Jimi Heselden, właściciel Segwaya, zabił się na jednym z produkowanych przez firmę elektrycznych skuterów. To już chyba koniec historii nieudanego pojazdu, który wedle zapowiedzi miał zrewolucjonizować transport. 
Ciało Heseldena znaleziono u stóp dziesięciometrowego urwiska nad rzeką Wharfe w pobliżu miejscowości Boston Spa ponad 200 kilometrów na północ od Londynu. Policja uznała, że właściciel firmy produkującej elektryczne dwukołowe skutery Segway prawdopodobnie zjechał ze skarpy na jednym z takich pojazdów. Jimi Heselden kupił to przedsiębiorstwo zaledwie 10 miesięcy temu.
Dlaczego o tym piszę na blogu o nauce i technologii? Bo historia Segwaya to najlepszy przykład nadmiernego, wręcz nieuczciwego, marketingu, który z czegoś zupełnie zwyczajnego robi „przełomowy, magiczny produkt”, mający zrewolucjonizować transport, Internet, komputery, telewizję, telefony komórkowe (niepotrzebne skreślić). Po prostu „technika na Segwaya”.
Pamiętam (to był początek 2001 roku) spekulacje wokół tajemniczego projektu nazywanego wówczas IT albo Ginger. Pamiętam doskonale, bo jako dziennikarz musiałem o tym supertajnym wynalazku pisać. A nie bardzo było wiadomo co, bo spece od marketingu umiejętnie podsycali atmosferę wyczekiwania, skąpo dawkując informacje. Media gubiły się w domysłach. Czy zaprojektowany przez ekscentrycznego wynalazcę Deana Kamena IT to nowy gadżet elektroniczny? Sam wynalazca oświadczył, że Ginger może zagrozić pozycji „starych, bogatych przedsiębiorstw” oraz produktom „zanieczyszczającym środowisko, brudnym, irytującym i niebezpiecznym”. Więc może samochód na wodór (poważnie)?
Kiedy wreszcie Kamen pokazał swój wynalazek wybranym inwestorom podniecenie sięgnęło nowych szczytów. W wąskim gronie zaproszonych na prezentację znalazł się m.in. Jeff Bezos (z Amazon.com), John Doerr (inwestor związany z rynkiem nowych technologii) i Steve Jobs (twórca potęgi Apple). Z pokazu wyszli zachwyceni, a Kamen dostał pieniądze na rozruch.
I wtedy dziennikarze przekłuli balon. Na początku grudnia 2001 w telewizyjnym programie ABC News pokazano wreszcie tajemnicze urządzenie. — To ma być to? Przecież to skrzyżowanie skutera z hulajnogą — brzmiały pierwsze komentarze.
Później było jeszcze gorzej. Pojazdy były wycofywane z rynku (przy słabych bateriach dwukółka się przewracała), wymieniano im oprogramowanie (w czasie jazdy koła zaczynały obracać się w przeciwnych kierunkach). Z rewolucyjnego skutera spadł m.in. prezydent George W. Bush i znany dziennikarz Piers Morgan.
Proponowana na początku cena — ok. 8 tys. dolarów, to mniej więcej tyle, ile kosztuje używany samochód. Fabryka Segwaya miała zaś wytwarzać ok. 40 tys. sztuk skuterów miesięcznie. Ile sprzedano? Do marca ubiegłego roku oficjalnie ok. 50 tys.
Skuter zrobił klapę na całej linii, ale technika na Segwaya ma się doskonale. „To coś ważniejszego niż komputery PC” — mówił dziewięć lat temu Jobs wypytywany o tajny projekt. Ale czegoś się wtedy nauczył. Wszystkie premierowe produkty Apple trzyma w tajemnicy. A gdy je wreszcie pokaże, bez najmniejszego zażenowania nazywa zwykły gadżet „rewolucyjnym i magicznym urządzeniem za niewiarygodną cenę”. John Doerr (finansował m.in. firmy Google i Amazon) reklamował elektryczny skuter słowami „Ginger jest większy niż Internet”. Teraz mówi, że „iPhone jest ważniejszy niż komputery osobiste”.
Na listach najbardziej przereklamowanych produktów Segway i różne gażdety Apple (głównie iPhone i iPad, ale jest też stary tablet Newton) zajmują czołowe miejsca. Są też inni: Microsoft za odtwarzacz Zune, który miał być pogromcą iPodów i system Vista, który miał po prostu działać. Jest również Oracle — za komputer sieciowy, firmy robiące oprogramowania antywirusowe i wreszcie… latający samochód.













