Wspomnienia z 10 kwietnia 2010

Wiadomość o katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem każdego z  nas zaskoczyła i poruszyła.  Każdy z nas przeżył ten moment w historii na swój unikalny sposób. Jak wyglądał Twój dzień 10 kwietnia 2010? Czy pamiętasz swoją  reakcję po ogłoszeniu komunikatów prasowych?

Podziel się z nami swoimi wspomnieniami i refleksją w rocznicę tragedii smoleńskiej.

Zjednoczmy się celebrując pamięć o zmarłych.

(191) Komentarzy do “Wspomnienia z 10 kwietnia 2010”

    -
  1. mh pisze:

    Pamiętam dokładnie moment ogłoszenia tej informacji w telewizji. Był słoneczny sobotni poranek. Siedzieliśmy z mężem i dziećmi przy śniadaniu i oglądaliśmy program „Dzień dobry TVN”. Magda Mołek prowadziła wywiad, o ile dobrze pamiętam, z Cezarym Harasimowiczem. Nagle zamilkła, chwyciła prawą ręką za słuchawkę w uchu i patrząc w oczy rozmówcy wolno i poważnie powiedziała mniej więcej tak: „Proszę Pana, proszę Państwa. Życie pisze najbardziej nieprawdopodobne scenariusze. Otrzymałam właśnie informację, że samolot prezydencki lecący do Katynia miał wypadek”…Wtedy jeszcze nie było wiadomo, kto dokładnie leciał tym samolotem, ani jak tragiczny jest wymiar tej katastrofy. Z minuty na minutę docierały kolejne fragmenty informacji, by w końcu wszystkie stacje telewizyjne złączyć nieprzerwanym monotematycznym strumieniem hiobowych wiadomości….

    Niedowierzanie, szok, przerażenie i kompletna bezradnosć wobec tego, co donosiły media. Tak jak stałam wyszłam z domu i pojechałam do redakcji, w której pracuję. Chciałam jakkolwiek być przydatna i potrzebna. Zrobić cokolwiek, by zagłuszyć narastającą bezradność wobec skali tragedii ….

    Dobre 14

  2. Stefan Szprycha pisze:

    Byłem wtedy w pracy, ktoś przyszedł i powiedział, że prezydent nie żyje. Jakieś głupoty – pomyślałem. Potem okazało się, że nie głupoty, tylko katastrofa, i to niemała. Zrobiło mi się szkoda ludzi, zaczalem zastanawiac sie, co przewiduje konstytucja w takiej sytuacji… i wrocilem do swoich zajec.
    Tak, niestety nie przezywalem tego przez pare miesiecy, nie stałem godzinami na Krakowskim, ba, w ogole tam nie poszedlem. i uwazam, ze oddalem im godniejszy hold, niz wiele, wiele osob, ktore swym fanatyzmem przerodzily zalobe w skandal

    Dobre 16

  3. mariusz z żoliborza pisze:

    To dobrze że nie uczestniczyłeś w tym ”skandalu”  w jakim współuczestniczyli ludzie stojący pod pałacem prezydenckim pogrążeni w prawdziwym bólu i modlitwie. 

    I pewnie nie uważasz za skandal postępowanie różnych hien cementarncych zapraszanych do mediów jako artyści, celebryci przy wtórze na odgórny rozkaz, ponownej manipulacji medialnej pseudodziennikarzy, którzy już kilka dni po 10 kwietnia zaczęli stopniowo oskarżać i obrażać Parę Prezydencką. 

    Dobre 46

  4. DZIEKAN pisze:

    Owego sobotniego poranka przygotowywałem się do wyjazdu do Holandii.Gdy usłyszałem pierwszą wiadomość o katastrofie z niedowierzaniem wysłuchiwałem relacji jakie podawano w TV.Wtedy czas stanął w miejscu ,nie potrafiłem zebrać się do kupy aby kontynuować przygotowania do wyjazdu, miałem wyjechać o 11:00 a wyjechałem wieczorem.Krążyła mi tylko jedna myśl dlaczego to się stało,i dlaczego właśnie ci ludzie.Taki scenariusz był niemożliwy a jednak zrobili to nie bacząc na skutki.Oni są jednak potężni i ponad prawem.

    Dobre 35

  5. Janusz pisze:

    Refleksji jest wiele, wydaje sie, ze nigdy temu nie bedzie konca. Doskonale pamietam ten poranek, dosc szaro, godz 9:00, siedze przykuty do telewizora, kawa na stoliku, ja wygodnie w sofie.
    To bylo na TVP1, rozmowy pomiedzy prowadzacym i zaproszonymi osobami. Transmisja opoznia sie troszke. Nagle, prowadzacy to spotkanie przyciska sluchawke do ucha, mowi do kamer, samolot prezydencki mial (ma) klopoty przy podejsciu do ladowania. Slowa wystrzelily czarna rzeczywistoscia.
    Natychmiastowy SMS do Polski, „To jest tragedia”.
    Tragedia, ktora trwa do dzis dnia, tragedia dla Polski.
    Zginal kwiat polskiego zycia politycznego, narodu.
    Zginal najlepszy prezydent RP od czasow Marszalka.

    Dobre 52

  6. stanislavus pisze:

    Tamtego ranka, wstałem dość późno.Warszawski poranek był  dość mglisty.Pamiętam, jak z kubkiem kawy zasiadłem do porannej internetowej prasy . Jeden z portali długo się nie pojawiał, więc wszedłem na rzepę, i po prostu mnie zmroziło. Czarno-białe zdjęcie”mojego”prezydenta, i nagłówek „Lech Kaczyński nie żyje”…Później nogi zawiodły mnie na Krakowskie Przedmieście, i dołączyłem do żałobnego tłumu.

    Dobre 39

  7. Toolipan pisze:

    Pamiętam ten dzień, wychodziłem do przcy i zobaczyłem kamienne twarze dziennikarzy z TVN24. Jadąc samochodem usłyszałem już całą okropną prawde i poprostu się rozpłakałem…szok, niedowierzanie, ból i niesamowity żal który pozostał mimo że minął już rok

    Dobre 26

  8. Fr. pisze:

    10 kwietnia 2010 roku zacząłem jak zwykle od porannej kawy i przeglądania nowinek z kraju i ze świata więc o katastrofie dowiedziałem się z internetu. Odruchowo włączyłem telewizję informacyjną i niestety łzy posła Olejniczaka oraz grobowa atmosfera w studio utwierdziły mnie w przekonaniu, że ani to niesmaczny żart, ani też mało groźny wypadek.
     
    Na uczelniane zajęcia wychodziłem mając w pamięci informację – „podobno trzy osoby przeżyły katastrofę” – to była nadzieja, że ktoś mi kiedyś opowie co tam naprawdę się stało. Teraz, gdy mija już rok, pozostało we mnie jedynie ogromne poczucie straty i gorycz porażki – instytucje państwa polskiego pod rządami Donalda Tuska zawiodły.
     
    Pozostał obraz skarlałych polaczków bijących się w piersi i uparcie szukających winy wyłącznie po własnej stronie. Obraz kolumny trumien jadących ulicami Warszawy, pogrzebów, wojny o krzyż, zamazywania pamięci, kpin, szykan, brutalnego ataku na świętą przecież pamięć o zmarłych. W imię.. czego?

    Dobre 39

  9. Jacek pisze:

    Pamiętam dobrze tamtą sobotę. Obudziłem się rano w nie najlepszym nastroju. Miałem być tego dnia na konferencji w Warszawie, ale z pewnych przyczyn nie mogłem pojechać. W kącie pokoju stała spakowana torba, ponieważ miałem popołudniu pojechać do mojej Przyjaciółki do Wrocławia.

    Jak zawsze około 9 usiadłem z kubkiem zbożowej kawy przy laptopie, poranna e-prasówka to jeden z moich codziennych rytuałów. Zaczęły docierać do mnie komunikaty: wypadek prezydenckiej delegacji, spadł samolot, są ofiary, wszyscy zginęli… Włączyłem telewizor i zobaczyłem obrazy, które każdy z nas na pewno dobrze zapamiętał. Zadzwoniłem odwołać spotkanie. Telewizor grał do wczesnego wieczora, potem miałem już dość faktów. Nastał czas na modlitwę. Po raz kolejny w ciągu pięciu lat I nieszpory Niedzieli Miłosierdzia Bożego miały taki żałobny posmak, Śmierć przypomniała o sobie tydzień po Zmartwychwstaniu.

    Dobre 29

  10. maG pisze:

    ..była sobota, kilka minut po 9tej, komunikat usłyszałem w jednej ze stacji informacyjnych o rozbiciu samolotu prezydenckiego,..nie wiedzieć czemu przeczucia miałem najgorsze z możliwych…i do tego potworny ból cisnący łzy do oczu,… do dzisiaj na pytanie „dlaczego?” słyszę ciszę …przerywaną łomotem nic nieznaczacego medialnego bełkotu realizowanego wg scenariusza nienawistnych piarowców z PO..

    Dobre 27

  11. Anna pisze:

     
    Dowiedziałam się o katastrofie około godz. 10:00. Jechałam wtedy samochodem. Kiedy włączyłam radio prezenterka była właśnie w trakcie odczytywania imion i nazwisk osób, które prawdopodobnie były na pokładzie samolotu. Nie wierzyłam własym uszom, nie wierzyłam, że samolot uległ katastrofie. Szukałam jakichkolwiek wskazówek, które mogłyby potwierdzić, że źle zrozumiałam słowa prezenterów i wyczytują oni nazwiska oficerów poległych w Katyniu.
    Niestety było zbyt wiele nazwisk, które znałam. Prezenterzy podawali coraz więcej informacji: o mgle, o wielokrotnych próbach podejścia do lądowania, o winie pilota ale również o trzech ocalałych osobach. Pojawiła się iskierka nadziei.
    Mijały dni, miesiące. Minął rok. Iskierka zgasła, a w jej miejsce pojawił się żal, niesmak i poczucie braku sprawiedliwości. ŚP Prezydent Lech Kaczyński oraz wszyscy, którzy zginęli w katastrofie na zawsze pozostaną w moim sercu. Zapłacili najwyższą cenę służąc Ojczyźnie. Świeć Panie nad Ich duszami…
     

    Dobre 32

  12. pawelb14 pisze:

    Była sobota. Wstałem koło 8. Mieliśmy jechać z orkiestrą dętą na wesele. Chciałem obejrzeć jeszcze uroczystości z Katynia. Lubię takie oficjalne uroczystości i podobały mi się przemówienia Prezydenta Kaczyńskiego na temat historii. Włączyłem telewizję, oglądałem wywiady z historykami, słuchałem jak mają wyglądać obchody katyńskie. Wtedy, podczas wypowiedzi któregoś z gości w studiu, prowadzący zaczął się kręcić, wiercić… Przerwał wypowiedź gościa i powiedział, że są jakieś komplikacje z samolotem prezydenckim. Wszedłem do kuchni, powiedziałem mamie żeby włączyła telewizor i za chwile doszła do nas ta straszna wiadomość… Samolot się rozbił. Nikt nie przeżył. Nie wiedziałem robić. Poszedłem się pomodlić. Wróciłem włączyłem telewizor i śledziłem to co się działo. Później telefony: co będzie z weselem. Taka głupia, „przyziemna” sprawa, gdy stała się tragedia. Pojechaliśmy. Po drodze każdy próbował udawać, że nic się nie stało, ale nic nie było normalne. Podczas wesela wszyscy unikali tematu, nawet ksiądz na ślubie. Wróciłem koło 22. W domu wrogie spojrzenia: co ty robiłeś w takiej chwili?
    Dziwny dzień. Nie powiem, że dla mnie tragiczny, bo szczerze mówiąc nie czułem żeby mnie osobiście to jakoś bardzo dotknęło.
    Dziwne następne dni. Niektórzy moi znajomi już wtedy chcieli dnia bez Smoleńska. Mimo to czułem, że z Polakami dzieje się coś dobrego. Przejrzeli na oczy. Politycy sobie wybaczyli. Ludzie zaczęli szanować Kościół. Wrócił patriotyzm, atmosfera Solidarności.

    Niech odpoczywają w pokoju.
     
     
     

    Dobre 9

  13. Joanna pisze:

    W sobotę rano jak zwykle przed dziewiątą krzątanina w kuchni przy włączonym radio PR1. Siadamy do śniadania i nagle do nas dociera, że w radiu puszczają tylko muzykę poważną. Pytam męża, czy ktoś może umarł? Ale spiker przerywa muzykę i mówi, że prezydencki samolot miał wypadek, ale nie wiadomo co się stało. Już nie odchodzimy od odbiornika. Co chwilę jakaś informacja: trzy osoby przeżyły, nikt nie przeżył, leciało ponad sto osób, mniej niż sto… Nic nie wiadomo. Jakoś żadne z nas nie wstało i nie włączyło telewizora. Właściwie cały dzień już u nas trwała żałoba. Jedynie wyszliśmy kupić kir do flagi. Nie wiem, kto pomyślał, żeby kupić coś do zjedzenia. Nie pamiętam, żebyśmy w ogóle coś jedli. W każdym razie ja przez łzy robić nic nie mogłam. Cały dzień rozpacz. Myśli – co teraz? Zaczęło się odczytywanie listy ofiar. Z bólem odnajdywaliśmy tam same znane nazwiska Wspaniałych Ludzi. Zadzwoniła koleżanka, Mama – ja nie mogłam rozmawiać przez ściśnięte gardło. Płakałam prawdziwie miesiąc. Każdy pogrzeb… Pojechaliśmy do Krakowa na pogrzeb Pary Prezydenckiej. Do dzisiaj mam łzy w oczach. Żałoba się nie kończy na dany znak. Żałobę w sercu można nosić do końca życia. I proszę uwierzyć – to nie jest kwestia wieku, tylko poczucia przynależności do tego Narodu i Państwa. Poczucia, że ten Kraj stracił naprawdę najwartościowszych Obywateli. Ja stale mam w kieszeni czarną wstążeczkę i w klapie symbol Katyń 10.04.2010.

    Dobre 26

  14. czytacz pisze:

    Jechałem na uczelnię pociągiem osobowym z Lubina do Wrocławia z 15 minutową przesiadką w Legnicy. To był taki niesamowicie spokojny dzień, bezwietrzny i cichy. Pierwsze telefony w pociągu rozdzwoniły się już przed Malczycami. Jakaś dziewczyna, która siedziała na przeciwko mnie, głośno powiedziała do słuchawki „…żartujesz chyba, to niemożliwe, coś takiego jeszcze nigdy się na świecie nie wydarzyło, i nikt nie przeżył?…”. Po tym włączyłem radio PR3 w telefonie, żeby dowiedzieć się, że to nasz samolot…

    Dobre 11

  15. salaganart pisze:

    Tego dnia, czyli 10 kwietnia 2010 r., jeszcze spałem. W momencie rozgrywającej się Tragedii obudził mnie mój syn, Miłosz – „ojcze, ojcze, dzieją się, straszne rzeczy…” Z zasady nie oglądamy TV – włączyłem swojego kompa i przez wszystkie dostępne media w sieci zacząłem szukać informacji (mając jeszcze nadzieję, że nie jest tak źle, że może ktoś się uratował). Rozdzwoniły się telefony od kumpli z Polski, Kanady, USA… Kompletny szok i brak precyzyjnych informacji na temat rozgrywających się wypadków… Przekonywaliśmy siebie (naiwnie), iż to jest wprost niemożliwe – może jednak ktoś z tego samolotu się jednak uratował. Gdzieś blisko po 12.00 zadzwoniła moja żona, Danuta, która była na spotkaniu Fundacji im. Stanisława Karłowskiego w zachodniopomorskim – i powiedziała, że ktoś z Niemców, członków tej fundacji, wyraził się, iż to wygląda na zamach… A potem było jeszcze gorzej. Na tę atmosferę wpłynęły: indolencja tzw. Rządzących, nie dopuszczanie dziennikarzy do miejsca Tragedii, itp. Koleżanka z Kanady, Angielka, zapytała mnie – Co teraz z Polską? Co teraz z Polską?… Ten dzień rozpoczął, przynajmniej w moim życiu, tygodnie pogłębiającego się szoku. Wyzwolił złe skojarzenia (jestem historykiem i działaczem opozycji antykomunistycznej 1977-89). To trwa do dzisiaj. Nie byłem zwolennikiem tych ludzi – ale tam i wtedy uderzono w Ducha Polski, moim zdaniem.

    Dobre 15

  16. bogdan53 pisze:

    Okolo 1100 dostalem od zony wiadomosc o wypadku samolotu Prezydenta RP w drodze do Katynia. Wchodzilem wtedy na szczyt Preber (Austria, Schladminger Tauer, 2740mnpm). Zaraz potem wszedlem w mgle i tak bylo do samego konca czyli do krzyza na szczycie. Pierwsza mysla – przyznam – bylo: „zamach”. Zaraz po tym refleksja, ze przeciez raczej nie mial szans na druga kadencje wiec po co. Starajac sie nie zgubic szlaku przemysliwalem o dalszym rozwoju sytuacji w Starym Kraju, majac jak najgorsze przeczucia. Bylem sam i nie mialem sie z kim tym wszystkim podzielic. Wieczorem w hotelowej TV szalenstwo zmieniajacych sie co rusz meldunkow. Potem byl niezapomniany tydzien odmienionych polskich mediow, czern i biel i przejmujaca muzyka Lorenca. Przechodzilismy z zona (od 30 lat na emigracji) przyspieszony kurs wewnatrzpolskiego medioznawstwa i politykierstwa. Trwa to zreszta do dzisiaj, tyle ze z sierot po POPIS-sie stalismy sie zwolennikami mysli i koncepcji politycznych Braci Kaczynskich. Tej daty, mgly i krzyza nie zapomne nigdy.

    Dobre 31

  17. Indi pisze:

    Pamiętam ten poranek w każdym szczególe. Spotykaliśmy się wtedy w naszym gronie grupy rekonstrukcji historycznej (wikingów, Villsvin Hird). Koledzy siedli rano do laptopa i któryś rzucił „ej, tu napisali, że spadł samolot z prezydentem”. Ofuknęłam go, że robi sobie głupie żarty, pośmialiśmy się… Jeszcze przez kilka minut, dopóki nie okazało się, że to nie żart. Następną godzinę wszyscy spędzili przed TV, gdzie równie zszokowani jak my dziennikarze, usiłowali się czegoś dowiedzieć. Chłonęliśmy informacje, że może ktoś przeżył, nie ma potwierdzenia o śmierci prezydenta itd. Mówiliśmy – to jakiś sen, to niemożliwe, takie rzeczy się nie zdarzają. Kiedyś oglądaliśmy polski serial „Ekipa”, gdzie scenę śmierci prezydenta komentowaliśmy „Całe szczęście, że to niemożliwe”. Teraz wspominaliśmy ten seans filmowy i rzeczywistość wydawała się tak absurdalnie abstrakcyjna, że zabrakło nam komentarzy. Wyszliśmy w kilkoro osób na werandę, żeby odetchnąć (mieszkamy w górach). Po chwili dołączył do nas kolega i powiedział „znaleziono ciało prezydenta”. Zapadła ciężka cisza, kilka osób się modliło, ktoś płakał. Wywiesiliśmy flagę z kirem. W ruchu rekonstrukcyjnym jesteśmy drużyną wikińską, więc ktoś poszedł po róg i dźwiękiem rogu oznajmialiśmy górom, że coś się stało. Przez resztę dnia – choć brzmi to bezsensownie – było cicho, chociaż rozmawialiśmy, pracowaliśmy, walczyliśmy. Wieczorem zapaliliśmy świece…
    Wśród nas byli młodzi i trochę starsi, zwolennicy PO, sympatycy PiSu, ludzie zaangażowani w sprawy narodowe i tacy zupełnie obojętni.
    Tamtego dnia tutaj byliśmy Narodem.

    Dobre 12

  18. marysia pisze:

    Nie płakałam po prezydencie. ja w ogóle nie płaczę, tylko czasami… rano zjadłam jajko, pamiętam, na miękko. w telewizorze podawali niejasne wiadomości, wciąż liczono, że ktoś zyje. potem było już jasne. nie płakałam. od poczatku nie wierzyłam w zadne zamachy i takie bzdury. to był nieszczęśliwy traf, rzadko, ale tak na świecie bywa.  Nie rozumiem patriotów, którzy przypisują zbrodnię innym, też podającym się za patriotów. co zresztą ma patriotyzm do wypadków komunikacyjnych. prezydenta akurat nie lubiłam, ale to nie ma nic do rzeczy, zginęli ludzie. dla mnie zginął, tak jak i pozostali, nie poległ. nie można żyć do śmierci nieszczęściem, trzeba się z żaloby otrząsnąć, jest przecież tyle do zrobienia. jesli jest jakaś pociecha w niedoli, to ta, że przecież żyje jeszcze drugi z bliźniaków. niestety wciąż daje o sobie znać. z panem bogiem.

    Dobre 16

  19. Iza pisze:

    Tego dnia obudziłam się z migreną. Nie wstawałam, włączyłam telewizję, Krzysztof Ziemiec w studio rozmawiał z księdzem Isakiewiczem. Bardzo krótko, bo po chwili przekazał informację o wypadku… łączenie z Katyniem, relacje o niczym – stało się coś, nie wiemy, co. Na drugim planie goście zaproszeni na uroczystości odbierają telefony, łzy. W końcu pada komunikat… Katastrofa, samolot rozbił się przy lądowaniu, nikt nie przeżył… Boże, Prezydent z małżonką, Przecież to niemożliwe… I kto jeszcze… Tyle łez, są jeszcze dzisiaj, gdy wspominam te chwile. Chciałam przyjść pod Pałac, ale migrena zatrzymała mnie do poniedziałku, mogłam płakać. W poniedziałek po pracy stałam w kolejce, by wpisać się do księgi. Około czterech godzin – to krótko, następni stali znacznie dłużej. Harcerze wymieniali znicze, pilnowali porządku, sterta kwiatów rosła. Młoda dziewczyna przyniosła zdjęcia z prezydentem, z jakiejś kolacji sprzed kilku laty. Przyjechała tu z południa Polski, żeby oddać mu hołd. Rozmawialiśmy. Wtedy, na Krakowskim Przedmieściu byliśmy Rodziną.

    Dobre 15

  20. Hania pisze:

    Byłam wtedy na uczelni, na zajęciach. Nagle koleżanka przerwała prowadzącej zajęcia, mówiąc, że prezydencki samolot spadł i wielu nie żyje. Ja spojrzałam a swój telefon i miałam już trzy nieodebrane połączenia. To były telefony od siosty z domu. Czułam wielikie napięcie. Bałam się, żeby ktoś nie powiedzial „Dobrze mu tak”. Takie nastroje niestety panowały. Wielu z niechęcią mówiło o naszym Prezydencie. Ja nigdy nie mialam w sobie siły, aby się temu przeciwstawić. Od tej pory, jeśli ktoś obrażał tego Prezydenta i jego brata oraz rodzinę głośno protestuję. Nie boję się, ale wiele to mnie kosztuje nerwów. Trzeba być odważnym !!!

    Dobre 37

  21. krystya pisze:

    Tego dnia jechałam do rodziny pod Warszawę. Miałam włączone radio kierowców i nagle przestali nadawać piosenki - usłyszałam, że rozbił się samolot i nie żyją Pan Prezydent i Pani Prezydentowa Kaczyńscy. Przez chwilę pomyślałam, że to jakiś niesmaczny żart rządu w stylu posła Niesiołowskiego, ale po chwili znów usłyszałam to samo z kolejnej stacji radiowej. Czułam, że dzieje sie ze mną coś dziwnego, jakbym znalazła się w nierzeczywistym świecie. W głowie pojawiły mi się myśli o zamachu – moja Rodzina wie co to „przyjaźń” z Rosjanami. Zaczęłam gorączkowo dodzwaniać się do Brata, ale jego telefon był zajęty, wiec spróbowałam do Siostry. W końcu Brat oddzwonił – też był zdenerwowany, mówił że jeszcze nie wiadomo, bo jakaś inna stacja podaje, że kilka osób przeżyło, w tym para Prezydencka. Dalszy czas pamiętam jako ogromną szarpaninę – jedni mówili, że Rosja podaje iż ktoś ocalał, potem z kolei, że Rosjanie zmienili zdanie – podają, że zginęli wszyscy. To był koszmar – przypomniało mi się ogłoszenie stanu wojennego w Polsce. Po twarzy leciały mi łzy, których nie mogłam ani nie chciałam powstrzymywać. Pomyślałam, że już tylu Polaków zginęło z ich ręki, iż nie jest to żadna dziwna sytuacja – skoro nie mogli dać sobie rady inaczej pozbyli się wszystkich jednocześnie. Z ogromną ulgą przyjęłam wiadomość o tym, że Brat Prezydenta w ostatniej chwili wycofał się z podróży z powodu choroby Matki – dziękowałam Bogu za tę chorobę. Zastanawiałam się jak to jest, że nagle główni przedstawiciele rządu byli w pełnej gotowości… – od razu wiedziałam jak to przeprowadzą… no cóż znów doświadczenie mojej Rodziny. Dziś nie chcę już tego komentować. Ból pozostał a pamięć nie zginie. Ponure jest tylko to, że Polacy reagują tak zmiennie jak chorągiewki na wietrze. Dzisiaj nienawidzą i lekceważą, jutro kochają albo odwrotnie – dzisiaj stoją w ogromnej kolejce, aby oddać hołd poległym za Ojczyznę a na drugi dzień bezczeszczą symbol niepodległej Polski – Krzyż – i przypalają papierosami karki osób modlących się nadal za tych samych poległych, dzisiaj… . Mam tylko wciąż nadzieję na Polskę, na wolność, na niezawisłość i niepodległość, na uczciwość, na sprawiedliwość jeszcze tą ziemską sprawiedliwość i szacunek dla zmarłych i żyjących – takich choćby jak Jarosław Kaczyński i Jego Brat Lech czy też płk Kukliński itd itd …

    Dobre 49

  22. annna pisze:

     Ten 10 kwietnia, zapamiętam na zawsze. Jak wybór Karola Wojtyły na Papieża, jak  pierwszy dzień strajku w stoczni, jak 4 czerwca 1989 roku, jak 11 września 2001 i Wielki Tydzień Jana Pawła II i Jego  śmierć. Zamykam oczy i widzę jak fotografię chwilę, w której wiadomość o katastrofie samolotu dotarła do nas. Piszę do nas, bo usłyszeliśmy ją wspólnie z Mężem, w samochodzie. Rankiem tego dnia Mąż odwoził mnie na ważne szkolenie. Po wyjechaniu spod domu, jak zazwyczaj włączyłam radio z kanalem muzycznym, żeby nam cicho grało podczas jazdy i nie przeszkadzało w rozmowie. Musieliśmy zdążyć na 10.00. Właśnie Mąż coś do mnie mówił, kiedy przez jego głos przebiły sie trzy słowa, które wychwyciłam z komunikatu radiowego:katstrofa, samolot, prezydent. Od razu zgłośniłam i potem już było tak jak u wszystkich. Tylko może z ta różnica, że po wysłuchaniu informacji o wielkości i rodzaju samolotu i o tym że uderzył w ziemię Mąż nie miał żadnych wątpliwości. Powiedzieł, że z takiego uderzenia, takim wielkim  samolotem nie ma możliwości, żeby ktoś ocalał. 
    Czuliśmy się oboje tak, jakby nagle coś się w nas rozpadło. Co chwilę, w radiu  podawano kolejne nazwisko  osoby towarzyszącej Panu Prezydentowi i Pani Prezydentowej w tym locie. A nam przed oczami stawał postać człowieka, którego znaliśmy dzięki codziennym programom informacyjnym,  audycjom albo  artykułom prasowym. Czuliśmy sie strasznie. Na codzień to słowo  niewiele znaczy nic. Wtedy symbolizowało rozpacz, poczucie że upada moje państwa, że wolnośc jest zagrożona,  że dla Polski to apokalipsa. Że to jest cios, po którym, jako naród się nie pozbieramy, nie podniesiemy. I takie odczuwanie beznadziejości tego, co nadejdzie po katstrofie. Wszystko wokół stało sie jakby troche mniej ważne. To znaczy było wartością nadal, Rodzina, dom, zdrowie, przyjaciele i wszystko co w życiu ważne, ale jakby trochę za przezroczystą zasłoną.Śmierc tylu LUDZI nie dwała się ogarnąć myślami ani sercem ani tego dnia ani przez wiele następnych.
    Wtedy, podświadomie pragnęlam (jak myślę wielu Polaków) być blisko radia, tv, gazet. Informacje były jak pożywienie. 
    I żeby nie wydłużać, jeszcze cztery refleksje ale z uwzględnieniem wcześniej faktu, że  nic, co tu zostanie napisane nie zmniejszy cierpień Bliskich osób, które zginęły tego ranka w tamtym samolocie. 
    - dotarłam na szkolenie, które się odbyło i nieodbyło. Było nas około dwudziestu osób z róznych środowisk. Wszyscy juz wiedzieli o tym co się stało. I wpisali się w moją pamięc skrajnymi reakcjami na to straszne wydarzenie  –  od kretńskich dowciów na temat Prezydenta po nagły wybuch niepohamowanego płaczu kolegi, którego uważałam za „twardziela”.
    - myślałam o Pani Marcie Kaczyńskiej i małej Ewie, Wnuczce Pary Prezydenckiej, dla której Babcia była kimś wyjatkowo ukochanym.  Ale nie napiszę co Im wtedy w myślach mówiłam. To wie tylko Pan Bóg i niech tak zostanie.
    - czymś z innego świata był widok samochodów służb miejskich, które zatrzymywały się co chwila przy słupach głównej ulicy mojego miasta i pracownicy zawieszali flagi państwowe z czarnymi wstążkami. A na ulicy nie bylo prawie w to sobotnie deszczowe przedpołudnie ruchu samochodowego.
    - żólte tulipany. Najpierw obsypany nimi samochód wiozący trumnę z ciałem Pierwszej Damy. A potem było ich już dużo w rękach ludzi przed Pałacem Prezydenckim.
    Dobrze, że śp. Pani Maria Kaczyńska ma poświęcony Jej  kwiat.
    - kiedy samolot wiozący trumnę z ciałem Pana Prezydenta (pierwszego, na którego zagłosowałam ze szczerego poparcia a nie wybrania mniejszego zła) wylądował w na Okęciu poczułam coś na kształt ulgi, że chociaż tak udalo się głowę polskiego państwa wyrwać z tamtych ….
    Rzymianie, kiedy budowali drogi ustawiali przy nich słupy milowe, z dwoma napisami. Idący do Rzymu widzieli na nich ile jeszcze zostało im mil do Wiecznego Miasta. Ci, którzy z Rzymu wyruszyli mogli przeczytać, jaki ich dystatns od niego dzieli. W życiu każdego człowieka są takie wydarzenia o charakterze ogólnospołecznym, które obok prywatnych, zapamiętujemy wyraziście i na zawsze. To nasze życiowe słupy milowe. Nie dla wszystkich te same i takie same. Ale to już kwestia wyboru i wyboru wartości.

    Dobre 24

  23. bania1950 pisze:

    Nie chciało mi sie wierzyć!A póżniej widziałem,kwiaty i znicze przed bramą na Helu,w Sopocie tam gdzie mieszkała para prezydencka,wpisy w księgę na ORP Błyskawica,Krakowskie Przedmieście…a póżniej tak jak po śmierci JP II cynizm tych najbardziej wstrząsniętych „inżynierów dusz”porawnych politycznie wyśmiewających Polaków Bogoojczyżnianych!Bezczelność Palikotow ,Tarasów,mediów….i to tak trwa bez szacunku dla ..prawdy

    Dobre 25

  24. Luis pisze:

    zaspany. 10 z minutami. mama przed tv, lekko zaczerwienione oczy. pytam się co się stało – pada odpowiedź. widzę listę pasażerów.
    skrzypek
    kurtyka
    kochanowski

    potężna złość. żal. wściekłość.
    i świeciło słońce…

    Dobre 17

  25. anonim pisze:

    Niedowierzanie, nadzieja, że ktoś przeżył. Rozpacz po zapoznaniu się z listą pasażerów i pytanie co dalej z Polską?
    Drugim ciosem, muszę to napisać,  było dla mnie przesłuchanie montażysty Wiśniewskiego przez komisję Antoniego Macierewicza, i uprzytomnienie sobie, że………. oni nie mogli tam wylądować i znowu pytanie, kto to wszystko wymyślił?

