Ustawę kominową – ograniczającą do sześciokrotności przeciętnego wynagrodzenia zarobki w spółkach, w których Skarb Państwa ma ponad 50 proc. udziałów – wprowadził rząd Jerzego Buzka.
Celem było przede wszystkim ukrócenie rozpasanych pensji urzędników samorządowych w firmach komunalnych. Skutki okazały się trudne do przewidzenia dla autorów ustawy.
Obecny szef Parlamentu Europejskiego zapewne wstydzi się dziś, że to jego gabinet przeforsował ów nieszczęsny akt prawny. Bo polska ustawa kominowa to kuriozum na skalę europejską. Nikt tak restrykcyjnie nie ogranicza pensji menedżerów państwowych spółek jak my. Ograniczenie pensji prezesa największej w regionie firmy finansowej (a taką jest PZU) to nonsens – choćby dlatego, że konkurencja z prywatnych firm może swoim menedżerom płacić znacznie wyższe pensje.
Platforma Obywatelska obiecywała biznesowi, że zrobi z ustawą kominową porządek. Skończyło się na obietnicach, a swoje lenistwo ustawodawcze politycy PO tłumaczą jak zwykle obawami przed wetem prezydenta. Choć pewnie tak naprawdę w roku wyborczym trudno im się zdobyć na odwagę i oficjalnie obalić populistyczny przepis.
A może po prostu doszli do wniosku, że nie warto zmieniać ustawy, bo w praktyce jest ona martwym przepisem? W kontrolowanych przez Skarb Państwa firmach zaleziono już masę sposobów na obejście kominówki. Choćby takich jak powoływanie prezesów do rad nadzorczych spółek zależnych i sowite ich tam opłacanie.
Teraz pojawił się nowy pomysł – wprowadzi się w państwowych spółkach system wynagradzania oparty na kontraktach menedżerskich. Wczoraj takie rozwiązanie przyjęto w PZU. Prezes spółki musi tylko założyć działalność gospodarczą i wykupić ubezpieczenie od odpowiedzialności cywilnej.
W ten sposób – choć jest wciąż wiele wątpliwości prawnych i podatkowych – wilk ma być syty i owca cała. Wyborcy mają być zadowoleni, bo ustawa wciąż będzie ograniczać wysokie pensje menedżerów, a prezesi szczęśliwi, bo faktycznie nie będą już podlegać kominówce.
Tylko czy to nie jest kpina z państwa prawa?









Jeśli tak jest, jak Pan pisze, to jest to kpina z Państwa prawa, tak samo jak kpiną jest tolerowanie procederu przyklejania blach do kopert, żeby ominąć ustawowe ograniczenia dla prywatnych operatorów pocztowych.
Co do wysokości pensji w państwowych firmach, to popieram kominówkę. Kominówka wcale nie eliminuje dobrych menedżerów. Tych jest mnóstwo, znacznie więcej niż miejsc pracy i z całą pewnością chętnych do pracy za kominową pensję, która wcale nie jest mała. Dobrych menedżerów eliminują układy towarzysko-polityczne. Jako przykład podam odwołanie dwa lata temu z Krajowej Spółki Cukrowej świetnego menedżera, który wyprowadził firmę na prostą, a w to miejsce powołanie najpierw zwolnionego wcześniej dyscyplinarnie pracownika a parę miesięcy później nowego prezesa bez jakiegokolwiek doświadczenia w biznesie, za to ułożonego z partią sprawującą władzę. Dzięki temu po korytarzach KSC w Warszawie snują się bez jakiegokolwiek zajęcia: wicedyrektor bez skończonych studiów – taki chłopiec, co to z premierem piłkę kopie i drugi – nigdy nieobecny brat ministra sprawiedliwości.
Obawiam się, że te umowy menedżerskie, czy w ogóle rezygnacja z kominówki spowodują, że dotychczasowi kolesie-prezesi będą zwyczajnie więcej zarabiać i w dowód wdzięczności dla swych mocodawców w radach nadzorczych o politycznej proweniencji, będą zatrudniać jeszcze więcej innych kolesi o różnych koneksjach polityczno-towarzyskich
Jestem więc za kominówką i za poprawą zarządzaniem państwem, które jest właścicielem wielu przedsiębiorstw, z których prywatyzacją nie należy się spieszyć.
W Stanach Zjednoczonych taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.
Jak można ograniczać zarobki Prezesa Totalizarora Sportowego?
Przecież to jest spółka wymagająca szczególnych kwalifikacji.
Poza tym zazwyczaj są to prezesi piastujący swą funkcję przez okres rządzenia zwycięskiej partii i zazwyczaj z niej się wywodzący. A więc należałoby im zapewnić odpowiednie wynagrodzenie w tym okresie, bo w następnym na taką fuchę mogą się nie załapać.
Albo taki prezes telewizji publicznej. Facet zarządza przedsiębiorstwem zatrudniającym kilka tysięcy ludzi. Parając się z taką liczbą personelu można osiwieć. Co chwilę wyjeżdża ktoś z propozycją nowego serialu, nowej gry na wolnym powietrzu lub na lodzie czy też wodzie.
Nie, nie. Nie można krzywdzić tych ludzi i płacić im takie marne grosze. Polskę stać na to, żeby zarabiali przynajmniej milionik, a prezesi ZUS czy PZU kilka milioników.
Naród się tego domaga. Zwłaszcza pielegniarki i salowe.
Dużo zdrowia dla Pana Redaktoa. Pewnie rozmawiał Pan z Prezesem Totka.
Nie chcę być niegrzeczny, choć brzydkie słowa same się cisną. Oczywiście, że kominówka jest sprawiedliwa! Chętni do pracy za 6 średnich się znajdą- zdolnych, ambitnych i tzw. chorych na władzę na pewno nie zabraknie, nawet za mniejsze pieniądze!!! Wytłumaczcie tym, co ciężko harują za najniższą, co takiego znów umie taki „menago”, że jego praca warta jest 10-15 pensji robotnika?! Za komuny dyrektor mógł zarabiać 2-3 pensje „robola” – nie więcej, a czasem bywało odwrotnie – fachowiec miał więcej od gryzipiórka, i było to zdrowe. A już płacenie takiemu Panu Bieleckiemu czy Marcinkiewiczowi milionów za pracę w bankowości, na której przychodząc znali się tak samo jak ja (czyli wcale) to kpina z bezrobotnych stoczniowców. OTAKE Polskie walczyłem w 1980 r.??? Chyba nie, bo gdybym ja i koledzy wiedzieli co się święci, pałą byśmy przegnali tych wszystkich doradców i podpowiadaczy.
Dla mnie wprowadzenie kominowek to akt sabotażu który powinien skończyć się postawieniem ustawodawców przed trybunałem stanu. Prostym acz kretyńskim przepisem pozbawiono firmy państwowe możliwości skutecznego konkurowania z prywatnym biznesem dając tym ostatnim nieuczciwą przewagą (unfair advantage) którą ci skwapliwie wykorzystują.
Jest możliwe skuteczne powstrzymywanie przed niezasłużonym zwiększaniem wynagrodzeń zarządów. Wystarczy dzień po dniu nadzorować ich pracę i odwoływać gdy widać że się nie sprawdzają. I powoływać takich którzy mają większe szanse sprawdzić się. To jest w kompetencji ministra skarbu i jego podwładnych – nieprawdaż?
Nie, nie sądzę żeby Buzek wstydził się ojcostwa kominówek, on po prostu nie rozumie tego co robi w polityce. Wielokrotnie pokazał że nie nadaje się do sprawowania jakiejkolwiek władzy – zarówno w polskim jak i europejskim parlamencie. Zawsze za niego decydowali inni – u nas Maryjan z kumplami, w Unii zapewne niemieckie lobbies.
Innym obejsciem tego prawa jest wypłacanie bonów towarowych. W mojej firmie (Jednostka Badawczo-Rozwojowa) dyrektor w tamtym miesiącu wypłacił sobie 16 tys złotych (w bonach Sodexo – teraz sa karty płatnicze/podarunkowe). W tym miesiącu też tak będzie. A w ciagu roku jest takich wypłat 4-5. Na marginesie dodam, że firma jest na minusie. Co będzie z nią w przyszłości? Dla niektórych to mało istotny problem….dyrektor ma ponad 70 lat, wiec to są jego ostatnie chwile by coś zarobić…
Pozdrawiam
PS. A pensje bierze maksymalną…(ale to przecież oczywiste)
Neoliberalna hipokryzja jak na dłoni.
