Polsko – ukraińskie pojednanie tylko na papierze

Organizatorzy rajdu im. Stepana Bandery zapewniali, że jego przejazd przez Polskę to nie prowokacja ani żadne antypolskie działanie, ale wykazali się co najmniej brakiem zrozumienia dla naszego stosunku wobec Bandery i stworzonej przez niego Ukraińskiej Powstańczej Armii.

I jeszcze przed próbą wejścia na terytorium Polski spowodowali coś zupełnie odwrotnego do deklarowanego przez nich celu: gwałtowne protesty antyukraińskie. Zamiast pojednania mieliśmy eskalację wrogości.

Nasi wschodni sąsiedzi mają pecha, że na przestrzeni XX wieku największą formacją, która walczyła o wolność Ukrainy, była UPA – organizacja mająca na swym koncie zarówno karty bohaterskiej walki z Sowietami już po II wojnie światowej, jak i masowe mordy na Polakach podczas tej wojny. Także na bohatera indywidualnego najlepiej pasują wyraziste postaci związane z UPA czy Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów, której Ukraińska Powstańcza Armia była „wojskowym ramieniem”. I to jest powód dla którego UPA jest tak czczona, a Stepan Bandera tak honorowany.

Największym problemem to jednak fakt, że Ukraińcy swoich bohaterów chcą wybielić. Zgodnie z logiką mówiącą, że jeśli Bandera ma mieć pomnik w każdym zachodnioukraińskim mieście, to przecież nie można wspominać o jego błędach czy winach. Jeśli UPA ma być czczona jako najważniejsze – wręcz jedyne! – ukraińskie ugrupowanie narodowowyzwoleńcze, to nie wolno mówić o zbrodniach przez nią dokonanych.

W tej sytuacji o dialog historyczny jest dziś niesłychanie trudno. Ukraińcy potrzebują czasu, aby w końcu zrozumieć, że nasze zarzuty wobec UPA nie wynikają z jakiegoś wydumanego „antyukrainizmu”.

Dobrze więc chyba się stało, że kilkusetosobowa grupa uczestników rajdu nie została wpuszczona do Polski. Niestety żadnej ze stron nie reprezentowali gotowi do dialogu historycy – naprzeciw politycznych działaczy prowadzących za sobą młodych ludzi stanęliby manifestanci z antyukraińskimi transparentami. Nie byłoby rzeczowej dyskusji, ale wzajemne pokrzykiwania i przepychanki.

Niestety: zadekretowane przez prezydentów obu państw, zarówno Leonida Kuczmę i Aleksandra Kwaśniewskiego, jak i Wiktora Juszczenkę i Lecha Kaczyńskiego, pojednanie polsko-ukraińskie dokonało się głównie na papierze. Oba nasze narody potrzebują jeszcze wiele, by doszło do pojednania rzeczywistego.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

(157) Komentarzy do “Polsko – ukraińskie pojednanie tylko na papierze”

    -
  1. cdn pisze:

    @droch

    „(…) liczą się fakty historyczne, a nie urojenia..”

    * * *
    Re:

    p. „droch” ma jakieś problemy z rozumieniem pisanego?

    Fakty historyczne są takie, że Bandera ponosi wielką moralną odpowiedzialność za zbrodnie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, chociaż nie był obecny.
    To Bandera stał na czele tej skrajnej frakcji, która dokonała zbrodni ludobójstwa polskiej populacji Kresów i z jego polecenia działali jego zastępcy.

    Taka jest opinia polskich historyków, w tym m.in. prof. Władysława Filara, któremu nikt nie może zarzucić antyukraińskich uprzedzeń.

    Widzimisie „drocha” powtarzane po raz kolejny świadczy tylko o „zaimpregnowaniu”.