    Dobre 14

  26. Józuś pisze:

    Może to i była sobota. Nie pamiętam. Pewnie coś w polu mogłem robić, albo w ogrodzie. Nie odtworzę już dziś swoich odczuć, reakcji – przeminęły. Mam wrażenie, że z tydzień, dwa wcześniej, podczas jakiejś rozmowy wspomniałem, albo pomyślałem, że poleci Prezydent i samolot, coś się stanie.
    Może nie powiedziałem. Z pewnością było coś w powietrzu. Psy wyły i syreny strażackie. A ludzie wlepiali się w telewizję, w której nie było żadnej transmisji, oprócz gadających głów.
    Przygotowania do obchodów były, aż nadto publiczne. Tak na serio, a może żartem, po tym całym „przygotowaniu wizyty” można było iść z grabiami na lotnisko i kto wie. Jednak coś było przed. Czy ktokolwiek o tym napisał? Oprócz tego, że nie „było” neutralnych zdjęć prezydenckiej pary, braci. Oprócz ciągłego jazgotu, zgodnego chóru dziwnych opinii i wielu hektolitrów przelanej .. śliny. Tylko to można było napisać. No może jeszcze dobijający i „poleci gdzieś” zniknęli z mediów. Nie było w mediach, chyba z pół roku.Zapomnijmy o nich
    Po co mi te żale? To tylko garstka polityków, z których jedynie części podzielałem poglądy. Nie znałem osobiście nikogo. Za rok, dwa pojadę na Wawel i pokłonię się, i pokłonię ,i Marszałkowi..
     

    Dobre 5

  27. jerzy pisze:

    Szok. Wstrząs. Rozpacz. Płacz. Gonitwa myśli. Ból. Pożegnanie. Solidarność. Otucha.
     
    Żal. Niezrozumienie. Wstyd. Niechęć. Walka. Godność.
     
    Ojczyzna. Honor. Bóg.

    Dobre 17

  28. Stanisław Donarski pisze:

    Ten dzień pamiętam tak dokładnie jak 13 grudnia 1981. Każdy szczegół. Byłem w pracy i o 9.50 zadzwoniła do mnie z płaczem żona, że coś się stało w Smoleńsku. Prowadziłem pociąg i choć nie wolno mi tego słuchałem przez radio kolejne coraz bardziej  tragiczne wieści z Rosji. Smoleńsk to właściwie Katyń to moja pierwsza refleksja. Więc jeszcze raz. Co  Bóg chciał nam powiedzieć?

    Dobre 16

  29. an pisze:

    W czwartek przylecialm do Polski, mialam wiele planow zawodowych i prywatnych, sobota wszystko zmienila.

    Sobota - poranek i slowa dziennikarza z tvn24, „stracono kontakt z samolotem prezydenckim” wiedzialam, ze te slowa nie wrozyla niczego dobrego…. i nagle wszystko  inne przestalo byc wazne.

    Dobre 7

  30. Dariusz Małysa pisze:

    Ostatnie zakupy na zaplanowane na za tydzień moje wesele. Hurtownia alkoholi, godzina 10. Sprzedawcy nerwowo palący papierosy, łza w oku pani w kasie. Telefon z „Ulicy Krokodyli” na Kazimierzu czy na pewno organizujemy wieczór kawalerski, bo muzyki nie puszczą. Docierająca niepewność – co z weselem, przecież żałoba będzie… A potem zimne szpilki żalu przy każdym nazwisku podawanym przez spikerów. I wieczorem słowa mojego kolegi któremu jakoś umknęło wcześniej nazwisko Walentynowicz: – To Ania też tam była…?
     
     

    Dobre 10

  31. Amelia pisze:

    Rankiem jechałam z bratem na pogrzeb w okolice Opola.Pamiętam jak w okolicach Gliwic włączył radio i usłyszeliśmy strzępy informacji wypowiadane przez korespondenta z Moskwy.Zadzwoniłam do córki powiadamiając o wypadku.Otworzyła komputer,telewizor i cały czas relacjonowała nam co się stało.Pierwsza nasza myśl,to był zamach i jesteśmy przekonani co do tego.Pamiętam reakcję córki,powiedziała,mama to tragedia dla Polski.Ponieważ jest prawnikiem konstytucjonalistą wiedziała jakie uprawnienia w takiej sytuacji daje konstytucja Komorowskiemu.

    Dobre 16

  32. pani _chrzastaczkowa pisze:

     
    mieszkalam w tym czasie w meksyku.  pamietam, jak w niedziele przyjaciel wyslal mi smsa piszac ze jest mu bardzo przykro z powodu tego co stalo sie parze prezydenckiej i innym Polakom. nie wyjasnil o co chodzi. nie wiedzialam co sie stalo. jako ze nie mialam w domu internetu, zadzwonilam do niego i wyjasnil mi : samolot spadl. ludzie umarli. wszyscy. zdebialam. nie moglam w to uwierzyc. nie wiedzialam co mu powiedziec. myslalam ze to jakies nieporozumienie, ze zle przeczytal. wyszlam z domu do internetu. weszlam na wiadomosci.  mialam mieszane uczucia bo myslalam ze to zart. kiedy jednak zobaczylam  na stronie wiadomosci bialo- czarne zdjecie pary prezydenckiej zrozumialam ze to prawda. bylam w szoku. nie wiem jak opisac to uczucie. czytalam i czytalam. bylam calkowicie zszokowana. potem przeskakiwalam na inne strony aby sprawdzic wiadomosci bo chyba jeszcze calkowicie nie moglam uwierzyc. wrocilam do domu jak otepiala. poplakalam sie. zadzwonilam do mamy w polsce. powiedziala mi ze tez placze. potem w kolejnych dniach czytalam bez przerwy wiadomosci. lzy laly mi sie same. ogladalam zdjecia, filmiki o prezydencie Kaczynskim, jego malzonce i reszcie osob i tylko chcialo mi sie plakac. czulam ogromna strate dla narodu polskiego. smutek, zal, zlosc….. pytalam sie : byl to wypadek, zamach? do tej pory nie wiem…..pytalam tez sie: i co? teraz zrozumiecie wy, ktorzy ta cala nagonke na prezydenta robiliscie, zrozumiecie w koncu  swoj blad?……… teraz, po 12 miesiacach od tragedii,  widze, ze wiekszosc nie zrozumiala…… ta sama agresja, nienawisc  ze strony politykow i innych ludzi.
    smierc prezyenta, jego malzonki i mnostwa innych tak samo wartosciowych ludzi to ogromna strata da polski. starcilismy ludzi ktorzy kochali polske i chcieli dla niej jak najlepiej i poswiecali i narazali sie dla jej dobra. takich ludzi jest malo. w ogole uwazam tez ze  ta cala nagonka na prezydenta przed tragedia i to jak po tragedii wielu ludzie (PO i jego zwolennicy) bezczeszczyli imie i pamiec o prezydencie i pozostalych to jest po prostu haniebne i podle.  przykro mi jest tez ze swiat ne zareagowal wystarczajaco na tragedie smolenska. nie pisano o tym wystarczjaco, nie mowiono, nikogo nie obchodzilo. nawet sama unia europejska calkowicie zignorowala sprawe. tylko przedstawiciele nielicznych panstw wyrazili szacunek i przyjechali na pogrzeb…….
    konczac…… choc nadal jestem daleko od polski to 10 kwietnia zapale w domu swieczke. prosilabym tez wszystkich aby zrobili to samo. musimy  zachowac pamiec o tragedii smolenskiej.
    mam tez taki apel: badzmy patriotyczni, kochajmy polske.  to nasza ojczyzna. takie bylo tez miedzy innymi przeslanie s.p. prezydenta kaczynskiego.
     

    Dobre 22

  33. lortea pisze:

    Pracuję poza krajem. Zadzwonił kolega z Polski, ale nie odebrałem żeby mu nie nabijać rachunku i miałem odźwonić potem. Ale po kilkudziesięciu minutach znowu zadzwonił – „Prezydent nie żyje! Samolot się rozbił pod Katyniem. Nie żyją!” Zaczął mi wymieniać niektóre nazwiska.
    Pierwsza reakcja, taka w ułamku sekundy – Rosja zaczęła wojnę? Co z moimi rodzicami w Polsce? Ale po ułamku sekundy doszło do mnie że to inny scenariusz. Wysłuchałem jeszcze chaotycznych słów kolegi, pożegnaliśmy się. Odpalilem laptopa i zaczalem czytac internet.
    Jedna z moich pierwszych impresji to bylo sprawdzic czy Ziobro zyje; uwazalem go wtedy za jednego z moich idoli, dzis to juz sie w pewnej mierze zmienilo, tak na marginesie. Bardzo, ale to bardzo odetchnalem z ulga ze go nie bylo na liscie.
    Zaczalem czytac liste, wlasnie na stronie Rzepy. Po telefonie od kolegi nie plakalem, po prostu chcialem jak naszybciej sprawdzic informacje. Dopiero gdy na liscie znalazlem po kolei nazwiska Przewoznika, Kurtyki, Anny Walentynowicz i Skrzypka, dotarl do mnie ogrom tej tragedii. Ze prawica zostala doszczetnie wymazana z instytucji panstwowych, ze zginale nie tylko Prezydent ale i grupa najlepszych najodwazniejszych najmadrzejszych obywateli tego kraju. Wtedy sie poplakalem. Caly dzien siedzialem z laptopem polprzytomny z zalu, smutku i zlosci i wscieklosci ze znowu sie wszystko w tej mojej Polsce zawalilo.
    Wieczorem usiadlem przy pamietniku i zaczalem pisac. Niektórych zdan juz bym dzis nie napisal, jak to – „Zostal juz tylko Ziobro.Tylko on i wokol niego ostatni rozsadnie myslacy Polacy musza sie skupic.” A troche dalej cos z czym i dzis sie w pelni zgadzam – „Nie ma juz Polski jako panstwa w tym samym znaczeniu, w jaki istnieja inne kraje europejskie”.
    Generalnie, dzis,  naprawde uwazam ze tam nie tylko zginal Prezydent, na ktorego glosowalem. Tam zginela jedyna prawdziwa polska elita, jedyna jaká Polska miala. Od kwietnia 2010 ja juz nie mam zadnych zludzen ze Polska nigdy nie bedzie normalnym demokratycznym krajem. Polska jest juz tylko zdana na los puchu, którym moskiewsko-niemiecko-brukselski wiatr rzuca jak mu sie chce. Ja rok temu stracilem wszelka nadzieje na naprawe Polski.
    Czesc Ich Pamieci.

    Dobre 25

  34. BP pisze:

    Bylam na trgu przy Hali Mirowskiej i nagle szept ,”wszyscy ‚, „prezydent nie żyje” „samolot zleciał” i poszedl hyr po targu i przerażone twarze i i w mysli „wódz to był wielkiej mocy i hwały , kiedy po nim lud prosty tak placze”

    Dobre 17

  35. Ania pisze:

    To był także dzień 50 rocznicy ślubu mojej matki chrzestnej. Od rana podróżowałam pociągiem z Warszawy do Częstochowy, gdzie przed obrazem MB Częstochowskiej miała zebrać się cala rodzina. Ok. 10 zadzwoniłam do mojej Mamy, aby przekazać jej info o pogodzie a ona nagle zaczęła mi mówić, że Prezydent nie żyje. Mówiła chaotycznie, nie wierzyłam jej, myślałam, że coś przekręca, czegoś nie zrozumiała… w końcu doszło do mnie, że samolot się rozbił – to był twardy argument.

    Zupełnie blada podzieliłam się tą informacją z 7 innymi osobami w przedziale. Reakcje były różne. Część z nich nawet się nie odezwała. Dwie osoby zaczęły dzwonić do znajomych (podobnie zresztą jak ja), aby dowiedzieć się czegoś więcej. Pasażer na przeciwko mnie podobno wykonał telefon do kogoś na Okęciu i z wyższością oznajmił nam od razu jaka była przyczyna katastrofy – błąd pilota, bo zahaczył o drzewo…. Takiej wściekłości chyba nigdy wcześniej nie czułam. Zapytałam go skąd zaledwie parę minut po wypadku ktoś na lotnisku w Warszawie od razu wie, że to był błąd pilota?!?! Wywiązała się ostra dyskusja, a ja miałam ochotę temu Panu przegryźć tętnicę szyjną.

    Było też w przedziale dwóch młodych ludzi jadących na ważny dla nich koncert do Wrocławia. Początkowo wykazali zmartwienie, ale wraz z upływem minut głównie zaczęła zaprzątać ich głowy kwestia, ze w takim wypadku koncert zostanie odwołany a oni i tysiące podobnych im osób jadą na pusto, i czy koncert zostanie przełożony czy zupelnie odwołany…

    Zupełnie nie moja rzeczywistość. Dla mnie to był czarny dzień – i nie tylko dlatego, że Lech Kaczyński był moim Prezydentem… Zginęło 95 innych osób, z róznych formacji politycznych i różnych profesji. Cały dzień z powodu podróży nie miałam dostępu do mediów. Kiedy w końcu dotarłam do domu z powrotem ok. 23 jak sroka w kość patrzyłam w telewizor ciągle nie do końca rozumiejąc co tak naprawdę się wydarzyło. Ciągle miałam nadzieję, że może choć jedna osoba przeżyła….

    Wywiesiłam flagę narodową z kirem na całej płaszczyźnie okna i z bólem serca zrozumiałam, że ta katastrofa na zawsze i nieodwracalnie zmieniła sytuację.

    Dobre 16

  36. Magda pisze:

    Siedziałam z kawą przy komputerze i czytałam Rzepę online. Parę dni wcześniej dowiedziałam się, że jestem w ciąży, więc mój mózg był kompletnie zajęty przetwarzaniem tej nowiny. Czytałam informacje, ale słowom ciężko się było przedrzeć do mojej świadomości – wszystko ślizgało się po powierzchni, a ‚jądro systemu’ młóciło komunikat ‚będę mamą’. I wtedy przeczytałam krótką notatkę, że samolot prezydencki rozbił się w Smoleńsku w drodze na uroczystości Katyńskie. Jak i inne informacje, ta też w pierwszej chwili do mnie nie dotarła. Dopiero po chwili poczułam, jak sztywnieją mi mięśnie, kiedy zdałam sobie sprawę, co przeczytałam. Jednak pierwsza moja myśl była, że na pewno wszyscy żyją, bo przecież takie katastrofy się po prostu nie zdarzają. To zwyczajnie niemożliwe. I kiedy tak się uspokajałam, zadzwonił mój brat z Polski: ‚Słyszałaś? Prawdopodobnie wszyscy nie żyją.’ I zaczął sypać nazwiskami. Po każdym z nich przechodził mnie prąd. Zajęło mi dobrych parę dni przyswoić te informacje i zdać sobie sprawę z ogromu tragedii.

    Dobre 14

  37. Luka pisze:

    Mieszkam niedaleko Alej Ujazdowskich, często chodzę na spacer (z moim psem) wzdłuż budynków rządowych. Byłem też pamietnego Dziesiątego Kwietnia. Pies, wiadomo, wyjść musi, ale ja też potrzebowałem wieczornego marszu, oderwania się od tego koszmaru. Wtedy myślałem, że zwyczajowa trasa okazała się być bardzo złym wyborem, chociaż teraz jestem kontent, że tam jednak byłem tego późnego wieczora.
    Wszyscy pamiętamy, dzień straszny, dopiero wieczorem większść z nas myślących, zaczęła wychodzić z pierwszego szoku, uświadamiając sobie skalę strat. Ogólne przygnębienie, stan trochę podobny do tego, jak w pierszych dniach stanu wojennego. Idąc wzdłuż budynków rządowych w pewnym momencie stanąłem jak wryty. Odskoczyly drzwi kancelarii, na ulicę zaczęły wychodzić grupki młodych ludzi. Stan ogólnego rozbawienia, śmiechy, żarty, wesołe pozdrowienia i życzenia dobej nocy, padł też dowcip o zimnym lechu. Stalem zaszokowany. Inny świat, inne miasto, obcy. Nie mam stuprocentowej pewności, czy byli to pracownicy centrum informacyjnego premiera, ale wszystko na to wskazywało, w każdym razie zdecydowanie „młodzi, z dużego miasta”, nie wiem, czy wykształceni. Sprawiali wrażenie, że dobrze wykonali powierzoną pracę. Być może postawione zadanie brzmiało >>Optymalna reakcja PR na „najnowsze wydarzenia”<<.
    Sprawiali wrażenie cynicznych, zimnych, wyrachowanych i bardzo aroganckich.
    Mieli szczęście.
    Mieli szczęście, bo nie miałem swojego nikona  z funkcją nagrywania w HD.
    Szkoda.

    Dobre 38

  38. johnny_rebel pisze:

    Tego dnia nie zapomnę. Byliśmy,żona i ja,umówieni w pewnym sklepie,mieliśmy tam odebrać zamówione zakupy.Kiedy weszliśmy tam,kilka minut po dziesiątej,sprzedawczyni zapytała,czy słyszeliśmy o katastrofie.Nie,nie słyszeliśmy.Od rana nie włączaliśmy radia ani telewizora,w drodze rozmawialiśmy o nieciekawej tego dnia pogodzie.Pani w sklepie chciała włączyć internet,były jakieś trudności,otworzyłem wiadomości w swoim telefonie komórkowym i czytaliśmy… W głowie zamęt.Po wyjściu z salonu natknęliśmy się na  pracownika firmy ochroniarskiej,która miała zabezpieczać imprezę na głównym placu miasta, młody człowiek był bardzo poruszony.Imprezę już odwoływano,przez głośniki informowano o tragicznym wydarzeniu,zaczął siąpić deszcz.W domu natychmiast włączyliśmy telewizor i aż do późnego wieczora prawie bez przerwy patrzyliśmy w ekran i słuchaliśmy relacji.Prawda jawiła się coraz okrutniejsza…
    Ten dzień zostanie na zawsze w mojej pamięci,podobnie jak odlot  samolotu z  ciałami Marii i Lecha Kaczyńskich,tego się nie da zapomnieć,NIE WOLNO!
     
     

    Dobre 19

  39. bkrzysiak pisze:

    uczucie   mogę porównać tylko do sytuacjii wprowadzenia stanu wojennego-ta straszna  rozpacz , żę znowu Polska umarła,znowu ją opanowali zdrajcy,którzy są silniejsi od nas i to wewneetrzne przekonanie ,oraz moja intuicja ,a ona mnie rzadko zawodzi,-to nie jest przypadek. I świaadomość , zęCi najlepsi są naiwni, nie odczytali grożnych znaków,I GNiew ,okropny GNiew.

    Dobre 16

  40. Szubert pisze:

    Tego dnia byłem na uczelni, w pewnym momencie jedna z koleżanek odebrała smsa i po przeczytaniu go powiedziała że rozbił się samolot rządowy z prezydentem na pokładzie, że wszyscy nie żyją.

    Potem już tylko internet i szukanie dodatkowych informacji któremu towarzyszyło nieodłączne uczucie przebywania w jakimś śnie, nierzeczywistym miejscu, przecież taka tragedia nie mogła się zdarzyć, to musi być pomyłka. Lista pasażerów, każde niemal nazwisko jak cios obuchem w głowę, odrywało bardziej od miejsca w którym przebywałem… Utrata Elity Polski, prawdziwych Patriotów, ludzi, którym los tego kraju naprawdę leżał na sercu. A potem bezsilność, smutek, poczucie straty której nie da się nijak zaradzić. I gniew.

    I Krakowskie Przedmieście – najpierw symbol nadziei, pokazujący że my, Polacy, potrafimy się zjednoczyć, że rozumiemy, nadzieja, że coś się skończyło, a coś dobrego się zacznie… umarła bardzo szybko… potem symbol zdziczenia i kondycji psychiczno-moralnej dużej części „elit”… 

    Pamiętajmy te dni, pamiętajmy Ich, nie dajmy Im drugi raz zginąć…

    Dobre 19

  41. Wojtek pisze:

    Normalnie, spałbym zapewne zapewne jeszcze kilka godzin. W sumie, była sobota, a wczorajszego wieczoru miałem typowo weekendowe spotkanie z przyjaciółmi, nie pamiętam nawet z jakiej okazji… może czyjeś imieniny, może ktoś zdał jakiś egzamin, a może nie było żadnego większego powodu? Nieistotne. Około godziny 10.00 usłyszałem dzwonek telefonu. Nawet nie sprawdziłem kto to. Przykryłem poduszką głowę i czekałem, aż przestanie dzwonić. Sytuacja jednak powtórzyła się kilka razy… W końcu wstałem z łóżka i wyciągnąłem z kieszeni rzuconych gdzieś bezładnie na podłodze spodni telefon i odebrałem…to był Michał…zamiast zwyczajowego „słucham” warknąłem „czego chcesz?daj mi spać człowieku!”, na co on „była katastrofa lotnicza, cała polska delegacja lecąca do Katynia chyba zginęła. Prezydent Kaczyński również”. Nie uwierzyłem. Michał zawsze lubił robić różne głupie dowcipy, ten jednak wydał mi się wyjątkowo głupi i nie śmieszny. Dlatego pewnie też włączyłem laptopa, po kliknięciu w ikonkę przeglądarki pojawiła się rp.pl… i wszystko stało się jasne.

    Dobre 7

  42. Miłosz Szczurowski pisze:

    Rano byłem u swoich rodziców (moja bardzo chora mama czekała na te uroczystości) , a około 8 pojechałem na uczelnie na zajęcia 3 roku politologii, po wejściu na salę wykładowca (seminarium dyplomowe)miał włączony internet i cała grupaoglądała i odczytywała coraz to straszniejsze wiadomości, jak już było wiadome co się wydażyło zwolniłem się z zajęć (pierwsze zwolnienie w 3 latach) i poszłem do kościoła się pomodlić ,a następnie pojechałem do kościoła Dominikanów i uczestniczyłem w specjalnej mszy świętej o godz. 12.00
    Miłosz lat 40 mieszkaniec okolic Wrocławia

    Dobre 13

  43. starszy Polak pisze:

    tego dnia byliśmy , jak co sobota, na zakupach w Biedronce . zadzwonił telefon komórkowy , usłyszałem [ przez łzy ] głos naszej byłej sąsiadki -zabili ich wszystkich , to był napewno zamach, nie żyje ani Prezydent , ani Jego Marysieńka , i wszyscy ,co lecieli do Katynia ….- to wszystko jakoś nie chciało się pomieścić w naszej świadomości…. dopiero po powrocie do domu i włączeniu tvp [ ani wówczas ,ani przez cały ten okres , nie oglądaliśmy tvn , ani teraz też nie...] ta okrutna prawda zaczęła powoli do nas docierać,…nawet dzisiaj , po upływie prawie roku, mam łzy w oczach , choć niewiele razy  w ciągu mego 70-cioletniego życia udoło mi się ” pocić oczy”…..Potem , jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki , cud się stał we wszystkich telewizjach polskich i polsko-języcznych, zaczęli mówić tak dobrze o Wszystkich , którzy zginęli w katastrofie, że nie wierzyliśmy w to, że to ta sama stacja tv, która przed Tragedią , pluła ze wszystkich sił i środków na Prezydenta i całą Jego Rodzinę , nikogo nie oszczędzając,- teraz niemal pragnęłaby nieba IM wszystkim przychylić  [teraz , gdy są MARTWI ] … ALE NIE MIELIŚMY  złudzeń ,że ten stan się zbyt długo utrzyma….rzeczywiście , nie trzeba było zbyt długiego czasu , żeby wszystko wróciło do „normy” sprzed Katastrofy, nie zważając na nic , żadnej świętości dla nich nie ma i być nie może….A my powoli przestajemy wierzyć , że jeszcze coś się zmieni, nam już niewiele potrzeba , tylko czasem coś poczytać w niezależnej prasie lub w wolnym [ do czasu ???] internecie , i czekać na jedyną sprawiedliwość na tej ziemi… może kiedyś nasi potomkowie doczekają Wolnej i Niezawisłej Polski , my już niestety nie mamy na to szans, w Ojczyżnie , w której Bóg i Honor to puste słowa a POLSKOŚĆ to nienormalność zgodnie z jedną z niewielu zasad obecnego premiera R.P….

    Dobre 18

  44. ppp pisze:

    Pierwszą informację zrozumiałam opacznie. Mianowicie, że zginęli bracia Kaczyńscy a nie jak to się okazało małżeństwo Kaczyńskich. Szok. Kto teraz będzie walczył o Polskę? Kto będzie bronił obywateli przed władzą? Kto poprowadzi IPN w walce o prawdę? Mam 22-letnie bliźniaczki. Gdy myśleliśmy że zginął również Jarosław obydwie niewiele mówiły. Gdy dotarło do nas, że zginął Lech i Maria Kaczyńscy a Jarosław nie poleciał tym samolotem reakcja moich bliźniaczek była taka : Po co drugi ma żyć? Bliźniacza więź jest strasznie silna i dlatego rozumiem dramat  tego człowieka. Dla Polski to ostatnia nadzieja. Może ta tragedia wyda dobre owoce?

    Dobre 17

  45. kosa pisze:

    Zamach, to było to co wówczas przeszyło mi myśli i po roku od tego pamiętnego dnia nikt mnie nie przekonał że było inaczej.

    Dobre 29

  46. DamianF pisze:

    Byl piekny piekny sloneczny poranek. Przeciagalem sie jeszcze po nocy, lecz tu nagle Mama wola, ze prezydent Kaczynski nie zyje. Piorunem zbieglem na parter do kuchni, gdzie na falach PR1 leciala muzyka powazna, przerywana komunikatami. Jeszcze dopytujac sie Mamy czy aby nie przeslyszala sie wlaczylem na TVP info. Bylo parenasci minut po dziewiatej. Dlugo jeszcze nie moglem dojsc do siebie partzac na coraz to dluzsza liste ofiar. Wszechogarniajacy bol, poczucie niemocy przeszywalo moje mysli. Niewyobrazalna strata tylu zacnych i cenionych przeze mnie osobistosci. Dlaczego akurat oni? Czy Bog tak chcial? Zlego diabli nie biora mawiaja.
    Uwazalem za moj moralny obowiazek byc na pogrzebie Pary Prezydenckiej na Wawelu, wywiesic flage z kirem i czcic ten czarny dzien co roku. Tak samo jak 13 grudnia, mimo ze odbil sie o wiele wiekszym pietnem na moim zyciu(mialem wtedy 9lat) ten dzien pozostanie na zawsze w mojej pamieci, jako ten, ktory zmienil bieg wydazen.
     
     

    Dobre 12

  47. Abigel pisze:

    Przed wyjściem z domu włączyłam = na chwilę – tv by sprawdzić prognozę pogody i przerzucając kanały coś mnie tknęło, że nic nie mówią o wizycie w Katyniu. I nagle … ta wiadomość, że prawdopodobnie, że nie wiadomo na pewno, nie pamiętam na której stacji bo nerwowo klikałam pilotem w przód i w tył. Gdy zapowiedziano, że trzy osoby przeżyły wierzyłam, że to był Pan Prezydent, Pierwsza Dama i Brat Pana Prezydenta, że przebywali w jakiejś bezpiecznej zdolnej do katapultowania się przestrzeni (pomieszczeniu). Nigdzie nie wyszłam, odwołałam spotkanie … powiedziano, że my tez nie jesteśmy w stanie zajmować się czymś innym. Myślałam o dramacie chorej Pani Jadwigi Kaczyńskiej … i o tym, że teraz to już koniec wszelkich nadziei dla nas Polaków
    Byłam zszokowana i natrętna myśl nie dawała mi spokoju, że jednak Rosjanie – podobnie jak Bieruta  -Ich zabili. To było irracjonalne ale do dnia dzisiejszego nie mogę się otrząsnąć z tego przekonania.
    … Gdy okazało się, że Pan dr Jarosław Kaczyński nie wsiadł do samolotu zastanawiałam się w jaki sposób przekaże hiobową wieść Mamie ? Byłam w podobnej sytuacji gdy zachorowała moja Mama, dostaliśmy wiadomość o śmierci jej młodszej siostry; nie informowaliśmy o tym fakcie Mamy czekając na poprawę stanu zdrowia. Niestety odeszła nie dowiedziawszy się o śmierci swojej siostry. Zastanawiałam się jak powinien postąpić Pan Jarosław Kaczyński
     

    Dobre 6

  48. zb. pisze:

    Tragiczna wiadomoścć 10 kwietnia zastała mnie w pracy. Wracałem dwie godziny później od strony Śródmieścia obok Zachęty do Krakowskiego Przedmieścia. Zewsząd podążali w stronę Siedziby Prezydenta milczący zamyśleni przechodnie. Niektórzy niesli kwiaty.Paliły sie już pierwsze znicze,sprzedawane z samochodów tuż obok Pałacu.  Ludzie rozmawiali ze sobą , niektórzy robili sobie pamiątkowe zdjęcia na tle pałacu.Miałem przy sobie mały aparat, więc też starałem sie utrwalić te chwile. Wozy transmisyjne stacji radiowych i telewizyjnych juz zainstalowały się w pobliżu.Pamiętam wychodzących z koscioła Św. Anny państwa młodych.Panna młoda w sukni koloru ecru. Życzenia rodziny i przyjaciół a to wszystko obok ciągnącego w strone pałacu tłumu. Pomyśałem ,że  nie uda im sie do końca weselne przyjęcie.Ludzie szli z każdej strony , także od strony Pragi i Starego MIasta. Niekończący się tłum napływał na Krakowskie Przedmieście.Widac było wstrząs jaki ta niesamowita wiadomość wywołała na wszystkich.To był tragiczny dzień , ale zobaczyłem kawałek tej wspaniałej wolnej Polski, oddającej cześć swoim zmarłym na służbie.I wiem że to co widziałem później w mediach to już nie była ta prawdziwa  Polska i Polacy z Krakowskiego Przedmieścia  a jej krzywe zwierciadło. I za to was kochani dziennikarze rozliczy kiedyś i Naród i Historia

    Dobre 15

  49. Maciej G. pisze:

    Oczywiscie pamietam. Uczucie jakie mi przez caly dzien towarzyszylo, to wielki, dojmujacy bol. Psychiczny, duchowy. A pierwsza mysl ktora wtedy mialem i ktora – juz nie tak dojmujaco, ale jednak – towarzyszy mi jako glowna na temat tej tragedii do dzis, to: ,,Wlasnie moja ukochana Ojczyzna przezyla zamach Stanu (…) ”. Zwracam uwage, iz w poprzednim zdaniu nie sialem nienawisci do kogokolwiek, nikogo konkretnie o nic nie oskarzalem, nie wzniecalem nacjonalzmow, rasizmow itp itd.

    Bylem zalamany, jak ktos, kogo nieslusznie, ba, bezprawnie skazano na wygnanie z wlasnej Ojczyzny. Owszem, pozwolono mi dalej mieszkac w tym samym (zadluzonym) mieszkaniu, pracowac za psi grosz w tej samej firmie, a nawet pozwolono mi uzywac dalej mojego ojczystego jezyka. Tyle, ze prawie cala reszta mojego blizszego i dalszego otoczenia, zarowno w sensie instytucjonalnym, prawnym, medialnym itd., jak i po prostu ludzkim – duchowym (tu na szczescie zostalo mi paru Wspanialych Przyjaciol), w dalszym ciagu ewoluuje w kierunku bycia de facto moja oBczyzna.

    Wszystko mozna wybaczyc – Chrystus na Krzyzu przebaczyl swoim oprawcom – ale ja nawet nie wiem komu mialbym. A odczuwam to, co sie stalo 10 kwietnia 2010 roku jako wielka krzywde wyrzadzona wszystkim Polakom, ktorzy mysla podobnie jak ja, a wiem, ze troche nas jeszcze zostalo. Nie czuje sie juz zalamany, staram sie funkcjonowac normalnie – przeciez za faktami sie nie dyskutuje, a przeszlosc sluzy m.in. do wyciagania konstruktywnych wnioskow. Ale z wnioskami jest najtrudniej.

    Dobre 14

  50. Oth pisze:

    Tego poranka byłem na zakupach. Po ogłoszeniu przez głośniki w centrum handlowym poproszeniu o wyłączenie muzyki w sklepach. Pamietam, że część sklepów została zamknięta, niestety był też sklep, który pomimo prośby i świadomości katastrofy nie wyłączył muzyki. Straciłem ochotę na zakupy, płakałem. Prawie wszyscy wokół płakali.
    Później pojechałem do swojej(obecnie) narzeczonej wspólnie w ciszy kontemplować czas, rozmyślać.
    Wiedziałem, że wizyta na Krakowskim Przedmieściu będzie dla mnie zbyt ciężka, dlatego obserwowałem całość w telewizji. Widok mnie zszokował. W tym miejscu wchodziłaby(dziś) polityka(małą literą), a nie jest to warte pisanie.
    Pamiętam ciszę i strasznie ciężką atmosferę w domu.