Ledwie wczoraj, żądania podwyżek płac przez zwykłych ludzi, zostały przez cyngla Kurasza, oplute jak populizm i destrukcjonizm złych wrednych i podłych związków zawodowych.
Ale minęła doba, i żądania menagerów, by im płacić krocie, sa już OK.
Wczoraj gadzinowski komentarz o wiośnie związków zawodowych , (jak oniśmią żądac większych pensji) dziś komentarz o kadzrze zarządzającej , która w najgłebszym poważani ma kryzys, cięcie kosztów, zamrożenia płac, ograniczenia wydatków etc.
Nie ma potrzeby przepłacania panom prezesom. To rozpowszechniany mit,że sie zdenerwuja i pójdą sobie gdzie indzie.Może za granicę? Już widzę, jak zagranica bije sie o polskich prezesów. Ustawa kominowa dzieli prezesów na państwowych i prywatnych. Po co? Wystarczy zrównać wszystkich i to bez konieczności ustawy kominowej. Trzeba tak ustalić progresję podatkową, żeby wynagrodzenie po przekroczeniu pewnej granicy było obłożone bardzo wysokim podatkiem (w Skandynawii jest to nawet 90%). Wtedy pracodawcom po prostu nie opłaci się brać udziału w sciganiu na płace a rynek menadżerów się uspokoi, bo to jest rynek, na którym zawsze podaż znacznie przekracza popyt i zawsze będzie z czego wybierać. I nie straszmy, ze sobie pójdą. Gdzie? Na księżyc?
autopoprawka do wcześniejszej wypowiedzi:
Oczywiście chodzi mi o brak pośpiechu z prywatyzacją przedsiębiorstw, których oddanie np. zagranicznej konkurencji może mieć negatywny wpływ na ich otoczenie gospodarcze, przedsiębiorstw strategicznych dla państwa i rynku, przedsiębiorstw „znoszących złote jajka”. Całą resztę należy sprzedać jak najszybciej.
Generalnie jestem przeciw prywatyzacji robionej jedynie dla załatania dziury budżetowej.
A ja uważam, że kominówki są idiotycznym pomysłem. Po pierwsze, i tak są obchodzone, po drugie czy nikt nie zastanowił się, że ta ustawa ogranicza jedynie zarobki zarządu? Wobec tego dochodzi do takich kuriozów, że byle dyrektor w tym samym przedsiębiorstwie może zarabiac więcej niż prezes, bo jego kominówka nie obowiązuje. Dla tych co piszą że 6x średnia pensja to za dużo, zapraszam do bycia prezesem – nauczenia się języka, pracy po 12 godzin (gdy oni już dawno oglądaja Kiepskich w tv) itd. Oczywiście, zarobki niektórych prezesów są niespółmierne do tego co robią, ale to rynek weryfikuje, nie politycy.
Kiedy byłem młody i głupi – byłem święcie przekonany, że taki prezes, a na dodatek w dużej prywatnej firmie to musi być mądry, kompetentny, odpowiedzialny etc. Ten mój błogi stan nieświadomości trwał, póki się w takiej firmie nie zatrudniłem. Teraz już wiem, że wystarczy by prezes był przekonany iż jest mądry, kompetentny, odpowiedzialny etc…. A skoro mamy wolność i nie ma (?) prześladowań za poglądy, to i płacić za nie się nie powinno.
Oczywiście takie cechy jak mądrość, kompetencja, czy odpowiedzialność nie przeszkadzają i być może nawet są wśród kadry zarządzającej częste (a tylko ja miałem pecha). Ale nie są do niczego potrzebne.
Żeby mnie nikt nie posądził, że jestem przemądrzały i to tylko moje wrażenie dodam, że w tej firmie o której mowa zdarzały się zarządzenia, przesyłane z dopiskiem (kogoś ze średniego stopnia zarządzania) w rodzaju: wiemy, że to głupie, ale to polecenie prezesa.