    Dobre 0

  2. mariusz z żoliborza pisze:

    @droch
    Tak, Chmielnicki był w trumnie – na Twoje nieszczęście, liczy się to, że nie rozumiesz faktów.
    Chmielnicki nie współtworzył UPA i nie stał na czele tej bandyckiej organizacji.
    Bandera tworzył tą organizacje i bandyckie metody postępowania UPA z Polakami.

    @cdn
    Masz rację we wszystkim, co napisałeś.
    Też o zaimpregnowaniu niektórych.

    Dobre 0

  3. WojtekK pisze:

    Do Jana C.
    Piszemy na dwa inne tematy- nie wiem co to pojednanie, podobnie jak ukraińcy- mam to gdzieś. liczą się interesy i pokój. i twarde postawienie sprawy- taki rajd przez Polske nie przejedzie. I Platini niech nie miesza- sami mamy namieszane. tyle w skrócie na ten temat.

    Dobre 0

  4. cdn pisze:

    Bliskiej zagranicy rozmowy o nie-tylko-nocnych rozmowach Polaków:

    Kurica nie ptica

    - No i nas Lachy nie wpuściły.
    - Cóż, tak jak myśleliśmy. Lachy głupie przecież nie są. Na ich miejscu też bym nas nie wpuścił. Ale to może i lepiej. Ten tłumek za szlabanem mógł się nam dobrać do skóry…
    - Nie mów tak! Co z ciebie za hajdamak? Po to jesteśmy, by walczyć o Wielką Ukrainę.
    Sława Ukrainie! Sława Banderze!
    - Sława! Sława!
    - A poza tym Lachy wcale takie mądre nie są. Dzwonili do mnie koledzy z Polski. Oni tam w tej Warszawie całkiem powariowali. Dziennikarze trzęsą portkami, że teraz cała Ukraina ruszy na Polskę…
    - Ach, żeby tak było…
    -…a niektórzy politycy też uważają, że trzeba nas było wpuścić. Naprawdę, tępe te Lachy. Dlatego plan jest prosty…
    - Wracamy?
    - Tak! Odczekamy tylko chwilę, a Lachy się same pozagryzają. I wtedy na granicy będą nas witać chlebem i solą.

    ***

    - Myślałam, że przesadziłaś, Eriko, ale miałaś rację. W Polsce nikt się nawet nie skrzywił na twoje słowa o obozach, w których mordowano Niemców.
    - Bo to prawda!
    - Nie sądzę, żeby to była prawda, ale przecież obie wiemy, że prawda nie jest najważniejszą rzeczą w polityce. Dla mas ważne są emocje, a dla rządów – wersje oficjalne.
    - Oficjalnie Polacy się nie chcą do niczego przyznać. Jeszcze.
    - Właśnie, jeszcze. Oni są słabi i zagubieni. Nie ma w nich ducha. Trochę to potrwa, ale twoje słowa drążą skałę. Polacy uwierzą w swoją winę.
    - O tak. Polacy we wszystko uwierzą.

    ***

    - Jak tam, w Polszy spokój? Jest tak, jak miało być? Nikt o Stalinie źle nie mówi?
    - Z tym to różnie bywa, towarzyszu premierze, ale rząd jest spacyfikowany.
    - Tak? A skąd ta pewność?
    - Wczoraj w telewizji wystąpił jakiś przylizany durak od polskiego premiera i zapewniał, że jest mnóstwo innych tematów. O historii z nami gadać nie będą.
    - Proszę, jacy grzeczni. Ciekawe, na co oni liczą?
    - Pewnie chcą więcej gazu.
    - Gazu? My mamy tyle gazu, że nie wiemy, co z nim zrobić, a oni będą się przed nami płaszczyć? Nawet o pakcie Ribbentrop-Mołotow nie wspomną
    - Właśnie, towarzyszu premierze.
    - Czyli udało się. Znów porządek panuje w Warszawie.