    Dobre 6

  51. Harry Thunder pisze:

    O katastrofie dowiedzialem sie okolo 4 godziny popoludniu, czasu polskiego.
    U mnie byla 9 rano.Dostalem sms-a.
    Polski prezydent wraz z wszystkimi pasazerami na pokladzie rozbili sie w Smolensku.

    Poczulem sie podpbnie jak podczas atakow na WTC.

    Pierwsza mysl jaka przyszla mi do glowy ze Rosjanie celow zle sprowadzil smaolot.

    Dobre 11

  52. d-d pisze:

    Niedawno wstałem, gdy dostałem wiadomość sms od mamy. Alarmistyczny sms, taki, że wolałem od razu zadzwonić niż odpisywać. 
    Wtedy podczas tej rozmowy usłyszałem informację o najgorszym możliwym scenariuszu wydarzeń. Niedowierzanie i wzburzenie skalą dramatu i to że w ogóle do czegoś takiego mogło dojść. Nawet powiedziałem, że to może też być rosyjska prowokacja, bo po prostu ciężko było w pierwszej chwili uwierzyć w jakiś zwykły wypadek. 

    Uderzała powaga dramatu. Przez resztę dnia czułem ogromny smutek i bezsilność, że katastrofa o takich rozmiarach spotyka mój kraj. Wraz z jej rozmiarami uświadamiałem sobie wszystkie dalekosiężne skutki. Jednak od początku też zastanawiałem się jak mogło w ogóle do tego dojść.

    Wszystkie okoliczności wskazywały, że był to kolejny fatalny wypadek, którym nie nauczyliśmy się przeciwdziałać. Kolejny przejaw degeneracji polskiego samorządzenia się w wolnym kraju i jego instytucji, które okazują się zawodne przy pierwszym większym problemie. Które najczęściej reagują (w dodatku nieudolnie) dopiero jak się coś wydarzy, ale mają niebywałe trudności – większe niż dowolnym innym kraju – aby pewnym sytuacjom zwyczajnie zapobiegać. 

    Dla mnie było jasne, że takie katastrofy nie zdarzają się o tak komukolwiek, ale przede wszystkim tym, u których brak szacunku, ignorancja czy wręcz pogarda dla pewnych norm, wartości i zagłuszanie obrazu rzeczywistości zaszły zdecydowanie za daleko. Istotnie, tym razem pobiliśmy „mistrzostwo świata”.

    Potwierdziły to dobitnie kolejne dni i miesiące żałosnego polskiego „śledztwa”, ujawniane okoliczności tego wylotu i sposób jego przygotowania, odsłonięte amatorstwo i ignorancja działań całych struktur państwa, to jakimi pionkami okazały się polskie władze z premierem na czele, a także przykłady absolutnej podłości i nienawiści jednych wobec wartości i przekonań u drugich, mimo dramatu katastrofy. Ale to inna historia.

    Dobre 6

  53. basiek pisze:

    Dziwny dzień.Tego poranka sobotniego postanowiłam zrobić porządek w dokumentach firmowych,zrobiłam kawę była to godz.siódma z minutami ale coś dziwnego mnie trzymało w domu  spojrzałam w okno i na zewnątrz był taki błogi spokój włączyłam telewizor postanowiłam że jak pójdę o dziewiątej to się nic nie stanie.Zaczęłam oglądać wiadomości  .Nastała taka dziwna cisza niebo zrobiło się szare   i spokojne jak przed burzą nawet pomyślałam że ten spokój jest super trwało to  kilkadziesiąt minut ,nagle wpada do mnie syn i mówi mi że samolot rządowy z Prezydentem uległ katastrofie że tak podają zachodnie media no i niestety okazało się to prawdą nasze media też informowały o wypadku samolotu .Tej ciszy i nieba spokojnego nie zapomnę do końca życia cała moja rodzina przezyła to bardzo…….

    Dobre 7

  54. KACZOLOT TU- 154/96 pisze:

    Przez chwilkę uwierzyłem w Boga….Czyżby pycha ukarana???!…no i ten żal….Jaruga-Nowacka…Deresz….Szmajdziński i tylu innych….BO ON TAK CHCIAŁ?!

    Dobre 1

  55. Ewa pisze:

    Tego dnia jechalam do pracy.W trójce jakaś muzyka.Kiedy parkowalam usłyszalam tą straszną wiadomość.Pomyślalam że to dotyczy jakiegoś prezydenta byłych republik ZSRR.
    Niestety zginął nasz, mój prezydent i osoby towarzyszące.Zadzwonilam do siostry -ona też plakala. W radio wciąż ta sama muzyka. Później byliśmy przed Palacem Prezydenckim .
    Nadal jak o tym pomyślę to jest mi smutno i boli mnie kiedy tzw. redaktorzy znieważają zmarlego prezydenta .

    Dobre 12

  56. Ewa pisze:

    W dniu 9 04 2010 tj. piątek około godz. 18 czasu chicagowskiego spotkałam znajomego, który pracuje w konsulacie Austrii. Franz zaprosił mnie na spotkanie z Prezydentem Kaczyńskim, które odbędzie się 30 04 2010 w The Chicago Council on global affairs. Ewa , wiem że darzysz sympatią Pana Kaczyńskiego więc zapraszam Cię na to spotkanie. Bardzo się ucieszyłam. Pracujemy z mężem na drugą zmianę więc w domu byliśmy około 2 w nocy (w Polsce dochodziła 9 rano). Nie mogłam usnąć. Myślałam o tej wizycie. Nie wierzyłam, że wygra drugą kadencję . Cieszyłam się, że będę mieć okazję Go zobaczyć. Rano wstaliśmy o 9 ( czasu chicagowskiego, w Polsce jest już po południu) i włączyliśmy komputer a tam SZOK. Pogrzeb oglądałam w naszej kablowej telewizji comcast. Zrobili nam niespodziankę i transmitowali TV Polonia przez cały weekend. Zaznaczam że nie oglądam żadnej telewizji. Internet jest naszym łącznikiem do wszelkich wiadomości.

    Dobre 6

  57. K pisze:

    Rano włączyłam telewizor. Na pierwszym kanale leciały jakieś wiadomości, więc odruchowo przełączyłam na inny. Po kilkunastu minutach wszystkie stacje nadawały te same wiadomości. Siedziałam tępo wpatrzona w ekran, nie wierząc własnym oczom. Później zadzwoniłam do rodziców i brata.  Do momentu oficjalnego komunikatu o śmierci Pary Prezydenckiej miałam nadzieję, że przeżyli katastrofę. A potem była obawa, co nastąpi dalej. To, co nastąpiło, przeszło moje najśmielsze przypuszczenia. I pozbawiło złudzeń.

    Dobre 8

  58. ps pisze:

    Celowo wstałem rano ok. godz. 8, by obejrzeć transmisje uroczystości w Katyniu. Oglądałem program w TVP1. W studio rozmowę z gośćmi prowadził red. Ziemiec, gośćmi byli: ks. Isakowicz-Zalewski, p.A. Pietraszek i prof. Paczkowski. Nagle wiadomości o awarii. „Więc się trochę spóźnią.” Potem jednak przyszło najgorsze. „Boże, nie!” Ten biały, szybko przesuwający się pasek: „Prezyden Lech Kaczyński nie żyje.” Szok, łzy, ból. Potem kolejne nazwiska. Ks. Isakowicz-Zalewski pomodlił się za prof. Kurtyke. Po jakimś czasie odczytywano liste pasażerów. Anna Walentyowicz, Grażyna Gęsicka, Aleksandra Natali-Świat, Janusz Zakrzeński, Sebastian Karpiniuk, Jerzy Szmajdziński, gen. Buk, Zbigniew Wassermann, Przmysław Gosiewski, min. Handzlik… Każde kolejne nazwisko to nowy cios. Jak na jeden dzień, ciosów tych było za dużo. Płakałem, tak, płakałem, nie wstydzę się tego. Dopiero popołudniu ubrałem się. Posłuchałem Radia Maryja, poskakałem poprzez poszczególne programy i tam, o, prof. Środa… TVN-u już nie włączyłem. Oglądałem tylko TVP i słuchałem Radia Maryja. Wieczorem poszedłem do kościoła. Już wtedy wiedziałem, że wszystko zwalą na pilotów. Tak się też stało.
     
    Gdy włączyłem telegazete, na liście pasażerów zobaczyłem nazwisko Jarosława Kaczyńskiego. Nie uwierzyłem, „mowili by coś o tym” – pomyślałem. W nocy zobaczyłem nagranie prezesa w Smoleńsku. Wtedy pomyślałem, że to naprawde koniec Polski, że On się nie pozbiera…
     
    Nigdy nie zapomnę tego dnia. Najstraszliwszego dnia w mojej historii, mojej to jest historii całej Polski, ale też mojej, osobistej.

    Dobre 14

  59. stanislav pisze:

    po 9 rano –sobota 10.04.2010r
    jedziemy z L. na północ , szykuje się na deszcz, jak na sobotę …. rano! ,może przejaśni się…. , łąki po podsiąkane, zieleni prawie nic, dzwoni… – telefon!
    ………………………
    z przyjacielem, zamknięci , w punkcie ciszy , mijamy krajobrazy, przez czas, przez czas, przez czas………
    ——————————————————————————————————————————-
    taki wpis (rozpisany na wersety) zrobiłem w Internecie – zapis i pamięć …. – więc powtarzam…
    A potem , już później , koło południa, za Biebrzą , zaczęły się pojawiać w niektórych wiejskich domach flagi z czarną tasiemką i jeszcze później w miasteczkach, a popołudniu to już urzędowo , na szkołach, czy u sołtysa.
    Ale po drodze w kościele byliśmy – na wzgórzu. Najpierw to tak niby obejrzeć , ale zaraz jednak do środka………. .
    A jeszcze później , już później ,później , później , po iluś różnych telefonach, rozmowa……….. że wszyscy, że bez sensu, że dlaczego , że coś niewyobrażalnego i .. i żal , jakiś taki….. cholerny żal…………… .

    Dobre 4

  60. Grzegorz Łódź pisze:

    10.04 2010 przez cały  ten dzień to smutek i zniechęcenie nie chciałem słuchać radia ani oglądać telewizji aż późnym wieczorem gdy żona włączyła telewizję i zawołała mnie abym zobaczył, że ludzie przychodzą palić znicze pod pałacem i patrząc na tą ludzką solidarność poczułem się trochę lepiej.

    Dobre 6

  61. tylda pisze:

    Pamiętam ten dzień jako coś czego nie da się opisać. Spałam … nagle moja mama weszła do pokoju i mówi że Prezydent nie żyje. Pierwsza moja reakcja heh to na pewno jakiś żart, że to nie nasz Prezydent, ale wstałam podeszłam do telewizora jednak to prawda. Przez dłuższą chwilę nie wiedziałam co mam zrobić, stałam bezruchu, nie chciałam w to uwierzyć (do tej pory nie mogę uwierzyć że ich już nie ma) to było okropne uczucie. Od razu pojechałam pod Pałac Prezydencki zapalić znicz. Lech Kaczyński był genialnym i WIELKIM prezydentem najlepszym dla narodu od czasów Marszałka, ale do tej pory nie mogę zrozumieć jak można posunąć się do takich czynów do jakich posunęli się hmmm może nie powiem kto. Kiedy władzę miał Kaczyński media w miarę w miarę mówiły prawdę ale teraz to jest jakaś masakra robią pranie mózgów ludzi a ci we wszystko wierzą. To jest przerażające. Ciesze się że na swój dość młody wiek potrafię łączyć ze sobą fakty i że ten świat który nam przedstawiają w mediach nie jest taki różowy.

    Dobre 9

  62. kika pisze:

    W tę sobotę 10 kwietnia jechaliśmy z mężem do Częstochowy. Było pochmurno. Zadzowniła moja komórka- siostra z Gdańska zdławionym glosem zapytała – słuchasz radia? Samolot rozbił sie w Smoleńsku, podobno wszyscy zginęli!  Gardlo zacisnęło się, w oczach łzy, niedowierzanie, głośno przekazałam wiadomość mężowi, kierowca PKSu włączył głośniej radio…Nie, to niemożliwe, dlaczego nie stało się to 3 dni wcześniej?… Zamach? Nie, nie mogę tak, ludzie zginęli.
    Za kilka godzin na Jasnej Górze Msza Święta za ofiary katastrofy przed Cudownym Obrazem , potem kolejna. To wigilia święta Miłosierdzia Bożego…Co z Polską?  Jezu ufam Tobie…

    Dobre 7

  63. vist66 pisze:

    Robiłem przygotownia do pracy, kiedy kątem oka zobaczyłem na ekranie telewizora zamieszanie w studio telewizyjnym i kadry przedstawiajace szczątki prezydenckiego samolotu. Zwołałem rodzinę by przekonac się, że to nie jakis koszmar ale straszna rzeczywistość tego sobotniego poranka. Zaraz zadzwoniłem do brata będącego żołnierzem zawodowym zapytać czy został wezwany do pracy.
    Przez kilka godzin śledziłem doniesienia mediów i docierała do mnie świadomość, że stała się jakaś niewyobrażalna tragedia.
    Na weselu gdzie pracowałem dziwnie patrzyłem na tańczących i śmiejacych się ludzi. Życie toczyło się dalej.
    Wracając późno w nocy próbowałem sobie wyobrazić ostatnie chwile na pokładzie Tu154 i to co teraz przeżywają rodziny ofiar. Nie udało się.
    Myślę, że tamte chwile odcisnęły pewien stygmat na wielu z nas i razem z innymi ważnymi momentami takimi jak nadzieja Solidarności i pontyfikat Papieża Polaka będą tym o czym opowiem swoim wnukom a może i prawnukom.

    Dobre 2

  64. Stella pisze:

    Nie mieszkam w Polsce. Tej soboty  jak zawsze  przegladam prase w komputerze, rowniez polska.  W pewnym momencie  nagle  strony czarno-biale, z bestialsko kiepskim dowcipem o wypadku lotniczym.  Czytam bezmyslnie, zniechecona poziomem   wpisu.  Zmieniam gazete, nastepna i nastepna. Biegne do telewizora, nie wiem po co, przeciez to niemozliwe, a potem…Potem wstrzas, gonitwa mysli . Jeszcze nie moge plakac, szok jest zbyt nagly, zbyt wielki,  pierwsze co mi przychodzi  do glowy po dluzszej chwili , o kim mysle odruchowo, zwyczajnie,  to Marta Kaczynska.  Tak, najpierw byla Marta .  Potem dlugie godziny  tepego patrzenia w ekran, co chwila kolejny szok, i kolejny. Najwiekszy zal, ze nie ma juz Janusza Kurtyki i kto teraz bedzie pilnowal tych spraw.  Tak,  sa ludzie niezastapieni….Poczucie ogromnej straty nie opuszcza mnie do dzis,  zwlaszcza wobec  wydarzen  w Polsce ostatnich miesiecy.  Wszystko sie obsunelo. Rzad polski zdradzil , prezydent ani razu nie stanal na wysokosci  zadania, media osiagnely niespotykany dawno poziom moralnego dna.  Znow cala nadzieja w odrodzeniu oddolnym. Tylko na siebie mozemy liczyc. To sie dzieje, odzyskujemy  media w sieci, budujemy od nowa poczucie wspolnoty, doceniamy dziennikarzy, filmowcow, ktorym prawda lezy na sercu. Czy Polakom starczy odwagi i wytrwalosci w dazeniu do celu?                                                                                                                                                                                              

    Dobre 12

  65. To był zwykły dzień, sobota, pobudka koło 8:00, śniadanie z dziewczyną, herbata, uśmiechy, śmiechy, zmywamy naczynia i wchodzi nasza współlokatorka, pytając, jak gdyby nigdy nic, czy wiemy, ze nie mamy już prezydenta.
    To był dziwny dowcip, choć znamy jej poglądy, bardzo krytyczne wobec wszystkiego, co związane z PiS.
    Dowcipem przestało to być, jak włączyłem radio, „Trójkę” i nagle zakręciło mi się w głowie, ciężko opadłem na fotel nie wierząc w to, co się wtedy słyszało…. Akurat „Śniadanie polityczne Trójki” z panią redaktor Michniewicz… Włączyłem komputer, zacząłem przeglądać portale informacyjne, wszelkie… Nigdy tak się nie czułem,tak ciężko, jak w jakimś transie.
    Włączyłem telefon po nocy, już było kilka nieodebranych połączeń od taty i od znajomych.
    Jak tylko trochę ochłonąłem, od razu zadecydowałem, że niezależnie od wszystkiego, jaki by to nie był dzień tygodnia i czy będę miał godziny rektorskie, czy też nie, jedziemy z dziewczyną i z grupą znajomych do Warszawy, na pogrzeb. Gdy się okazalo, że pogrzeb jest w Krakowie, pojechaliśmy do Warszawy (z Lublina to niedaleko) na uroczystości żałobne, 17.04, a to kolejna, jak dla mnie niesamowita, głęboka i porażająca, aczkolwiek budująca historia…
    Do tej pory jak się słyszy, że zmarły tragicznie w katastrofie smoleńskiej, albo zginęła pod smoleńskiem, w myślach jest zdziwienie, żal i niedowierzanie…

    Dobre 5

  66. piotrp pisze:

    To byl straszny dzien, ktorego nie zapomne do konca zycia… Zaczal sie straszliwym telefonem od mojej potwornie wstrzasnietej Tesciowej, ktora przerazajacym tonem, takim gdy COS STRASZLIWEGO sie wydarzy prawie wykrzyczala: „Wiesz kto zginal???! Wiesz kto?? Zginal Prezydent Kaczynski!!” Bylo to po 9. W tym dniu udalismy sie z rodzina do pobliskiego kosciola gdzie chcielismy sie po prostu w spokoju pomodlic. Niestety, byl akurat jakis slub, a sam budynek wewnatrz nie ma intymnych miejsc… Nie dalo sie… Ogolny szok i niedowierzanie, trauma, a nawet depresja spowodowaly to, ze przez kilka najblizszych dni nie wychodzilem z domu. Na KP pojawilismy sie pod koniec zaloby skladajac wiazanke z kwiatow oraz palac znicze. Ciezkie byly miesiace po tragedii… Zawsze szanowalismy pare prezydencka i nigdy nie uleglismy tej medialnej propagandzie, ale rowniez tym opiniom, jakze niesprawiedliwym, po prawej stronie, co najbardziej bolalo…  Teraz czlowiek juz bardziej otrzasniety, ale z ogromna wola poznania PRAWDY i ZMIAN! Jeszcze Polska nie zginęła! Musimy pamietac!

    Dobre 9

  67. Maciek z Żor pisze:

    Może to kiepsko zabrzmi, ale sobotni, poranek 10 kwietnia 2010 roku spędzałem w centrum handlowym w Katowicach. Byłem tam od ósmej rano i sklepy w centrum były jeszcze zamknięte, a ludzie czekający na otwarcie „galerii” błąkali się po prawie pustych, jeszcze o tej wczesnej porze, alejkach sąsiadującego hipermarketu. Nagle na stoisku z telewizorami zobaczyłem tłumek ludzi, który wytłumaczyłem sobie tylko kolejną promocją, bo w całym sklepie było dość pustawo, a tu nagle tyle osób. 

    Podszedłem do regałów ze sprzętem rtv, a tam szaro burasty obraz i napis na pasku że ” prezydencki samolot rozbił sie w Rosji”. Nie ukrywam, że odetchnąłem z ulgą, no tak, pomyślałem, rozbił się samolot w którejś z byłych republik radzieckich, tam wszędzie jest tak szaro i burasto. Pewnie prezydent jakiegoś tam kirgistanu albo dagestanu, rozbił się lecąc starym, zedezelowanym i niesprawnym technicznie sowieckim aeroplanem. Pewnie nawet tupolewem.
    Ludzie ze sklepu byli szarzy na twarzach, a na moje pytanie po kilku minutach oglądania chaosu informacyjnego na TVP INFO, ściszonym głosem zaczeli do siebie szeptać, tak jakby nie chcieli zakłócić rytuału zakupów innych klientów:

    „Kaczor nie żyje, kaczory nie żyją, wszyscy nie żyją, Kaczyński nie żyje, prezydent nie żyje, nasi  n-i-e ż-y-j-ą”. Cicho, pod nosem, jeden do drugiego, tak jakby im było wstyd, że byli przyłapani na czymś czego nie wolno oglądać. 

    Tak jeden do drugiego, ale bez patrzenia na siebie. Tak bezosobowo mówili jeden po drugim:
    „To jest w tym k-a-t-y-n-i-u. Po co też tam lecieli ? Tusk tam już był ! A ten tam też poleciał. Po co tam leciał ? I jakiś Katyń z Kaczorem mieli robić i chyba jeszcze msza miała być i polskie flagi w lesie. Nieee, noo dwa razy te msze miały być ?”

         Ale powoli zaczęli się rozchodzić. Jak już w telwewizji podali informację, że nikt nie ocałał. A powiedzieli o tym dość szybko. Została garstka emerytów, raczej nie pisowców, sądząc po niewybrednych komentarzach i ja. 

         Po ok. 15 stu minutach wpatrywania się w brudno szare ekrany telewizorów zrozumiałem, że coś tu nie pasuje, że na błyszczących nowych telewizorach plazmowych zwykle są cukierkowo-kolorowe teledyski albo filmiki promocyjne ze zwięrzątkami i sportowymi samochodami, które feerią barw przyciagają klientów. A tu na całym rzędzie plazmowych ekranów była szaro bura lesista gęstwina i błoto, to samo smoleńskie błoto, które widzieli polscy oficerowie w 1941 roku, te same szare i gołe drzewa w brudnych, pozimowych barwach. Tak nieprzyjaznych, tak niegościnnych, tak obcych.

    Po chwili zrozumiałem, że to już koniec, że nie bedzie akcji ratunkowej jak w amerykańskim serialu, policyjnych świateł, helikopterów, kolorowych wozów służb ratunkowych. Nie będzie nic, bo prezydencki samolot rozbił się na w kraju postsowieckim, a nie na zachodzie. Na zachodzie jesteśmy teraz podobno my ? A telewizyjna, chaotyczna transmisja, bałagan informacyjny i bezład pokazywany na miejsu katastrofy uświadomiły mi tego dnia, że jeszcze nam daleko do zachodnich standardów. Wydarzenia kolejnych godzin, a raczej ich brak oraz całe zamieszanie polityczne w następnych dniach uświadomiły mi mocno, że właśnie tego dnia mieliśmy okazję sprawdzić siłę naszej zachodniej demokracji. Naszego europejskiego stylu życia, który podobno tak nam procentuje. A okazało się, że sowieckie błoto i magma ich systemu powodują, że dalej grzęźniemy w sowieckim sposobie życia i bycia. Naszym, polskim, niewydolnym. 

    Byłem wściekły tego poranka. Jak to możliwe, że nie ma w drodze do Rosji naszych polskich samolotów z ratownikami. Naszych służb medycznych. Ratowników, psów, Pani Ochojskiej z kocami i śpiworami, kogoś z kolorowymi taśmami do oddzielenia miejsca tragedii od gapiów. Faceta z megafonem, który kieruje akcją ratunkową. Naszego wojska do ochrony wraku i jego szczątków, tak żeby miejscowi nie rozkradli. Nie ma w drodze amerykańskich służb federalnych albo specjalnych, bo przecież jesteśmy w NATO i może chociaż paru wyszkolonych „agentów” nam przyślą. Nie ma relacji z bazy wojskowej gdzie pakują do samolotów jakiś potrzebny sprzęt, nie wiem jaki, nie znam się na tym, ale ktoś chyba w tym 38 milionym kraju wie jaki sprzęt powinno się zabrać. Nie ma redaktora w firmowej kurteczce z logo stacji telewizyjnej co nadaje „newsy” 24 godziny na dobe, a który mówi, że już tyle osób jest gotowych do wyjazdu, a tylu specjalistów ma jechać w najbliższych dniach na miejsce tragedii.

    Było mi tak strasznie żal, że żyję w tak beznadziejnym kraju, gdzie nawet prezydencki samolot skazany jest na pogrążanie się w błocie postsowieckiej mentalności i bezradności. Byłem wściekły. Ani tego dnia, ani w żaden inny dzień nikt w telewizji nie ogłosił, że trzeba jechać przesiewać i kopać ziemie w tym lesie, że trzeba pilnować wraku bo ruskie kradną części na złom, że trzeba coś robić. Nikt nic nie zrobił. Nikt nie chciał nic zrobić ? 
    Wszystkim tylko przypomniały się filmy o katastrofach samolotów na kanale Discovery. Jak to Amerykanie lub Brytyjczycy albo inni ludzie na „zachodzie”, przetrząsają ziemie metr po metrze i składają wszystkie najdrobniejsze fragmenty razem „do kupy” w hangarze. I ekipy specjalistów składają ciąg wydarzeń i dochodzą do prawdy. Bo jak ludzie chcą to mogą.

                  Tego dnia, gdy zobaczyłem na szaro burym ekranie szczątki z biało-czerwoną szachownicą, to zrozumiałem, że „nasz” zachód i „nasza” demokracja i ta nasza „polska” europejskość to jakaś mrzonka. A my wszyscy, czy tego chcemy czy nie, dalej żyjemy w sowieckim obozie.

                   Muzyka cały czas sączyła się z głośników w hipermarkecie, a ludzie z koszyczkami rozchodzili się wśród półek, zawalonych prawie po sufit towarem, który jak tylko chcą to mogą sobie kupić.

    Dobre 22

  68. jarek pisze:

    ….ta smutna wiadomość złapała mnie w nietypowych dla mnie okolicznościach.
    Dosyć przypadkowo byłem wtedy w Los Christianos na Teneryfie, późnym rankiem obudził mnie telefon – dzwoniła Ciocia ze Szwecji (Polka, urodzona w głębokim PRL) – najpierw zapytała czy dopiero teraz wstałem, oczywiście skłamałem że nie, chociaż wiem że w moim przypadku nie sposób tego fonicznie ukryć, później powiedziała: …bardzo mi przykro, ale Prezydent Kaczyński nie żyje, Wszyscy z Rządu nie żyją…
    -wiedziałem że Ciocia nie ma w zwyczaju robić sobie tego typu kawałów, dlatego po chwili milczenia, wynikającego z rannego otumanienia, zapytałem o co chodzi, wiedziałem że każdy scenariusz, którego treścią byłaby śmierć Prezydenta i owych „Wszystkich z Rządu”, mógłby zaistnieć tylko w Hollywoodzkim filmie, takim z płomieniami, szybami naftowymi, żołnierzami i „infinite glory” w tytule. Chwilę później było już jasne, że czasami filmy są i dokumentalne.
    Włączyłem telewizor, zrobiłem sobie kawy, Hiszpańska telewizja wyświetlała na dolnym pasku „….todos muertos…”, usiadłem na kanapie, siedziałem bardzo długo, było mi przykro.
    Co ciekawe, tego ranka wstałem dosyć niewcześnie, ponieważ poprzedniego wieczoru do późna rozmawiałem o polityce i prezydentach właśnie (m.in. oczywiście i o Polskim), a takie tematy nie są dla mnie „codziennikiem”.

    Mimo tego że jestem człowiekiem stosunkowo młodym, głosowałem w pełni świadomie na Kaczyńskiego, jak również później i Jego Brata (tak jak i jesienią w pełni świadomie zagłosuję na PiS, bo widocznie w mojej Rodzinie, w moim pokoleniu, jestem jeszcze niewystarczająco trendy i cool by zagłosować inaczej), przyznać jednak muszę, że nie jestem fanatycznym ślepcem i nie byłem do końca zadowolony z Jego prezydentury… natomiast doceniłem ją bardziej dzięki prezydenturze Pana Komorowskiego.
    Przykro mi z powodu odejścia Pana Kaczyńskiego i Jego Małżonki, jak również i innych Polityków znajdujących się on board pechowego samolotu. Przykro mi zarówno politycznie jak i ludzko.

    - Moje Kondolencje dla Rodzin Ofiar -

    Pozdrowienia dla Pana Rafała Ziemkiewicza.
    Jarek z Wałbrzycha.

    Dobre 16

  69. Teresa pisze:

    10 kwietnia  poszłam na zakupy ,około 9 tej zadzwoniła córka  powiedziała tylko samolot się rozbił z prezydentem, włącz telewizor .Klękłam przed telewizorem i ze łzami w oczach prosiłam Boga by  ktoś przeżył a potem przyszło mi namyśl że to był zamach i dlatego Tusk nie chciał być razem z prezydentem  na uroczystości w Katyniu .Jestem zwolenniczką PISu i obserwowałam poczynania rządu Tuska i pogardę dla mojego prezydenta Kaczyńskiego przez rządzących i media, Palikota i tvn Od tego dnia mija rok a ja nadal na wspomnienie  tej tragedii mam oczy pełne łez i choć trudno w to uwierzyć ale nadal mam przekonanie że był to zamach.
    P.S.
    I nadal  ja i moja rodzina będziemy głosowali na PIS.

    Dobre 15

  70. nina pisze:

    Dzień zaczęłam od postanowienia, że nie będę włączać ani telewizora ani Internetu. Wyszłam na krótko do sklepu.
    Po powrocie sprawdziłam komórkę. Powtarzające się, nieodebrane telefony.
    Te powtórzenia i o tak wczesnej porze, w dzień wolny od pracy, zaniepokoiły mnie na tyle, że natychmiast oddzwoniłam pod jeden z numerów.
    - Czy wiesz już, co się stało?! – usłyszałam koleżankę.
    - Nie.
    - Samolot z prezydentem miał podobno wypadek.
    - Poważny?!
    - Włącz telewizor, bo my tylko z Internetu wiemy, ale niewiele.
    Nie rozłączając się, włączyłam telewizor. Na pasku przeczytałam druzgocące informacje. Teraz ja przekazywałam najświeższe informacje w drugą stronę.
    Byłam porażona. Trzymałam się jeszcze nadziei, że może wśród tych trzech osób, które podobno przeżyły i które zostały odwiezione do szpitala – jak podawano – jest Prezydent.
    Otrzymałam jeszcze kilka telefonów i sama też kilka wykonałam. Krótkich telefonów.
    Nie mogłam rozmawiać. Przeszkadzały łzy.
    Groza narastała wraz z podawaniem w telewizji nazwisk pasażerów tego samolotu.
    Mimo woli pojawiła się refleksja: przy takim składzie pokusa musiała być wielka…
    Mój wcześniejszy plan na tę sobotę przewidywał intensywną pracę zawodową do wykonania w domu, wymuszoną terminem. Przez cały dzień nie odstępowałam jednak od telewizora, poszukując tam wciąż informacji.
    Poszukuję ich do dzisiaj. Obawiam się, że to zajęcie na długi jeszcze czas.
     

    Dobre 8

  71. iza pisze:

    Tej soboty 10.04.2010 pojechałam wcześniej po zakupy, aby obejrzeć w telewizji transmisję z uroczystości w Katyniu. Kiedy wróciłam i włączyłam TV Polonia (mieszkam w  Niemczech) podawano już tę straszną wiadomość. Nie mogliśmy wraz z mężem uwierzyć, że coś takiego mogło się stać – samolot z polskim Prezydentem i tyloma ważnymi osobami tak po prostu może się rozbić? Niemieckie dzienniki podawały też za polskimi mediami, że samolot podchodził 3 razy do lądowania, a przy czwartej próbie rozbił się. Było to dla nas trochę dziwne. Tyle razy próbować???  Pierwsza myśl, która  nie opuszcza mnie do dziś – ktoś „dopomógł” w tym. Potwierdziły to zresztą ujawnione później fakty, które próbuje się zamazać. Później ta wielka solidarność  polaków.
    Nie znając dokładnie polskich realiów byłam przekonana, że większość polaków darzyło prezydenta wielką sympatią. Ale komentarze dziennikarzy i zapraszanych do tv gości pokazało, jak się myliłam i jak wielu było ludzi odnoszących się do niego niechętnie. Od tego czasu śledzę bardzo dokładnie wszystkie wiadomości na ten temat, i coraz bardziej jestem przekonana, że obecny rząd, to rząd nieuczciwych, cynicznych ludzi. Nie obiektywne media, które przeinaczają fakty, ciągłe naigrawanie się z PiS i J. Kaczyńskiego, wręcz próby zniszczenia opozycji, to wszystko jest bardzo niepokojące.
    Myślę jednak, że moi rodacy to widzą i odpowiednio  oceniają.

    Dobre 9

  72. Jeremiasz pisze:

    9:30 dowiedzialem sie o wypadku od kolegi ze skype. Kompletnie mna to nie wstrzasnelo ale z ciekawosci poszperalem po portalach w poszukiwaniu wiadomosci. Po godzinie znudzilo mi sie i poszedlem na silownie. Do dzisiaj nic nie czuje, nie tylko po Kaczynskim ale i po reszcie. Wypadki sie zdarzaja. Po prostu mieli pecha. Smiac mi sie chce jak ktos pisze ze plakal – dla mnie to zalosna oznaka slabosci.

    Zaznaczam ze nie jestem wyborcom PO.

    Dobre 4

  73. Karolina pisze:

    Byłam w 5 m-cu ciąży, szczęśliwa, rozpromieniona. Razem z mężem jak każdej soboty jedliśmy śnidanie oglądając DDTVN. W pewnym momencie prowadząca zamilkła, po czym wspomniała o jakiś problemach z samolotem prezydenckim. Natychmiast przełączyliśmy na TVP1 ale tak był pokazywany cmentarz w Katyniu, więc przełączyliśmy na TVN24. W tle studia widać było coraz większe poruszenie, prowadzący przekazywał różne informacje, że problemy z samotolem, lądowaniem, wypadek nic potwierdzonego. Zadzwoniłam do rodziców i rodzeństw- od razu włączyli telewizję, odpalili internet i czas się zatrzymał. Pamiętam że w studiu TVN24 był jakiś wywiad chyba z Olejniczakiem, który się rozpłakał i wyszedł…Cały czas się modliliśmy żeby to nie była prawda. Nie mogliśmy uwierzyć…A potem płacz, smutek, złość. Takjakbyśmy stracili członków naszej własnej rodziny- a może właśnie straciliśmy bo Polska była naszą rodziną, a po tej katastrofie już nigdy nie będzie taka sama…Nagraliśmy wiele informacji, wywiadów, pogrzeb Pary Prezydenckiej dla naszego synka- żeby pamiętał….

    Dobre 9

  74. nika pisze:

    Pamiętam- była sobota, wróciłam w piątek do domu z uczelni, a w sobotę- zabrałyśmy się z siostrą i mamą za porządki, przygotowanie obiadu na niedzielę, itd… Nagle siostra zawołała mnie do pokoju, usłyszała coś w radio i włączyła telewizor. Opadłyśmy na kanapę, wciąż nie wierząc w to, co widzimy, w te zdjęcia i słowa dziennikarzy. Pamiętam, że taty nie było, wrócił później. Zderzenie z jego niedowierzaniem, gdy pierwszy raz usłyszał od nas że prezydent nie żyje… Pytania, pytania, pytania… od tamtego dnia, do dziś. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak to samo miejsce- święte i przeklęte zarazem, mogło nam odebrać znowu najważniejszych ludzi w państwie.

    Dobre 7

  75. Maciek pisze:

    Od kilku lat studiuję w Edynburgu. Tego dnia, jak co sobotę pracowałem w sklepie spożywczym i obsługiwałem klientów przy kasie, w tle grało radio. Była godzina 10 rano gdy nadano serwis informacyjny. W tym czasie przy kasie stało kilka osób, więc się nie wsłuchiwałem, ale jakoś w pewnej chwili zelektryzowało mnie gdy usłyszałem nazwisko „Kaczyński” i zaraz potem „Smoleńsk”. Od razu przeszła mnie myśl – co jest grane, że nagle poruszają temat  dzisiejszej wizyty polskiego prezydenta w Katyniu? Gdy przez chwilę nie było klientów wyciągnąłem komórkę i wszedłem na stronę wiadomości BBC. Szok. Katastrofa samolotu, brak dokładnych danych. Zawołałem koleżankę, aby mnie zastąpiła na kasie, i jej powiedziałem, że nasz samolot się rozbił i chcę się dowiedzieć więcej. Poszedłem na zaplecze i dzwonię do domu, odbiera brat: „wiesz co się stalo?!”. Nie rozmawialiśmy długo, szybko wszedłem na polskie serwisy informacyjne a tam, jak później się okazało, sprzeczne dane. Ktoś przeżył, są szanse na ocalenie, nie wiadomo ile osób leciało… Potem wróciłem do zniecierpliwionej i zszokowanej tą wiadomością koleżanki, powiedziałem jej to, co udało mi się dowiedzieć. Ale trzeba było dalej pracować, jeszcze kilka godzin. Chybcikiem wysłałem smsy do wszystkich znajomych Polaków, niektórzy wiedzieli już, inni dopytywali z niedowierzaniem czy to czasem nie jakiś głupi żart. Po jakimś czasie na stronie Rzeczpospolitej znalazła się informacja o tym, kto tam był. Lista jak lista, na początku przeczytałem z góry na dół, najbardziej zwróciłem uwagę na prezydenta Kaczyńskiego. Ale po chwili widzę – prezes Skrzypek, Szmajdziński, Kaczorowski, Kurtyka, Przewoźnik… Nie mogłem w to uwierzyć, to było coś nieprawdopodobnego. Wtedy do mnie dotarło jak niewyobrażalny jest wymiar tego, co stało sie parę godzin wcześniej kilka tysięcy kilometrów od mojego miejsca pobytu.

    Już po południu, jeszcze w pracy, niektórzy ze stałych klientów a także zupełnie przypadkowi mówili nam, że słyszeli o tej katastrofie i że jest im z tego powodu bardzo przykro i życzą nam i Polsce jak najlepiej.

    Po powrocie z pracy od razu włączyłem komputer i czytałem wszystkie możliwe serwisy informacyjne. Na Facebooku ktoś poinformował, że w Katedrze Św Marii o 19.30 odbędzie się msza w intencji Ojczyzny i Ofiar katastrofy. Przyszło sporo osób, i naprawdę widać było, że ludzie wiedzą po co tym razem przyszli do kościoła.

    Dobre 7

  76. Bartek pisze:

    Wiadomość o wypadku docierała do mnie na raty. W sobotę rano, jak to w zwyczaju studenckim, brałem aktywny udział w wielkim odsypianiu, Z korytarza akademika doszły mnie jakieś pomruki o wypadku samolotu, i coś że przeydent ale to zbyłem i dalej starałem się usnąć. Obudził mnie telefon od kolegi który wystraszonym głosem powiedział co się stało. Wraz ze współlokatorem ocknęliśmy się i w mgnieniu oka pobiegliśmy do „telewizornii” a tam ludzie przyglądający się w milczeniu na program pokazujący listę poległych. Co chwila słychać było niecenzuralną kur*, co w pełni obrazowało szok jaki wyołała ta informacja, sam też zakląłem. Pojawia się informacja że ktoś przeżył, że chyba 3 osoby przewieziono do szpitala. O dziwo po jakiejś godzinie ta wiadomość została wymazana a na jej miejscu ogłaszano że nikt nie przeżył. W pamięci pozostają jeszcze trzy rzeczy – że nagle śp. prezydent był dobrym prezydentem, że marszałek zanim dostał wiadomość o śmierci prezydenta juz ogłosił się po. prezydenta i ogromne kolejki do pałacu. Szok

    Dobre 6

  77. Zofia Żurek pisze:

    To był jeden z najboleśniejszych i najtrudniejszych dni w moim długim i niezbyt łatwym życiu.Wiadomość dotarła do mnie za pośrednictwem radiowej trójki,stałam ogłuszina i porażona tą straszna informacją,rozmawiający w studio dziennikarze reagowali podobnie,zapamiętałam słowa Ryszarda Kalisza,który powiedział”jeśli to prawda to możemy sie tylko pomodlić” to były słowa posła lewicy-tak wtedy reagowaliśmy byliśmy jednością,złączeni bólem i żalem -my Polacy,poprostu Polacy i nie wstydziliśmy sie tej solidarności narodowej a dziś?Co mówią ci którzy podobno szczerze opłakiwali Prezydenta i pozostałe ofiary?Mimo moich 80 lat pojechałam natychmiast na Krakowskie Przedmieście i zastałam tam już tłum a ulicą jak lawa płynęli płynęli ludzie.Do wieczora byłam jak ogłuszona i tak pozostało bo z przerażeniem patrzę co się dzieje z moimi rodakami ,jak paskudnie próbują zniszczyć tę jedność która powstała wokół tragedii.
    W tym roku ,w smutny dzień rocznicy jesli tyko siły pozwolą bede wszędzie tam gdzie podobnie jak ja czujacy będziemy oddawać hołd poległym i głosno dopowinać się prawdy.Zacznę od protestu przed rosyjską ambasadą głośno wołając oddajcie nasze dowody tragedii.oddajcie wrak i skrzynki jesli nic nie macie do ukrycia,czemu zawłaszczacie to co do was nie należy?A 96 ofiarom”wiczny odpoczynek racz dać Panie i pociesz nas bo bardzo cierpimy!”

    Dobre 6

  78. Alaw pisze:

    Byłam załamana. Płakałam kilka dni. Dalej jest mi ciężko.

    Dobre 6

  79. wortan pisze:

    Informacja o tragedii smoleńskiej dotarła do mnie w Osinowie Dolnym  województwo zachodniopomorskie niedaleko Cedyni , podczas wyjazdu służbowego ok. godziny 10 rano .
    Najpierw szczątkowe potem krystalizujące w tragiczną całość informacje od obsługi baru w którym jedliśmy jakiś posiłek .
    Pamiętam życzliwe reakcje obywateli niemieckich których o tej porze w tym miejscu jest więcej niż Polaków .
    Dalsza jazda do Szczecina z towarzyszącą nam radiową trójką i audycji Pani Beaty  Michniewicz ,  utwierdzała nas w przekonaniu jak straszliwa tragedia dokonała się za naszego życia .
    Różne myśli cisnęły się do głowy w tym również zamach , wszak to na rosyjskiej ziemi się dokonało .
    Mając w pamięci lektury Aleksandra Sołżenicyna,Władimira Bukowskiego i innych ,  mam prawo do przekonania że w Rosji niczego nie można wykluczyć . 
    W chwili obecnej mam wielkie poczucie rozczarowania z postawy polskiego rządu i Donalda Tuska , który w sposób bardziej lub mniej świadomy  zaprzepaścił możliwość prowadzenia  sprawnego śledztwa w tej kwestii .
    Mam także żal do Donalda Tuska że swoją postawą firmuje świadomie trend antagonizowania Polaków na tle katastrofy smoleńskiej , wywołany przez tak zwany „Salon”  i inne antynarodowe środowiska w tym również medialne .
    Na wzór Ruandy w Polsce zaczynają żyć równolegle dwa narody jeden patriotyczny nie wstydzący się swej tożsamości i historii  i ten drugi szydzący z tych pierwszych .
    Prawie tak jak  Tutsi  i  Hutu .
    Tm drugim , brzydzącym się historią proponował bym o zdobycie wiedzy czym zakończył się konflikt  wyżej wymienionych plemion afrykańskich .

    Dobre 10

  80. zwykły Polak pisze:

    A ja napisałem wiersz… podczas kolejki –  umieściłem go w onet i długo długo- głosy innych- utrzymywały go na pierwszej stronie… minął rok – a nadal jest aktualny…

    Cały dzień tutaj stoję W tłumie dzieci, ojców i matek I tej chwili gdy wejdę się boję Ściskam w dłoni wymięty kwiatek Co Wam powiem Lechu i Mario Co obiecać mam z głębi serca Które z bólu prawie umarło Czemu czuję się jak oszczerca? Pozwalałem na śmiech z Prezydenta Niemy w bezsilnej złości Nie pozwolę tak zapamiętać Dobrych uczciwych ludzi Pełnych prawdziwej miłości Niech się Polska obudzi!!!

    Dobre 11

  81. kentom34 pisze:

    Dowiedziałem się o tym telefonicznie wkrótce po ogłoszeniu pierwszego komunikatu przez radio. Zadzwonił do mnie przerażony mój bardzo młody przyjaciel, zresztą zdecydowany zwolennik PO. Przyjąłem tę wiadomość z niedowierzaniem i z taką nadzieją, z jaką tonący brzytwy się chwyta, .ze może jednak mój przyjaciel się pomylił, może źle usłyszał. Niestety, dobrze usłyszał.

    Dobre 4

  82. Zbigniew pisze:

    Słuchaliśmy z żoną audycji w radiowej 3, kiedy dowiedzieliśmy się o wypadku. Wieczorem byliśmy na Krakowskim Przedmieściu z kwiatami.Tłum wypełniał ulicę od wysokości Pałacu Prezydenckiego do Świętokrzyskiej.Później śledziliśmy transmisje z przejazdu konduktów żałobnych i ten niesamowity widok ulic zasłanych kwiatami. Następnie czuwanie , ostatni przejazd pary prezydenckiej na lawecie i msza święta na Starym Mieście. i na końcu Wawel. Dopiero wtedy odczułem jak wielkiego człowieka straciliśmy.
    Nie mogę zapomnieć brutalnego przerwania klimatu tych dni przez Wajdę i jego wezwanie do protestów przeciwko pochowaniu Prezydenta na Wawelu i wypowiedzi małych młodych ludzi w Krakowie obrażających jego pamięć.

    Dobre 15

  83. Tomek pisze:

    Dnia 10 kwietnia obudziłem się około godziny 10 w swoim łóżku w akademiku. Mój współlokator powiedział mi co się stało. Uśmiechnąłem się tylko i powiedziałem:
    -Bartek prima aprilis było 1-go kwietnia.
    Chciałem sprawdzić. Ciężko było wejść na jakikolwiek portal informacyjny (serwery były przeciążone). Włączyłem telewizję i osłupiałem. Przez długi czas nie mogłem w to uwierzyć. Jak to możliwe że mój ukochany prezydent wraz z małżonką i wieloma innymi osobistościami nie żyje? To było coś niesamowitego. Ogarnął mnie taki żal, że śmiało mogę powiedzieć, że był nawet większy niż po śmierci papieża. Wielokrotnie w telewizji przedstawiano listę pasażerów feralnego lotu. Za każdym razem gdy słyszałem nazwiska: Kaczyński, Putra, Gosiewski, Wasserman, Gęsicka, Natalii-Świat, Stasiak, Szczygło, Wypych i inne czułem się jakbym został rażony prądem. Przez cały dzień nic nie mogłem jeść nic nie było w stanie mnie pocieszyć. W czasie żałoby bezpośrednio po katastrofie chciałem się udać do stolicy aby oddać hołd parze prezydenckiej jednak decyzja o pochowaniu prezydenta na Wawelu pozwoliła mi na uczynienie tego na miejscu, tu w Krakowie…

    Dobre 10

  84. Stefan Kulesza pisze:

    Może to zabrzmi górnolotnie, ale ten dzień zostanie w mojej pamięci do końca życia. Z rana spotkałem się z moją Lubą by zrobić zakupy (wieczorem miałem pociąg do Niemiec). W trakcie tych zakupów dostałem sms-a od kolegi z roku, żebym włączył TV – pomyślałem sobie, że najpewniej nasz wykładowca jest w telewizji lub ktoś od nas z roku. Powiedziałem o tym swojej Lubej. Koledze nie odpisałem, stwierdziłem, że zrobię to później. Odprowadziłem dziewczynę do domu i chciałem jechać dalej przygotowywać się do wyjazdu. Nie minęło nawet 5 min od tego momentu, gdy zadzwoniła moja dziewczyna, z wieścią, że spadł samolot prezydencki. Nie potrafiłem w to uwierzyć, ale wiedziałem, że Ona nie robi sobie ze mnie żartów, bo wiedziała, że to nie byłby dla mnie temat do śmiechu. Przez chwilę nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Potem pojawił się pomysł – Pałac Prezydencki. Wydawało mi się, że jest to jedyne miejsce w którym powinienem wtedy być, żadne inne. Wsiadłem do autobusu i wszedłem na (nomen omen) rp.pl z telefonu – by potwierdzić, czy to nie jet jakiś sen, wymysł wyobrazi. Wtedy zobaczyłem też listę osób, które były w tym samolocie…i nogi się dosłownie ugięły. Ktoś mnie złapał i pozwolił usiąść. Pomyślałem sobie to już koniec, całkowity rozkład państwa. Pan Prezydent, Prezes NBP, najwyższa generalicja, wybitni urzędnicy. W razie jakiegokolwiek zagrożenia zewnętrznego byliśmy bezbronni. Poczułem jakąś nieodpartą chęć by coś zrobić, by zaradzić tej beznadziejności…niestety nie mogłem nic zrobić. Zadzwoniłem do domu z zapytaniem, czy moi rodzice o tym wiedzą – odebrała moja mama, powiedziała że tak. Miała zapłakany głos. Zapytałem się jak się czuje tata, a moja mama powiedziała, że po prostu patrzy w telewizor i płacze. Jeszcze nigdy nie widziałem, ani nawet nie słyszałem, żeby mój tata płakał. Poprosiłem mamę, by kupiła kir i przywiązała go do flagi i wywiesiła ją za okno. Próbowałem znaleźć jakieś znicze, ale w centrum o to ciężko, więc kupiłem białą i czerwoną róże. Po dojechaniu pod Pałac Prezydencki (było parę minut przed 11) trafiłem kiedy było zaledwie 10-15 osób…i ta traumatyczna chwila – flaga została opuszczona do połowy. Coś we mnie pękło i zacząłem po prostu płakać. Nie potrafiłem się powstrzymać. Stałem tam jak wryty i płakałem przez nie wiem jak długo. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. W głowie pojawiła się myśl – pomodlić się. Udałem się do kościoła Św. Anny, który był już pełen – wyszedł ksiądz i spontanicznie odprawił Mszę Świętą w intencji osób które zginęły. Po mszy począłem się trochę lepiej (o ile w ogóle można tak powiedzieć) choć i tak wracając do domu czułem się jak zombi. Po powrocie do domu włączyłem telewizor i kolejny cios – obrazy z tej tragedii. Siedziałem jak wryty przez jakiś czas. Nie chciałem nigdzie wyjeżdżać, nie chciałem opuszczać Polski w takim momencie, chciałem być tu. Zdrowy rozsądek jednak zwyciężył.P omyślałem – coś trzeba zrobić, przecież tak być nie może. Wszedłem na facebooka i zobaczyłem, że powstała akcja by pojawić się o godzinie 15.00 pod Pałacem Prezydenckim (którym, jak nie tym?) by upamiętnić ofiary katastrofy. Wysłałem sms-a o tej inicjatywie do chyba każdego z moich znajomych. Z torbą podróżną, plecakiem (pociąg z Dw. Centralnego miałem ok. 18.30) udałem się pod Pałac Prezydencki – uderzyła mnie ilość osób, że jest ich tak dużo. Pomyślałem sobie, że to piękne, że tyle osób przyszło. Zapaliłem znicze i ponownie zacząłem płakać. W takim stanie czekałem, modliłem się, rozmawiałem z ludźmi co dalej, wspominając osoby, które zginęły aż do 18.00.

    Dobre 12

  85. jm pisze:

    Obudziłem się rano. Siostra powiedziała mi, że byłą katastrofa, ale nie zwróciłem na to uwagi. Zjadłem śniadanie i pojechałem na mecz piłkarski, który miałem dzisiaj rozegrać. Na którymś z kolei przystanku jakaś kobieta dziewczyna rozmawiała przez telefon:
    -”Co? Nie wierzę! ten mały…?”
    Dopiero wtedy dotarło do mnie co pół godziny wcześniej powiedziała do mnie siostra. Przejeżdżałem wtedy autobusem linii 116, przed Pałacem Prezydenckim i zobaczyłem, jak tłum dziennikarzy nagrywa swoje newsy. Chwyciłem za telefon i wybrałem numer taty. Zapytałem czy myśli, że to katastrofa czy jednak coś zaplanowanego… Potem kolejne telefony tym razem odebrane, od braci. Tyle że ja już wiedziałem, więc ich relacje nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia. Pomyślałem, że to w końcu tragedia i że mecz nie powinien się odbyć. Tak było. Potem powrót do domu  czytanie relacji.
    Jaka jest prawda pewnie się nigdy nie dowiemy, ale moim zdaniem nie był to przypadek, że cała polska elita lecąc jednym samolotem nagle miała wypadek. Z późniejszych wydarzeń zapamiętałem to, że awarie miał inny Tupolev, ten sam model. Wmawianie ludziom, że towina samolotu?

    Dobre 7

  86. Akcjon pisze:

    Jechalem wlasnie autobusem na narty do Francji, kiedy pilot wyjazdu poinformowal nas o wypadku. Najpierw zaczalem sie zastanawiac ktorego jest Prima Aprilis, gdy zorientowalem sie, ze to jednak nie 10. nie moglem przez dluzszy czas uwierzyc, ze cos takiego moglo sie stac. Jedynym pocieszeniem jakie moglem znalezc byla swiadomosc, ze omina mnie 2 tygodnie szopki zwiazanej z zaloba. Dalsza przyszlosc malwala sie juz nieco ciemniejszymi barwami…

    Dobre 0

  87. toja pisze:

    Obudził mnie telefon od mojej Mamy. Zdziwiłam się, bo nie dzwoni do mnie tak wcześnie w soboty. Zapytała: „Oglądasz transmisję z Katynia? Tam się coś stało z samolotem rządowym, jeszcze nie wiadomo, czy są ofiary.”
    Obudziłam męża i włączyłam komputer – to co zobaczyłam, nie pozostawiało złudzeń. Katastrofa, nikt nie przeżył! Chwyciłam za telefon i zaczęłam wydzwaniać do kogoś, kto według mnie prawdopodobnie musiał się tego dnia znajdować się na pokładzie TU154. Komórka nie odpowiadała, natychmiast włączała się skrzynka. Zaczęłam płakać i powtarzać w kółko do męża: „Zginał, na pewno zginał”. Po dłuższej chwili zadzwonił telefon i odezwał się znajomy głos. „To Pan żyje, żyje … ” płakałam. Mój znajomy niemal w ostatniej chwili zrezygnował z lotu do Katynia
    Wydawało mi się, że śnie, że za chwile się okaże, że to wszystko jest tylko koszmarną pomyłką. Kilka dni wcześniej przez znajomych prosiłam Prezydenta o życzenia imieninowe dla mojej Mamy – to miał być dla niej wyjątkowy prezent i ten prezent, ten podpis czekał na mnie, bym go odebrała. Tylko Prezydenta już nie było.
    W poczuciu bezradności i poszukiwaniu wspólnoty z innymi tak samo bezradnymi pojechaliśmy na Krakowskie Przedmieście. W tłumie zrozpaczonych, osieroconych ludzi, ludzi, którzy wiedzieli doskonale, co ich spotkało, po raz pierwszy od dawna poczuliśmy się częścią własnego społeczeństwa.
    Całą resztę weekendu spędziliśmy czytając i oglądając wiadomości na sieci i próbując ogarnąć rozumem tę straszliwą tragedię. W poniedziałek rano pojechaliśmy na Mszę za duszę Janusza Kurtyki i wtedy z całą siłą uderzyła mnie myśl, że już nigdy w moim życiu nic nie będzie tak samo, że teraz wszystko zacznie się zmieniać, że czeka nas równia pochyła.
    Zakończę słowami córeczki Tomasza Merty: „Ja rozumiem co się stało, ale w to nie wierzę”.
     
     
     
     

    Dobre 10

  88. Agnieszka Bault pisze:

    Jak większość wpisujących się tutaj wstałam w sobotę niezbyt wcześnie w wyśmienitym nastroju. W Warszawie był piękny, słoneczny poranek. Około godz. 9 włączyłam telewizor. Mój mąż właśnie się golił, moja 2 miesięczna córeczka leżała przede mną na dywanie i radośnie machała rączkami cała w uśmiechach. W tę naszą rodzinną błogość wdarła się ta straszna informacja. Na ekranie programu TVP widziałam zatrwożone twarze dziennikarzy, mówiącego łamiącym się głosem ks. Isakowicza-Zalewskiego. Nie bardzo rozumiałam co mówią, wcisnęło mnie dosłownie w podłogę. Byłam jak sparaliżowana i powtarzałam sobie tylko w głowie, że to niemożliwe. Jeszcze przecież w piątek wieczorem rozmawialiśmy z mężem o tym, jak to dobrze, że mamy Lecha Kaczyńskiego, który ogranicza bezczelne i szalone działania rządu i parlamentu (w kontekście zmian do ustawy o IPNie, którą wiadomo, że miał zawetować). Do męża, który jest Francuzem, powiedziałam tylko „Stało się coś strasznego …”. Potem były rozmowy telefoniczne z rodzicami, mama nieustannie płakała. Już o 12:00 tego samego dnia grupa naszych znajomych spontanicznie udała się pod Pałac Prezydencki złożyć kwiaty i zapalić znicze. My dotarliśmy tam nazajutrz, ale wracaliśmy jeszcze w tygodniu. Jako rodzice niemowlęcia, zostaliśmy wpuszczeni do Pałacu Prezydenckiego bez konieczności kilkugodzinnego stania w kolejce. To był moment wielkiego poruszenia. To co działo się na Krakowskim Przedmieściu było czymś tak pięknym, że ból tamtych dni, zawsze będzie miał dla mnie pozytywny wymiar.
    Potem było niestety tylko gorzej. Byłam na Krakowskim Przedmieściu na spacerze z rodzicami w jedną z sierpniowych niedziel. Krzyż oddzielony był od ludzi rzędem metalowych barier. Garstka tzw. „obrońców krzyża” próbuje się modlić, przetacza się wokół nich tłum obojętnych gapiów, ale co chwilę ktoś przerywa im modlitwę, kierując pod adresem tych ludzi pogardliwe i agresywne komentarze. Dochodzi do „pyskówek”, nawet do przepychanek. Mnóstwo policji i straży miejskiej…nikt nie reaguje. Po tym co zobaczyłam na własne oczy nie mogłam dojść do siebie, zwyczajnie chciało mi się płakać. I tak jest do dziś…

    Dobre 8

  89. Iwona pisze:

    Kiedy dowiedziałam sie od tragedi, byłam poza granicami kraju- w Niemczech. Szykowalismy sie do zwiedzania kiedy to właczyłam CNN i nagle przeczytalam ze był wypadek samolotu, z początku nie zrozumiałam że chodzi o dokladnie ten samolot, ale zaraz po tym sms z Polski= katastrofa samolotu, Kaczyński nie żyje”. Ten sms wciąż jest w moim telefonie i nie umiem go skasować. Kolejne minuty spędzilam na ogladaniu najnowszych wiadomosći, ale najgorsze były to że nie wiedzieliśmy dokladnie kto znajdował sie na pokładzie. Dopiero w niedziele popołudniu kiedy przekroczyliśmy granicę Polski, moglismy w radio posłuchać co sie stało. Potem powrót, TV i niedowierzanie, i płacz. Kilka dni poźniej Krakowskie Przedmieście, a potem pożegnanie Pary Prezydenckiej w Warszawie. I do chwili obecnej wciąż czasem ciężko uwierzyć w to co sie stało. Niech spoczywają w pokoju.

    Dobre 5

  90. emigrant pisze:

    Ten dzien zaczal sie jak zwykle,tak jak u kazdego szarego czlowieka.Wiem ze dostalem telefon od znajomych :wlacz tv.cos sie stalo chyba rosjanie zestrzelili prezydencki samolot:
    Od tego telefonu wiadomosci ogladalem non stop do poznego wieczora.Nie moglem uwierzyc co sie stalo,.Od tego dnia zaczalem baczniej sie przygladac calej polityce sp:Prezydenta Kaczynskiego.Zauwazylem ze przed katastrofa media tak zniszczyly wizerunek sp.Prezydenta,ze dopiero teraz doszlo do mnie jak bardzo bylem zaslepiony i oglupiony .
    Od tego czasu przestudiowalem wszelakie zmianki o Parze Prezydenckiej jak i o samej katastrofie.ogladalem i dalej ogladam wszystkie wychdzace filmy o tej katastrofie,najbardziej wsztrzasnal mnie: List z Polski:,oraz raport MAK.Zauwazylem ze rzad polski poelnil karygodne bledy co do wyjasnienia i sledztwa tego wypadku.Poprzez nieudolnosc stracilismy dobra pozycje na swiecie.Pisze tak poniewaz zyje na emigracji i widze jakie sa oceny ludzi tutaj po katastrofie.Nie wiem komu zalezalo aby to wszystko poszlo w tak zlym kierunku.Boli tez podzial spoleczenstwa polskiego,ale ktos ma w tym interes.Mysle ze czas pokaze kto tutaj zawinil i gdzie byly bledy ze dszlo do tak wielkiej katastrofy.Mam nadzieje ze nie zostanie to tajemnica jak wypadek i smierc Sikorskiego.

    Dobre 9

  91. Wojtek Jakóbik pisze:

    Tego dnia zginął mój szef Zbigniew Wasserman - mentor i najlepszy przykład porządnego człowieka jaki w życiu miałem.

    Około dziewiątej obudził mnie telefon od obecnej narzeczonej. Powiedziała, że coś się stało w Smoleńsku i zaczęła płakać. Kiedy włączyłem telewizor sam skamieniałem. Dopiero po kilku dniach byłem w stanie włączyć emocje. Czarny karnawał trwał w Krakowie około miesiąc. Z kolegami z biura staliśmy przed wejściem porządkując znicze, jak bezpańskie psy.

    Dobre 6

  92. Izabela Woźnikiewicz pisze:

    Sadziliśmy rośliny od wczesnego ranka w kilka osób na ogrodzie za domem, w tym kolega brata z Białorusi. Nagle mama wybiegła przerażona na taras krzycząc, że Prezydent Kaczyński nie żyje, że wszyscy zginęli. Nie mogłam w to uwierzyć. Kilkakrotnie powtarzałam pytanie, ale ta straszna wiadomość nie chciała trafić do świadomości. Nigdy nie zapomnę słów kolegi, który oparł się o łopatę i powiedział: niczego się już nie boją …. zrobili co chcieli. I tak jest do dnia dzisiejszego. 10 kwietnia 2011 to dzień hańby narodowej, że przez rok nie poznaliśmy prawdy. Marny nasz rząd i marny obecny prezydent.

    Dobre 10

  93. Zarek pisze:

    W ten sobotni poranek siedziałem z dziećmi na podłodze w salonie bawiąc się i śmiejąc. Pamiętam, ze kiedy grający cicho w kącie telewizor przekazał informacje o katastrofie po raz pierwszy, pomyślałem, że to primaaprilisowy żart. W tej samej chwili dotarło do mnie jednak, że z takich spraw się nie żartuje i zamarłem. Mieszkam w centrum Warszawy. Wiedziony jakimś wewnętrznym głosem w ciągu 20 minut znalazłem się przed Pałacem. Nigdy nie zapomnę tej milczącej, zaciętej energii zgromadzonego tłumu. Przyszliśmy tam z siebie. Staliśmy milcząc. Niektórzy płakali inni stali zaciskając bezsilnie pięści. Pamiętam że wysłannicy mediów bezradnie kręcili się wśród ludzi prosząc o rozmowę, ale nikt nie chciał z nimi mówić. Nic nie trzeba było mówić…
    W ciągu następnych dni byłem tam jeszcze kilka razy, ale wtedy nie czułem już tej jedności i siły tłumu. Skutecznie zniszczyły ją porozstawiane wszędzie wokół podniesione stanowiska stacji TV, na których zawodowcy czytali do kamer gotowe teksty wyświetlane z prompterów. Do tego media już zaczynały „pracować” nad ta niespotykaną, w Polsce jednością. Zaczęły się wystąpienia „autorytetów” w rodzaju dyskusji nad miejscem pochówku Pary Prezydenckiej. To oczywiste, że chodziło o poróżnienie nas miedzy sobą, bo przecież zjednoczeni byliśmy przez chwilę bardzo groźni i potężni, mogliśmy coś w tym kraju zmienić.

    Dobre 9

  94. M. pisze:

    Obudziła mnie moja mama która wbiegając do mojego pokoju krzyczała: Zginął Leszek i Jarek, rozbił się samolot lecący do Katynia (taka była pierwsza informacja, dopiero w późniejszych komunikatach, okazało się, że J.K. nie leciał w delegacji).
    Razem z bratem, w półśnie zbiegliśmy na dół do telewizora – byliśmy skonsternowani.  Odwołaliśmy przyjęcie, które było zaplanowane na wieczór i resztę dnia spędziliśmy w piżamach przed telewizorem, z przerwą na wieczorną msze za duszę zmarłych. Płacz, wścikłość, niedowierzanie, zadawanie pytań bez odpowiedzi – wszystko na zmianę.
    Nie zapomnę melodii Michała Lorenca z filmu „Różyczka” która tak idealnie się wplotła w nastrój, który wtedy panował. Nie zapomnę telefonu od mojej przyjaciółki, w pierwszych minutach, kiedy obydwie słysząc siebie niewypowiedziałyśmy żadnego słowa, tylko obie do słuchawki płakałyśmy. Nie zapomnę też tej gorzkiej satysfakcji, kiedy Ci znajomi, którzy do tej pory szydzili i naśmiewali się z Pary Prezydenckiej, czuli się wyjątkowo niezręcznie.
    Tłumacząc sobie niewytłumaczalne, pocieszając się, szukałam pozytywów. I zobaczyłam inne media, innych ludzi, innych Polaków, szanujących siebie nawzajem, połączonych i solidarnych. Niestety to nie trwało długo. Zmarnowaliśmy szanse na rekolekcje narodowe.

