Młodzi Polacy żyjący na emigracji czytają polskie gazety, kupują jedzenie w polskich sklepach i spotykają się w pubach z innymi Polakami.
Przez satelitę oglądają polską telewizję i czytają wiadomości w Internecie. Żyją w samowystarczalnej polskiej przestrzeni, w której jest miejsce i na spacer po londyńskim Hyde Parku, i na informacje o tym, kto wystartuje w wyborach prezydenckich w Polsce albo kto wystąpi w najnowszej odsłonie „Tańca z gwiazdami”. Dla wielu z nich doświadczenie życia w innym kraju sprowadza się niemal wyłącznie do podliczania zarobków w innej walucie – funtach czy euro.
Czy młodych i ambitnych ludzi uda się – dla dobra naszej gospodarki – ściągnąć z powrotem do Polski? Teoretycznie nie powinno to być trudne, gdyż większość uczestników polskiej emigracji lat 2003 – 2005, czyli epoki wejścia Polski do Unii Europejskiej, regularnie przyjeżdża do kraju i utrzymuje bliskie kontakty z rodziną. Ba, to dzięki ich pieniądzom przekazywanym tradycyjnie w końcu roku do Polski umacnia się złoty. Za ich powrotem zdaje się przemawiać także to, że na emigracji często pracują poniżej swoich kwalifikacji, żyją w wynajętych mieszkaniach, a swe potrzeby ograniczają do minimum. Ale też mają święty spokój. Powrót do kraju zaś nie jest wcale taki prosty, jakby się mogło wydawać.
Realne perspektywy rozwoju kariery wciąż są u nas mgliste (w wielu polskich firmach ciągle brakuje przejrzystych zasad awansu), założenie własnego biznesu zaś – dalej skomplikowane.
Z danych statystycznych wynika, że sytuacja gospodarcza Polski się poprawia. W świecie finansów od kilku miesięcy trwa wręcz nowa spekulacyjna hossa. Tylko co z tego, skoro realna gospodarka nie czuje tej prosperity? Co z tego, że praca w Wielkiej Brytanii czy Irlandii jest dziś mniej opłacalna niż kilka lat temu, skoro polskich emigrantów wcale tam nie ubywa? Szkoda, że nasze państwo tylko się temu biernie przygląda









@aero
„Mała poprawka, nie mam żadnej pozycji, nigdy nie korzystam ze znajomości i jestem zwykłym szeregowym.”
No i czego to ma dowieść?
A już myślałem że siedząc tutaj w zaścianku Polski moje myślenie jest mocno zwichnięte, ale jeśli ludzie z dużo większymi horyzontami i z dystansem myślą podobnie, ogarnia mnie przerażenie; gdzie jesteśmy?!, dokąd idziemy?!
Nie wiem, piszesz o jakiejś pozycji. Jakbym miał pozycje to bym wyciągał 50tyś. Kazdemu sie wydaje ze w PL tylko ulady, znajomosci itp.
@aero
Napisałam o pozycji, bo Ty napisałeś, że udało Ci się wypracować sobie stabilną sytuację rodzinną itp. miałam na myśli pozycja = sytuacja, a nie nie wiadomo jakie przywileje.
Nie każdemu się wydaje, że znajomości – w moim komentarzu nie było ani jednej wzmianki na ten temat.
Tak jak napisałam – super, że dobrze Ci się powodzi. Ale to nie znaczy, że wszyscy muszą być programistami, a jak wybrali inne studia, to są frajerzy i mają to, na co zasłużyli.
I tak, jak napisałam: ja nie miałam w Polsce szans – z rozmaitych przyczyn. Więc ciesz się, że masz te swoje 10 K, ale nie opowiadaj mi, że każdy może je mieć, tylko mu się nie chce. W dodatku, z tego co piszesz, pracujesz w Warszawie. Wyjedź 100 km w którymkolwiek kierunku i sprawdź, czy tam też wyciągniesz takie stawki.
Trochę się zacietrzewiłam tutaj, ale… chodzi mi o to: zgadzam się, że jest masa malkontenctwa i nieudacznictwa połączonego z postawą „a mi się to należy i ktoś powinien coś z tym zrobić”. Ale nie jest tak, że wystarczy ciężko pracować, uczyć się, być sumiennym i uczciwym, żeby w Polsce być w stanie prowadzić spokojne życie, przy czym nie mówię tu o jakimś porażającym sukcesie finansowym tylko o życiu bez strachu o pieniądze.
ehh emigracja to dla slabych ludzi w polsce …