    http://rybitzky.salon24.pl/119375,kurica-nie-ptica

    Dobre 0

  5. Mirek pisze:

    Ja się dziwię, że ktoś w ogóle wpuszcza do Polski ukraińską młodzież! Przecież to potomkowie tych rezunów i wrogowie polskiej rasy panów! U nas mamy dzielnych obrońców jak ks. Zalewski i różne organizacje narodowe, które w tej chwili określają politykę wobec Ukrainy. To oni muszą decydować o wszystkim co się dzieje, a przez nich oczywiście Moskwa i KGB. Teraz jakoś na razie nie podniosła się fala ukraińskiego słusznego patriotyzmu, która wymusi analogicznie do działań słusznych Polaków zamknięcia granicy dla wycieczek na Cmentarz Orląt i na mogiły w Charkowie czy na Wołyniu. Ale analogicznie, mają wielkie prawo i mnóstwo racji. To oczywiście nijak się ma do stosowanej powszechnie w Polsce logiki Kalego i ukradzionej krowy, która każe oceniać czyn w zależności od punktu siedzenia a nie w kontekście całości. Osiągnęliśmy to o co chodziło – polski chłop pod Przemyślem stanął ze starymi szyldami i nawymyślał podludziom. BO 0n jest patriota. Czego oczekuje – że Ukraiński chłop pocałuje go w rękę jak przyjedzie kupić tanią wódkę i papierosy. Najważniejsze jest aby o kimś mówić, nieważne czy dobrze czy źle. O dzielnych Polakach takich jak patriota Zalewski i różne Stowarzysznia Kresowe im. Józefa Stalina naród się dowiedział, że mają największy wpływ na formowanie polityki pamięci. I tylko bardzo się dziwimy, że na Ukrainie, analogocznie myślący ludzie organizują rajd szlakiem Bandery. Oby tylko skończyło się na rajdzie a nie na zamykaniu polskich miejsc pamięci przed polskimi odwiedzającymi. O tym, aby spokojnie rzeczowo rozmawiać i sobie wszystko tłumaczyć, mowy oczywiście być nie może. A mogło być np. tak że w Birczy zrobiłoby się spotkanie polsko-ukraińskie i oprzywiozło nie wszechpolaków ale młodzież z okolicy na wielką debatę i otwartą dyskusję. A potem ci młodzi Ukracy zaprosiliby do Lwowa na Cmentatrz Orląt i przedłużyli dyskusję. Może byśmy coś zrobli oprócz piany i podkręcania nacjonalistów polskich i ukraińskich. A jak zawsze, tylko piana i wrogość nam się udaje.

    Dobre 0

  6. Jan C. pisze:

    @ WojtekK

    10/08/2009 o 14:35

    Pokoj, to taki stan braterstwa, poczucia bezpieczenstwa, poczucia jednosci, (w razie jej nie odczuwania, konieczna jest praca nad wzajemnym zrozumieniem, wybaczenie, naprawa win – ogolnie mowiac pojednaniem), trwania w sprawiedlwosci w relacjach wzajemnych, az po milosc ofiarna i wzajemna, az po czucie sie wzajemnie godnymi zaufania.

    Interesy w warunkac pokoju sa interesami wzajemnymi.
    W przypadku konkurencji do jakich dobr , pokoj wymaga, aby to bylo poddane uczciwej rywalizacji, w ktorej zwyciezca jest lepszy.
    NA CZESC POKOJU organizuje sie mistrzostwa sportowe.

    Pokoj umozliwia robienie sprawidliwych interesow, wiec i interesy nie moga wykraczac poza ramy pokoju.
    Nie moze byc – najpierw zrobmy interes, a pozniej martwmy sie o pokoj, bo taki interes bedzie sluzyl egoizmowi, a wiec bedzie wrogi pokojowi i pokoj pozniej nie nastapi,
    Musi byc – nalpierw pokoj, pozniej interes, bo wtedy nikt nikogo nie oszuka, ani nie okradnie.