Można też użyć w tym miejscu ulubionego argumentu liberałów: w Polsce jest dużo niższa wydajność pracy niż na zachodzie. Tą wydajność pracy liczą oni dzieląc wypracowany PKB przez ilość pracowników. I rzeczywiście jest on w Polsce niski. Tylko że ten wskaźnik zależy bardziej od organizacji pracy niż pracowitości pracowników. Na potwierdzenie można przytoczyć informacje o tym, jak ci sami pracownicy pracują za granicą (ostatnio było głośno o dyskryminacji Brytyjczyków przez jednego z przedsiębiorców, który w ogłoszeniu o naborze do pracy dał warunek: znajomość języka polskiego).
No więc skoro ta wydajność jest istotnym czynnikiem wpływającym na zarobki – to powinno się je brać pod uwagę przede wszystkim ustalając stawki dla menadżerów.
Nie jest państwem prawa państwo, które tworzy głupie przepisy, łatwe do ominięcia dla pomysłowych obywateli (kominówka, monopol poczty na 20g przesyłki itp.). Nie jest państwem prawa państwo, tworzy populistyczne przepisy „pod publiczkę” nie mające ze sprawiedliwością, ani z gospodarnością nic wspólnego (niespójne przepisy podatkowe, KRUS dla bogatych przedsiębiorców, czy liniowy 19 % podatek zwykle również dla bogatych). Nie jest państwem prawa państwo, w którym sądy wyznaczają jedną rozprawę na kilka miesięcy i są dziesiątki proceduralnych przepisów pozwalających odwlekać postępowania w nieskończoność przy bezsilności sędziów. Nie będzie też państwem prawa państwo, które miesza politykę z biznesem utrzymując bez sensu państwowe firmy, które oczywiście będą kusić polityków do „załatwiania” stanowisk. Firmy państwowe trzeba jak najszybciej sprywatyzować, a kominówka umrze śmiercią naturalną.
I wprowadzić jednomandatowe okręgi wyborcze, żeby wyborcy, a nie partie rozliczali swoich reprezentantów.
Lubimy wieszać psy na politykach, ale oni są z nas i polityka to niestety zwierciadło naszego niezbyt doskonałego społeczeństwa.
Przy okazji panskiego poprzedniego atrykulu zapytalem skromnie, PO CO, wedlug pana, sa zwiazki zawodowe?
Teraz zrozumialem, ze wszysto zalezy od tego o JAKIE ZWIAZKI sie rozchodzi.
Kiedy takie zwykle, pracownicze zwiazki domagaja sie wyzszych pensji dla pracownikow – to jest prymitywny popilizm.
Zupelnie co innego, jezeli chodzi o menedżerow, im zawsze, nie tylko wiosna, nalezy sie wiecej pieniedzy.
Te zwykle zwiazki musza wziac pod uwage, ze „miejsc pracy wciąż ubywa. I nie zmieni się to aż do czasu, gdy wzrost poziomu bogactwa Polski nie przyspieszy do co najmniej 4 – 5 proc”.
Menedżerowie, natomiat, o zadnych procentach myslec nie potrzebuja! Niejeden z nas sadzil wprawdzie, ze za takie konkretnie myslenie wlasnie menedżerom sie placi – ale NIE, gdzie tam! Polskim menedżerom nalezy sie europejska, a nie polska, srednia! Bo przeciez: „nikt tak restrykcyjnie nie ogranicza pensji menedżerów państwowych spółek jak my”.
Panie Kurasz, czasu nie mam, zeby wyliczyc wszyskie dziedziny, w ktorych kasa RP jest bardziej „restrykcyjna” niz inne. Lata mijaja a ta nasza kasa ciagle jest tak samo pusta i – wie pan co? – caraz bardziej jestem przekonany, ze pustka tejze kasy ma duzo wspolniego z niekompetencja naszych menedżerow.
Dlatego, niech sobie ida tam gdzie im lepiej zaplaca, najlepiej do konkurencji!!!
