Piątka za pomysł, słaba trója za wykonanie. To najkrótsza recenzja czytnika Kolportera eClicto. Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda świetnie — wreszcie polska firma zdecydowała się wprowadzić na rynek świeże rozwiązania technologiczne, połączyła to z internetowym sklepem i nawet zrobiła to na czas (czyli przed świętami). Oficjalna prezentacja miała miejsce przed tygodniem.
Dzięki uprzejmości Kolportera miałem okazję przez kilka dni używać czytnika eClicto i porównać go z innymi — Sony Reader (PRS-300 i PRS-600 Touch) oraz Onyx Boox 60. Czytniki Sony trzeba do Polski sprowadzać indywidualnie — polski oddział firmy z nieznanych mi przyczyn nie ma w ofercie tych urządzeń. Kosztują ok. 1000 złotych (Touch jest nieco droższy). Onyx sprzedawany przez firmę Arta Tech kosztuje aż 1499 złotych.
Na tym tle eClicto wygląda nieźle. Z ceną 899 złotych i 100 książkami w pamięci wydaje się atrakcyjną ofertą. Wrażenie znika, gdy czytnik weźmiemy do ręki. Jest wprawdzie lżejszy i cieńszy niż konkurencja, ale to efekt zastosowania taniego (i skrzypiącego) plastiku. Inni mają obudowy z plastiku łączonego z aluminium. To zdecydowanie lepszy wybór w urządzeniu, które przecież będziemy cały czas trzymać w dłoni.
eClicto ma też nieco starszy niż konkurencja wyświetlacz (tylko cztery stopnie szarości), ale na szczęście bardzo czytelny, co jest zasługą zastosowania technologii E Ink. Ogromną wadą jest akumulator — zapowiadane przez producenta cztery dni to i tak mniej niż u innych, ale eClicto nie wytrzymuje nawet tego. Przygotujcie się na doładowania co dwa dni. Na szczęście w komplecie jest ładowarka USB, a czytnik można zasilić również z portu komputera. Co jeszcze „na minus”? Brak dotykowego ekranu i brak jakiegokolwiek łącza bezprzewodowego (mogłoby być WiFi, a jeszcze lepiej GSM). Niestety rozczarowuje 100 tytułów dodawanych do czytnika. Spora ich część pochodzi z darmowych zasobów dostępnych w Internecie. Czyli — chwyt marketingowy.
Nieco utrudnia obsługę fakt, że książki gromadzone są w czytniku w trzech miejscach — w katalogu „Moje książki”, do którego trafiają zakupy ze sklepu internetowego, „Dokumenty”, gdzie znajduje się większość dodanych fabrycznie 100 tytułów, oraz na „Karcie pamięci” — oczywiście jeżeli nagraliśmy na kartę własne e-booki.
Najbardziej irytująca jest jednak powolna praca urządzenia. Uruchomienie czytnika, otwieranie książek trwa po kilkanaście — kilkadziesiąt sekund. Widocznie nie miałem szczęścia, bo mój czytnik zawieszał się praktycznie codziennie (kiedy to pisze, eClicto właśnie się zawiesił). Nie udało mi się skorzystać z dobrodziejstw księgarni eClicto — mimo zmian konfiguracji Windows i wykorzystania różnych adresów mejlowych do rejestracji, księgarnia nie dawała się przekonać, że jestem nowym użytkownikiem. Oczywiście program obsługujący czytnik i księgarnię działa tylko z Windows.
Tu mała poprawka: w relacji z oficjalnej premiery czytnika napisałem, że Kolporter nie planuje na razie wprowadzenia wersji na systemy inne niż Windows. Najwyraźniej źle usłyszałem. Oficjalne stanowisko Kolportera w tej sprawie brzmi:
Trwają prace nad dostosowaniem eClicto do systemów Mac OS i Linux. — Dokładny termin, w jakim użytkownicy systemów Mac OS i Linux będą mogli korzystać z naszej księgarni i czytnika e-booków zostanie określony w ciągu dni – mówi Maciej Topolski, rzecznik prasowy Grupy Kapitałowej Kolporter. – Użytkownicy, którzy już kupili eClicto otrzymają w przyszłym roku bezpłatne aktualizacje oprogramowania, które opracowujemy wykorzystując ich sugestie publikowane w Internecie, m.in. na naszym blogu i przekazywane nam za pośrednictwem infolinii.
A zalety? Najważniejsza jest taka, że… czytnik jest. Do kupienia za złotówki w dużej firmie, z gwarancją i zapleczem w postaci księgarni z polskimi tytułami (mam nadzieję, że moje problemy z zakupem są odosobnione). Czytnik bez najmniejszego problemu radzi sobie z polskimi znakami (zarówno Sony jak i Onyx miały z tym kłopoty). Zaletami są rozsądne i logiczne menu oraz przycisku obsługi na obudowie powiązane z najczęściej używanymi funkcjami (np. powiększenie czcionki) oraz małe wymiary urządzenia — mieści się do kieszeni marynarki.
Kupować? Kolporter uczciwie przyznaje, że to program pilotażowy. Z moich doświadczeń z eClicto wynika, że oprogramowanie jest jeszcze niedopracowane, a sam czytnik ewidentnie należy do tych tańszych. Podejrzewam, że jeśli okaże się, iż rynek jest takimi urządzeniami zainteresowany, Kolporter szybko pokaże nowocześniejszy czytnik z lepszym (mniej frustrującym użytkownika) oprogramowaniem. Czego im życzę. Bo ta piątka jest tak naprawdę za odwagę.
- eClicto z opcjonalnym etui
- To jeden z najcieńszych i najlżejszych czytników na rynku
- eClicto ma ekran w technologii E Ink