    Sprawa Euro 2012 – ogromne koszty wylozone w interes w sumie niepewny. Interes, ktory dla swojego powodzenia wymaga pokoju miedzy uczestnkami mistrzostw, ale zwlaszcza miedzy wspolorganizatorami.
    Nie wiem, czy wystarczy nam czasu na jakis pokojowy przelom w relacjach miedzy naszymi Narodami.
    Moze lepiej od razu prosc UEFA o nastepne 4 lata na przygotowania, nie tylko organizacyjne, ale i duchowe dwoch wielkich Narodow Europy.
    Pozdrawiam.

    Dobre 0

  7. cdn pisze:

    @Mirek
    10/08/2009 o 15:45

    „Ja się dziwię, że ktoś w ogóle wpuszcza do Polski ukraińską młodzież! Przecież to potomkowie tych rezunów i wrogowie polskiej rasy panów! U nas mamy dzielnych obrońców jak ks. Zalewski i różne organizacje narodowe, które w tej chwili określają politykę wobec Ukrainy. To oni muszą decydować o wszystkim co się dzieje, a przez nich oczywiście Moskwa i KGB.
    […]”

    * * *
    Re:

    Płyta samograj – „Moskwa i KGB”.
    To zróbcie w końcu porządek w tym Kongresie Ukraińskich Nacjonalistów, URP Sobor czy innej Swobodzie, oczyśćcie je z moskiewskiej agentury, to przestaniecie w końcu wylewać krokodyle łzy przy każdej prowokacji od was wychodzącej.

    „Polska rasa panów” – wielce symptomatyczne. Pamiętam, jak podczas pomarańczowej rewolucji każdy mijający kamerę, szczerząc złote uzębienie, wykrzykiwał – „MY NIE BYDŁO!”, „MY NIE BYDŁO!”
    Jakieś kompleksy?

    Nie mam cierpliwości by odpowiadać _takim_ „Mirkom”, ale zrobiła to w naszym imieniu, z myślą również o was, Wielce Szanowna Pani Ewa Siemaszko – „Pod flagą Bandery”:

    Pod flagą Bandery

    Westchnieniem ulgi rodziny byłych mieszkańców Kresów Wschodnich RP i mieszkańcy Podkarpacia, i w ogóle polscy obywatele świadomi swej historii przyjęli w piątek, 7 lipca, br. wiadomość, że kilkunastoosobowy rajd rowerowy ukraińskich dzieci pod hasłem „Europejskim szlakiem Stepana Bandery” nie został wpuszczony na teren Polski.

