Posts Tagged „euro”<

Na razie euro wygrało

21 lip 2011

Stało się to, co się stać musiało. Grecja zostanie uratowana. Przynajmniej do jesieni. Urzędnicy unijni chcą przecież w spokoju wyjechać na sierpniowe wakacje. Pilne sprawy trzeba więc szybko zamknąć.

Nowy pakiet pomocowy został przyjęty – Ateny zapłacą niższe odsetki,  a spłata zadłużenia będzie wydłużona. Sytuacja została opanowana aż do kolejnego wybuchu finansowej bomby, na której świat siedzi od czasu upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers  w 2008 roku.

Chyba tylko najwięksi ekonomiczni naiwniacy wierzyli, że najgłębszy kryzys strefy euro od czasu jej powstania w 1999 roku może spowodować rozpad tego klubu 17 państw i powrót  do walut narodowych. To się nikomu nie opłaca. Przede wszystkim Niemcom i Francuzom. A to oni w Unii rozdają karty.

Gdyby Grecja w niekontrolowany sposób  stała się niewypłacalna,  banki z tych krajów mogłyby upaść. Łącznie inwestorzy zagraniczni posiadają obligacje greckie  za 150 mld euro. Strata całej tej kwoty mogłaby zabić niejeden bank. Berlin i Paryż musiałyby więc bezpośrednio ratować swoje banki. A tak walczą z kryzysem nie na swojej ziemi, ale na swoich warunkach.

Powrotu narodowych  walut nikt nie chce z jeszcze jednego powodu – nowe narodowe waluty zapewne gwałtownie by się umocniły, redukując – nawet do zera  – rentowność gigantycznego eksportu Francji czy Niemiec. Angela Merkel i Nicolas Sarkozy dobrze o tym wiedzą, dlatego trwają w trudnym związku z całą strefą euro, którego spójność inwestorzy testują od kilku kwartałów.

Zatem w imię interesów niemieckich i francuskich Unia ciągnie Grecję za uszy. Pytanie tylko, czy Berlin  i Paryż zdołają teraz zmusić Ateny do głębokiej gospodarczej transformacji. Bo nie może być tak,  że Europa z pieniędzy podatników będzie płacić,  a Grecy – strajkować.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Banki jak na dłoni

15 lip 2011

Europa przoduje w zaskakiwaniu inwestorów złymi wieściami. Stany Zjednoczone, choć ich dług publiczny sięga prawie 100 proc. produktu krajowego brutto, robią dobrą minę do złej gry i na razie z walki z rynkowym żywiołem wychodzą zwycięsko.

Tymczasem słabym public relations, a w zasadzie investor relations, cechuje się zwłaszcza strefa euro. Ten niegdyś bardzo prestiżowy klub 17 krajów pogrąża się w głębokim kryzysie. Problemy Grecji, a teraz Włoch narastają z oszałamiającą prędkością. Rentowność włoskich obligacji dziesięcioletnich osiągnęła w tym tygodniu poziom 6 proc., niewidziany od czasu powołania eurolandu. Indeksy największych giełd Starego Kontynentu znajdują się na poziomach najniższych od roku. A to nie koniec.

Jakby tego było mało, unijne instytucje fundują rynkom sprawdzian. Ma on objąć  90 największych banków. To już trzeci od czasu wybuchu kryzysu finansowego przed czterema laty test wytrzymałości europejskiego sektora bankowego. A jednak ten sprawdzian jest wyjątkowy. Jaki będzie jego efekt?

Otóż okaże się zapewne, że kilkanaście instytucji ma zbyt małe kapitały, które nie wystarczą, jeśli nadejdzie większe spowolnienie gospodarcze. Ich klienci mogą bowiem zbankrutować. A w konsekwencji zagrożone banki będą musiały utworzyć rezerwy, co zmniejszy ich zyski i osłabi pozycję kapitałową. Inwestorzy poznają aż 3 tysiące wskaźników, które wiele im powiedzą o każdej ze spółek. Od razu na jaw wyjdą zarówno dobre, jak i złe strony. Od razu też analitycy wskażą instytucje, które mogą zostać wchłonięte przez inne.

Dziś nikt jeszcze nie wie, dokąd poniesie sektor bankowy fala fuzji i przejęć. A nie można przecież wykluczyć, że kryzys pokona wiele psychologicznych i narodowych barier. I być może na przykład włoski UniCredit zostałby przejęty przez rosyjski Sbierbank albo Agricultural Bank of China. W ten sposób Rosjanie lub Chińczycy staliby się właścicielami drugiego co do wielkości banku w Polsce – Pekao.

To dopiero byłby nowy wymiar globalizacji.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop