Posts Tagged „gospodarka”<

Barack Obama nie powtórzy cudu

9 wrz 2011

Do kolejnych wyborów w Stanach Zjednoczonych jeszcze ponad rok z kawałkiem, ale w zasadzie inwestorzy są już przekonani, że 44. prezydentowi USA „wielka zmiana” się nie uda. Co gorsza, problemy narastają, a sensownych rozwiązań, które pozwoliłyby przezwyciężyć największy kryzys finansowy od II wojny światowej, brak.

Nie jest nim także zaproponowany właśnie przez Baracka Obamę plan pobudzenia rynku pracy, wart prawie 450 miliardów dolarów.

Odkąd w styczniu 2009 roku Obama przejął stery największej gospodarki świata, w Stanach Zjednoczonych ubyło aż 2,4 miliona miejsc pracy. Skala bezrobocia sięgnęła poziomu nienotowanego od początku lat 80., kiedy w czasach pierwszej kadencji Ronalda Reagana zbliżała się do 12 proc. Reaganowi udało się jednak na tyle skutecznie pobudzić rynek pracy, że jego następca George Bush (senior) przejął władzę ze stopą bezrobocia poniżej 6 proc. Obamie takiego cudu powtórzyć się nie uda. A już na pewno nie w tej kadencji.

Chcąc uniknąć masowych protestów i dalszego załamania w sondażach, amerykański prezydent pokazuje, że coś jednak robi. Tylko prawie nikt na świecie nie wierzy, że z tego starcia z kryzysem wyjdzie zwycięsko. Nie wierzą w to zwłaszcza inwestorzy, którzy nowy plan Obamy potraktowali jako informację potwierdzającą ryzyko dalszego spowolnienia gospodarczego i brak racjonalnego pomysłu, jak wyjść z zapaści.
W obliczu wysokiego bezrobocia i rekordowego zadłużenia państwa można było mieć nadzieję, że Barack Obama zrozumiał, iż zwiększanie wydatków rządowych nie stwarza automatycznie nowych miejsc pracy. Ale chyba nie zrozumiał.

Cały świat szuka dziś recepty na to, jak przerwać rosnące zadłużenie i hamującą gospodarkę. Nie sądzę jednak, by dobrą odpowiedzią było zaciągnięcie kolejnego kredytu. Jedynym rozwiązaniem jest zmiana struktury wydatków i jak najmniej socjalizmu w gospodarce.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Konkurencyjna gospodarka to wykształceni ludzie

11 maj 2011

Gdyby zapytać dziś menedżerów wielkich zagranicznych koncernów, co dla prosperity ich przedsiębiorstw jest najważniejsze, większość bez wahania wskazałaby kapitał ludzki.

Tymczasem nasze lokalne przedsiębiorstwa wciąż przywiązują niedostateczną wagę do dbania o rozwój swoich pracowników. Studentów i absolwentów większość z nich traktuje jak zło konieczne i tanią siłę roboczą. Ponad 60 proc. młodych Polaków ma więc czasowe umowy o pracę – jest to jeden z najgorszych wyników w Unii. Nasze państwo wciąż się temu biernie przygląda. Trudno się więc dziwić, że najlepsi absolwenci wyjeżdżają do pracy za granicę.

Tego exodusu nie da się zahamować na przykład metodami, jakie zasosowano w ostatniej walce z kibicami. Chuliganom można zamknąć stadiony, ale studentów nie zatrzyma na granicy żaden szpaler policjantów. Chodzi przecież o to, by wyjeżdżali, ale później do Polski wracali. Ba, nie tylko żeby chcieli to zrobić sami, ale i byli namawiani przez swoje rodziny.

Państwo koniecznie musi wreszcie zacząć działać. Zaczynając od prawdziwej, nowoczesnej polityki prorodzinnej. Bo w Polsce w porównaniu z Wielką Brytanią czy Niemcami nie opłaca się zostać matką. Firmy zaś muszą wprowadzić przejrzyste zasady awansu i wynagrodzeń.

Konkurencyjność gospodarki to już od dawna nie tylko niskie podatki i klarowny sposób prowadzenia biznesu, ale przede wszystkim wykształceni ludzi. Zgodnie z najnowszymi statystykami ponad 20 proc. uczestników polskiej emigracji od roku 2003, czyli epoki wchodzenia Polski do Unii Europejskiej, stanowiły osoby z wyższym wykształceniem. Nie możemy się do nich odwracać plecami.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Nowe myślenie o gospodarce

3 sty 2011

Niby wszystko na naszym podwórku wraca do normy. Firmy zarabiają więcej, bezrobocie nie rośnie, a barometry koniunktury wskazują na to, że wzrost jest możliwy. Fundamenty gospodarcze Polski zostały jednak mocno osłabione, bo zmienił się świat dookoła nas.