    Organizatorzy rajdu, niby z Fundacji Dobroczynnej „Eko-Miłosierdzie”, za którymi stoją w rzeczywistości dwie skrajnie nacjonalistyczne formacje – Kongres Ukraińskich Nacjonalistów oraz partia Swoboda, raz oświadczali obłudnie, że celem rajdu jest promocja zdrowego stylu życia, a raz, że „chodzi o to, żeby nasze dzieci były świadome, żeby miały wzór, przykład…”, a tym ma być dla nich… Stepan Bandera. I może nie powinno to dziwić, skoro tego pożałowania godnego inteligentnego bandytę prezydent Juszczenko, doktor honoris causa KUL, ogłosił patronem roku 2009, po niedawnym ustanowieniu przez tegoż prezydenta bohaterem Ukrainy dowódcy UPA Romana Szuchewycza, podobnej „wielkości” zbrodniarza. Te postaci mają już na Ukrainie dziesiątki monumentów, których stawianie szczególnie nasiliło się za prezydentury Juszczenki. Chora ukraińska tradycja historyczna mogłaby być traktowana jako wewnętrzna sprawa naszego sąsiada, gdyby nie to, że od lat 90., tj. odzyskania przez Polskę niepodległości i powstania niepodległej Ukrainy, różnymi zabiegami ukraińscy nacjonaliści usiłują zmusić Polskę do akceptacji zbrodniarzy formacji OUN i UPA – i zdjęcia z nich odpowiedzialności za ludobójstwo Polaków w latach 1943-1946 oraz wcześniejsze zbrodnie pre- genocidium atrox. Temu służy cały łańcuch widocznych działań nacjonalistów ukraińskich, jak nielegalnie stawiane na terenie Polski pomniki i pomniczki UPA, usuwanie przez nich lub pod ich naciskiem przez terenowe władze inskrypcji nagrobnych wskazujących na upowców jako sprawców zbrodni, publikacje pomniejszające lub usprawiedliwiające zbrodniczość, a nawet gloryfikujące OUN-UPA.
    Patron rajdu rowerowego Stepan Bandera, jako czołowy działacz, ideolog, propagandysta i w pewnym okresie przywódca Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, który przygotowywał OUN i grunt społeczny do „rewolucji narodowej” polegającej na wyniszczaniu nie-Ukraińców, a głównie Polaków, i który też wciągał do tej „rewolucji” swych rodaków śmiertelnym terrorem – jest współodpowiedzialny za najcięższą zbrodnię przeciw ludzkości, zbrodnię nad zbrodniami, ludobójstwo co najmniej 130 tys. Polaków.
    Zanim do niej doszło, w okresie międzywojennym OUN dokonała setek antypaństwowych aktów polegających na niszczeniu mienia państwowego i prywatnego, napadach rabunkowych i zabójstwach politycznych, w tym na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego, czego jednym ze sprawców był właśnie Bandera, i to wtedy, gdy Pieracki usiłował dojść do porozumienia z częścią ukraińskich ugrupowań politycznych. Do tego trzeba dodać wieloletnią (z przerwą w latach 1942-1944) kolaborację OUN z Niemcami hitlerowskimi, w czym także brał udział Bandera, i to nawet po wypuszczeniu go przez Niemców z łagodnego uwięzienia, gdy agonia III Rzeszy była oczywista.
    W świetle tych faktów poważnym błędem władz polskich był brak reakcji we właściwym czasie na powiadomienie przez polskich działaczy na Ukrainie o planowanym rajdzie pod patronatem zbrodniarza. Władza udawała, że nie wie, „co się święci”, i gdyby nie społeczne protesty, gdyby nie codzienne monitorowanie sprawy przez media, rajd równie triumfalnie jak przebiegał na Ukrainie, przekroczyłby polską granicę i przemierzał tereny obok grobów pomordowanych przez OUN-UPA, umacniając poprzez odwiedzanie „śladów Stepana Bandery” szerzony na Ukrainie wizerunek Polski – gnębicielki Ukraińców. Taki był bowiem faktyczny cel rajdu: zademonstrować, że Ukraińcy nie mają zamiaru wstydzić się OUN i UPA ani jej przywódców, ani popełnionych przez nich zbrodni, że „tak wtedy trzeba było” – mordować, co często można od nich usłyszeć w przygodnych rozmowach. Zamiarem też było pokazanie, że chociaż polski Sejm dopiero co podjął stosowną uchwałę w sprawie zbrodni OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, to nie ma ona dla Ukraińców żadnego znaczenia.