Tylko…. czy to prawda, ze ktos, calkiem dobrowolnie, zaplaci im wiecej? Czy pana nie dziwi, ze np. w Irlandii polskich menedżerow nie poszukuja a polskich hydraulikow owszem, tak? Komu wiec warto podniesc zaplate do sredniej europejskiej? Prawa ryku, bracie kochany!!
Socjalizm wciąż kwitnie, co widać w większości wypowiedzi…
Moi mili, swego czasu, jak jeszcze studiowałem, na progu lat 90, miałem ciekawe rozmowy z pracownikami (fizycznymi) pewnego, znanego, zakładu produkcyjnego. Panowie, swoją drogą fachowcy, dość pogardliwie wyrażali sie o inżynierach i menedżerach (kompetentnych, z doświadczeniem i wykształceniem). Owa pogarda sprowadzała się do dziwnej tezy, że oni to potrafią wszystko skręcić, zespawać i zmontować… na moją odpowiedź, że mogę wziąć tych inżynierów i menedżerów, przeszkolić i zastąpią owych pracowników bez najmniejszego problemu, a w odwrotną stronę tego zrobić się już nie da, zapadła głucha cisza… zabrakło argumentów.
Tak właśnie jest i tutaj, menedżerowie to fachowcy, z wiedzą praktyczną i teoretyczną, częśto bardzo specjalistyczna, nigdy nie jest ich wielu. Za takie umiejętności trzeba płacić, słono płacić, jeśli dotyczy to ważnych i dużych firm. Ustawa kominowa jest zabójcza, szczególnie widać to właśnie tam, gdzie obowiązuje, bo co daje, poza prestiżem, dzierżenie stanowiska za 25 tys miesięcznie, kiedy można mieć podobne za 200 tys miesięcznie ?! Kończy się to obchodzeniem przepisów, jesli w firmie ma być fachowiec…
Nie powinno być firm państwowych, słowem, żadnych spółek skarbu państwa, albo decydujemy się na reguły rynkowe ! Inaczej wciąż będzie w cenie polityczna protekcja, co wybory nowa i obchodzenie przepisów.
Jesli ma do wyboru ciekawą pracę za 4000 i nudną za 10000, pierwszą w spółce skarbu państwa, a drugą w prywatnej firmie, to wybiorę prywatną ofertę, chyba, że w tej pierwszej, w ukrytej formie dostane w sumie to samo, co w drugiej firmie… nie ma siły, ludzie za swą pracę i wiedzę chcą konkretnych pieniędzy, bo mają rodziny i aspiracje do realizacji.
Aha, nie to, że pracowników nie lubie czy nie cenię, ale jest ich dalece więcej niz dobrych menedżerów, więc relacje płacowe muszą być różne. Na zachodzie dystans płacowy jest równie głęboki jak Rów Mariański…
Osobiście jestem za zlikwidowaniem ustawy kominowej, ale pod jednym, zasadniczym warunkiem: wynagrodzenie managerów powinno być ściśle powiązane z wynikami zarządzanej przez niego firmy.
Oczywiście powiązanie to nie może być prostackim podejściem – typu procent w zyskach, bo wtedy nie znalazło by się chętnych do podjęcia trudu ratowania firm, w trudnej sytuacji. Ale skuteczność zarządzania można zmierzyć też innymi parametrami – np zmianami udziału firmy w rynku itp.
To pozwoliłoby na solidne premiowania osób zarządzających w sposób zapewniający rozwój firmy przy jednoczesnym „biciu po kieszeni” „prezesów malowanych”.
Niestety top-managerzy jak ognia unikają takich kontraktów. Nie tylko zresztą w państwowych spółkach w Polsce – proszę sobie przypomnieć falę oburzenia w USA, gdy okazało się, że menadżeria banków, współodpowiedzialnych za słynną bańkę nieruchomosciową bez krępacji wypłacała sobie wielomilionowe premie….
