl swe wilgotne lapki,gdyby to uslyszal…
Takze Rosja,zwlaszcza po protestanckich reformach Piotra I.
Takze III Rzesza.Takze Zwiazek Sowiecki.
Dzyngis Chan ofiarowalby obu tym Panom z miejsca odpowiedzialne stanowiska na dworze
Sedziemu sprawy rodziny Szwakow oraz lekarce ,ktora na wzor Mengele,okaleczyla matke,wreczylby wysokie odznaczenia i gratyfikacje…
My Polacy nie mamy niestety zadnych powodow do radosci…
Jeszcze jedno:”Nie wolno krzywdzic ludzi,ktorzy dzialaja zgodnie z prawem”.
Praktycznie biorac,wszyscy zbrodniarze przeciwko ludzkosci sa,biedacy,potencjalnie ofiarami naszego poczucia moralnego,sumienia,Dekalogu,katechizmu,badz innych tak „niekonkretnych”metniactw.
Teraz juz lepiej rozumiemy ,o co chodzilo Adamowi Michnikowi,gdy oskarzal z pasja ofiary,ze dysza nienawiscia,i pragna zemsty nad katami.Adam bal sie po prostu.Bal sie sprawiedliwosci,prawdy i moralnosci.
Wyrazy szacunku dla Pana Pawla Lisickiego.
W pełni podpisuję się pod słowami Pana Piotra i czytelnika posługującego się pseudonimem „strzelba gajowego”. Większość z wpisujących się tutaj, razem z panem redaktorem, nie ma bladego pojęcia o tego rodzaju sprawach i rzeczywistości w jakiej one się toczą. Jedyna wiedza jaką dysponują, to wycinki opisane w prasie, które niestety nijak mają się do rzeczywistości. Ciekawe, że pan redaktor L. pisząc o tym, iż zdaniem biegłych z RODK dziewczynka powinna wrócić do domu, „zapomniał” dodać, że ten powrót owi biegli obwarowali szeregiem warunków, których spełnienie przez rodziców dziewczynki jest mało realne…
Bardzo dobry artykul. Wara urzedasom od naszych rodzin !!!
Gajowy Bronek i strzelba gajowego. Nie zrozumieliscie panowie, ze dziecko to nie rzecz, ktora mozna przekazywac z rak do rak.
Pan gajowy traktuje z wielka podejrzliwoscia wielodzietne rodziny. A jeszcze do lat siedemdziasiatych przecietna rodzina liczyla w Europie 5 osob. 4 albo 5 dzieci nie byly rzadkoscia. Mimo to nie traktowalo sie duzych rodzin pogardliwie, jak robi sie to dzisiaj. Dzieci zdobywaly wiedze w pubkivznych szkolach, integrowaly sie i nie bylo nimi zdecydowanych zroznicowan spolecznych. Teraz powszechnym wzorcem rodzinnym w naszej cywilizacji sa rodziny zlozone z mamy, czasami taty, domu, dobrego samochodu i na koncu dziecka.
@ A.L.
05/09/2009 o 19:12
,,Pan Redaktor i Komentatorzy slusznie pisza: ZLIKWIDOWAC PRAWO. Prawo i sedziowie nam niepotrzebni. Decydowac bedzie soltys, ksziadz proboszcz, Pan Zenio i Pani Kazia. Wedle zdrowego rozsadku,,.
*** Bardzo dobry pomysl.
Przynajmniej da to czas na rozwazanie calego systemu ,,sprawiedliwosci,, odczekanie ze czterdzestu lat, jak Zydzi na pustyni, az powymieraja wszyscy, co pamietaja dawny system, zanim sie stworzy system nowy.
Na pewno sady soltysa, ksiedza proboszcza, Pana Zenia i Pani Kazi
nie beda w niczym gorsze od sadow wspolczesnych ,,profesjonalistow,,.
Potrzba tez sporo czasu, zanim uksztaltuje sie nowe prawo oparte o normy moralne, o najlepiej pojete czlowieczenstwo, o demokracje jako wartosc ludzka wyzszego rzedu, o wczesniej uchwalone akty prawne, aby razem powstal spojny system.
Najblizszy rzad, ktoremu bedzie grozla dziura budzetowa ma szanse na znalezienie sporych srodkow, dotyczas glownie marnotrawionych, a przy okazji wpisac sie w historie, jako inicjator nowej Konstytucji 3 Maja i zdrowego systemu prawnego, ktory jak za Krolestwa Polskiego i I rzeczpospolitej z niewielkimi zmianami przetwa tak samo chociaz 300 lat.
To państwo powinno decydować, kto może mieć dzieci a kto nie.
Niech żyje Chińska Republika Ludowa, nasz wzór niedościgły!