    Jest sprawą haniebną, że postupowscy organizatorzy, działając z premedytacją, o czym świadczą wykryte niby w ostatniej chwili ich matactwa i fałszerstwa wizowe (dziwne, że w ogóle możliwe są takie sytuacje), wciągnęli do tej prowokacji dzieci, ubierając je w stroje z symbolami OUN i UPA, wyposażając w banderowskie flagi i w zafałszowaną wizję nacjonalistycznego wodza i jego organizacji. Można sobie wyobrazić rozczarowanie zawróconych z granicy uczestników rajdu, traktowanych prawie jako bohaterów, zanim do niej dotarli, którym teraz będzie wtłaczana w głowy interpretacja incydentu rodząca żal i nienawiść – oczywiście do państwa polskiego. A pomiarkowania u organizatorów rajdu nie widać, bo choć nie mogą zaprzeczyć, że działali podstępnie (nawiązując do praktyk zbrodniarzy, których czczą), ale z miejsca, z butą, zapowiedzieli odwołanie się od decyzji władz polskich. I choć bez wątpienia decyzja naszych władz o odmowie wjazdu rajdu wynikała z wykrytych nieprawidłowości formalnoprawnych, to lepiej byłoby, gdyby uzasadnienie było moralno-historyczne, wynikające z szacunku dla ofiar i nieakceptacji zbrodniczych ideologii. Byłby to jednoznaczny znak dla nacjonalistycznych środowisk na Ukrainie i w Polsce, że nie mogą sobie na wszystko pozwalać, przynajmniej na terenie naszego państwa.
    Ten brak odwagi władz państwowych nasuwa spostrzeżenie, że bierność władz wobec przygotowywanego rajdu była wynikiem nie tylko braku wiedzy historycznej, ale przede wszystkim niekierowania się przez sprawujących władzę prawdą, brakiem właściwej hierarchii wartości w ocenie, co jest interesem narodowym i państwowym. Z tego zaniku u rządzących, ale też u części elit intelektualnych i działaczy społecznych, instynktu narodowego i państwowego wynika przyzwolenie na fałszowanie historii, tolerancja dla deptania godności narodowej i opaczne rozumienie sposobu utrzymywania dobrych stosunków między sąsiedzkimi państwami.
    Dla dobrych stosunków międzypaństwowych, a tym bardziej między wspólnotami narodowymi, nie można się godzić na kult zbrodniarzy, bo to wcale nie prowadzi do pokoju. Niestety, nawet w tak oczywistej sprawie jak banderowski rajd pojawiały się głosy polityków, które wyraźnie, jak np. Henryk Wujec, stały po stronie nacjonalistycznej imprezy. Podkreślał on kilkakrotnie, że gdyby sprawy wizowe były prawidłowo załatwione, to rajd powinien być na teren Polski wpuszczony, że te dzieci „miały prawo” kontynuować przejazd na naszym terenie, że między Ukraińcami i Polakami należy prowadzić rozmowy na temat wspólnej historii, a nie zabraniać tego czy innego przedsięwzięcia. Z jednym postulatem można się zgodzić, mianowicie rozmowami polsko-ukraińskimi, które odbywają się na różnych szczeblach i w różnych gremiach od przynajmniej 18 lat, można je prowadzić dalej, choć nie widać, aby ich efekty dla Polski i Polaków były satysfakcjonujące. Mimo rozmów, konferencji, seminariów, okrągłych stołów itp. kult OUN-UPA na Ukrainie się rozszerza, ideologia nacjonalistyczna jest popularyzowana i co najgorsze, indoktrynowane są już nawet dzieci poprzez specjalnie do tego celu opracowane publikacje, wystawy, imprezy. W tej indoktrynacji są wyraźne antypolskie elementy. W internetowych dyskusjach pojawiają się nienawistne wobec Polski i Polaków wypowiedzi Ukraińców, pogróżki o przyłączeniu w odpowiednim momencie do Ukrainy tzw. Zakerzonii, czyli południowo-wschodniego pasa obecnej Polski (także pisało o tym wychodzące w Polsce ukraińskie „Nasze Słowo”). Takie są efekty rozmów polsko-ukraińskich, które jednak trzeba kontynuować, ale też stanowczo nie dopuszczać do antypolskich i gloryfikujących zbrodniarzy ukraińskich wystąpień jak banderowski rajd.

    Ewa Siemaszko

    Dobre 0

Dodaj komentarz

Dodanie komentarza oznacza akceptację REGULAMINU blog.rp.pl. Komentarze nie spełniające zasad zawartych w regulaminie - nie będą publikowane. Więcej informacji można znaleźć na modblogu modblogu.