To taki liberał jak prezydent Obama, kapitalista – prezydent Sarkozy i inni wielcy Zachodu chcą ograniczyć wynagrodzenia bankierów i różnej maści finansistów (menedżerów wg Pana redaktora) a Pan Redaktor jest za całkowitą liberalizacją wynagrodzeń? Coś nie tak z Pańskim rozumowaniem Panie Redaktor. Sądziłem, że po ostatniej krytyce tego pomysłu kilka miesięcy temu dał Pan sobie z nim spokój. Widać, że jest Pan uparty, tak jak w temacie euro w Polsce.
Oczywiście, że to kpina. Ale po co tak kombinować, skoro jakoś nie brakuje chętnych na te posady, nawet przy kominówkach?
Moim zdaniem powinno byc tak ze jeżli chcesz być prezesem w danej spółce skarbu państwa to powinieneś przestrzegać regół i nie domagać sie wiekszego wynagrodzenia niż zapewnia to prawo.
Jeżeli ktoś chce więcej zarabiac niech tak jak większość weźnie pożyczke i prubuje swoich sił we własnym biznesie. Wierze że jeżeli są tak dobrzy to sobie tam znakomicie poradzą.
Zachowanie takich urzędników traktuje jako niechonorowe wzgledem państwa i obywateli
pozdrawiam
artur
Jeszce sie nie znalazl zaden geniusz (i nie znajdzie!!), ktoryby wymyslil place zgodne z jakoscia pracy, odpowiadajace wszystkim stronom. I sam pan potwierdza, ze wierchuszka gospodarcza zawsze znajdzie sposob na dorobienie dodatkowych groszy. Raczka raczke myje. To samo jest na zachodzie. Szefowie jednych firm siedza w zarzadach drugich, i odwrotnie.
System wynagradzania menadzerow w zachodniej Europie tez nie jest doskonaly. Szef Hypo Real State puscil swoj bank z torbami, podatnicy pokryja jego dlugi ok. 100 miliardow euro a on sam domaga sie od swego bylego pracodawcy premii 3 milionow euro, zagwarantowanej mu umowa.
Jednym slowem to nie jest temat na teraz. Powinno sie mowic jak nie dopuszczac do strat i kto bedzie odpowiadal za wybujale ambicje wielu z nich.
Niech zarabiaja miliony, ale pod warunkiem, ze ich wyniki finansowe pokryja ich wynagrodzenie i odbija sie pozytywnie na przyszlych wynikach wlasnych spolek. Nie tylko dzisiaj, a potem bedziemy ksiegowac straty. Wirtualne zyski powinny byc oplacane wirtualnymi pieniedzmi.
Wie Pan co? Popracowalem 7 lat w Niemczech, gdzie wolny rynek zrozumiano i zaimplementowano znacznie lepiej niz u nas. Co tez znajduje odbicie w sile ich gospodarki. Tamtejsi prezesi zarabiaja mniej od naszych mierzac wielokrotnoscia ich wynagrodzenia do wynagrodzenia pozostalych pracownikow. Za to jesli firma ma klopoty, to prezesi sa zwalniani w pierwszej kolejnosci. Oczywiscie jest to ladnie opakowane – prezes odchodzi poniewaz „wykonal zalozone cele” i rusza w poszukiwaniu „nowych wyzwan”. Niemniej kazdy wie co jest grane. U nas prezesi sprzedaja po kawalku majatki panstwowych firm i zwalniaja ludzi na produkcji. Najsmieszniejsze ze wszystkiego jest przekonanie, ze im wiecej sie zaplaci, tym lepszego fachowca sie dostanie.
Bez obrazy Panie Redaktorze, ale chyba za wiele osob w redakcji inspiruje sie „Najwyzszym Czasem” i Korwinem Mikke.
A po co płacić menedżerom. Na takie stołki znajdą się chętni nawet za darmo. Potraktować ich jak wolontariuszy. Firmy na pewno nie stracą przy takim zarzundzaniu znając fachowość menedżerów. HOWGH.
