Pracownicy w chińskiej fabryce muszą się zobowiązać (pisemnie!), że nie odbiorą sobie życia.

Fabryka Foxconn
Trwa fatalna seria w chińskiej fabryce koncernu Foxconn. We wtorek kolejny — dziesiąty tylko w tym roku — pracownik fabryki odebrał sobie życie rzucając się z okna. W zakładzie w Shenzhen na południu Chin pracuje blisko 400 tys. osób. Produkowane są tam m.in. telefony Apple iPhone. Apple prowadzi niezależne wewnętrzne dochodzenie w tej sprawie.
Pracownicy Foxconnu skarżą się m.in. na nieludzkie warunki pracy — długie zmiany, obowiązkowe nadgodziny, zbyt szybko przesuwające się taśmy produkcyjne, wojskową dyscyplinę i — oczywiście — zbyt niskie płace. W hotelu pracowniczym, jak donoszą zachodnie media, nikt z nikim nie rozmawia, bo wszyscy są zbyt wyczerpani.
Co na to władze tajwańskiego koncernu? Według kantońskiego dziennika „Southern Metropolis Daily” Foxconn zażądał od każdego pracownika… podpisania oficjalnego dokumentu, że nie będzie próbował odebrać sobie życia. A także, że nie zrani poważnie siebie, ani nikogo innego. Na dowód dziennik przedstawił zdjęcie mężczyzny z firmowym papierem Foxconn, który mają podpisać zatrudnieni w zakładach. Pracownicy muszą się również zgodzić na przymusowe leczenie psychiatryczne, jeżeli przełożony uzna, że osoba prezentuje „odbiegający od normy stan fizyczny lub psychiczny”. (Podpisywanie weksli, o których pisze „Rz” nie wydaje się przy tym takie złe…).
Co jeszcze? Foxconn rozciągnął wokół budynku siatki, w które niedoszli samobójcy skaczący z okna mają wpadać. Podobno zatrudniono również psychologów mających służyć radą i pomocą pracownikom i menedżerom.
To nie jedyne podejrzane sprawki Foxconnu. Wcześniej ochroniarze fabryki pobili reportera agencji Reuters za to, że robił zdjęcia zakładu stojąc na publicznej drodze. Innych dziennikarzy (z „China Business News”), którzy ujawnili informacje o dramatycznych warunkach pracy w fabryce, koncern pozwał do sądu i postraszył astronomiczną karą 30 mln juanów (ok. 3,7 mln dolarów).
Jaki to ma związek z nowymi technologiami? Ano taki, że co najmniej jeden przypadek samobójstwa jest bezpośrednio związany z naruszeniem tajemnicy otaczający gadżety Apple produkowane przez Foxconna. Nowe produkty ze znakiem jabłuszka są pilnie strzeżonym sekretem, a ich prezentacja to wielki show Steve’a Jobsa. Dziennikarze i fani marki z zapartym tchem czekają na kolejną wersję iPhona, czy nowego iPada. Ale żeby podsycić ich (i naszą) ciekawość musi być niespodzianka. Niespodzianki nie będzie, jeżeli prototypy produkowane w Chinach wcześniej gdzieś „wyciekną”.
W ubiegłym roku Sun Danyong zgubił (lub ukradziono mu) prototypowy egzemplarz nowego iPhona czwartej generacji. Jednego z kilkunastu, które miał wysłać do Kalifornii. Gdy zgłosił sprawę przełożonemu, ochroniarze Foxconnu przekopali jego prywatne mieszkanie (bez nakazu), a jego samego przesłuchali. Według doniesień prasowych — używając przemocy fizycznej.
Po kilku dniach 25-letni Sun Danyong popełnił samobójstwo wyskakując przez okno swojego mieszkania. Zdarzenie nagrały kamery ochrony. Apple wydało wtedy oświadczenie, w którym firma wyraża „głęboki smutek z powodu tragicznej śmierci młodego pracownika”. Sprawy przesłuchań, rewizji i zaginionego prototypu przemilczano.
Ktoś może powiedzieć — to Chiny, Apple nie ma z tym nic wspólnego. (Wiem — sam widziałem taką chińską fabrykę. Grupa dziewczyn, którą wziąłem za szkolną wycieczkę okazała się grupą pracowniczek. „Wszystkie mają powyżej 16 lat” — gorliwie zapewniali mnie gospodarze.) Ale Apple zachowuje się podobnie w samych Stanach Zjednoczonych, choć oczywiście trudno to porównywać z samobójstwami i biciem ludzi w chińskich fabrykach. Przykład? Pracownik Apple zgubił jeden z tych prototypów i urządzenie dostało się w ręce dziennikarzy z internetowego serwisu Gizmodo. Na wniosek firmy policja przeszukała dom dziennikarza, który odważył się pokazać prototypowego i supertajnego iPhone’a.
Proponuję o tym pamiętać, gdy za kilkanaście dni Steve Jobs skończy z tajemnicami i w San Francisco z dumą przedstawi światu nowy, produkowany w Chinach, telefon.