    Dobre 9

  95. sasza pisze:

    Byłam na wakacjach. I w tym roku tez jestem :)

    Dobre 1

  96. Elzbieta z USA pisze:

    O 5:45 obudzil nas telefon, zadzwonil syn z Bostonu z wiadomoscia o katastrofie prezydenckiego samolotu.Zerwalismy sie z mezem na rowne nogi. Przerazenie, rozpacz, niedowierzanie i pytanie „Co teraz bedzie z Polska”. To byl nasz Prezydent, Czlowiek wielkiej klasy, tak strasznie sponiewierany przez zdrajcow i media.E-mailowalam zaraz do przyjaciol do kraju, ze nigdy, przenigdy nie uwierze w zwyczajny wypadek. Ci, ktorzy twierdza inaczej  sa przerazliwie naiwni, pusci, zaprogramowani przez zdradzieckie media. Zgineli wspaniali ludzie, na ktorych liczyla Ojczyzna.Tak sie stalo, jak sie mialo stac. Pani Maria Kaczynska byla dla mnie wzorem kobiecosci i wspanialego i madrego czlowieka.Na wspomnienie tamtych kwietniowych dni 2010r.lzy cisna sie do oczu a sposob prowadzenia sledztwa tylko potwierdza, ze to nie byl wypadek.Obecnie widac kto „rzadzi” lub probuje rzadzic jeszcze…Polska.
    Czesc pamieci 96- sciu wspanialym Polakom.
     
     
     

    Dobre 8

  97. Jerzy Binkowski pisze:

    Jechałem do swego ucznia z pękniętą szczęką po wypadku samochodowym. Zatrzymałem samochód, gdyż ktoś telefonował. To Żona prosiła, abym jaknajszybciej wrócił do domu, gdyż ona nie chce płakać  sama w domu: ZGINĄŁ PREZYDENT LECH KACZYŃSKI, JEGO ZONA MARIA I WSZYSTKIE OSOBY UDAJĄCE SIĘ DO KATYNIA! Przytuliłem za chwilę ucznia i wróciłem do Żony. Płakaliśmy. Nad tajemnicą ludzkiego losu.

    Dobre 3

  98. MAGE pisze:

    Nie włączyłam telewizora tego ranka. Leżałam w łóżku czytając piątkową prasę, słońce zaglądało przez okno. Syn spytał czy może poczatować z kolegą i napisał do niego sms-a. Za chwilę woła: Mamo, wiesz co on pisze?! Że Kaczyński nie żyje.
    Pierwsza myśl, że to znowu jakiś obrzydliwy żart, kolejna draka o samolot czy moze akcja celebrycko-polityczna na tvn24. Ale zbiegłam po schodach narzucając szlafrok, włączylam telewizję. Było już mocno po 9-tej. Za chwilę zadzwoniła koleżanka: – Slyszałaś? Tego dnia nie ruszyłam się sprzed telewizora. Nie pamietam bym kiedykolwiek tak płakała.

    Dobre 5

  99. Artur Lorek pisze:

    Dzień nie zapowiadał od rana niczego ciekawego. Wstałem wcześnie, bo byłem na kursie instruktorów harcerskich. W momencie katastrofy mieliśmy akurat zajęcia na temat patronatu honorowego prezydenta. Nie mieliśmy tam telewizji, stałego łącza czy radia. Zaczęły docierać do nas sprzeczne informacje przez sms-y: ‚Prezydent nie żyje’, ‚Drugi Katyń’, ‚Tupolew się rozbił’, ‚Był zamach na Kaczyńskiego, wszyscy nie żyją’.

    Nikt w to nie chciał wierzyć. Przekazaliśmy to prowadzącej zajęcia, telefony się rozdzwoniły. Jeszcze w południe przyszedł rozkaz z Kwatery Głównej o żałobie. Cały plan pracy na ten dzień został zaburzony. Wieczorem zasiedliśmy przy ognisku. W ciszy.

    Dobre 8

  100. Ferrari pisze:

    Wspomnienia…?Hmmm przykry dzien,który zapisał sie juz na zawsze na kartach polskiej i swiatowej historii…Moja reakcja?? Dziwna…odebralam to wszytsko bardzo personalnie, byłam znacznie dojrzalasz niz podczas smierci papieza, i przezywalam to bardzo emnocjonalnie, plakalam nie mogla sie pozbierac.  Przezywalam to jako Polka, patriota i zwolennoczja polityki Lecha Kaczynskiego. W tamtym czasie analizowalam sobie konstutucje na zajeciach Wosu i mialam burze mysli w glowie dotyczaca tego co teraz bedzie w naszym panstwie…
    Nie bede ukrywac, ze strasznie zaczely mnie irytowac potem osoby, ktore jawnie obrazaly osobe Sp. prezydenta za jego zycia, po czym nagle zaczely go we wszystkim chwalic tylko pod publiczke. Taka sama sytuacja z stacjami TV, stacje ktore dotychczas uchodzily wrecz za antypisowskie probowaly jakos odrabiac ‚stracony czas’ i jawna krytyte prezydenta, co budzilo we mnie bardzo negatywne emocje!!!

    Dobre 5

  101. Dragazes pisze:

    Tego ranka nie robiłem nic szczególnego, nagle mój brat oznajmił, że „Kaczyński zginął”.
    Od razu włączyłem tv i na bieżąco śledziłem informacje w wielkim szoku i z tysiącami myśli. Tak przeżyłem dzień, o którym przyszłe pokolenia będą się uczyć z podręczników historii (a przynajmniej mam taką nadzieję – dziś już nic nie jest pewne).
    Za dobrze znam jednak historię Polski, by uwierzyć Rosjanom i im tutejszym paziom. Moim zdaniem prawda jednak nigdy nie wyjdzie na jaw, ale wszystko w rękach Boga…
    Veritas vos liberabit
     
     

    Dobre 9

  102. Anna pisze:

    Z 10 IV 2010 pamiętam najpierw niedowierzanie, które następnie przerodziło się w przerażenie i poczucie straty, tak ogromnej, jakby zginęli tam moi bliscy. Potem płacz, który miał trwać jeszcze bardzo długo. I cierpienie, które tak naprawdę czuję do dzisiaj. 10.IV.2010 z całą mocą uświadomił mi, czym jest dla mnie Polska.

    Dobre 7

  103. Mika pisze:

    To jeden z tych dni, z którego pamięta sie smak, zapach, kolory, wszystko…  Pamiętam nawet co jadłam wtedy na śniadanie, pamięatm nawet smak.  Umówiłam się ze znajomymi, że przyjadę do nich w ramach wiosennego odchudzania grabić ogród. Dzień był pochmurny i włączyłąm TVP Info, aby sprawdzić pogodę. Było ok. godz. 9.35. Prezenter podawał, że rządowy TU-154 z prezydencką delegecją rozbił się podczas lądowania, trwa akcja ratunkowa, czekamy na szczegóły. Później było przeskakiwanie z kanału na kanał. Internet – nie wczytują się żadne, strony. I w końcu wiadomość, w którą nie mogła być prawdziwa. Była. Przez ten rok są takie momenty, że wydaje się ona tylko złym snem. Później próby dodzwonienia się do rodziny, znajomych – sieć padła. Jakoś tak wszyscy chcieli być razem, choćby za pomocą telefonu. I później w ciągu dnia oglądanie, telewizji, bezsenowne pranie płaszcza, znowu telewizja, pranie… Wieczorem pojechałam do katedry i kupiłam biało-czerwone drobne goździki,

    Dobre 4

  104. Krzysiek pisze:

    Poranek, nagle sms od mojej Mamy: „Rozbił się samolot z prezydentem”. Z pierwszej chwili pomyślałem: niemożliwe, że zginął… A jeśli jednak? Szybko włączyłem internet w komórce. Jest informacja, Prezydent i wszyscy inni zginęli. Niemożliwe, samolot z prezydentem nie mógł się rozbić… I jeszcze to miejsce – Smoleńsk. Niesamowite. Za chwilę dostaję kolejne smsy z informacją o katastrofie. Sam wysyłam kilka. Znów odświeżam stronę w komórce. Kolejny szok – lista osób na pokładzie. Tyle dobrze znanych nazwiska… Tylu szanowanych ludzi… Śmierć choćby jednej z nich zepchnęłaby innej informacje na dalszy plan. Potem poszedłem pod pałac, następnie na mszę w archikatedrze – tłum ludzi, stałem gdzieś pośród nich na Placu Zamkowym. I znowu lista nazwisk, i znowu niedowierzanie. I to niedowierzanie wraca nawet dziś.

    Dobre 5

  105. Otis Tarda pisze:

    Odprowadzałem wczesnym rankiem Lubą na pociąg. Wróciłem do domu, poszedłem dospać, obudził mnie współlokator mówiac, że prezydent zginął w Katyniu. Uznałem to za jeszcze jeden żart w dość złym guście i czekałem na jakąś puentę.
    Puenty nie było.
    Reszta właściwie mi się jakoś rozmywa, pamiętam, że potem pytałem znajomych na forum, czy wywieszenie flagi z kirem nie byłoby nietaktem. O tym, jak powinien wyglądać kir, przeczytałem na jakichś amerykańskich stronach; kupiłem w pasmanterii dwie czarne wstążki o różnej grubości, sprzedawczyni dłuższą chwilę szukała ich gdzieś pod ladą. Parę godzin później były już na ladzie, zdaje się, że za podwójną cenę.
    No i oczywiście, cały dzień przed telewizorem, sam nie wiem po co, skoro dość szybko było jasne, że wszyscy nie żyją. I nazwiska za nazwiskami, cała masa ludzi, których nie powinno tam być.

    Dobre 3

  106. grzesznik pisze:

    Telefon od zony odebrany w czasie jazdy samochodem z pracy do domu.
    Mialem zamiar zobaczyc transmisje w TV Trwam , ktora jako jedyna ( chyba ) miala zamiar pokazac w internecie calosc uroczystosci 10.04.10.
    Sucha informacja : Samolot z prezydentem rozbil sie w Smolensku kolo Katynia.
    Niesamowite.
    Mysl pierwsza : przekleta dla Polakow ziemia Katynia i okolic.
    Mysl druga : nie dowiemy sie nigdy prawdy o tej tragedii
    Mysl trzecia : wielka strata bo do samolotu wsiedli ci na ktorych bardzo liczylem.
    Moja mysl wspolczesna : Ktos wie jak zrobic zeby zebrac w jednym samolocie tylu takich jak oni. Ktos dobrze zna polski charakter.
     

    Dobre 9

  107. Gosia pisze:

    Sobota 10 kwietnia zaczela sie wczesnie i do tego od wizyty u dentysty, ktory poprzednego dnia zgodzil sie „wcisnac mnie” przed oficjalnym otwarciem gabinetu. Po wizycie zabralam psa po parku, choc byla nieprzyjemna mzawka i wlasciwie ani psu, ani tym bardziej mi,  za bardzo nie chcialo sie spacerowac – ostatecznie zawrocilismy do domu kiedy sie rozpadalo. W domu sniadanie z rodzicami i babcia, ktora tego dnia mielismy odwiezc do domu.

    Jak zwykle przy sniadaniu wlaczone radio i nagle krotka „niewinna” wydawaloby sie informacja, ze cos sie stalo z samolotem prezydenckim. Na poczatku, jak kazdy, myslalelismy ze to nic, przeciez ciagle byly jakies awarie z tymi samolotami. Jednak pobieglismy wszyscy do pokoju i wlaczylismy telewizor, bardziej z ciekawosci niz jakiegos niepokoju. No a potem, wiadomo..te wszystkie wyczytywane nazwiska..piekne fotografie na ekranach..nasz Prezydent i ludzie, z ktorymi wiazalismy nadzieje na zmiany w Polsce..

    Odwiezlismy babcie na wies, na drodze bylo bardzo spokojnie, wszyscy jakby milsi dla siebie..A wieczorem, z bratem i bratowa, zanieslismy kwiaty i znicze pod dom Prezydenckiej Pary w Sopocie.

    Dobre 5

  108. teodor pisze:

    Mieszkamy w Irlandii. Tego dnia odwiozłem syna na trening ju-jitsu w centrum Limerick. Zaparkowałem samochód obok sali treningowej i wstąpiłem do polskiego sklepu na małe zakupy. Pani w sklepie zapytała czy słyszałem co się stało.
    - Nie, a co się stało ?
    - Samolot prezydenta rozbił się
    - Ale jakiego prezydenta – zapytałem jakby przeciągając w czasie przyjęcie złych wiadomości
    - naszego prezydenta – Kaczyńskiego
    - jak, kiedy ? dopytywałem
    Opowiedziała mi wszystko co w tym czasie było wiadomo.
    Gdy wróciłem do domu, włączyłem telewizor i czarne wieści zaczęły docierać do mnie w całej swojej grozie. Później był smutne godziny  i dni. I ciągły głód informacji jak to się stało, dlaczego ?
    W poniedziałek koledzy w pracy Irlandczycy składali mi wyrazy współczucia z powodu śmierci naszego prezydenta.
     

    Dobre 6

  109. jujo pisze:

    Dwa tygodnie wcześniej byłem w wawie z kolegą i koleżanką z pracy, jechaliśmy taksówką, kiedy kierowca – nie pomnę kontekstu – coś przygadał o kaczorach. A ja go zrugałem, pytając, co im zarzuca, co go w nich gnębi. Nie dlatego, żebym był zwolennikiem czy wyborcą Kaczyńskich (niewiarygodne, ilu ludzi to zastrzega, prawda?), ale niepomiernie mnie irytowało kontestowanie ich w czambuł, dla zasady, bez jakiegokolwiek przyczynka.
    Stąd się wzięło, że zadzwoniła do mnie, budząc, ta właśnie koleżanka z informacją „włącz telewizor, Twój prezydent prawdopodobnie zginął”. Nie mam telewizora od 13 lat, włączyłem zatem PR3, rp i gw (tutaj oczekiwałbym po obiedzie pierwszych relacji z Katynia, który dziwnie mi bliski – ot, sentymentalno-martyrologiczny dureń:), które porównałbym, jak zwykle, z relacją gw). Było ok. 9.30, już około 10.20 wywiesiłem Flagę z kirem naprędce spreparowanym, i cały dzień spędziłem przy radiu na stronach rp i gw. Dziwny dzień. Nie płakałem, byłem natomiast całkowicie wybity z jakiegokolwiek rytmu. Jakaś postać szoku, zapewne. Z Nich wszystkich – nikogo nie znałem osobiście – uderzyła mnie najbardziej śmierć Andrzeja Przewoźnika i Tomasza Merty. Przewoźnik – to była moja największa strata w tej katastrofie, tak zostało i po ustaleniu listy.  
    Ten dzień zapamiętałem, bardziej chyba, niż śmierć JPII. Inne emocje.
    I jak nie płakałem (w sensie dosłownym, fizjologicznym) po śmierci JPII, nie płakałem po Nich, tak długo płakałem bardzo późno w nocy czytając księgi kondolencyjne – tu, na rp przede wszystkim, może i gdzie indziej, czytając wpisy Ukraińców, Rosjan, Czechów, Słowaków. Ich było najwięcej, pamiętacie? było kilku Madziarów, wszyscy inni pojedynczy już. Mniejsza. Te wpisy sąsiadów – serdeczne, ciepłe, wzruszyły mnie wówczas do obfitych łez.
    Tę lekturę krótkich wpisów Sąsiadów zapamiętam do końca życia zapewne.

    Dobre 3

  110. jan.ek pisze:


    Wielkość państwa i jego przywódzców najpełniej objawia się w chwilach trudnych. Ale też wtedy najłatwiej utracić szacunek innych. Wtedy najlepiej widać czy umieją konsekwentnie bronić swoich obywateli oraz dbać o godność i interesy państwa.
     

    Myślę, że podczas katastrofy smoleńskiej nie zdaliśmy tego egzaminu i ponieśliśmy podwójną klęskę i stratę. Zginął prezydent i wielu czołowych polityków i oficerów. Stało się też coś równie strasznego – za sprawą postępowania rządu po katastrofie – państwo utraciło twarz. Rząd dla celów doraźnej walki politycznej poświęcił naszą wiarygodność na arenie międzynarodowej. Zresztą podobnie jak Hiszpania wycofując żołnierzy z Iraku po zamachu na pociągi w Alcala de Henares. Tego nie da się już odrobić – jest to degradacja do drugiej ligi państw półsuwerennych. Żal i przejmująca bezsilność,  w pozycji Polski na świecie mniej szkody narobił komunizm i stan wojenny, bo były zewnętrzne i nie wynikały z suwerennych decyzji reprezentantów narodu. Nieżyjący prezydent Kaczyński miał  świadomość potrzeby budowania pozycji Polski suwerennej opartej na zasadach i tradycyjnych wartościach. Nie warto teraz budować mu pomnika, kiedy nienawistny jazgot  nie pozwoli na godne jego uczczenie. Pamięć o nim nie zaginie i jestem pewien, że nie  w odległej przyszłość zostanie odpowiednio uhonorowany.
     

    Dobre 10

  111. ks. Patryk Michalski SAC pisze:

    To był bardzo dziwny dzień. 

    Pracuję jako duszpasterz wśród Francuzów w jednej z bardziej aktywnych parafii Paryża.
    Wcześnie rano wyruszyłem z pewnym małżeństwem parafian do Normandii na weekendowe rekolekcje. Nie słuchaliśmy radia.

    Po południu, po przybyciu na miejsce inna para zaczęła mi składać kondolencje „bo Wasz prezydent zginął w katastrofie lotniczej z całym rządem”. Zabrzmiało to groteskowo (i później wiele informacji we francuskich mediach było nierzetelnych). Nie miałem dostępu do Internetu, dlatego musiałem zadzwonić do Brata w Polsce. A on zaczął mi z pamięci wymieniać nazwiska tych, którzy wraz z Prezydentem lecieli tupolewem do Smoleńska.

    W niedzielę wieczorem wróciłem do siebie nad Sekwanę. Przeglądanie polskich i niepolskich serwisów internetowych oraz słuchanie I Programu PR wypełniło mi cały ów Wielki Tydzień Polaków.

    A potem? Nadzieja. Ale nie na jakieś „cudowne pojednanie Polaków” tylko na rzetelne zajęcie się sprawą, fachowe śledztwo, wyciągnięcie konsekwencji i godne uczczenie ofiar z Prezydentem na czele.

    Dobre 5

  112. Mada68 pisze:

    Tego dnia moja córka wraz z zespołem miała brać udział w przeglądzie zespołów tanecznych w Opocznie. Wyjazd był rano, a my troszkę zaspałyśmy, dlatego wszystko odbywało się w biegu – ubieranie, przegląd strojów, no i skomplikowana fryzura… Nie było czasu na TV i radio. W trakcie uplatania misternego nieładu artystycznego na głowie mojej córki zadzwonił telefon. W pierwszym momencie wkurzyłam się, bo i tak brakowało mi jeszcze co najmniej dwóch rąk, ale spojrzałam na wyświetlacz i musiałam odebrać. Jechałam z dziewczynami jako opiekun, a telefon był od koleżanki, matki jednej z naszych tancerek. Gosia powiedziała: „Słuchaj, w związku z tym, co się stało, przegląd chyba będzie odwołany?”, „A co się stało?” – spytałam. „Nie wiesz? Nasz Prezydent nie żyje!”, „Co ty p..lisz?” – powiedziałam niezbyt elokwentnie, ale etykieta była ostatnią rzeczą, na którą zwracałam uwagę. „Włącz telewizor” powiedziała jeszcze koleżanka, a ja, nie rozłączając się, rzuciłam telefon i pobiegłam do pokoju. Jakoś od razu wiedziałam, że to nie żarty!!! Bałam się tej wizyty, nie ufałam ruskim, miałam naprawdę złe przeczucia. Zanim jeszcze TV-ustrojstwo się włączyło, powiedziałam do męża – „Wiesz, co się stało?” „Co?” – spytał. „Nasza Kaczusia nie żyje!!!”, „Jak to?!!!” wykrzyknął. „Ano tak – chcieliśmy Katynia, to mu k…a urządzili Katyń!”. A później słuchaliśmy wieści, jak przykuci.. Ja musiałam jeszcze jechać na miejsce zbiórki, odwołać wyjazd, zatem wiedziałam tylko, że zginął Pan Prezydent, Pani Maria, Nasz Świętokrzyski Gosiu, Pan Putra, nie znałam jeszcze całej bolesnej listy. Zanim wróciłam do domu, pocieszałam się, że przecież nie mogą od razu wiedzieć, że wszyscy zginęli, że przecież wielu mogło się uratować….. A potem usłyszałam kompletną listę 96 ofiar!…..
    Przez kilka dni nie byliśmy zdolni do żadnej pracy, nie mogliśmy się zmobilizować do wykonywania codziennych czynności, siedzieliśmy przed TV i płakaliśmy, a za każdym razem, gdy odczytywano listę, czuliśmy kolejne razy, zadawane wielkim nożem. Wraz z tymi ludźmi, coś w nas umarło – umarła nadzieja na lepsze jutro!…

    Dobre 8

  113. andzia pisze:

    Obudzilam sie o ok 9 (godz. 10 polskiego czasu). Jeszcze bedac w lozku chwycilam za telefon zeby, jak co dzien, sprawdzic mejle, facebooka, wiadomosci. Nagle wiadomosc o wypadku samolotu. Pobieglam na gore wlaczyc tv. BBCNews i ten szok. W pidzamie, wcisnieta w sofe przed telewizorem siedzialam chyba do 2. Lzy splywaly non stop. Bylam z dala od mojej Ojczyzny, ktora tak jak ja stala sie w tym momencie sierota. Zadzwonilam do rodzicow w Polsce: Mama zaplakana, Tata pelen powagi; niewiele mowil jako oredownik PO.
    Kilka dni pozniej dowiedzialam sie, ze Ks Gostomski z parafii w Hammersmith, ktory rok wczesniej byl u mnie na kolendzie rowniez byl w tym samolocie. W jakim dziwnym odruchu, ludzac sie i ufajac, ze moze jednak nie, zadzwonilam na jego komorke. Cisza…
    Tego dnia tragedia nie tylko sie wydarzyla, ale rozpoczela i trwa po dzis dzien.

    Dobre 10

  114. Jacek pisze:

    Siedziałem w kuchni  słuchając  radiowej „Jedynki”.  Gdy usłyszałem tę informację nogi zrobiły  mi  się  z  waty….  Pamiętam  jak  spikerka  czytała  listę ofiar   łkając…  Kurcze, okropne to  było…

    Dobre 5

  115. wwwww pisze:

    10,04,2010r wstałam jak zwykle bardzo wcześnie ok 5 rano. O 7 obudziłam męża  ponieważ szedł do pracy na godz. 8 , po jego wyjściu jeszcze trochę posiedziałam przy komutr=erze.Włączyłam radio (zawsze mam ustawioną 3) były jak zwykle gadające głowy . Byłam w łazience ale  drzwi miałam otwarte .Dziwny spokój zapanował w radiu,zdziwiło mnie to.Poszłam do kuchni i właczyłam TV .Nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam, z piersi wyrwał mi się okropny szloch.Zadzwoniłam do męża i powiedziałam o katastrofie samolotu  którym leciał nasz Prezydent śp. LECH KACZYŃSKI.Powiedziałam również , że obecny rząd pozbył się wspaniałych ludzi.Płakałam przez tydzień.Do tej pory nie mogę z moim mężem dojść do siebie po tej strasznej katastrofie.Nie wierzę w przypadki.Naszym prezydentem nadal jest śp LECH KACZYŃSKI.Pokój jego duszy.

    Dobre 9

  116. Jacek B. pisze:

    Poranek. 10 kwietnia. Sobota. Początek weekendowego dyżuru w pracy. Dzień ani ładny ani brzydki. Codzienna kawa. No i radiowa „Trójka”. Jak zwykle o tej porze Ewa Michniewicz i jej goście – poltycy. W pewnym momencie dziennikarka przerywa program, mówiąc coś o jakichś niepokojących wiadomościach. Chwila muzyki. Po przerwie tragiczna wiadomość. Nie do uwierzenia. Jak ??? Jak to możliwe ??? Może jednak nie wszyscy. Prezydent i tylu, tylu wspaniałych ludzi …
    Po jakimś czasie rodzące się pytanie  … Qui bono ? W ciągu dnia informacja o objęciu obowiązków głowy Państwa przez Komorowskiego … Tylu ludzi niewygodnych przewodniej sile narodu nie bedzie już stanowić problemu, nie będzie głosem sumienia …
    Wieczór. Premier. Człowiek tak wiele razy odnoszący się do prezydenta z tłumioną nienawiścią … Teraz z maską żalu i smutku na twarzy, klęczący w Smoleńsku .. Fałsz i obłuda tego obrazka …
    I ich Premier .. Zimny… Ściskający tego niby-naszego … Znów odczucie – Jakież to nieprawdziwe, teatralne, dla mediów ….
    Następego dnia wsiadam do windy z sąsiadka. Ma czerwone od płaczu oczy. Spogląda na mnie i mówi – „To był mój Prezydent”. Ściskam jej dłoń serdecznie i mówię cicho – „Mój też, mój też …”

    Dobre 12

  117. Pyzol pisze:

    Daleko w Kanadzie ciągle jeszcze śpię –  przy, jak zwykle włączonym,  radiu. Nagle  mózg, niczym pociski,  przeszywają słowa:  Polish president…wife… air crash…

    I już nie śpię.  

    Tak bardzo jednak chciałabym się z tego   o b u d z i ć. Z tych nazwisk, z tego bezlitosnego szeregu nazwisk, z tego koszmarnego, strasznego 10.04.2010. 

    Katarzyna Mąkowska

    Dobre 8

  118. poko pisze:

    10.04.2010..

    Mieliśmy jechać w góry. Właściwie wszystko było przygotowane. Pod pozorem  przygotowania samochodu wyszedłem wcześniej, chciałem mieć te swoje 5-ć minut na posłuchanie „śniadania ” w trójce…ONE krzyczą na mnie i „moralnie się znęcają”..jak słucham tych „nudnych” audycji o polityce..Bo:-co mi to da..Tak mówią…
    Nie ma to jak : praktyczna pani…
    Usadowiony w samochodzie słucham  audycji, normalnego jej toku….

    I nagle..komunikat o samolocie prezydenckim ..o kłopotach z lądowaniem..

    Słucham dalej , kłopoty – paskudna rzecz, myślę sobie..ale -nie najgorsza…
    Nagle podskoczyłem, docierać do mnie zaczęło , że to nie są zwykłe kłopoty z lądowaniem, że TAM coś się stało niebotycznie złego.
    Pędem do domu.
    Otwieram telewizję , argumentując że stało się coś strasznego…Nie wierzyły początkowo…
    Kontrast pomiędzy wycieczką górską a szokiem wypadku był zbyt wielki…
    Przed telewizorem nie mogłem usiedzieć..
    Chodziłem po pokoju, słuchając informacji , tych pierwszych..
    O; 4-ro krotnym lądowaniu..o; JAK-u prezydenckim ..o; 132-uch pasażerach poległych…O; trzech osobach które przeżyły..

    Przecież TAK mówili..Przecież – nie byłem SAM który to słyszał..
    „Coś”…mi mówiło , że  nie był zwykły wypadek, zwykła katastrofa…
    Ze sprzeczności informacji przebijał się chaos tamtego miejsca….nienaturalna podstawa Rosjan..Nie tych prostych – zwykłych ludzi..ale tych odpowiedzialnych za ŁAD medialny.
    Widać było „spięcie”  w przekazywanych informacjach..które powodowało NIEŁAD..
    Jedno mi utkwiło , zdaje się wtedy pokazywano film z lądowania samolotu, tuż przed kraksą..i owo zahaczenie o brzozę..
    Nigdy, go, potem nie widziałem.

    Dobre 6

  119. Grzesiek_ pisze:

    Najcięższe, najtrudniejsze, najbardziej bolesne tego ranka były dla mnie chwile, gdy nasza 4-letnia córcia stanęła smutna przed telewizorem. Widziała zmieniające się obrazki, roztrzaskany samolot, widziała nasze pełne przerażenia i smutku oczy. Małe dziecko często nosi w sobie ogromne pokłady mądrości, potrafi przeczuć choć zapewne jeszcze wielu rzeczy nie rozumie. Zapytała nagle: „Tatusiu, dlaczego jesteś smutny?” Wtedy chciałem z całej mocy krzyczeć w stronę nieba! Jeszcze nigdy nie czułem takiej bezradności. Takiego bólu. Ona jeszcze nie rozumie znaczenia słowa „prezydent”. Przytuliłem ją więc mocno do siebie, aby nie widziała moich łez i z trudem powiedziałem: „Kochanie, umarł nasz Król. Dobry Król”.

    Dobre 12

  120. Mariusz z Poznania pisze:

    Od 9-tej byłem na kortach, o 9:30 miałem zacząć grać – nie zagrałem … Moment pierwszej informacji o katastrofie (chyba jak każdy) przyjąłem z niedowierzaniem. 98 osób zginęło ! później 120 osób zginęło ! zamieszanie. W pierwszej informacji podano że zginął PREZYDENT Kaczyński. Pierwsze moje odczucie po tych słowach : ZERO żalu po polityku Kaczyńskim, 100% żalu po człowieku ! 100% żalu po wszystkich którzy zginęli ! Pierwsze dni pokazały, że POLACY mogą być razem , że mogą współpracować ze sobą, że MOŻEMY WSZYSTKO ! Niestety, HANIEBNY pomysł pochówku na Wawelu skutecznie zabił wszystko. Im dalej od tej tragedii tym żal po politykach staje się procentowo mniejszy. Taki 100%-wy pozostał wyłącznie po ludziach, którzy zginęli i nie byli elementem „wojenki” pomiędzy PiS, a PO. Bo to jest przyczyna tej katastrofy. Politycy zrobili w tym czasie wszystko aby pamięć po nich skutecznie wymazać ! Katastrofa w Smoleńsku, mogła być w całej swojej tragedii momentem przełomowym , momentem odnowy , ale polityce potrafią zepsuć wszystko dla swoich partyjnych , partykularnych celów. 
    Często mówimy , że pierwszy wybór , pierwsze odczucie jest najwłaściwsze. Po roku myślę , że w pełni się z tym zgadzam ! Pozostał żal po ludziach a nie po ich funkcjach !

    Dobre 0

  121. darkys pisze:

    Spałem po nocnej zmianie. Żona obudziła mnie informacją o katastrofie. Gdy rozbudziłem się na dobre pomyślałem o konsekwencjach dla „polaka szaraka”. Elity państwa które nie potrafią zadbać o swoje bezpieczeństwo – jak Ci ludzie mają zadbać o naród. Wieczny klincz między dwiema politycznymi szajkami i organizowanie swoich „wiernych” przeciwko sobie. Dobrze zorganizowany pogrzeb (jedyne co nam wychodzi) i czekanie na prezydenta Obamę jakby to było w tym dniu najważniejsze. Wielkość i mizeria Polski i pewność że dla przeciętnych ludzi „lepiej już było” …

    Dobre 0

  122. kawka pisze:

    Pamiętam, że dostałam SMS od koleżanki, że polski samolot z prezydentem miał wypadek i prezydent  nie żyje.  Bez namysłu pobiegłam włączyć TV i zobaczyłam dymiące szczątki samolotu… Niedowierzanie, ból i pytanie: jak mogli ? Pierwsza myśl – to nie przypadek! Ale rozum zaraz próbował wyjaśniać: przecież nie odważyliby się… tam była głowa państwa należącego do UE… 
    Naturalnym odruchem było przyjść na Krakowskie i przywitać trumnę z ciałem,  oddać hołd Prezydentowi, który walczył o prawdę, życiem potwierdzał wartości, w które wierzył: dobro rodziny, suwerenność ojczyzny, skromność, mądrość. Był prawdzimym mężem stanu, który nie walczył o popularność w sondażach ale o trwałe dobro.  
    Dobrze było wtedy zobaczyć, że jest nas wielu „obciachowców” szanujących obśmiewanego i wyszydzanego Prezydenta.

    Dobre 14

  123. Tego dnia nasza rodzina była w katedrze szczecińskiej, zgromadzena z wieloma innymi na uroczystości święceń kapłańskich 10 diakonów z tamtejszego seminarium. Wszyscy w oczekiwaniu na wielkie wzruszenia, ale…nie takie, jak ogłosił ,przy biciu katedralnych dzwonów, jeden z księży.Zaległa cisza, przerywana jękami przy wyczytywaniu listy ofiar.
    Tego dnia w katastrofie rządowego tupolewa zginęło 10 księży. Dziesięciu za dziesięciu.
    Trwoga, radość, ból, wiara. Jeden z najważniejszych dni w naszym życiu.

    Dobre 7

  124. pat.knight pisze:

    To była 2.00 czy 3.00 w nocy. Była w Chicago. W sobotę 10 kwietnia był ślub mojej kuzynki amerykańskiej Polki z amerykańskim Irlandczykiem.
    SMSy, że 132 ofiary.., Prezydent nie żyje… Nie wierzyliśmy w to co piszą nam znajomi. Kawał jakiś. Byliśmy w USA od tygodnia. Brak dostępu do internetu. Internet był u mojej ciotki piętro wyżej ale poczekaliśmy z mężem do 6.00 i załomotaliśmy do drzwi i biegiem do komputera. Lista.. Na liście znajomi… Mój Szef…
     

    Dobre 6

  125. e.s pisze:

    10 kwietnia 2010 będę pamietac zawsze, podobnie jak 13 grudnia. Takich poranków nie da się zapomnieć, emocje sa zbyt mocne. Spałam jeszcze, mąż  bardzo zdenerwowany wbiegł do sypialni i zawolal, ze w tv podano niejasny komunikat, ze cos sie stalo z samolotem prezydenckim, chyba sie rozbil?! Nie uwierzyłam. To niemozliwe. Pomylka….A potem zastygłam w szoku – na bardzo długo.
    Wrak samolotu, trumny na plycie lotniska, kolumny żalobnych limuzyn na ulicach Warszawy, tysiące ludzi na trasach przejazdu, tysiące  rzucanych na karawan kwiatów, krzyż, niezliczona ilość zniczy, niekończący się tłum oddający cześć parze prezydenckiej i innym pasażerom tragicznego lotu.I cisza, bezgraniczna cisza. Widziałam , uczestniczyłam, przeżywałam z innymi, i długo nie wiedziałam czy to tylko film sf, czy jakiś  teatr absurdu, prawda czy fałsz, jawa czy sen – bo przecież taka katastrofa nie miała prawa  wydarzyć sie w rzeczywistości. A potem pytania: dlaczego? kto? po co? w jakim celu?   

    Dobre 5

  126. mark pisze:

    Byłem wtedy w pracy. Ot nudna sobota. Z koleżanką, z którą byłem na zmianie wymyślaliśmy najróżniejsze sposoby na spędzenie tych kilku godzin w pracy. Klienci wchodzili sporadycznie. W soboty rano w banku nigdy nie było sporego ruchu. W pewnym momencie nikt już nie wchodził do środka, a ruch na ulicy jakby zmalał. Wtedy zadzwonił telefon. Dzwoniła moja żona – powiedziała, że samolot z Prezydentem spadł i chyba coś się stało, chyba wszyscy nie żyją. W pierwszym momencie pomyślałem, że coś przekręciła, że pewnie znowu miał awarię i lądował gdzieś w niezaplanowanym miejscu. Po chwili jednak zadzwoniłem do rodziców. Spali jeszcze – obudziłem ich moim telefonem. Spytałem czy coś wiedzą, ale nawet nie włączali tego dnia jeszcze telewizora, nic nie wiedzieli. Powiedziałem im, że chyba coś złego stało się z Prezydentem. Podobno nie żyje. Włączyli w międzyczasie jakiś kanał informacyjny zaczęli czytać słyszałem ich głosy, a potem na głos wypowiadali już tylko niektóre słowa. Jakby najpierw sami próbowali zrozumieć co się stało. Po chwili Mama powiedziała, że źle to wygląda, że prawie wszyscy zginęli. Wtedy w mediach krążyła jeszcze informacja o tym, że trzy lub cztery osoby przeżyły. Rozłączyłem się i powiedziałem dziewczynie, która była ze mną na zmianie co wiem. Nie uwierzyła – była pewna, że to jakiś głupi żart. Chwyciła za telefon. Zadzwoniła do swoich rodziców. Rozmowę zaczęła krótko „To ja. Czy coś się stało?” – potem już tylko słuchała.

    Dobre 5

  127. Artur pisze:

    Do poznej nocy ogladalem nagrany kiedys na video koncert artystow polskich poswiecony rosyjskiemu poecie Wlodzimierzowi Wysockiemu. O 6:00 rano (mieszkam w USA, w Polsce bylo juz poludnie) obudzily mnie moje glodne pieski. Kiedy je nakarmilem, wlaczylem TV Polonie. Na pasku ukazala sie wiadomosc: Prezydent Kaczynski nie zyje. Pierwsza mysl byla o smierci naturalnej poniewaz pare miesiecy przedtem chorowal, byl nawet w szpitalu. Dopiero po chwili dotarly do mnie informacje o katastrofie. Natychmiast zadzwonilem do brata do Warszawy i spedzilem z nim „na telefonie” ponad godzine.

    Dobre 2

  128. Eee_tam pisze:

    Parszywy poranek, zimno, wieje i pada, zupełnie jak dzisiaj. Żona ciężko choruje od dwóch miesięcy.
    Walczę z rzeczywistością. Kuchnia, radio, „śniadanie w trójce”…politycy, zwykłe bla, bla, bla…
    Godzina dziewiąta z minutami. Prowadząca przerywa program.
    Podaje TĄ wiadomość. Słucham i jakoś nie mogę uwierzyć. Samolot spadł. Prezydencki. A wydawało mi się zawsze, że mogą spaść wszystkie samoloty, ale nie „air force one”. Czekam, słucham. Jak obuchem w łeb. Smutno. Ale jest iskierka. 3 osoby przeżyły katastrofę!!!
    Kolejne informacje…nikt nie przeżył katastrofy. Marszałek Sejmu przejął uprawnienia Prezydenta.
    Wysłannicy jadą na miejsce.
    Jakoś nie przychodzi mi do głowy żeby włączyć telewizor. Tylko radio i radio.
    Budzę Żonę, nie wierzy; „pewnie to pomyłka”.
    To nie pomyłka. Robi mi się bezdennie smutno.
    Przeklinam kwiecień. Przeklinam ziemię smoleńską, w którą wsiąkło już zbyt wiele krwi.
    Włączam telewizor. Drzewa, las, mgła. Urywane filmy i wypowiedzi. Chaos.
    Jutro 38. urodziny…6 lat temu 11 kwietnia zmarł mi Ojciec. Teraz „Smoleńsk”. Mam dość. Tępo patrzę, tępo słucham. Wiara nie zmienia faktów. Łza nie zmywa bólu.
    Mimo wszystko.
    Niech żyje Polska!

    Dobre 10

  129. Tomek pisze:

    Smacznie spalem kiedy zadzwonila siostra. Bylem zly, bo obudzila nie tylko mnie ale i mojego synka, ktory nie spal cala noc i nie dal spac mnie i mojej zonie. W pierwszej chwili pomyslalem, ze mogla sobie darowac i nie psuc mi mi sobotniego poranka. Jednak wiadomosc wgryzala sie w mozg. Wstalem, wlaczylem komputer (nie mam telewizji bo mnie denerwuje) i czytam o tym, ze na pokladzie byl nie tyko prezydent ale cala smietanka polskiej opozycji. Powoli, niesmialo zaczela docierac do mnie mysl, ze w ciagu paru minut znikneli ludzie, ktorzy choc popelniali bledy i na ktorych narzekalem, w wielu sprawach sie nie zgadzalem to jednak reprezentowali bliskie mi wartosci. Poczulem, ze te osoby, o ktorych nie rzadko mowilem bardzo niepochlebnie, zniknely. Nie ma ich. Ludzie, ktorzy od lat zajmowali sie moimi sprawami nagle przestali istniec. Zajmowali sie tak jak potrafili najlepiej, ale jednak to robili. Popelniali bledy ale walczyli. Walczyli ze wszystkim – z klamstwem w mediach, z niewiedza ludzi, z mafia i postkomunistycznymi ukladami. Walczyli dla Polski, dla mnie. Robili to czasem niedudacznie, czasem na pokaz, ale robili to, na co mnie samego nie stac. Zadedykowali cale swoje zycie jednemu celowi. Robili to co i ja chcialbym robic ale nie potrafie i na co nie mam odwagii. I powoli, powoli docierala do mnie mysl, ze pozostalem sam. Gdy siedzialem przy komputerze podeszla do mnie zona z synkiem na rekach. Patrzyla na tytuly wiadomosci i na mnie. Lzy ciekly nam po policzkach choc jeszcze nie do konca zdawalismy sobie sprawe dlaczego.

    Dobre 4

  130. Małgorzata pisze:

    Byłam na zajęciach. Szok, telefony do rodziny, znajomych i nadal trudno było uwierzyć. Niepowetowana strata dla naszego narodu. Jestem Polką i boli mnie to do dzisiaj … i pewnie zawsze będzie.

    Dobre 4

  131. Bozena pisze:

    Pamietam, dzien wczesniej bylam na spotkaniu , byla tam tez rosjanka , lekarka. Mowialm o wstrzasajacym wystapieniu Putina, ktory nad grobami pomordowanych Polakow , w obecnosci polskiego premiera , powiedzial, ze za ich smierc jestesmy wspolnie odpowiedzialni. Kto to dzis pamieta.?
    W sobote rano wlaczylam tv, poniewaz chcialam ogladnac prawdziwa uroczystosc,ktora nasz prezydent mial poprowadzic.
    Straszna wiadomosc, katastrofa… nie wiedza czy ktos przezyl…. Ogladam inne stacje. Polscy sprawozdawcy, mowia sucho o liczbach, bez komentarzy…( czekaja na insrukcje?).
    Wlaczam BBC, France 24, CNN, mowia, ze zginal prezydent Polski, wielki maz stanu….
    I wtedy dopiero, po paru godzinach w Polskiej tv zaczynaja mowic dobrze o naszym prezydencie.
    Gdy wszyscy widza mase ludzi wylewajca sie pod palac prezydenci, zaczynaja jego nawieksi krytycy piac peany. Ludzie , ktorzy opluwali go za zycia milkna……  

    Dobre 6

  132. magda poznań pisze:

    Do dziś na wspomnienie tamtej soboty zaczynają mi mimowolnie płynąć łzy. I jest to nie do opanowania. Po prostu…
    w tamtą sobotę byłam u rodziców. oglądałam telewizję przez cały dzień. do późna w nocy a w niedzielę od nowa. jakby w tym wszystkim znaleźć jakiś sens tego co się stało.. żałowałam, że nie jestem z Warszawy. wzruszały mnie zdjęcia sprzed Pałacu Prezydenckiego. wysłałam masę sms-ów do znajomych… godziny rozmów i kilometry czytanych gazet, żeby zrozumieć. ogarnąć. pojąć.. ale się nie udało. czas nie leczy ran tak szybko jakbyśmy chcieli.

    Dobre 6

  133. Marianna.Z pisze:

    Nie wierzyłam,że to się stało.Takie samoloty przecież nie spadają.Prawdę mówiąc do dziś nie wierzę. Nierzeczywisty był Palikot,Niesiołowski i aprobujący ten proceder niszczenia Prezydenta, Tusk.Tłumy po pałacem,pogrzeby to jakiś dziwny sen.Tyle,że czasem każą mi o nim pamiętać.

    Dobre 4

  134. Iacobus pisze:

    10 kwietnia rano przygotowywaliśmy się do mszy w katedrze katowickiej, którą miał sprawować biskup Zimoń. Staliśmy na parkingu między kurią a katedrą, kiedy znajomy ksiądz przybiegł z informacją, że prezydencki samolt prawdopodobnie spadł. Nie wiedział nic więcej. W pierwszej chwili poczułem szok, niedowierzanie. To po prostu NIEMOŻLIWE, że prezydent Polski ginie w katastrofie lotniczej. To się zdarza jedynie w nieokreślonych państwach trzeciego świata, nie u nas. Msza odbyła się bez obecości biskupa. W czasie jej trwania szeptano sobie kolejne nazwiska. Kaczyńscy ( początkowo mówiono o Jarosławie i Lechu ), bp Płoski, Gosiewski, Walentynowicz, Wasserman… Miałem wrażenie nierealności tej chwili. Czułem się, jakbym śnił jakiś koszmar. Przestrzenie katedry i Chrystus spoglądający z ogromnego krzyża pogłębiały to uczucie. W czasie mszy odczytano modlitwę za Ojczyznę ks. Skargi. Nigdy nie wydawała mi się bardziej adekwatna. Później przez większość dnia wracałem samochodem do domu. Słuchałem nazwisk pasażerów prezydenckiego samolotu i nieustannie powtarzanego marsza pogrzebowego. Widziałem pierwsze flagi z kirem zakładane na budynkach prywatnych i państwowych, pierwsze zapalane znicze. Ciągle nie mogłem uwierzyć w to, co się stało.

    Dobre 9

  135. Anna pisze:

    Pamiętam dokładnie ten poranek. O godzinie 9.00 zadzwonił budzik. Zwykle nastawiam drzemkę i wybudzam się jeszcze kilka minut. Tego dnia miałam iść do Biblioteki Narodowej popracować nad magisterką. Około 9.15 włączyłam radiową Trójkę. Tam zawsze śniadanie z politykami i Beatą Michniewicz. Poszłam umyć zęby. Około 9.25 prowadząca ogłosiła pierwszy komunikat, w jeszcze dość spokojnej formie – że był jakiś wypadek samolotu z Prezydentem. Czekanie na dalsze wiadomości. Potem coraz bardziej niepokojące. Usiadłam w piżamie na kanapie. Pomyślałam, że to byłoby tak straszne… Rozpłakałam się. Potem już po kolei coraz gorsze informacje. Politycy w studiu dzwonili do znajomych i przyjaciół. Wtedy się okazało, że ktoś cudem nie wsiadł do tego samolotu, bo się spóźnił.
    To niesamowite, ale nikt z moich przyjaciół ani znajomych nie poszedł ze mną pod Pałac. Kilka osób mi odmówiło, niektórych nie było w Warszawie. Co za zrządzenie losu – w końcu poszłam na Krakowskie zapalić znicz z dwiema Rosjankami, które studiowały wtedy w Warszawie. Okazały dużo współczucia, było im bardzo przykro. Jedną z nich widziałam wtedy po raz pierwszy w życiu.
    Magisterkę dokończyłam i obroniłam się w listopadzie, jednak do tej pory nigdy nie byłam w Bibliotece Narodowej…

    Dobre 6

  136. mg pisze:

    jechałam z synkiem i rodzicami na zakupy. Nagle minął nas samochód z czarną wstążeczką, potem kolejny i kolejny. – Tato, włacz radio, chyba coś sie stało – powiedziałam i za chwilę usłyszeliśmy o wypadku prezydenckiego samolotu, przez chwilę nie wiedzieliśmy, czy nie zginął też nasz premier. Tata, zwolennik PO, no i ja przez chwilę wstrzymaliśmy oddech… Gdy usłyszałam potwierdzenie, ze prezydent nie żyje, spojrzałam w szybę, żeby tata nie widział, że płaczę. Bałam się, że znów będę dla niego oszołomem i wariatką.

    Dobre 5

  137. archer.4 pisze:

    Bylem w Meksyku. Podroz sluzbowa.
    W hotelu Amerykanska telewizja informuje o katastrofie samolotu i smierci wszystkich pasazerow wraz z zaloga.
    Pierwsza refleksja – podyktowana slowami komentatora na temat „latajacych trumien”: co to za porzadki aby Prezydent latal jakims Tupolewem?
    Ale za moment kontrmysl: przeciez pare dni temu londowalem w Atlancie. Deszcz padal taki, jakby jutro mial nastapic Potop a chmury dotykaly niemal pasa startowego a mimo to samolot usiadl normalnie a pomiedzy pasazerami najwiekszego stracha mialem chyba ja. Wiec co jest? 

    Wieczorna modlitwa za Wieczny Spoczynek dla Prezydenckiej Pary i Wszytkich ofiar wypadku.

    Archer

    Dobre 3

  138. milami pisze:

    Nie znam słów, by opisać co wtedy czułam, ale po roku nie osłabło poczucie, że w tym samolocie  zginęło wraz z Prezydentem wielu Najlepszych z nas. którzy dbali za nas, zabieganych i zajętych sobą, o to by Państwo trwało, dbali o wartości, które dziś aż głupio tu wymieniać, tak są obśmiane i oplute.

    Dobre 6

  139. kasia pisze:

    oglądając dzisiejsze media wszystko powróciło nam co było w tamtym roku . Wszyscy myśleliśmy że to nie prawda , że to bujda a nie to była rzeczywistość . STOJĄC w marcu na powązkach w warszawie pomyślałam sobie że to musiało być naprawdę , w ciszu iw mylczeniu pomodliliśmy się za nich , myślałam że prezydent był nieuczciwym człowiekiem a teraz tak nie myślę . PAMIĘTAJMY O NICH   . PODWOJĄ OBRONĘ

    Dobre 2

  140. Łukasz pisze:

    Kiedy usłyszałem o tragedii, nie mogłem w to uwierzyć. To się przecież nie zdarza. Nie ma prawa się wydarzyć. Nie w moim kraju. Pomyślałem wtedy „co z nami będzie?” Poszedłem z rodziną i przyjaciółmi pod Pałac Prezydencki, byłem wieczorem na Mszy, modliłem się. Opłakiwałem. Na szczęście przeżywałem to wydarzenie z ludźmi, którzy płakali również. Mogłem pozwolić sobie na luksus żałoby i wypowiadania tego, co czułem.
    A później cierpiałem słuchając wypowiedzi ludzi, którzy – jak się wydaje – nie mają serca.
    Jutro znowu pójdę z przyjaciółmi pod Pałac Prezydencki i zapalimy, jak przed rokiem, znicz. Ku pamięci ofiar i aby złożyć hołd Prezydentowi mojego Państwa. I wcale się tego nie wstydzę. Nikt mi tego nie odbierze.

    Dobre 5

  141. Poldek pisze:

    Sobota 10 kwietnia 2010 roku pozostanie dla mnie na zawsze bolesnym wspomnieniem straty elity intelektualnej naszego kraju. Wiadomość o katastrofie, w której zginęła para prezydencka wraz z 94 osobami towarzyszącymi była nieopisanym szokiem, Łzy płynęly same przez cały ten dzień, jak również i przez wszystkie następne dni, kiedy to sprowadzano do kraju szczątki ofiar. Rozpacz, bezsilność i osamotnienie takie, jakby odeszła nagle najbliższa rodzina, to były uczucia, które mi towarzyszyły przez tamte dni. A także strach i bunt, bo przecież prawie natychmiast, bez poszanowania żałoby i procedur, odbyło się przejęcie wszystkich wakujących stanowisk w aparacie państwa przez rządzącą partię i to w trybie ekspresowym. Pozostał żal, skupienie, modlitwa za zmarłych i bunt przeciwko zdradzie, zakłamaniu, jątrzeniu i obrażaniu godności Poski i Polaków.
     

    Dobre 5

  142. jakmarcin pisze:

    Nigdy jeszcze nie czułem się tak wyobcowany jak tego dnia. Od dawna mieszkam już w Niemczech, od niedawna w tym mieście. Dzień zaczął się zwykle – wstałem, przygotowałem sobie śniadanie i siedząc przed komputerem jadłem kanapki popijając sokiem. Na którymś z serwisów pojawiła się, krótka wiadomość: „Samolot prezydencki uległ wypadkowi“. Oho, pomyślałem, kiedy w końcu wymienią tego gruchota. I jak obuchem uderzył mnie nagle sens tej wiadomości, przecież w tym samolocie leciał prezydent. Dalej, zacząłem gorączkowo szukać na innych serwisach, z każdym kolejnym niusem całe pojmowanie świata stawało na głowie. Gdy dotarła do mnie groza tego co się stało, tyle ludzi zginęło. Poczułem się bezradny, jak to się stało, przecież tam byli ludzie, którzy mieli budować ten kraj. Wyszedłem na spacer, był piękny, słoneczny dzień. Chciałem być pomiędzy ludźmi, ale ci wokół mnie zachowywali się tak nieadekwatnie, normalnie. Dla nich nic się nie stało. Nigdy jeszcze nie czułem takiej potrzeby bycia wśród swoich jak wtedy, móc porozmawiać o tym co się stało. Ten amalgamat smutku, żalu do świata, przerażenia we mnie sprawiał, że czułem się jak odrętwiały wśród rozradowanego gwaru ludzi dookoła. Solipsystyczność rzeczywistości. Tam przewrócił nam się świat, na tej przeklętej katyńskiej ziemi, a tu obrazek jak z Upadku Ikara Breugela. Matki pokrzykują na dzieci, które wylizują z wafelków lody czekoladowe. Wróciłem do domu, w telewizji pokazują ludzi gromadzących się pod pałacem prezydenckim. Jestem z nimi, z tymi ludźmi, którzy jak ja chcą być razem w tym dniu, w którym nadzieja zginęła zahaczając skrzydłem o brzozę. Dzwonię do mamy, nie potrafimy ogarnąć tego co się stało.  I tak już pozostało do dzisiaj.

    Dobre 5

  143. JUSTYNA pisze:

    Panie Prezydencie…

    Dziękuję za wszystkie codzienne uśmiechy,

    za klepanie Tuska po ramieniu,

    za Bunhakera,

    za miłość do zwierząt,

    za miłość do Polski,

    za miłość do Nas,

    za to,że był Pan DOBRYM człowiekiem,takim zwykłym Leszkiem,mężem i
    ojcem,

    za to,że oddał Pan życie reprezentując mnie i nasz Naród w tak
    ważnym dla każdego Polaka miejscu.

    Jedyne co się nasuwa to słowa: „Boże,gdzie wtedy byłeś…”

    Choć wierzę,że był w tym większy sens…

    Ufam w to,że gdzieś tam, byli Ci bardziej potrzebni.

    Bo tu na ziemi, boli niesamowicie…

    DZIĘKUJĘ PANU PREZYDENTOWI I WSZYSTKIM OFIAROM ZA TO,ŻE ODDALI ŻYCIE,
    BY UCZCIĆ PAMIĘĆ NASZYCH PRZODKÓW,DZIĘKI KTÓRYM MOGĘ DZIŚ PISAĆ TE
    SŁOWA.
    JESTEŚCIE BOHATERAMI!
    PANIE PREZYDENCIE,MELDOWAŁ PAN KIEDYŚ WYKONANIE ZADANIA,
    ZADANIE WYKONANE!CHAPEAU BAS…

    WIERSZ NAPISAŁA MOJA CÓRKA PO WYSŁUCHANIU WIADOMOŚCI O KATASTROFIE Karolina, 17 lat,Gliwice

    Dobre 3

  144. AlicjaJesz pisze:

    Obudziłam się rano, zeszłam w szlafroku na dół i jak codziennie włączyłam komputer i poszłam zrobić kawę. Tego dnia włączyłam też telewizor, bo chciałam zobaczyć uroczystości w Katyniu. Jak wróciłam z kawą, to na wiadomościach Wirtualnej Polski były już informacje, że prawdopodobnie doszło do jakiejś awarii samolotu z Prezydentem i były problemy z lądowaniem, ale jeszcze nic nie było wiadomo na pewno. Czekałam, że zaraz powiedzą, że wszystko się skończyło dobrze i dolecieli na miejsce. Jak zaczęli potwierdzać informacje o katastrofie, to osłupiałam i nie byłam w stanie przyjąć tego do wiadomości. Siedziałam z zimną już kawą i w szlafroku i nie mogłam przestać patrzeć, żeby nie uronić ani słowa, ale im nie wierzyłam. Ciągle czekałam na informację, że to się nie stało. I nagle zaczęli do mnie dzwonić znajomi i krewni z zagranicy, że u nich podają że nasz Prezydent zginął w katastrofie razem ze wszystkimi osobami na pokładzie. Jak zaczęli podawać w TV Info listę osób, które zginęły to była to lista moich ulubionych i szanowanych polityków ze wszystkich opcji i nie tylko polityków. Pięknych ludzi, patriotów, ludzi, którzy wiele dla Polski i Polaków zrobili. Każde kolejne nazwisko powodowało, że rosła moja niewiara, że to było możliwe i że to się stało. To nawet z partii, z którymi się absolutnie nie identyfikuję byli ci najlepsi ludzie, z każdej organizacji i urzędu. Kiedy musiałam pogodzić się z myślą, że to się naprawdę stało, zaczęłam płakać i nie mogłam przestać. W tamtym pierwszym momencie pomyślałam, że nic już nam nie zostaje, jak wyjaśnić dlaczego ten dramat się wydarzył i zrozumieć jak to w ogóle było możliwe. Minął rok i jestem straszliwie rozczarowana postawą naszych władz i prezydenta (specjalnie nie piszę Prezydenta bo to nie jest prezydent z dużej litery), ich staraniami zamiecenia sprawy pod dywan i wygaszaniem pamięci o byłym Prezydencie i zmarłych osobach. Każdy mi przyzna rację, że gdyby przeciwnicy polityczni, czyli PO jednak starali się uczcić i upamiętnić ten dramat, to sami by na tym skorzystali. W naszej polskiej tradycji zmarłych trzeba uczcić i nie mówić o nich źle a już szczególnie w przypadku tych zmarłych. Wielu wyjątkowych wspaniałych patriotów. Ja będę o nich pamiętać zawsze.

    Dobre 3

  145. Ewa pisze:

    To był sobotni wczesny poranek w Buenos Aires. Biegłam jak co tydzień w sobotę na szkolenie organizowane w pracy. Nagle sms. Dziwne, żeby ktoś o tej porze już nie spał, pomyślałam. To był mój znajomy Argentyńczyk zakochany w Polsce, który lekko przekręcając język polski napisał „Prezes Polski nie żyje”…W pierwszej chwili pomyślałam – jakiś żart, po chwili dotarło do mnie, że takich żartów po prostu się nie robi. I po drugie, że na pewno odnosi się do prezydenta. Kompletne niedowierzanie. Dzwonię do Polski, do domu…nie łączy. Docieram do pracy, już z twarzą poszarzałą, ale jeszcze absolutnie nie dpouszczjąca myśli o najgorszym. Widzę mojego znajomego, dzwoni Mama. Zanim odbiorałam, serce zaczęło mi bić szybko i niemal wyrywając się z piersi. Wychodzę na patio….”Ewuś, oni wszyscy nie żyją (…) Lech, Maria…z kancelarii, generalicja, rodziny katyńskie…” Straciłam oddech, zanosząc się łzami wraz z Mamą, powtarzałam, że to niemożliwe, że nie wierzę. Na pewno to nie prawda, przecież to surrealne…
     
    Wsiadłam w taksówkę, bez przerwy płacząc, ze zbolałym sercem, głową. Bałam się wrócić do domu i włączyć internet. Gdy zobaczyłam czarno-białą czołówkę TVN 24 z pięknym zdjęciem pary prezydenckiej, a potem zdjęcie po zdjęciu…to były jedne z najbardziej bolesnych chwil w moim życiu. Wiele z tych osób bardzo ceniłam, tak chętnie ich słuchałam…Potem rozmowa z rodzicami i taka wspólna żałoba przez ocean. Pojechałam pod Ambasadę i zostawiłam biało i czerwoną różę….Przez kilka godzin nie odrywałam się od portali informacyjnych, mój chłopak próbował mnie odciągnąć bo widział, że strasznie przeżywam to, co się stało. Dla mnie był to jednak jedyny sposób by być bliżej mojej kochanej, nagle osieroconej Polski i łączyć się z Nią w bólu.
     
    Nie zapomnę tamtego dnia.
    Nie zapomnę też o tamtych ludziach.

    Dobre 2

  146. Tekla pisze:

    Wiadomość  o katastrofie samolotu, którym leciał Prezydent z delegacją do Katynia na obchody 70 rocznicy mordu na Polakach pozbawiła mnie nieomal oddechu. Moja reakcja była dziwna nawet  dla mnie samej. Powiedziałam zimno: „Tusk ma wszystko”. Po chwili ogarnął mnie strach. O Boże co stanie się z Polską?! Zginął nasz Prezydent!!! Jakie to straszne, jakie przerażające!  Zginęło tak wiele ważnych osobistości i generałowie. Dlaczego oni wszyscy byli w jednym samolocie?, to niedopuszczalne, karygodne!
    Łzy płynęły mi bezwiednie, czułam dławienie w gardle. Nie mogłam, po prostu nie mogłam w  tym momencie oglądać telewizyjnych relacji. Musiałam pobyć sama , w ciszy. Musiałam spróbować  opanować się ale nie mogłam. Ogarnął mnie niepohamowany żal,  że nie zdecydowałam się napisać listu do prezydenta Lecha Kaczyńskiego, listu, który „pisałam” w myślach – że Go cenię, szanuję i podziwiam bo jest patriotą, a dla mnie i mojej rodziny patriotyzm jest najwyższą wartością.
    Chciałam Mu napisać w tym moim nigdy nie wysłanym liście żeby się nie przejmował podłością polityków i dziennikarzy bo w mojej rodzinie nikt im nie wierzy. Chciałam napisać też parę ciepłych słów i niestety nie napisałam.
    Zabrakło mi odwagi. Jak to, ja zwykły człowiek mam sobie pozwolić na choćby odrobinę poufałości w stosunku do najważniejszej osoby w państwie – Prezydenta?
    Tego najtragiczniejszego dnia płakałam nad śmiercią Prezydenta i  Pierwszej Damy i płakałam nad sobą, że na zawsze pozostanę z poczuciem winy, że nigdy nie napisałam listu, który mi leżał na sercu, który nosiłam w sobie, a w mojej głowie wciąż kołacze się mądra i piękna fraza z wiersza ks,J.Twardowskiego: „spieszmy się kochać ludzi, tak prędko odchodzą”.
    Przecież profesor Lech Kaczyński był nie tylko Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej, był nade wszystko mądrym, kulturalnym, WSPANIAŁYM CZŁOWIEKIEM z którego ja i moja rodzina byliśmy tak dumni.

    PANIE PREZYDENCIE, JESTEŚ JUŻ W LEPSZYM ŚWIECIE. TY WIESZ, ŻE WCIĄŻ NOSIMY SZCZERĄ I GŁĘBOKĄ ŻAŁOBĘ I BRAKUJE NAM CIEBIE W NASZEJ OJCZYŹNIE.

    Dzisiaj, w pierwszą tragiczną  rocznicę  katastrofy smoleńskiej myślę: Polsko! Jakże głęboko zostałaś zranione i ta rana wciąż nie może się zagoić.

    Składam hołd pamięci wszystkim Bohaterom, którzy oddali życie chcąc godnie uczcić bestialsko zamordowanych w Katyniu naszych Rodaków.

    Dobre 5

  147. HR Chełm pisze:


    To było tak. Mieliśmy jechać na wieś. Wstajemy po siódmej. Wiosenna, powielkanocna sobota, więc dokąd i po co się spieszyć? Jakaś poranna krzątanina i śniadanie. Radio w kuchni – jak zwykle – włączone. Mówią o rocznicy mordu w Katyniu i że leci tam na uroczystości nasza delegacja z Prezydentem RP na czele. Przypominają o transmisji w radiu i telewizji. Szybko dochodzimy w domu do porozumienia, że wyjazd przesuniemy nieco w czasie, aby obejrzeć mszę św. z Katynia. No i pogoda koło południa będzie bardziej pewna.  Nie mija kwadrans, kiedy mama przychodzi mi powiedzieć, że mówili coś o naszym samolocie, że lądował awaryjnie, że jakiś pożar mógł być… No i wtedy zaczęło się. Za chwilę radio podało, że chodzi o samolot specjalny z naszym prezydentem, że był poważny wypadek, że mogą być ofiary. W głosie spikerów słychać autentyczne przejęcie emocjonalne. Szybko włączam telewizor. Na każdym polskim kanale informacyjnym powtarzają to samo, ale wiadomości są chaotyczne, nerwowe i pełne spekulacji.
    Kiedy potwierdzają się doniesienia o ofiarach śmiertelnych, dziennikarze na wyrywki dorzucają kolejne dane, aż do stwierdzenia, że wszyscy zginęli. Szok totalny! Mama płacze, a ja stoję na środku pokoju z mokrą głową jak sparaliżowany, próbując przełknąć jakąś suchą kulę w krtani. Jak to, zginęli? No, jak mogli zginąć? Wszyscy? Czy niemożliwe może stać się możliwe? Same znajome nazwiska i twarze znane z mediów. Wśród nich Prezydent RP z małżonką? Na pasku ekranu zaczyna pojawiać się lista pasażerów śmiertelnego lotu. Siadam i czytam na głos, bo sam nie mogę uwierzyć w napisy, jakie przesuwają się przed oczami: Kaczorowski, Putra, Walentynowicz, Gosiewski, Szczygło, Stasiak, Zakrzeński, Przewoźnik, Kurtyka …
    To chyba jakiś głupi kawał – przemknęło mi przez moment – jak z tą wojną światów Wellesa, albo niedawno z pozorowanym w TV atakiem Rosjan na Gruzję. Nagle – telefon. Dzwoni znajomy i pyta, czy wiem, co się dzieje? No wiem, ale to jakiś absurd! – krzyczę na niego. On milknie speszony. Czy to naprawdę realne?! Historia Polski (może i świata?) nie zna takich wypadków-przypadków! A jeśli już, to czy zdarzyło się to …przypadkiem? Podobno zawiniła pogoda i…smoleńska mgła.
    Z ekranu padają liczby ofiar; najpierw ponad 40, potem aż 137! Wśród nich wymieniana jest para prezydencka, prezydent na uchodźstwie, grupa posłów, senatorowie, generałowie, duchowni… Boże, jak to możliwe? Dlaczego? Zmieniam co chwila stacje, biegam do radia, w nadziei, że może gdzieś powiedzą coś optymistycznego, że jednak ktoś żyje, że tylko ranni. Pojawia się informacja, że ocalały 3 osoby, ale potem nikt już tego nie potwierdza, jakby o nich zapomniano. Już prawie od godziny trwa ten horror. Ostatecznie media korygują liczbę ofiar na 96. Podaję mamie krople na uspokojenie i lek na obniżenie ciśnienia. Oboje chlipiemy i wycieramy co chwila nosy. W telewizji pokazują pierwsze obrazy z miejsca katastrofy. Widać, że z samolotu niewiele zostało. Jak to możliwe? Przecież to nie był szybowiec!
    W radiu ktoś proponuje, aby wywieszać flagi z kirem. Szybko znajduję biało-czerwone płótno i mocuję do ramy balkonu. Ale nie mam żadnej czarnej wstążki do przewiązania. Mama daje mi czarny pasek od swojej sukienki. Niech wisi, aż kupię coś bardziej stosownego. Po chwili pojawia się druga flaga u sąsiadów z I piętra. Koło południa zwisają z większości balkonów. Takiego widoku nie widziałem tu nigdy.
    Wreszcie, po południu wyjeżdżamy z miasta. Wieczorem jesteśmy w kościele na Mszy św., sprawowanej w intencji ofiar spod Smoleńska. Co za dzień! W rożnych audycjach zgraja medialnych hipokrytów prześciga się teraz w pochwałach tych, co zginęli. Po latach szyderstw, tanim bełkotem próbują zmyć hańbę wierząc, że rzeczą łatwą jest oszukać Polaków. Długo nie mogę zasnąć. Tyle pytań i wątpliwości kłębi się w głowie. Do dziś nie ma na nie jasnych odpowiedzi. Ale, czy kiedykolwiek będą?
    11.04.2010

    Dobre 4

  148. Asia pisze:

    Śpię. Telefon wyłączony – ‚nie budzić mnie w sobotę rano!’. Do pokoju wchodzi spokojnie mój współlokator -’Asia. Maciej do ciebie dzwoni, coś się stało z samolotem prezydenta’. Podaje swój telefon. ‚Maciej, co mnie budzisz w sobotę rano, przecież wiesz, że cały tydzień…’. ‚-Zamknij się! I mnie posłuchaj!’. Mały rzadko na mnie wrzeszczy z takim przejęciem w głosie. Zamykam się, ale niczego się nie spodziewam. ‚Samolot z Kaczyńskim się rozbił, na pokładzie było 130 osób. Rosjanie, sami nie wiedzą ile było osób. Może ktoś przeżył’. Włączam komputer. Rzepa przeładowana, wchodzę na onet. Biorę mój telefon i dzwonię do brata. ‚Co mówią w tv? Internet się wiesza, są nieaktualne informacje’. ‚Wszyscy nie żyją. Walentynowicz tam była! Przyjechać po ciebie?’. ‚Nie, nie przyjeżdżaj, spokojnie może to jakaś pomyłka’. Synapsy w mózgu nie działają, cała się trzęsę, nie mogę oddychać. Patrzę na monitor, odkładam słuchawkę. Nie wierzę, to niemożliwe. Sms do Karoliny, jest za granicą. Skype. Trzy sekundy i dwa tysiące kilometrów nie ma znaczenia, ale samolotu z prezydentem nie da się bezpiecznie sprowadzić na ziemię. Kilka chwil rozmowy. Nie wytrzymuję. ‚Brat, przyjedź po mnie, chcę jechać do domu’. Gorączkowe odświeżanie serwisów. Jarek żyje! Mija godzina, Maciej wchodzi, ja ryczę jak dziecko. Totalna bezsilność. ‚Kur** mać! Dlaczego go nie broniłam wystarczająco kiedy żył?!’ Jedziemy na wieś – wiadomo, mohery. Dom. Panika na wszystkich twarzach. Nigdy nie widziałam mojego ojca z taką miną. Nigdy. Ten perfekcyjny gracz i udawacz dobrej miny do złej gry i wieczny optymista, pewny siebie jak nikt po raz pierwszy przegrywa z rzeczywistością. Przytulam się ‚zabili mi moją Kaczkę’. Robi mi się niedobrze, słabo, brzuch boli. Co to jest za uczucie? Weekend przed telewizorem. Kiedy mama przełącza na TVN wszyscy natychmiast zaczynamy krzyczeć „Wyłącz to!’. Chcemy RAZa, Wildsteina, Janeckiego, ks. Isakowicza. Nikt nie wierzy w to, co się stało ale nie przestajemy się zastanawiać. Co teraz? To niemożliwe, że Tusk i Bronek rządzą Polską. Czy Polska jeszcze istnieje? Jak mogło do tego dojść? Co będzie z Jarkiem, jak on przez to przebrnie? WSZYSTKO się zmieniło. Ja też.

    Dobre 8

  149. wiktor pisze:

    Byl sloneczny sobotni poranek, wlasnie wychodzilam z corka do stadniny, w pospiechu odebralam telefon. Glos mojej przyjaciolki z Warszawy:cos strasznego sie stalo! Potem cisza, wpadam w jkas dziure, lzy leja sie po policzkach-jestem chyba w jakims zlym filmie, to nie moze byc prawda! Co sie stanie z moim Krajem?! Przeciez mnie tam nie ma, czuje sie tak bezsilnie, jestem podlym okruchem, ktory zyje zagranica i nie moze zrobic nic! Bol, rozpacz, bezsilnosc! Dlaczego tak wspaniali ludzie musieli odejsc?! Nadzieja na lepsza , mocna Polske peka jak banka mydlana! Co z ich rodzinami, jak przezyja utrate swoich bliskich, Boze daj im sile, sile im daj! Potem twarz Jarka spowita tak strasznym cierpieniem, ze az serce krwawi!
    Nadchodzi czas cierpienia, rozczarowania i tych strasznych upokorzen ze strony Sowietow.
    Pytania cisna sie do glowy, co ja wlasciwie zrobilam dla swojego Kraju?! Jak mala jestem przy tych Wielkich Ludziach, ktorzy odeszli! Dzisiaj to uczucie wraca z ta sama sila z jaka na mnie spadlo rok temu! Kocham Polske i wierze, ze jeszcze sie nam uda podniesc, dzieki ludziom, ktorzy wierza w prawde i na prawdzie chca budowac nasz Kraj!
    Dzis pale znicz za Was wszystkich, w ktorych nasz Kraj pokladal wielkie nadzieje! Moje mysli sa przy Waszych rodzinach, ktore-o czym jestem przekonana-beda kontynuowac Wasze dzielo!

    Dobre 2

  150. matylda pisze:

    10 kwiecien 2010 – wiadomosc w trojce – niedowierzanie – szok – przerazenie . TO stalo sie naprawde , bylo mozliwe . I mysli , pierwsza , ze nienawisc ma moc unicestwienia , druga , ze nie dowiemy sie prawdy i trzecia , ze teraz opcja postokraglostolowa zgarnie PULE , wszystko , totalnie wszystko : palac prezydencki ,  raport WSI , IPN , TVP …….
    Teraz po roku , widze z ogromnym smutkiem , ze mialam jasnowidzenie , tylko nie przewidzialam , ze scenaruisz przerosnie moja wyobraznie . Przemysl pogardy tak sie rozkrecil , ze nie uzywano bialych rekawiczek . To co dzialo sie przez ten rok , skala zaklamanie , obludy , klamstwa , zaprzanstwa przeroslo moja percepcje , bylo nie do zniesienia … W latach 80 walczylam o wolna Polske , teraz wiem , ze zostalismy tragicznie oszukani ….. I na BIALOCZERWONA z kirem , ktora mam powiesic  kapia moje lzy – lzy bezsilnosci . Ta zaloba , ktora przezywamy , to nie tylko zaloba po poleglych , to zaloba po marzeniach i zludzeniach o Polsce , o ktora walczylismy .

    Dobre 2

  151. Beata Komosinska pisze:

    Mieszkam za oceanem, wiec wszystkie wiadomosci dociraja z opoznieniem. Wiadomosc o katastrofie obudzila mnie w srodku nocy. Pierwsza mysl-to jakis spozniony zart Prima Aprilisowy, przeciez to niemozliwe…Druga mysl-internet, nie uwierze bez potwierdzen i to z kilku zrodel. Wreszcie-fakty, ktorych nie mozna odrzucic. Do rana siedzenie w Internecie i sledzenie wiadomosci na bierzaca. Szok zwiazany z tym jak wielu wspanialych Polakow stracilo zycie i wspomnienia tych, o ktorych wiedzialam cos wiecej. Platanina mysli-zamach? co z Polska? dlaczego?
    Potem nagla mysl, ze nawet nie mam w domu polskiej flagi i decyzja kupna; musze miec flage by wywiesic przepasana kirem. Chec manifestacji, ze ja jestem Polka. Zal, ze nie jestem w kraju.
    Pozniej jakies dziwne mysli, na przyklad refleksje o Annie Walentynowicz, ktora znalazla sie w gronie ofiar. Zwykla kobieta, a tak wspaniala postac, ktora nie ulegla komunie i tyle przecierpiala w zyciu, a byla odsunieta w cien. Ironia losu, ze wslawi sie bardziej smiercia w samolocie prezydenckim niz swiadectwem prawego zycia.
    Sledzenie listy ofiar i ciagla niewiara, ze mozna w ciagu minut stracic tylu wspanialych ludzi.
    I wreszcie-potworne uczucie zalu i pierwsza od dudziestu lat mysl, ze dzisiaj powinnam byc w Polsce. Poczucie, ze mimo obywatelstwa amerykanskiego nigdy nie przestane byc Polka.

    Dobre 3

  152. paparazzo pisze:

    Pamiętam siedziałam na wykładach z psychologii, koleżanka dostała sms’a od męża że była katastrofa, wykładowczyni poleciała szybko do sekretariatu zapytać czy to prawda, okazało się że tak… każdy zamarł, koleżanka zaczęła płakać, reszta w ciszy przetwarzała tą okropną informację…
     
    [*]

    Dobre 1

  153. APK pisze:

    Ból i smutek. Poczucie osamotnienia.

    Dobre 2

  154. irmina pisze:

    Nie mam TV, ani radia, nie czytam gazet. Zadzwonił do mnie teść z informacją że prezydent nie żyje. Ciężko było mi w to uwierzyć ale przekonałam się wchodząc na Internet, że to prawda. Przez kilka minut było mi żal ofiar jako ludzi, obcych mi ludzi- nie jako osobistości.

    Później myślałam już Tylko o mojej zmarłej babci, która miałaby w tym dniu urodziny.

    Dobre 2

  155. revel pisze:

    Ok 9.00 zadzwonił do mnie kolega i mówi: nie uwierzysz co się stało. Rozbił się samolot z Prezydentem, chyba nikt nie przeżył. Włącz sobie radio (nie mam TV). Słuchałem i nie wierzyłem. Dzisiaj, po roku i politycznych przepychankach tamte chwile stają się już tylko wspomnieniem. Podręczniki do historii napiszą o wielkiej tragedii i społecznym podziale. Chciałbym, żeby za kilka lat te podziały zostały rozmyte, a pamięć o katastrofie łączyła wszystkich Polaków tak samo, jak 02.04.

    Dobre 2

  156. Janusz pisze:

    Mam wciaz nadzieje, ze nie zlozy, jutro.
    Boze, daj rozum. Prosze.

    Dobre 0

  157. Tischa pisze:

    „Sluchaj, zdarzylo sie cos strasznego” – uslyszalam znajomy glos w sluchawce, rok temu mniej wiecej o tej godzinie. Zamienilam sie w skamienialy sluch – „wypadek…..samolot z prezydentem Kaczynskim spadl na ziemie….. w drodze do Katynia”. Ogarnela mnie nicosc, pustka, otchlan bez dna. Poczulam dotyk palucha naszej ludzkiej niemocy, poczulam  to, jak bardzo w gruncie rzeczy niwiele od nas zalezy, jak mali i nieznaczacy jestesmy posrod boskiego stworzenia, zrozumialam, ze nie ma niemozliwych tragedii, ze niczego nie mozna wykluczyc, ze nie ma na nic gwarancji. W ciagu kolejnych godzin zobaczylam sp. prezydenta Kaczynskiego i jego malzonke  w zupelnie innym swietle niz dotychczas. Masywna antypropaganda wymierzona w braci Kaczynskich i toczona wszelkimi mozliwymi sposobami zostala zmuszona na krotko do zejscia w podziemie. Ten moment wystarczyl by wielu takich ja  dostrzeglo prawdziwe intencje prezydenta Polski ktory wlasnie tragicznie zginal. Przylaczylam sie do milionow Polakow  -tych  w Warszawie i tych  na calym swiecie pograzonych w smutku i lzach po stracie glowy naszego panstwa, elity politycznej Polski i dzialaczy na rzecz Polski – bo wtedy drgnela we mnie struna poloneza A-Dur Chopina i slysza ja po dzien dzisiejszy.

    Dobre 2

  158. watergrasshill pisze:

    Tez z obczyzny, emigrantka ale w glebi duszy z Polska zwiazana – i z Krakowem, w ktorym sie urodzilam i w ktorym mieszkalam przez znaczna czesc swojego zycia.
    Rok temu…
    W piatek wieczorem wlasnie wrocilam z wielkanocnego pobytu w Polsce, w sobote rano wstalam jak zwykle, zasiadlam do komputera by napisac do znajomych ze juz jestem bezpiecznie w domu… Weszlam na warezowe, prywatne forum i tak na sb ktos napisal ze samolot z prezydentem i przedstawicielami rzadu, lecacymi do Katynia na uroczystosci, ulegl wypadkowi. Cos z tym stylu, zwiezle, krotko. Potraktowalam to jako glupi zart ale w glebi duszy odczulam niepokoj. Z takich rzeczy sie nie zartuje… Wlaczylam TV programy informacyjne – i byla tam mowa o katastrofie samolotu i jakichs ofiarach, chyba ok 40.
    Przypomnialam sobie wypadek w ktorym uczestniczyl byly premier Leszek Miller i z ktorego wyszedl z niewielkimi obrazeniami. To samo pewnie stalo sie w Smolensku – w to wierzylam. Tak, na pewno kilku zabitych i wielu rannych, ale wroca do domow jak wyzdrowieja…
    Przeciez takie tragedie sie nie zdarzaja! Nie ginie az tylu waznych dla kraju ludzi w jednym wypadku.
    Potem wiadomosci i w TV i na necie podawaly coraz to nowsze fakty by w koncu stalo sie oczywiste – nikt nie ocalal.
    Nie, nie jestem jakas krzyczaca patriotka, wrecz sie tego wypieram bo nie lubie wywieszac transparentow – ale ta tragedia wstrzasnela mna wyjatkowo silnie.
    Na youtube krazyl film-wspomnienie o ludziach, ktorzy wtedy zgineli a o ktorych byly zaledwie wzmianki – pracownicy ochrony, stewardessy, piloci, mechanicy… Sliczne, mlode dziewczyny u progu zycia. Plakalam widzac ich twarze bo dopiero to uzmyslowilo rozmiar owej tragedii i straty jaka poniosly nie tylko rodziny tych ludzi – ale my wszyscy.
    Nie bylam zwolenniczka sp Prezydenta Kaczynskiego ale byl Prezydentem Polski, ktorej obywatelstwa nie zrzeklam sie – i chocby z tego powodu nalezy mu sie szacunek.
     

    Dobre 1

  159. ania pisze:

    a mi utkwila w pamieci wypowidz arb. Nycza z 9 lub 10.o4. – „myślę, że jestem przekonany, że to jest wielka tragedia[...]„

    Dobre 0

  160. ania pisze:

    mialo byc: 10 lub 11.04

    Dobre 0

  161. m pisze:

    …pamiętam, że byłam na wykładach. Nagle szmer po sali, któryś z kolegów pwiedział, że prezydencki samolot rozbił się pod Smoleńskiem. Nie znaliśmy jeszcze wtedy żadnych szczegółów, nie wiedzieliśmy ile osób zginęło i czy Prezydent przeżył czy nie. Przez kolejne minuty śledziliśmy w internecie nadchodzące, szokujące newsy o liczbie ofiar, o tym kto znajdował się na pokładzie samolotu. Już nikt nie słuchał tego, co mówił prowadzący wykład…. Nagle wiadomość:”Prezydent nie żyje”. Ktoś wstał i poinformował o tym wykładowcę. Przerwa,…telefony do rodziny i znajomych…. Nikt nie może uwierzyć w to, co się stało. Szok…W pewnym momencie, jeden z kolegów mówi: „…teraz to Kaczyński przez swoją śmierć stanie się bohaterem, to   n i e   j e s t   mój   p r e z y d e n t…”!!!Nie mogłam uwierzyć, że ktoś może wypowiedzieć coś takiego w obliczu takiej tragedii. Zginał przecież Prezydent NASZEGO kraju!!. Poczułam smutek i  wstyd, ale pamiętam też karcące uwagi i pełne pogardy spojrzenia pozostałych kolegów, na te słowa. Nie byłam sama. Nie jest jeszcze z nami młodymi tak źle-pomyślałam:-)
    Zajęcia odwołane. Przyjeźdzam do domu. Włączam telewizor i przez następne dni już go prawie nie wyłączam… Wieczorem spotykam się z przyjaciółmi. Zapłakani, w milczeniu, przy zapalonych świecach oglądamy relacje w tv. Nikt nie chce być wtedy sam….
    …pamiętam, z tamtego okresu jeszcze muzykę M. Lorenza z filmu „Różyczka” i pamiętam smsy od znajomych z zagranicy: „..współczuję. Mój kraj jest teraz z  Polską. To dla nas też jest wielki szok….Gdzie oni lecieli? Co się wydarzyło w KATYNIU??”
    …..pamiętam potrzebę złożenia hołdu Parze Prezydenckiej i spontaniczny wyjazd do Wawy, kolejkę przed Pałacem Prezydenckim, zimno i harcerzy roznoszących gorącą herbatę i koc. Pamiętam tą dziwną, niewytłumaczalną atmosferę zjednoczenia z ludźmi, których nie znałam…..
    ….i pył wulkaniczny. W czasie drogi powrotnej samochodem z Wawy do domu, słuchałam w radio, jak kolejni wielcy przywódcy tego świata odwoływali swój przylot do Polski na uroczystości pogrzebowe. Najpierw czułam trochę żalu, a później pomyślałam, że tak widocznie musi być i uwierzyłam w miscytyzm tamtych chwil, że „czarny kir otoczył niebo Europy”. I już nie było mi żal, że Prezydenta nie pożegnają ani Barack Obama,  ani Angela Merkel, ani Sarkozy i inni….
    …na koniec pamiętam jeszcze, poczucie dumy z tego, że LECH KACZYŃSKI był MOIM PREZYDENTEM…

    Dobre 7

  162. hln pisze:

    Około godziny 9.00 rano tamtej soboty, poszłam umyć włosy, i wychodząc z łazienki w wymiętolonej różowej piżamie, z ręcznikiem na głowie, nucąc pod nosem razem z U2 „oh i can’t believe the news today, I can’t close my eyes and make it go away” (jakie to były złowieszcze słowa!), wpadłam na swoją mamę, która z trupiobladą twarzą powiedziała żebym włączyła telewizor, bo spadł samolot w Smoleńsku i że oni wszyscy, razem z Prezydentem, nie żyją. Pamietam jak przez następne dni siedziałam zupełnie otumaniona, gapiąc się w telewizor, przyswajając kolejne informacje, prawie ucząc się na pamięć tych wszystkich 96 twarzy. Zginęli tam przełożeni moich obojga rodziców – ks. prof Rumianek i prezes Sławomir Skrzypek- i jakkolwiek to infantylnie nie zabrzmi miałam wrażenie, że znałam ich bardzo dobrze, choć tak naprawdę tylko kilka razy w życiuu powiedziałam im ‚dzień dobry’. Przypomniałam sobie jak pod koniec każdego grudnia jeździłam z rodzicami do OW NBP w Zakopanem, i jak zawsze mniej więcej w tym samym terminie, przyjeżdżał tam również prezes Skrzypek z żoną i dziećmi. Na stołówce przypadał im stolik obok nas, i pamiętam, że odczuwałam coś w rodzaju sympatii do Prezesa, może dlatego, że z charakteru zdawał się być bardzo podobny do mnie – wyciszony, powściągliwy emocjonalnie, nieco mrukliwy, pozbawiony ‚celebryckości’, która cechowała jego poprzedników na tym stanowisku.  Przypomniałam sobie, jak niespełna rok wcześniej, Prezydent Kaczyński, przemawiał na inaugurację roku akademickiego USKW, i moja mama ‚przemyciła’ mnie na aulę gdzie odbywał się ten wykład, mówiąc ochronie, że ja tu studiuję, choć wtedy nie miałam nawet matury. A potem otumaniona i otępiała, poszłam do swojego liceum, gdzie wierny chór lemingów, dowodzony przez moją polonistkę, esencję ‚wykształciuchostwa’, zajął się publicznym, głośnym i radosnym, wyszydzaniem śp. Prezydenta i jego Małżonki, Janusza Kurtyki, Przemysława Gosiewskiego i wszystkich tych ‚sługusów PiSu’. Pewnie jeszcze długo, będę odczuwać wstyd do samej siebie za to że stchórzyłam i nie miałam odwagi by bronić dobrego imienia tych, którzy zginęli, tylko w milczeniu i upokorzeniu słuchałam tych wszystkich szyderstw. Przepraszam.

    Dobre 5

  163. Paweł86 pisze:

    10 kwietnia Anno Domini 2010. Zapowiadała się sobota jakich wiele w ciągu roku, gdy nagle dostałem telefon od koleżanki. Z jej zaplakanego głosu zrozumiałem tylko tyle, że samolot rządowy Tu-154m, wiozący na pokładzie parę prezydencką oraz elitę poliityczną i intelektualną mojego kraju rozbił się pod Smoleńskiem. Pierwsze uczucie szok, niedowierzanie. Gdy machinalnie włączyłem TVP Info, widziałem tylko gł. informacje „Rozbił się prezydencki samolot”, „Nie wiadomo czy ktokolwiek przeżył” etc, etc. Gdy wszystko stało się jasne, gdy dotarło do mnie, że mój prezydent, głowa mojej ojczyzny, jego małżonka-pierwsza dama, oraz gros ludzi zasłużonych dla Polski nie żyje, poczułem przeszywający mnie ból psycho-fizyczny i tylko nie kończące się pytanie-Dlaczego??? pozostawało bez odpowiedzi, i niestety pozostaje takie nadal. Po bólu i rozpaczy przyszła pora na wściekłość i żal, oto nagle media, które przez 5lat nie zajmowały się niczym innym jak opluwaniem, szarganiem i pomiataniem Prezydentem i jego żoną, nagle „przewartościowały” swoje podejście do Tego człowieka o 180 stopni…jak się okazało do czasu, gdy ich gombrowiczowskie „gemby” wyschły ponownie wróciły do plucia (natura ciągnie wilka do lasu jak mawia stare ludowe przyslowie).
    Dzisiaj mija rok od tej straszliwej katastrofy, naród polski jest podzielony jak nigdy przedtem, wiodące media bezustanku dzielą społeczeństwo na lepszych i gorszych, na tych „światłych” i na „ciemnogród”. Jak długo jeszcze damy się opluwać, szargać i mamić obiednicami bez pokrycia-niestety tego chyba nie wie nikt.

    Dobre 5

  164. dyzio pisze:

    Zakupy sobotnie w „galeryjce” w Jaśle, bodajże Europa czy jakoś tak. Stoję jak jakiś palant, patrze w ekran telewizora i nie wierze, oczy wilgotne, wokół tłum ludzi. Ile tam stałem nie wiem, ale kiedy się po jakiejś pół godzinie ocknąłem, dotarły do moich uszu, a jakże wesołe radosne dźwięki „najlepszej muzyki pod słońcem” czy jakoś tak, a może to leciało z płyty – sam nie wiem! Rety… zero refleksji pomyślunku bezmózgowie totalne, zamiast zamknąć te szczekaczki jechali ze swoim czadem jak gdyby nigdy nic! Poszukiwania sklepu pasmanterii, zdążyłem uff! bo czarna wstążeczka już się kończyła (nie byłem pierwszy szły jak woda i wtedy poczułem jakąś kosmiczną więź z tym facetem który robił to przede mną-kolejne takie odczucie będzie za tydzień przed trumną Pary Prezydenckiej) , zamocowana na antenie samochodu jeździła przez cały czas żałoby. Telefon do konserwatora wieszaj flagę z kirem! „No przecież siedzę na daszku i właśnie to robię”- szacunek wie chłop jak się zachować bez pouczeń, chociaż władza żałobę ogłasza znacznie później. Przejmujący apel z młodzieżą, za jakiś czas posadzenie Dębu Katyńskiego i cały czas do dzisiaj poczucie wstydu z tego jak na to NIESZCZĘŚCIE reaguje władza.

    Dobre 2

  165. Faber7 pisze:

    Sobotni szkocki poranek. Minął tydzień od urodzin mojej córki, był to półmetek mojego urlopu. Codzienną krzątaninę przerwał sms od kolegi, który akurat wracał z Polski.
    Nie wierzyłem. Krzyknąłem coś tylko żonie i rzuciłem się do komputera. Żaden polski serwis nie chciał się otworzyć, internetowe Antyradio przerwało transmisję, spiker drżącym głosem ogłosił co się stało. Szok. Niedowierzanie.                                                                                                 KGB, załatwili go – pierwsza moja myśl. Wiem, wiem – naoglądałem się za dużo filmów, ale to nie moja wina, że władze Rosji zapracowały sobie na taką a nie inną opinię.                  Potem lista ofiar….Jezu, ci wszyscy ludzie…byli jeszcze wczoraj a dziś już nie……Zaraz potem wściekłość we mnie – jak mogło do tego dojść? Dlaczego całe dowództwo w jednym samolocie? Mało było samolotu CASA? Mało śmigłowca który spadł z Millerem? Dlaczego nadal musimy latać rosyjskim złomem?   Pytania pozostały bez odpowiedzi. Minął rok. Przez cały ten czas wszelkimi kanałami informacji sączył się do nas żałosny spektakl – oddanie śledztwa Rosjanom, ujawnione zaniedbania polskiej strony, spekulacje, oskarżenia, unikanie odpowiedzialności przez odpowiedzialnych, wojna o krzyż…Za każdym razem moja żona opierała głowę na moim ramieniu szepcząc – Nie wracajmy tam, nie ma do czego.

    Dobre 2

  166. Gosia pisze:

    Dzien wczesniej miałam domówke u siebie w domu – byl tez na niej chlopak który od dawna mi sie podobał, pod koniec imprezy – juz nad ranem usneliśmy razem obok siebie…
    przytuliłam sie do niego i pomyslalam, ze ta cisza wokół i ten spokój jaki mnie napełnił nigdy nie był taki piekny jak wtedy…
    Spalismy tak do rana, pojechał razem ze nzajomymi porannym autobusem. Wróciłam do pokoju i pare chwil pozniej zawołała mnie moja mama ktora wlasnie wlaczyła TV zeby mi powiedziec o smoleńsku…
    Straszne bylo uczucie ze wtedy kiedy ja przytulałam sie do niego przeszyta uczuciem ciepła i radosci, oni dokładnie wtedy ginęli steki kilometrów stąd :(

    Dobre 3

  167. Łukasz Stach pisze:

    Ten dzień pamietam dosyć dokładnie, podobnie jak 11 września 2001 roku. Słoneczna sobota, ja w pracy. Rano już po dziewiątej, przerwa, włączam telefon i nagle widzę, że kilka minut wcześniej dzwoniło do mnie sporo osób, w tym Rodzice. Oddzwoniłem, ale nie tak łatwo było się dodzwonić, sieć wydawała się przeciążona. Widzę też, że na korytrzu wśród ludzi poruszenie. W końcu dodzwoniłem się i usłyszałem, że samolot Prezydenta RP miał wypadek. Nie wiadomo czy pasażerowie żyją. Zaskoczenie, ale w pierwszej chwili pomyślałem sobie, pewnie nic groźnego, zsunął się z pasa, albo lądował na brzuchu. Przecież to już leciwa kupa złomu, ale nic poważnego się nie mogło stać. Ale w miarę upływu czasu okazało się, że się stało. To uczucie zaskoczenia, niedowierzania, smutku – ale i te pytania, które pamiętam najmocniej. Byłem przekonany, że to awaria samolotu była przyczyną katastrofy i zadawałem sobie pytanie: W jakim kraju żyję, że nie stać na nas zakup porządnej floty powietrznej dla władz kraju!? Że nikt nie wyciągnął wniosków z tego co stało się kilka lat temu udziałem premiera Leszka Millera. Że co to za państwo, którego kolejne władze, w obawie przed artykułem w jakimś brukowcu pt. „Emeryci nie mają na leki, a władza kupuje samoloty!” nie są w stanie podjąć decyzji już od nastu lat!? Takie pytania kołatały się w mojej głowie, kołaczą się do dzisiaj…

    Dobre 1

  168. Grzegorz Olejniczak pisze:

    Sobota 10.IV.2010 r., jak zawsze zrobiłem zakupy i przygotowywaliśmy się do wspólnego, rodzinnego śniadania. Nagle, pierwsza informacja, coś niedobrego stało się z prezydenckim samolotem. Chwilę później kolejna – katastrofa samolotu, wszyscy zginęli. Nasza 3-letnia córka nie rozumie, dlaczego nie robimy tego śniadania, próbuję jej wytłumaczyć, że stało się coś niedobrego, zginął Prezydent i inni ważni ludzie. Nie pamiętam czy coś wtedy zjedliśmy i kiedy, ale na pewno wiele godzin później. Cały czas oglądaliśmy  telewizję i śledziliśmy informacje w Internecie. Zadzwoniłem do mojej mamy i sam się sobie dziwię się, że próbuję powstrzymać łzy. Dzwonię też do znajomych, rozmawiamy o tym, co się stało. Nawet ci, którzy na co dzień nie interesują się polityką, są bardzo poważni. Wieczorem moja córka, gdy ją usypiałem mówi: „Tatusiu, dzisiaj wydarzyła się wielka tragedia i zginął Prezydent i inni ludzie”. 3-letnie dziecko zrozumiało, że dzisiaj wydarzyła się wielka tragedia dla Polski.

    Dobre 2

  169. Irena pisze:

    „Może świt błyśnie ostatni raz,
    Najpiękniejszy ów świt
    Spadnie gwiazd siedem
    najdalszych gwiazd
    I zatrzyma się czas”.
    (A. Nowak-Raz,dwa, trzy)

    Dzwoni córka Karolina z Wrocławia . Ona „już wie”.
    Potem jest mój…. krzyk?… szloch?
    Wracam pamięcią do tamtego dnia, do barwy  jej głosu . Wiedziała, jak ważną postacią był dla mnie Lech Kaczyński, nieraz cierpliwie, czasem mniej cierpliwie, wysłuchiwała
    mojej oceny manipulacji . Manipulacji  faktami, słowem . To był ważne rozmowy ,
    bo dotyczyły ludzkiej przyzwoitości w życiu . Braku zgody na kłamstwo, na obojętność .
    Łapałam się na tym, że codziennie muszę bronić Lecha . „Posłuchaj, przeczytaj” co mówi Lech . Nigdy nie odmówiła .
    To mądry człowiek – mówiły jej oczy .
    A jednak swoim młodym, idealizującym umysłem, broniła się przed nadmiarem opowieści o  politycznych szwindlach . „Znowu ta polityka” – mówiła .

    Jej głos   10 . 04 . 2010 roku…
    To był ważny dzień w jej życiu . Może jeden z ważniejszych .
    A ja…
    Jestem silna jak nigdy dotąd . Czas utracił swoją moc nade mną . Czekam cierpliwie, aż znajdę ukojenie, bo …
    kocham Polskę .

    „Co dotknęło i zaznało  krzywd,
    Zapomniane znajdzie w ustach krzyk” .

    Dobre 4

  170. Lew Syjonu pisze:

    Budzi mnie telefon od bliskiej osoby: prezydent nie żyje, jego samolot się rozbił. Pierwsze jest niedowierzanie, nadzieja, że to jakiś makabryczny dowcip albo pomyłka. Niestety, telewizja i Internet nie pozostawiają żadnych złudzeń. Nadal nie wiem i nie wierzę, jak coś takiego jest możliwe — ale jest. To się jednak stało!

    Szukam informacji w sieci: zginęli przedstawiciele najwyższych władz państwa, całe dowództwo polskiej armii, szefowie najwyższych urzędów. Może to udany pierwszy atak, może właśnie zaczęła się wojna, w bynajmniej nie przenośnym sensie? Przecież Polska została właśnie pozbawiona głowy. Musi panować chaos. Czy naszą armią ktoś właśnie dowodzi? Czy krajem ktokolwiek rządzi, przynajmniej przez najbliższe godziny? A co, jeśli rakiety zmierzają już ku swoim celom, w przestrzeń powietrzną kraju wlatują myśliwce, jeśli czołgi przekraczają gdzieś granicę?

    I następne: to jest Rosja, nasz wróg. Tam nie zdarzają się przypadki ani wypadki. To nie Europa — ich przywódcy nie przestrzegają żadnych zasad, jeśli nie muszą, gdzieś mają opinię świata, nie zapominają i nie wybaczają. Może nawet niekoniecznie szło im o nas, może chcieli pokazać komuś? światu? że nie żartują, że nie cofną się przed niczym, że ta gra jest śmiertelnie poważna.

    I jeszcze ten nagła, natychmiastowa zmiana tonu u komentatorów, zmiana treści komentarzy, którzy jeszcze przed godziną, jeszcze przed trzydziestoma minutami na dźwięk nazwiska „Kaczyński” toczyli pianę. Ci wszyscy nagle przejęci i zrozpaczeni, pełni troski i zadumy — jakby nikt nie pamiętał, co mówili przed chwilą. Paradoksalnie, ale tego właśnie dnia toczące niezależne media robactwo ujawniło się jak na szkiełku mikroskopu, jak w laboratoryjnym preparacie.

    Niemniej jednak, cenzura obowiązywała nadal — nikt, w żadnym medium, w żaden sposób,ani razu nie wypowiedział zakazanego słowa „zamach”, chociaż przy każdej katastrofie lotniczej naturalnym jest, że nie wyklucza się i tej hipotezy. W niezależnych mediachnajwyraźniej nie wolno było tego powiedzieć; pierwszy, bardzo delikatnie wspomniał o takiej możliwości bodaj tydzień później Jan Pospieszalski i natychmiast sypnęły się na niego straszliwe gromy. Choć zamach na taką skalę wydawał się być zbyt ostentacyjny
    nawet dla Rosjan, to najpierw absolutne milczenie mediów, a później kategoryczne wykluczenie tej możliwości i napiętnowanie każdego wątpiącego jako oszołoma i zwolennika teorii spiskowych bardzo dawało do myślenia.

    Wczoraj minął dokładnie rok od chwili tamtego zdarzenia — i wciąż nie wiemy, co właściwie się tam stało. Wrak niszczeje, nie dostaliśmy czarnych skrzynek, a śledztwo toczy się chyba równie sprawnie, jak ongiś to katyńskie. Mimo to miliony moich rodaków ocierając z twarzy gęstą plwocinę wierzą z całego serca, że to pada deszcz. I to właśnie najbardziej mnie przeraża.

    Dobre 4

  171. Rafał pisze:

    Dla mnie pamiętna sobota zapisała się tak:
    Byłem w pracy, dzień jak co dzień ale może to będzie trochę nie do uwierzenia lecz od samego rana różne rzeczy leciały mi z rąk i nawet powiedziałem do jednej mojej koleżanki że „dzisiaj coś się stanie„. Godzina 9:55 przylatuje moja kierowniczka i mówi że Kaczyńscy nie żyją…szok włączyliśmy radio o 10:00 były fakty w Rmf fm i tam słyszeliśmy dokładniej co się stało że to Śp. Lech Kaczyński zginął i reszta załogi.
    Także było wielkie niedowierzanie: „jak to nie mamy prezydenta„? A także było wielkie zamieszanie co do podawanych informacji.
    Obym nie przeżywał takich dni więcej.
    Cześć Ich pamięci! Niech spoczywają w pokoju!

    Dobre 3

  172. Grażyna z Wałbrzycha pisze:

    Ta tragedia narodowa dnia 10.04.2010 r. pozwoliła mi na :
    - zrozumienie  jak kłamią media na temat pary prezydenckiej państwa Lecha i Marii Kaczyńskich i pożałowałam iż nie brałam udziału w spotkaniu z nimi w czasie kiedy  żyli
    - odwagę  aby oglądnąć pierwszy raz  film A. Wajdy ” Katyń”
    - odwagę aby poznać historię mojej rodziny związanej z terenami dawnej Polski w teraz Rosji ( mama ukrywała historię mojej rodziny ze strony taty do roku 2009 )
    - przeżycie nieopisanej tragedii członków rodzin osób zamordowanych w Katyniu
    - zrozumieć to ,że nie można ukrywać prawdy tylko po to aby politykować wobec ZSSR i krajów po byłym ZSSR i nigdy pod żadnym pozorem nie można tego czynić
    A zwycięstwem jest to że Świat  i Polacy dowiedzieli  się o Zbrodni Katyńskiej z przed 70 lat.
    Telewizja Polsat znakomicie relacjonowała przez tydzień wszystkie wydarzenia , płakałam cały czas i wiedziałam oraz dzisiaj wiem że pomordowani oficerowie w dołach
    w Katyniu zaznali spokój który im się od zawsze należał.
    Przysięgłam sobie że zawsze będę walczyć o prawdę a mojemu synowi Pawłowi przekaże prawdę o Katyniu i historii naszej Polski .
     

    Dobre 0

  173. Brast pisze:

    Jestem starym człowiekiem i do Katynia osobiście wybrać się nie mogłem. W dniu 10 kwietnia 2010 roku chciałem być duchowo, razem z delegacją Rodzin, polskim Prezydentem i delegacją wielu pozostałych jeszcze we władzach kraju wrażliwych na ojczystą historię  ludzi, na grobach obrońców Polski z II Wojny Światowej, poległych w Katyniu. Czekając na transmisję Mszy św. doznałem kolejnego uderzenia młotem historii zgniatającym Polskę. Pierwsze skojarzenia przywołały na pamięć śmierć gen. Władysława Sikorskiego i jego ostatni lot organizowany przez naszych sojuszników, za których walczyli mój starszy brat na wschodzie i ojciec na zachodzie.
    Później pojawiła się naturalna, chyba  dla każdego człowieka chęć poznania prawdy – jakie były ostatnie chwile życia tych naszych znanych i nieznanych Przyjaciół. Starając się odfiltrować szum medialny spojrzałem na teren katastrofy  okiem kamer satelitarnych i okiem kamer reporterów – obrazy niekompletne ale nie kłamią.  Mam za sobą kilkadziesiąt lat praktyki jako inżynier lotniczy i pracę naukową z zakresu wykorzystania lotnictwa na rzecz obronności kraju, więc nie szukałem komentarzy prasowych ale też gdzieś w podświadomości niewątpliwie  je rejestrowałem.
    Chciałbym swoje obserwacje przedstawić zrozumiale i jak najprościej. Kadłub samolotu pasażerskiego jest w uproszczeniu, taką cienkościenną puszką blaszaną. Na skutek uderzenia o ziemię puszka taka może się zgnieść i zacisnąć wszystkich, którzy są w środku, podobnie jak przy kraksie samochodowej. Duża masa ulokowanych z tyłu samolotu silników i usterzenia ogonowego przy gwałtownym hamowaniu o drzewa i ziemię może zadziałać jak młot pneumatyczny zgniatając wszystko co jest z przodu. Na zdjęciach obraz szczątków był całkiem inny. Kabina pasażerska i kokpit załogi rozleciały się w strzępy na wszystkie strony, jakby wcześniej nie dotykając ziemi. Najmasywniejszy konstrukcyjnie tył samolotu, który mógł zadziałać jak zgniatający młot, odskoczył do tyłu i bez zniekształcenia kołowego obrysu wręgi wyciągnął z kadłuba za sobą kilkumetrowe kable i przewody instalacyjne, urwane gdzieś w kadłubie w ich najsłabszych punktach. Obraz tego w raporcie MAK widoczny jest na zdjęciu rys.33. Dysza wylotowa środkowego silnika lecąc wbrew naturze do tyłu została wygięta na wykrocie drzewa w sposób wyraźnie widoczny na zdjęciu: http://www.rzeszow4u.pl/swiat/wrak-tu-154-zostanie-przykryty.html.  
    Ktoś, kto-by zmierzył średnicę wręgi nr 65  i policzył zerwane nity na jej obwodzie mógłby dosyć dokładnie określić ciśnienie wewnątrz kadłuba, które rozerwało w strzępy kabinę i odstrzeliło do tyłu ogon samolotu w kierunku przeciwnym do wektora ciągu trzech, pracujących na pełnych obrotach silników. Szanse przeżycia pasażerów i załogi przy takim ciśnieniu były żadne.  Ale chwilę wcześniej ten samolot był już  z nieznanych powodów tuż nad ziemią, na lewo od osi pasa i tuż przed jego początkiem. Wykluczając samobójcze działanie pilota, mechanika lotu wskazuje na zablokowane w okolicy punktu decyzyjnego lotki, przechylenie na lewe skrzydło, odchylenie toru w lewo i przyśpieszone opadanie. Reakcje pilota po decyzji „odchodzimy” były w tej sytuacji bezskuteczne.  Wnioski z opisanych sytuacji powinny wyciągnąć kompetentne komisje powypadkowe, które dysponują obszerną dokumentacją wyjaśniającą wszystkie okoliczności katastrofy i nie tracę nadziei, że takie wyjaśnienia poznamy.

    Dobre 5

  174. Bratkowa pisze:

    Najpierw telefon od siostry ciotecznej. Słyszałaś – Prezydent podobno nie żyje. Gdzie tam, niemożliwe, mówię jej. Nie uwierzyłam, nabrali ich w jakimś głupawym programie – pomyślałam. Potem kolejne wieści od innych bliskich. Czyżby naprawdę? W końcu sprawdziłam w necie. Niestety! Prawda! Kolejne nazwiska! Popłakałam się.
    Potem przyjechał mój Narzeczony, mieliśmy jechać do cukierni oglądać torty na nasze wesele. Ale gdzie tu teraz torty, wesele??? Pojechaliśmy. Po kwiaty i pod Pałac.

    Dobre 5

  175. miśka pisze:

    A ja wtedy słuchałam radiowej Trójki. Przed chwilą przesłuchałam nagranie archiwalne. Niestety jest niepełne. Jest nerwowy głos red. Michniewicz, ale nie ma tej piosenki, która przerwała audycję, by dziennikarze mogli sprawdzić nadchodzące wieści. Zawsze lubiłam tę piosenkę. Kojarzyła mi się ze szkolnymi akademiami ku czci poległych w II wojnie światowej oraz z wieczorami przy ognisku, gdy ktoś z gitarą w ręku intonował „Gdy zapłonął nagle świat/bezdrożami szli/przez śpiący las…” Lubiłam ja nucić – przyjemnie wprowadzała w melancholijną zadumę.
    Już na zawsze ta piosenka będzie kojarzyła mi się z katastrofą smoleńską. Gdy jej słucham, wracają emocje. Pamiętam przerażające przeczucie :”Jezus Maria czyżby nasz samolot? Drugi Katyń? Przecież to chyba nie Ruscy?!” Nic na to nie poradzę, że tak wtedy pomyślałam. Czasem płaczę gdy Klenczon śpiewa: … wraca dziś pamięć o tych, których nie ma; bo nie wszystkim pomógł los… To piosenka Czerwonych Gitar „Biały krzyż”.

    Dobre 2

  176. Liider pisze:

    Tak to było dla mnie potężne zaskoczenie,kiedy usłyszałem tą straszną wieść o zdruzgotanym samolocie Prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką i będącymi z nimi na pokładzie wieloma wyśmienitymi,wielkimi Polakami.Nie wierzyłem te słowa,dopóki nie zderzyłem się z cynicznymi zdaniami i ocenami znajomych w pracy będących zwolennikami postlewicy i środowisk liberalnych nie mających własnego zdania i rozsądku.Aż nogi mi się ugięły i połamały się perspektywy pomyślności na przyszłość.Nagonka medialna na Prezydenta Kaczyńskiego,tupet Tuska,służalczość i wspólne wizyty z władzami Rosji i Niemiec oraz nieakceptowanie przez Putina i Miedwiediewa wolnej,niezależnej polityki prowadzonej przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego,by Polska była silnym gospodarczo i kulturalnie państwem oraz pierwsze kłamliwe sugestie dotyczące tego zbrodniczego zdarzenia podawane przez TVN,te argumenty od razu powiedziały mi,że był to zamach.Dziś nie mam zupełnie złudzeń,że tak faktycznie jest!!! Tuska i Komorowskiego skazałbym na banicję do Rosji,za tak haniebne niedojrzałe postępowanie,by przekonali się jakich to sobie wybrali „przyjaciół”.A jeśli okazałoby się,że byli współorganizatorami tego zamachu-co nie jest wykluczone,to postawiłbym ich przed Trybunałem Stanu i zażądał wyroku najwyższego- ich życia!Zbliżają się kolejne wybory proszę was kochani,abyście swoimi postawami zachęcali do wyboru mądrych polityków,realistów,tak by Polska była prawa i sprawiedliwa.

    Dobre 2

  177. Lec pisze:

    ten sloneczny sobotni dzien w deszczowej angli.Jestem w pracy,moj boss 62 letni anglik pocziwy chlop podchodzi i mowi ze cos sie stalo z moim prezydentem.Ide do kantyny tam jest TV.Mysle sobie ,leciec mial do katynia zawalu dostal.Olbrzymia plazma,szok nie wierze.przychodza inni gorace komentrze.Nie moge ich sluchac.Wracam do pracy,ale jak to robic skoro czuje ze jestem w szoku.Musze jechac do domu,ale mam problem.Boss ma ogromna przepukline a jest huk pracy.trzeba dac z krzyza.mija pol godziny mysli tlocza sie w glowie pytania.nie,ide do Jhona.Niemoge pracowac jade do domu,oswiadczam mu.zaskoczenie widze na jego twarzy,wachanie 2 tysiace skrzynek do rozstawienia,pracy na 6 godzin.Zgadza sie,ulga.40 km niewiem jak przejechalem.

    Dobre 1

  178. lidka pisze:

    Pamiętam, rano w sobotę, telewizor włączamy z reguły późnym popołudniem, zadzwoniła koleżanka i płacząc powiedziała, że samolot prezydencki spadł! Myślę, że ten dzień zapamiętam na zawsze. Potem cały dzień przy telewizji. Każdego 10 dnia miesiąca, a w szczególności kwietnia, każdego roku pamiętamy tamte straszne przeżycia.

    Dobre 4

  179. Jadzka pisze:

    Pamietam, ze zaczynalam swoj dzien w pracy jak zwykle, rano. U mnie ranek to w Polsce juz po poludniu. Zadzwonil telefon i jedna z dziewczyn powiedziala, ”to do ciebie”. Cieszylam sie, bo  chcialam porozmawiac po polsku. Ale tym razem uslyszalam: – musze ci powiedziec cos bardzo strasznego” ”co sie stalo?”” Samolot z naszym prezydentem mial katastrofe. Wszyscy nie zyja. Mnie sie to w glowie nie miesci.” ”Mnie tez” – odpowiedzialam , czujac sie nie-soba, tak jakbym byla obok.” Skad to wiesz?” ” Idz na internet, tam caly czas o   tym mowia”. Juz nie pamietam, gdzie weszlam , do ktorej stacji czy gazety najpierw, zobaczylam i nie moglam myslec. Nie moglam wszystkich wiadomosci przyjac od razu. Potem staralam sie znalezc wiadomosci ze wszystkich zrodel. I te gazete, ktora przedtem czytalam, przestalam od razu zamawiac – Wprost. Wydawalo mi sie, ze kreci i mataczy. Wydrukowalo wywiad z bracmi Kaczynskimi , pisali ze taki sam jak na Nowy Rok ale byl okrojony. Drukowali jakies reportaze z innych wypadkow na swiecie – omijajac szczegoly tego wypadku, piszac rzeczy nieprawdziwe. Opisujac upadki samolotow z kilkunastu kilometrow wysokosci, zeby implantowac tym, co nie czytaja wszystkich szczegolow, ze moglo sie tej tutce zdarzyc to samo. Potem zobaczylam, ze byla zmiana redaktora naczelnego 2 miesiace przed wypadkiem… I od tego casu szukam nastepnych coraz to nowych wiadomosci, jakbym miala nadzieje uslyszec wreszcie cos wiarygodnego…I znowu najlepsi ludzie w naszym kraju zgineli tak bezsensownie i tragicznie. Mozna to porownac do Katynia pierwszego, do powstania warszawskiego i do egzekucji profesorow Uniwersytetu Jagiellonskiego razem wzietych. Bylam w Polsce i tez nic nie znalazlam…czasami wydaje mi sie ze z daleka latwiej cos zobaczyc, niz z bliska, ale nie widze ani tu ani tam rozwiazania tej tragicznej lamiglowki – te klocki przekazywane przez rzad polski i komisje rosyjska zawodza kompletnie. Jedyne gazety, ktore przekazuja najwiecej informacji to Nasz Dziennik i Niezalezna. Ale i Rzepa stara sie uzyskac pewne szczegoly i Dziennik i jeszcze Fakt-brukowiec, ale przydatny w znalezieni wiadomosci…i tak od tej pory szukam i nie moge uwierzyc, ze Oni zgineli. Bez Nich nie widze narodu i rzadu polskiego. Slysze: wroc do Polski – i odpowiadam: do kraju, w ktorym moj glos bedzie wazny tylko wtedy kiedy glosuje na wlasciwa osobe? Nie! I dobrze, ze nie zrobilam tego glupstwa przed zamachem, tak teraz widze, ze to byl zamach! Nie chcialam, nie moglam w to uwierzyc, ale  to jedyna pasujaca do wszystkiego odpowiedz…

    Dobre 4

  180. indris pisze:

    !0 kwietnia nie miałem jeszcze komputera w domu. Jechaliśmy z żoną domojego miejsca pracy, żeby wypełnićna komputerze PITy. Pierwsze sygnały o katastrofie usłyszeliśmy w tramwaju, pasażerowie mieli komórki i przekazywali sobie wiadomości. Niewiele z tego można było wydedukować, poza tym, że były jakieś ofiary śmiertelne.
    W pracy włączyłem TOK-FM i internet. Wiadomości były jeszcze skąpe. W pewnej chwili usłyszałem, że rosyjscy ratownicy odesłali karetki – wtedy już wiedziałem, że nikt katastrofy nie przeżył.
    W sieci przeczytałem, że wśród pasażerów była Anna Walentynowicz.
    Przyznam się uczciwie, że wiadomość o katastrofie odebrałem  z powagą należną majestatowi śmierci ludzi, ale osobiście nie byłem poruszony bardziej, niż po wiadomości o innej katastrofie z dużą ilością ofiar, np tej w Lesie Kabackim.
    Osobiście najbardziej żałowałem kapelana prezydenckiego, ks. Romana Indrzejczyka, którego znałem z telewizji jako mądrego kapłana, Anny Walentynowicz, prezydenta Kaczorowskiego i p. Teresy Walewskiej-Przyjałkowskiej, która była lektorką w „moim” kościele (o czym się dowiedziałem następnego dnia na mszy św.)
    W następnych dniach z niedowierzaniem i zdumieniem dowiedziałem się o „teorii zamachu”. Kiedy w poniedziałek 12 kwietnia zobaczyłem w „Naszym Dzienniku” tytuł Oskarżam Moskwę, domyśliłem się, czego należy się spodziewać.

    Dobre 2

  181. sebastian pisze:

    Jestem notorycznym nocnym markiem. W nocy z 9/10 kwietnia 2010 jak co noc marnowałem kolejne godziny na przeglądanie internetu,buszowałem po sieci niemal do 4 rano. Gdy już wpół przytomny nakryłem się kocem i na kanapie oddałem się we władanie snu, nagle w środku mojej nocy wbiegła do pokoju moja połowica i usłyszałem,że samolot Kaczyńskiego(mojego prezydenta)ma jakieś kłopoty z lądowaniem. 
    Chwila analizy jeszcze w zaspanym umyśle uświadomiła mi,że tego dnia prezydent wraz z pozostałymi przedstawicielami mojego narodu ma być w Katyniu.
    Jak nigdy dotąd nie wypowiedziałem stałej formułki” kochanie zrób mi kawę”,coś mi nakazało wstać, wstałem!
    Szybkim krokiem ominąłem łazienkę i wszedłem prosto do kuchni, tam telewizor zwyczajowo mąci umysły od wczesnych godzin porannych. Na ekranie telewizora dostrzegłem byłego przewodniczącego SLD Wojtka Olejniczaka i gwiazdę jedynej „słusznej” stacji telewizyjnej Jarka Kuźniara.
    To co owa gwiazda mówiła i jak się przy tym nerwowo zachowywała uświadomiło mi,że dzieje się coś wyjątkowego,coś na co pan Kuźniar nie był przygotowany-awaria, uszkodzenie, przymusowe lądowanie- jeszcze nic definitywnego, by po chwili usłyszeć,że rozbił się samolot, ten mniejszy- nie Tupolew. 
    Szybko włączyłem w całym domu wszelkie alternatywne i dostępne mi media( radia na różnych stacjach, kolejny telewizor z konkurencyjną stacja informacyjną.Szum medialny trwał krótko, zginęło, tylu a tylu, ktoś przeżył itd.
    Niestety niepewność została przerwana odczytywaniem listy pasażerów. Do świadomości dotarło,że nie ma już mojego prezydenta,nie ma i już nie będzie. Nie ma tylu moich pisowców. Ale rozpłakałem się dopiero gdy usłyszałem imię Sebastian, mój imiennik i mój cichy prywatny wróg z PO. Mój wróg,bo z PO, a ja za PiS, a mimo to najbardziej się rozkleiłem gdy to o nim usłyszałem-dziwne? nie, naturalne,bo poczułem się winny jego śmierci,tyle razy gdy go widziałem i słyszałem w Tv, to kląłem jak szewc- wyszedłem na balkon pomodliłem się chwilę za niego,za prezydenta i za wszystkich którzy tego dnia byli tam, gdzie było przeznaczenie śmierci.
    Instynktownie wiedziałem,że muszę wywiesić flagę ale nie miałem kiru. W dziwnym niewytłumaczalnym impulsie zerwałem z siebie koszulkę, 
    bo była czarna, przewiązałem nią flagę i bez kawy zacząłem dzień!

    Dobre 3

  182. Mr.Z pisze:

    Włączyłem TVN24 akurat kiedy Kuźniarowi głos się łamał a Olejniczak ze łzami wychodził ze studia. Pierwsza myśl, że się obraził na kogoś, ale zaraz zaczęły docierać do mnie słowa i wyjaśniać sytuację. Potem obrazy szczątków samolotu – dla mnie od razu jasne, że leżącego na plecach i w stanie mocno skraksowanym – zdziwienie, że różni komentatorzy nie zwracają na to uwagi i spekulują ile osób mogło przeżyć.
    No i te myśli od razu: wypadek czy zamach? Jeśli zamach, to kto? Rosjanie? Pierwszy osąd: nie, bo nie robiliby tego na własnym terytorium. Spokojnie mogliby coś takiego, gdyby chcieli, zrobić np. na Ukrainie i mataczyć relacje Warszawa-Kijów. Nie, bo za duże odium (ich terytorium, ich lotnisko, ich samolot, ich „wina” katyńska powodem wizyty i ich „wina” smoleńska, że zorganizowali kontr-imprezę Putin-Tusk dla normalnych corocznych obchodów z udziałem Kaczyńskiego. Wreszcie: nie – bo po co? Co by zyskali? Kaczyńscy byli im może niemili, uciążliwi, ale raczej irytujący jak komar, niż groźni.
    Ale potem refleksja: te wszystkie NIE zakładają, zupełnie błędnie, że Rosja to monolit a jej funkcjonariusze mają na uwadze tylko jej strategiczny interes. A przecież tamtejsza władza, to jak prawie wszędzie, konstelacja sitw. Wzajemnie skłóconych, walczących, rozgrywających sprawy przeciw sobie. Może jedna sitwa chciała „narobić smrodu” innej sitwie? Skoro można robić wybuchy w moskiewskim metrze, można wysadzać w powietrze bloki mieszkalne z własnymi rodakami, to czemu by nie przyłożyć ręki do kraksy nielubianego „pachołka ameryki”? W lotnictwie dużo nie trzeba, żeby sprowokować zbrodnię doskonałą. Nie za pomocą sztucznej mgły, bo to wymysł propagandy tuskowej, ośmieszającej PISowców, ale choćby zakłócając sygnał GPS, nadmiernie poważany przez naszych pilotów – niezbyt obowiązkowych, za to skorych do łamania regulaminów (to fakty).
     

    Dobre 0

  183. Bachalski pisze:

    Jechałem do pracy. Zadzwoniła do mnie krewna i powiedziała o katastrofie. Pierwsza moja myśl i pierwsze moje słowa były takie, że to zamach. Nikt z moich bliskich nie miał co do tego wątpliwości. Potem przez chwilę, po sugestii żony myślałem, że rzeczywiście może to błąd pilotów pod presją czasu. Jednak postępowanie strony rosyjskiej, w szczególności te prostackie, ordynarne łgarstwa, te „ustalenia” MAK niepasujące jedne do drugich sprowadziły mnie do początkowego przekonania, że to nie był wypadek lecz po prostu mord. A wrażenia? Pomyślałem, że w  jednej chwili polityczni i ideologiczni przeciwnicy, wierzący w Boga i zadeklarowani ateiści stali się towarzyszami niedoli, dzielącymi ten sam los. Połączyła ich tragedia, na pewno wszyscy chcieli żyć. Nie sądzę by którakolwiek z ofiar chciała, przynajmniej w taki sposób, umrzeć. Może ofiara szczerze pobożnych wyjednała zbawienie dla ich niewierzących towarzyszy podróży? Bo rodzin ofiar, niestety już ani ból, ani pragnienie poznania prawdy nie połączyło. Ponura, przygnębiająca i smutna historia, która ma ciąg dalszy. A ja mam nadzieję, że tak jak o Katyniu tak i Smoleńsku jeszcze  poznamy prawdę.

    Dobre 2

  184. Dominika pisze:

    Wstalam pozno tego dnia , okolo godz 9. Snilo mi sie ze szlam z jakas osoba szeroka pustà  droga , szersza niz autostrada i nagle jakis zolty samochod wyscigowy  pojawil sie za nami i zaczal nabierac predkosci jakby chcial nas przejechac. Obudzilam sie przestraszona. Otworzylam okno mojego paryskiego mieszkania, zrobilam kawe, wzielam prysznic. Wtedy dostalam sms od brata. Przeslalam go do mojego narzeczonego oraz najlepszej przyjaciolki. Wlaczylam radio. Bylismy wszyscy w szoku. Nie moglismy zrozumiec jak to mozliwe , ze tyle osobistosci i tak waznych osob w panstwie polecialo jednym samolotem. Przez pierwsze 2, 3 dni wierzylam w wersje nieszczesliwego zbiegu okolicznosci i niedoswiadczenia pilotow. Aktualnie jestem raczej przekonana , ze to byl zamach. Mam nadzieje ze kiedys dowiemy sie prawdy. Minèlo juz prawie poltora roku , a rzad niewiele zrobil poza stwierdzeniem, ze „panstwo Polskie zdalo egzamin”.

    Dobre 2

  185. Krzysztof z Rudy Śląskiej pisze:

    Nie bez przesady powiem – najbardzie traumatyczny dzień w moim 40-letnim życiu…Trójka moich dzieci (10,8,2 lata) i ja (zona w pracy). Podczas sniadania z dzieciaczkami, i mimo ich usmiechów, uderzyła we mnie jak piorun ta wiadomość – na pokładzie byli Prerzydent z małżonką… I tu nie zapomnę: odszedłęm do przedpokoju i głośno wyłem w  płaczu, dzieci za mną nie wiedząc o co chodzi, Najstarsza zrozumiała… „tatusiu nie płacz…”. Ten szykanowany patriota-Prezydent nie żyje.Cały dzień w chmurach i łaczu.Żona szybciej wróciła.Pojechałem na 18,00 do katowicekiej Katedry.Abp Zimoń, znajome twarze zapłakane, pieśń „W Tobie jest siła… Nikt nie miał wątpliwości.Przyczyny bezpośrednie to jedno. Ale Prezydenta zabiła nienawiść. Modlę się o wielka POLSKĘ

    Dobre 5

  186. Magda pisze:

    Poszłam spać przed ósmą rano, wróciłam po nocnej zmianie. Mąż wychodząc po zakupy zajrzał do sypialni i powiedział, że wychodzi na chwilę, ja na to „ok” ale on dodał „wiesz… prezydent nie żyje…” Pierwsza moja myśl to taka, że umarł na zawał. Niestety dodał szybko”samolot się rozbił.. wszyscy lecący do Katynia nie żyją…” Już nie spałam…… Cały dzień dzień spędziliśmy z nadzieją przed telewizorem, niestety ….

    Dobre 2

  187. Bohdan Stypułkowski, em. mgr nauk administracyjnych, słuchacz wykładów śp. dr Stanisława Krukowskiego, Łapy pisze:

    Żona powiedziała: Samolot z Prezydentem uległ katastrofie. Powiedziałem – wszyscy zginęli i płakałem. I modliłem się wtedy i nadal modlę się za Dusze wszystkich 96-ciu Ofiar poległych w drodze do Katynia Wieczny Odpoczynek racz IM dać Panie… I pozwól nam poznać Prawdę o Smoleńsku, wszak Twój Syn mówił: «Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».(J 8, 31-32)

    Dobre 3

  188. max pisze:

    Ja byłem u wujka był deszczowy i smutny dzien nagle przyleciała mama i mówi że rozbił sie tu 154 m dowiedziała sie z radia i było nam smutno :(

    Dobre 0

  189. jacdaw pisze:

    Miesiąc wczesniej zacząłem nowy etap w moim zyciu, jakim był wyjazd do Londynu i praca dla telewizji brytyjskiej. Wiadomość ta dotarła do mnie jak z zaswiatów, na tyle nierealna i trudna do zaakceptowania, że na początku nie uświadamiałem sobie ogromu zniszczeń jaki się dokonał w naszym społeczeństwie tego dnia. Kilka dni póżniej BBC nadała krótki film o tym co się wydarzyło, zktórego zapamiętałem tylko animację londowania z powtarzającym się jak mantra „pull up”. Świat poszedł dalej i inne sprawy przysłoniły obraz tego co się zdarzyło. My wciąż powracamy do tego zdarzenia podczas gdy powinno ono zostać szybko i skutecznie wyjaśnione, a winni zaniedbań, czy też spisku, jeżeli taki był, przykładnie ukarani.

    Dobre 1

  190. anja pisze:

    ja przysieglabym ze w ktoryms momencie 10 kwietnia2010 roku w niews’ach slyszalam o tym ze 3 osoby przezylo… pozniej juz nie bylo o nich slychac

    Dobre 1

  191. bruno pisze:

    10 kwietnia 2010 ten dzien pamieta kazdy. Wybieralem sie wtedy do kosciola ale wlaczylem na chwile telewizor aby zobaczyc uroczystosci w Katyniu. Gdy wlaczylem tv to zobaczylem na czarntm pasku informacje ze byl wypadek samolotu i nikt nie przezyl wtedy wszystko sie dla mojej rodziny zatrzymalo tata plakal babcia tez to byl dzien ktory nigdy dotad nie przezylem. Dkamn najbardziej utkwilo w pamieci jak polacy byli razem jak wielka rodzina nie bylo klotni ani podzialow tylko jjednosc. Jak trumny przejezdzaly ulicami Warszawy to byl widok nie do opisania 34 trumny jedna za druga a na ulicach tysiace polakow z kazdego zakatku Polski. Ta tragedia zmienila Polske na zawsze
    Czesc ich pamieci.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.