Nic bardziej błędnego niż sadzenie ze w spółkach z udziałem kapitału publicznego tj. naszych podatków nie reguluje się wysokości plac zarządzających. Wszedzień na świecie takie regulacje są wprowadzone . Rzeczywiście kształtują się w granicach 6 -cio krotnej wielokrotności płacy podstawowej.Tylko ze płaca podstawowa to nie 500 euro a 3000 euro. Polscy menadżerowie dbają tylko o własne dobra nie zwracając uwagi na wyniki ekonomiczne i zależność ich uposażenia od efektów pracy. Przykładem są Kompanie Węglowe, Zakłady Energetyczne, Zakłady Gazownicze. W polskich kompaniach panują feudalne stosunki pracy. Dobry menadżer polski menadżer to bierny ale wierny tzw. układowi i nic tego nie zmieni .
Panie redaktorze,
uważam ustawę kominową za sprawiedliwą. Jeżeli prezesi firm nie chcą pracować za sześciokrotność średniej krajowej, to nich sobie znajdą inną pracę (O ile są tacy dobrzy!!) W końcu nikt nie ma obowiązku być prezesem państwowej firmy, a chętni na tą funkcję zawsze się znajdą.
Kropka.
Pani redaktorze, neoliberalizm jako ideologia przechodzi do przeszłości, nawet u nas, i warto to sobie pomału uświadomić.
Na świecie rozważane są ustawy kominowe obejmujące nawet prywatne instytucje (np. banki w USA).
Ustawy kominowej nie ma co zmieniać, najwyżej trzeba by dostosować progi do inflacji (zwiększając je) lub recesji (odpowiedni je zmniejszając).
Poczekajmy aż świat dołączy do nas. Miejmy odwagę być z przodu!
@Q:
„mogę wziąć tych inżynierów i menedżerów, przeszkolić i zastąpią owych pracowników bez najmniejszego problemu, a w odwrotną stronę tego zrobić się już nie da”
Ta argumentacja przypomina mi dowcip o tym, jak się g…. do powozu przyczepiło i powiada: „jedziemy!”. Nie rozmawiamy tu o inżynierach, którzy wale tak duzo nie zarabiają.
W Polsce jest bardzo dużo firm zarządzanych przez inżynierów.
Gdyby wiedza i doświadczenie menadżerów były rzeczywiście takie kluczowe dla przedsiębiorstwa – to byłaby sytuacja zupełnie nienormalna.
Druga rzecz: obserwowałem kilka razy jak taki menadżer uczył pracownika jak ma wykonywać swoją pracę. Żenada. Inżynier nigdy by czegoś takiego nie zrobił, bo to są ludzie świadomi swoich kompetencji i dzięki temu potrafiący też docenić kompetencje innych.
Ostatnia rzecz. Dobrze funkcjonująca fabryka musi być zarządzana przez kompetentnego menadżera. Kompetencje są w takim przedsiębiorstwie rozproszone, ale musi być ktoś, kto orientuje się w całej strukturze firmy, powiązaniach, sytuacji rynkowej etc… To absolutnie kluczowe. Ale w tych dużych molochach? Jakież to nadzwyczajne kompetencje są potrzebne? Żadne. Najlepszy dowód – to ten że każda następna władza swobodnie zmienia sobie prezesów i przedsiębiorstwa trwają. Jestem przekonany, że prezesem może być nawet menel z Dworca Centralnego (dotyczy to zresztą także stanowiska premiera).
W Polsce mamy super managerów, którzy jakoś nie są w stanie zrozumieć zasady działania opcji walutowych ( a trzeba być wyjątkowym kretynem aby prowadząc działalność eksportową stracić na opcjach – każdy kto stara się zabezpieczyć przed ryzykiem kursowym o tym wie
).
. -takie chyba powinno być liberalne podejście – a nie biadolenie, że dla dobra społecznego (lepszego zarządzania firmą) właściciel powinien zrobić to a to.
Czy ograniczenie wynagrodzeń w spółkach SP jest właściwe – o tym decyduje właściciel czyli SP. I wara „jakiemuś dziennikarzowi” od decyzji właściciela
Pozdrawiam.
Jak ktoś, na robotniczym stanowisku domaga się podwyżki to dyrektorzy mówią mu jak uważasz że masz mało znajdź sobie miejsce gdzie płacą lepiej.
Ja powiem tak samo jak uważają ,że mają za mało niech idą za drzwi do lepiej płatnej pracy, wolna wola, wolna droga. I co tak uciekają do prywatnego sektora? Hahahaha.