Jak będą wyglądać najbliższe lata? Jednego można być pewnym. Prognozy będą mniej optymistycznie, bo kryzys finansowy rozpoczęty w 2008 roku upadkiem amerykańskiego banku Lehman Brothers jeszcze się nie skończył. Ubiegłoroczne turbulencje w strefie euro wyraźnie to potwierdzają.

Świat stoi pomiędzy starym modelem kapitalizmu, opartego na dużym poziomie zaufania wśród inwestorów, a fundamentalną zmianą sposobu myślenia o gospodarce. Jednak jak głęboka będzie to korekta, wciąż nie wiadomo. Obecnie bowiem większość tradycyjnych dogmatów ekonomicznych uległa erozji, a nowych reguł jeszcze nie ma.

Przywykliśmy już do słowa „kryzys”. Czy w tym roku czekają nas groźniejsze określenia, takie jak „panika” i „trwoga”? W Europie nadal są kraje, które trzymają swoje ekonomiczne trupy w szafie. Przyczyn swoich problemów – czyli chorych banków – wciąż nie zlikwidowały Hiszpania i Portugalia. Kłopoty z pozyskiwaniem pieniędzy, wynikające z wysokiego długu publicznego, mogą mieć zarówno Włochy, jak i Francja.

Im mniejsza będzie wiarygodność tych krajów wobec inwestorów, tym częściej w siedzibie Europejskiego Banku Centralnego we Frankfurcie mówić się będzie o metodach walki z kryzysem na wzór amerykańskiego Fedu. Widmo finansowego upadku któregoś z państw ważnych dla strefy euro może skłonić EBC do wydrukowania setek miliardów banknotów bez pokrycia. A taka metoda ratowania finansów musiałaby doprowadzić do inflacji.

Polski rząd, niechętnie rozważający plan B na wypadek złego scenariusza, wychodzi z założenia, że jakoś to będzie. Sądzimy, że skoro daliśmy sobie radę do tej pory, to wybrniemy także z gospodarczej opresji w przyszłości. Rzeczywiście, dziś nikt już recesji w Polsce na najbliższe lata nie prognozuje. Jednak wciąż brak nam strategii, jak Polska ma wyglądać nie za rok, tylko za pięć lat.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Polskie zdrowe podejście do kryzysu

13 gru 2010

Tuż po dokonaniu transformacji ustrojowej w Polsce podatnik i przedsiębiorca mógł się czuć podmiotem życia gospodarczego. Później z każdym rokiem śrubę przykręcano, bo podejrzewano, że biznesmen prędzej zrobi coś złego niż dobrego. Stąd odległe miejsce Polski w rankingach wolności gospodarczej. W ostatnim zestawieniu Banku Światowego „Doing Business” znaleźliśmy się na 70. pozycji – niemal 20 miejsc za Bułgarią.

Ciągła walka polskich przedsiębiorców z biurokracją zmusiła ich do poszukiwania niestandardowych rozwiązań. Dlatego dziś większość polskich spółek wobec kryzysu w gospodarce zachowuje się inaczej niż firmy zachodnie. Technokraci Europy Zachodniej na spadek popytu o 20 proc. reagowali często automatycznie, redukując zatrudnienie w takich samych proporcjach. Nasze firmy – co pokazują badania Ernst & Young – zdecydowanie ostrożniej tną koszty, zwłaszcza te, które dotyczą ludzi.

Polskie zdrowe podejście do kryzysu jest również efektem doświadczenia, jakie przyniosło spowolnienie gospodarcze w latach 2001 – 2004. Wówczas zwalniano pracowników zbyt łatwo, a gdy gospodarka znów ruszyła, trudno było zatrudnić wykwalifikowanych następców. Ich wyszkolenie oznaczało wiele pracy i spore koszty. Dlatego obecnie przedsiębiorcy raczej szukają nowych możliwości zbytu swoich towarów niż tną koszty na oślep.

Skutki są widoczne gołym okiem. Wtedy bezrobocie wzrosło do ponad 20 proc., obecnie najgorzej było w lutym 2010: 13,2 proc. Niedobrze byłoby jednak, gdyby politycy i urzędnicy uznali, że skoro polski biznesmen dobrze sobie radzi, to nie warto nic zmieniać. Warto pomyśleć o tym, o ile lepiej byłoby z gopodarką, gdyby jej nie rzucano biurokratycznych kłód pod nogi.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop