Czy Rosja stawia na „Żelazną Julię”

Podczas niedawnego „telewizyjnego dialogu” ze społeczeństwem, premier Rosji Władimir Putin podkreślił: „Nie popieram Julii Tymoszenko na wyborach prezydenta Ukrainy”. Ale w rzeczywistości może być zupełnie inaczej.

Ledwie dwa tygodnie wcześniej, podczas poświęconego głównie problemom gazu spotkania Putin–Tymoszenko w Jałcie, rosyjski premier wyraźnie – wręcz demonstracyjnie – ją wspierał. Ale, jak zauważyły ukraińskie media, takie otwarte poparcie byłoby dla niej niekorzystne.

Na wschodzie Ukrainy – a więc głównie wśród ludności rosyjskojęzycznej i prorosyjskiej – największym poparciem wciąż cieszy się były premier Wiktor Janukowycz. Pani Julia walczy przede wszystkim o elektorat na zachodzie kraju. A tam Rosji nie lubią. I być może właśnie dlatego oficjalnie odciął się od „Żelaznej Julii”. Warto jednak zauważyć, że czyniąc to – nie wsparł nikogo innego. A zwłaszcza uznawanego za czołowego zwolennika ścisłej współpracy z Rosją Janukowycza.

Jeden z deputowanych Bloku Julii Tymoszenko, Swiatosław Olijnyk, wyraził niedawno nadzieje, podzielane zapewne przez całe jego ugrupowanie. „Myślę, że Kreml popiera właśnie Tymoszenko” – dowodził, wypowiadając się dla rosyjskiego pisma „Kommiersant–Włast’”. I przekonywał, że Janukowycz nie jest dla Moskwy interesującym partnerem. „Jest zbyt regionalny, zbyt wschodni” – twierdził. I zapewne ma rację. Julia Tymoszenko udowodniła już, że potrafi być skrajnie pragmatyczna. W praktyce oznacza to, że o ile obecny prezydent Wiktor Juszczenko stara się realizować jakieś idee, na przykład integracji z Europą (inna rzecz – na ile skutecznie), o tyle premier Tymoszenko ma program na tyle uniwersalny (czy wręcz populistyczny), że gotowa jest współpracować z każdym. O ile będzie to korzystne dla niej samej.

Rosja bez wątpienia może dać jej więcej niż Europa. Bruksela nie chce dać Ukrainie nawet nadziei na członkostwo w UE, a żąda reform – a Moskwa obiecuje bardzo konkretne rzeczy, np. ułatwienia przy zakupie gazu. Przyjdzie za to uregulować rachunek polityczny, ale tym „Żelazna Julia” najwyraźniej się nie martwi.

Z rosyjskiego punktu widzenia optymalny wariant to przejście do II tury dwójki kandydatów – Janukowycza i Tymoszenko. Wtedy Rosjanie mieliby pewność, że przyszły prezydent Ukrainy będzie bardziej zainteresowany współpracą z Moskwą, niż Brukselą, nie mówiąc już o Warszawie. I być może o to właśnie chodzi kierownictwu Rosji.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(3) Komentarzy do “Czy Rosja stawia na „Żelazną Julię””

    -
  1. Kris pisze:

    Chyba „w wyborach ” a nie „na wyborach”?

    Dobre 0

  2. andronik pisze:

    to takie „wishful thinking „autora na nic sie już nie zda, dla każdego obiektywnego obserwatora oczywistym jest fakt totalnej klęski „pomarańczowych”, ale polskie „elity” jak zwykle opierają sie na przesłankach kontrafaktycznych – na efekty nie trzeba długo czekać…..

    Dobre 0

  3. Ukrainiec pisze:

    „Wtedy Rosjanie mieliby pewność, że przyszły prezydent Ukrainy będzie bardziej zainteresowany współpracą z Moskwą, niż Brukselą, nie mówiąc już o Warszawie.”

    A kto powiedział, że Ukraina jest lub była zainteresowana współpracą z Warszawą? Rozczaruję autora – Kijów nie jest i nie będzie bardziej zainteresowany współpracą z Warszawą niż z Moskwą. Dotyczy to nie tylko polityków, ale przede wszystkim społeczeństwa. Zbyt wiele łączy Ukraińców i Rosjan. Polska zaś jest tylko narzędziem do wywierania odpowiednich zachowań ze strony Rosji. Taka jest prawda. Proszę pojechać na Ukrainę i pomieszkać tam przynajmniej rok, potem pogadamy. Ten komentarz potwierdza teorie, że polscy dziennikarze nie bardzo sobie dają radę z interpretowaniem ukraińskiej polityki.

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.