A oprócz pensji służbowy samochód do użytku własnego nawet nie śmiem pisac jakiej klasy + opłaty za uzytkowanie auta idą na koszt firmy (boć firmowy), do tego służbowa komórka do użytku 24h/ 7 dni w tygodniu, kolacje biznesowe (jak na fakturze poznać, że to obiad rodzinny?). Prezesi naprawde mają się doskonale w państwowych firmach.
Q napisał”Tak właśnie jest i tutaj, menedżerowie to fachowcy, z wiedzą praktyczną i teoretyczną, częśto bardzo specjalistyczna, nigdy nie jest ich wielu. Za takie umiejętności trzeba płacić, słono płacić, jeśli dotyczy to ważnych i dużych firm. Ustawa kominowa jest zabójcza, szczególnie widać to właśnie tam, gdzie obowiązuje, bo co daje, poza prestiżem, dzierżenie stanowiska za 25 tys miesięcznie, kiedy można mieć podobne za 200 tys miesięcznie ?! Kończy się to obchodzeniem przepisów, jesli w firmie ma być fachowiec…”
No toż ręce opadają. Jak do tej pory zmieniał się rząd zmieniały się władze wielu spółek skarbu państwa. Zapewne odchodzący byli za mało kompetentni?
A swoją drogą jakoś nie spotykam informacji, o firmach gdzie wakaty na stanowiskach wysokiej kadry zarządzającej ciągną się miesiącami albo jest jeszcze dużo fachowców , dla których te „marne” 20 tyś/miesiąc jest płacą atrakcyjną. A jesli jest popyt na takie stanowiska to po co zwiększać koszty firmy rozbuchanymi kontraktami menadżerskimi?
Przepraszam, kogo obchodzi, że w prywatnych firmach prezesi zarabiają więcej. „Dobrze zapłacić prezesom” oznacza zawsze „niedobrze zapłacić pracownikom”, a może się mylę. Autor niniejszego artykułu szuka sposobu jak jeszcze lepiej zapłacić prezesom, nie znajdzie sposobu, jak ominąć przepisy, by dobrze zapłacić pracownikom, którzy często zarabiają 20 razy mniej niż ciężko pracujący panowie prezesi, a nie wspomnę ile razy więcej zarabiają menedżerowie w firmach prywatnych. Widocznie bogaci są mało bogaci.
Pozdrawiam.
Redaktorze, czyż Skarb Państwa jako właściciel nie ma prawa regulować pensji kadry zarządzającej jego własnością ? Otóż ma, powinien też pilnować aby nie było to obchodzone. Czy to nie liberalni dogmatycy od niewidzialnej ręki nie głoszą, że jak komuś się praca nie podoba powinien sobie znaleźć inną ? Głoszą tak, więc dlaczego owi świetni fachowcy nie podziękują za współpracę i nie znajdą sobie innej pracy, jak im tak źle ? Sama ustawa kominowa wbrew tezom neoliberałów, jest potrzebna, wprowadzony poziom zarobków jest wystarczający (max. 6 średnich krajowych to dużo pieniędzy, a gdzie różne dodatki laptop, samochód, trzynastka, jakieś bony świąteczne itd. to też należy uwzględnić), powinno się tylko uszczelnić tą ustawę aby jej obchodzenie było utrudnione, a także rozszerzyć jej obowiązywanie tak aby objęła więcej stanowisk w sektorze publicznym (zasadna być może byłoby też jej rozciągnięcie w części na sektor prywatny).
Powinno się też panie redaktorze tak, jak jest w CYWILIZOWANYCH krajach a nie bantustanach wrócić do progresji podatkowej (18, 26, 32, 40, 50, 70 % – takie progi powinny moim zdaniem obowiązywać). A na argument neoliberałów, że bogaci i tak tego podatku nie zapłacą, cóż wówczas Urząd Kontroli Skarbowej powinien zainteresować się skąd to w takim razie mają te wille, limuzyny – i wówczas dowalić 95 % podatku + sankcje karne.
A i czy to nie pan wczoraj burzył się na zwykłych robotników chcących kilkadziesiąt złotych podwyżki