Posts Tagged „wybory”<

Laptop wyborczy

28 mar 2011

Notowania spadają, więc rząd strzela pomysłem. Laptop dla każdego pierwszaka! A wkrótce netbook, a może nawet tablet. Jak to pięknie brzmi!

Zupełnie tak, jak gdyby rząd naszego kraju – w którym brak autostrad, drogi są dziurawe i wszyscy tkwimy w kilometrowych korkach – ogłosił, że każdemu obywatelowi funduje klimatyzowany garaż.

Rząd Tuska chce wydać miliard złotych na sprzęt, który może się okazać kolejną zabawką dla dzieciaków. I to w czasach, gdy szkoły są słabo wyposażone w komputery, połowa Polski nie ma dostępu do szybkiego Internetu, a wielu nauczycieli nie wie, jak korzystać z dobrodziejstw najnowszych technologii. Pomijam już to, czy na pewno dobrym pomysłem jest, by sześciolatek – zanim jeszcze nauczy się pisać literki i przeczyta pierwszą książkę – przyssawał się do komputera.

Rząd już raz zapowiadał rozdawanie laptopów. Nic z tego nie wyszło. Na szczęście. Teraz pomysł odświeżają spece od piaru – w momencie gdy wśród młodych ludzi notowania Platformy Obywatelskiej spadają. W ten oto sposób platformersi po cichu inwestują w kampanię wyborczą, choć wcześniej sami ograniczyli możliwość wydawania pieniędzy na nią wprost. To wielki kit. Nie dajmy się na to nabrać.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dobra polityka musi kosztować

6 gru 2010

Donald Tusk mówi o oszczędnościach, o zabieraniu partiom pieniędzy, a jednocześnie w trakcie kampanii samorządowej okleił cały kraj swoim zretuszowanym ogromnym zdjęciem z napisem „Z dala od polityki”. Za darmo? Za swoje oszczędności? Nie, za nasze podatników pieniądze. Wydane na finansowanie partii politycznych.

Słuchając dyskusji polityków o finansowaniu partii, musimy mieć pełną świadomość, że wszyscy – bez wyjątku – wciskają nam, wyborcom, kit. Nikt nie myśli o tym, co jest lepsze dla Polski i dla systemu demokratycznego, każdy wyłącznie kalkuluje, co komu się bardziej opłaca. Na którym rozwiązaniu może dziś stracić, a na którym zyskać.

Co nie znaczy, że nie warto zmienić obowiązujących zasad. Warto, bardzo warto.

Obecny sposób finansowania partii to jedna z przyczyn utrzymujących obecny, patologiczny stan w polskiej polityce. Nie dlatego, że utrudnia wejście nowym ugrupowaniom na scenę, ale przede wszystkim dlatego, że powoduje gnuśnienie wielkich graczy zabezpieczonych przed atakiem z zewnątrz i ich koncentrację na działaniach propagandowych, na które mają ogromne środki – a nie wymusza pracy merytorycznej.

Media są najważniejsze

Obecny system został wprowadzony w czasie, kiedy się wydawało, że wielką wartością jest stworzenie stabilnego systemu kilku, a najlepiej dwóch silnych partii politycznych. Ludwik Dorn, autor projektu tego systemu, miał oczywiście wówczas w głowie interes swojej ówczesnej partii Prawa i Sprawiedliwości. Ale jego pomysł był na rękę także Platformie, więc wspólnie go uchwalono.

A o co dziś chodzi poszczególnym graczom?

Platforma chce (a w każdym razie mówi, że chce) zlikwidować finansowanie partii z budżetu, bo to piękny komunikat dla ludu, pokazujący, jak to oszczędna jest rządząca partia. Nie jestem przekonany, czy Donald Tusk naprawdę chce likwidacji dotacji (PO dostaje najwięcej pieniędzy), bo to jednak trochę skomplikuje ludziom Platformy życie. Ale nawet gdyby przez przypadek udało się ustawę w tej sprawie uchwalić, PO byłaby w sytuacji o wiele lepszej od konkurentów.

Po pierwsze – powszechnie uważa się, że ma bardzo wiele zgromadzonych środków. Po drugie – jako partia rządząca ma naturalną przewagę nad innymi, może korzystać z narzędzi, które mają rządzący: podejmować decyzje i skupiać na sobie uwagę opinii publicznej, finansować przez państwo takie projekty, które będą się kojarzyć z partią, jak np. Orliki. Po trzecie – ma ogromną i powiększającą się przewagę w mediach, które ciągle w swej większości szczerze nie cierpią Jarosława Kaczyńskiego i jego partii. Po czwarte – ma znacznie lepsze kontakty z biznesem niż konkurencyjne ugrupowanie, łatwiej jej będzie stworzyć sobie alternatywne źródła utrzymania.

Dlatego likwidacja finansowania partii, choć pewnie trochę utrudniłaby jej życie, de facto wzmocniłaby przewagę PO nad pozostałymi partiami.

Prawo i Sprawiedliwość wręcz przeciwnie. Nie ma życzliwych sobie mediów. Nie ma dobrych relacji z biznesem. Nie miało nigdy większego wpływu na ośrodki władzy, a po wyborach samorządowych straciło i go jeszcze bardziej. Jedyny sposób na przekonywanie do opinii publicznej to docieranie do niej bezpośrednio, poza mediami. A na to potrzebuje dużych pieniędzy.

SLD i PSL mają ogromne aparaty partyjne, a ich utrzymanie kosztuje, więc dla nich najważniejsze jest utrzymanie stanu obecnego.

Polska Jest Najważniejsza i tak pieniędzy dziś nie ma, więc sytuacja, w której inni mają mniej niż teraz, byłaby dla niej bardziej korzystna od stanu obecnego, kiedy inni mają bardzo dużo, a oni nic. Przy okazji, zgłaszając radykalny pomysł w tej kwestii, PJN mogła być obecna w mediach. A dla ugrupowania Joanny Kluzik-Rostkowskiej dziś – ze zrozumiałych powodów – to media są najważniejsze.

Przeczytaj cały tekst


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Najlepszy duet dla Polski

29 cze 2010

Wyobraźmy sobie dwie możliwe wersje rozwoju wypadków. Pierwszy – prezydentem zostaje Bronisław Komorowski. Drugi – w pałacu na Krakowskim Przedmieściu zasiada Jarosław Kaczyński. W obu przypadkach co najmniej przez rok rządem kierować będzie Donald Tusk. Jakie byłyby to prezydentury? Jak wyglądałyby ich relacje z premierem? Co z tego może wyniknąć dla państwa?

Przeczytaj tekst



Od moderatora:
W związku z wyborami na urząd Prezydenta RP informujemy, iż w okresie ciszy wyborczej tj. w okresie 24 godzin poprzedzających dzień wyborów i aż do chwili zakończenia głosowania zabronione jest prowadzenie agitacji politycznej na rzecz kandydatów w jakiejkolwiek formie.

Publikacje na blogu jakichkolwiek komentarzy mających charakter agitacji wyborczej może zostać uznana za naruszenie przepisów oraz stanowi czyn zagrożony karą grzywny.
(Art. 76b ust. 2 i art. 77 ust. 1 ustawy z dnia 27 września 1990 r. o wyborze Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej tj. Dz. U. z 2010 r. Nr 72, poz. 467.)
Dziękujemy za wszystkie komentarze, a w razie pytań prosimy o kontakt na moderatorzy@rp.pl .

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kampania nadziei

17 cze 2010

Właśnie kończy się pierwsza część najbardziej chyba nietypowej kampanii wyborczej w III RP. Merytorycznie nie była ani specjalnie lepsza, ani gorsza od poprzednich

Zbyt mało było czasu na poważne dyskusje programowe. Kandydaci skupili się – jak zwykle zresztą – na kampanii wizerunkowej.A jednak sposób działania sztabów wyborczych był zupełnie inny od tego, jaki znamy z lat poprzednich. Było więcej spokoju, mniej agresji. Choć akurat nie to jest najważniejsze, bo ostry spór w poważnych sprawach nie jest niczym złym. Znacznie bardziej istotne wydaje się to, że tym razem dużo więcej i w bardziej odpowiedzialny sposób mówiono o potrzebie budowy sprawnie działającego silnego państwa.

Politycy przekonywali też, że są gotowi ze sobą rozmawiać. Pierwszy raz od wielu lat padały deklaracje o tym, iż konkurenci mają wolę porozumienia w kluczowych dla państwa sprawach. Oczywiście, mówiono o tym, bo takie było zapotrzebowanie społeczne. Badania prowadzone przez specjalistyczne firmy pokazywały sztabom wyborczym, że ludzie chcą to właśnie słyszeć. Ale taka właśnie jest prawda – w Polsce wszyscy mamy poczucie, że życie polityczne powinno się zmienić na lepsze.

Czy podzielają tę opinię także politycy?

Powinniśmy mieć taką nadzieję. Liczyć na to, że po wyborach nie wrócą do jałowej i pustej wojenki, jaką znamy z ostatnich lat. Bo polityka potrzebuje treści. Liderzy powinni być zdolni do wyznaczenia bardzo konkretnych celów i ich skutecznej realizacji, nawet jeśli droga będzie niełatwa i bolesna. Powinni umieć spierać się w kampanii i, jeśli zajdzie taka potrzeba, współpracować w codziennym politycznym życiu.

Bo niezależnie od tego, kto wygra te wybory, kto zostanie prezydentem, za rok mamy wybory parlamentarne. Wcześniej czy później prezydent i premier znów będą pochodzić z różnych obozów politycznych. Powinni wtedy przypomnieć sobie społeczną atmosferę z tej nietypowej kampanii. I zrozumieć, że kohabitacja to nie dopust Boży, nie powód, aby prowadzić polityczną wojnę domową na wyniszczenie, ale normalna sytuacja w demokratycznym państwie.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Walka o lewicę

17 cze 2010

Napieralski niespodziewanie okazał się sympatycznym i uśmiechniętym człowiekiem. Z dość autystycznego i nijakiego działacza stał się nagle fajnym Grześkiem.

Grzegorz Napieralski miał w tej kampanii polec. Tak zakładali komentatorzy, tak zakładali politycy, także lewicowi, zwłaszcza ci, którzy chcieli zmian w SLD. Tymczasem wygląda na to, że wyjdzie z kampanii solidnie wzmocniony. Ale nie zakończy to wcale walk na lewicy. Wręcz przeciwnie. SLD czeka wewnętrzna wojna.

Jak obalić szefa

Po smoleńskiej katastrofie Sojusz Lewicy nie miał dobrego kandydata. Akcja pod tytułem „Napieralski na prezydenta” była wtedy nie gestem rozpaczy, a próbą doprowadzenia do obalenia przewodniczącego za pomocą jego wyborczej klęski. Półtora miesiąca temu Grzegorz Napieralski w sondażach miał średnio 3 proc. poparcia i żadnych widoków na to, by tę sytuację zmienić.

Eksperci mówili o jego braku charyzmy i o tym, że nie da się go wykreować na interesującego polityka. Powtarzano, że to człowiek, który umie świetnie poruszać się w partyjnych strukturach, ustawiać sobie lokalnych działaczy, że to mistrz wewnętrznych gier, ale polityk całkowicie pozbawiony umiejętności przekonywania wyborców. Bezbarwny i nudny.

Największy cios zadał szefowi SLD oczywiście Włodzimierz Cimoszewicz, wspierając z fanfarami Bronisława Komorowskiego. Inne znane twarze lewicy wprawdzie oficjalnie zadeklarowały poparcie, ale w promocję kandydatury szefa SLD nie zaangażowały się. W tej kampanii nie widać Aleksandra Kwaśniewskiego. Zamiast jeździć po Polsce i występować w telewizyjnych programach, były prezydent wojażuje po świecie. Indagowany przyznaje, że w pierwszej turze zagłosuje na Napieralskiego, ale zdaje się robić wszystko, by o tym nie musieć mówić. Bartosz Arłukowicz jeździ co prawda po kraju, ale na spotkaniach woli mówić o lewicy. Wojciech Olejniczak i Katarzyna Piekarska zaś zniknęli. A Ryszard Kalisz wręcz demonstracyjnie dystansuje się od szefa SLD. Publicznie stwierdza, iż nie dziwi się, że Cimoszewicz nie poparł Napieralskiego.

Oprócz Leszka Millera trudno znaleźć znane postaci lewicy, które jednoznacznie deklarują wsparcie dla szefa SLD w wyborach. Można raczej mówić o tym, że na lewicy powstał całkiem spory, pełen mocnych nazwisk komitet niepopierania Grzegorza Napieralskiego.

przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kandydaci na fali

7 cze 2010

Najpierw Smoleńsk. Teraz powódź. Niespodziewane, dramatyczne wydarzenia niewątpliwie mają wpływ na tę kampanię. Nie da się opisać i analizować przedwyborczego starcia, nie biorąc ich pod uwagę. Widzimy już, jak wpłynęła tragedia smoleńska na szanse kandydatów. Nie wiemy jeszcze, jak na sytuację wyborczą wpłynie powódź. Ale nie ulega wątpliwości, że fala powodziowa oprócz prawdziwych dramatycznych strat, które ponoszą ludzie, może mieć też poważne konsekwencje polityczne.

Gdyby nie było tragicznej śmierci prezydenta i 95 ważnych w polskim życiu publicznym osób, zapewne sytuacja polityczna Bronisława Komorowskiego byłaby łatwiejsza. Silne nastroje antypisowskie i antykaczystowskie by się utrzymywały i choć kandydat Prawa i Sprawiedliwości być może wspinałby się powoli w sondażach, to skutecznie blokowałby go silny elektorat negatywny. W wyniku wstrząsu, jaki wszyscy przeżyliśmy, nastroje społeczne mocno się zmieniły i ten elektorat zaczął się kurczyć.

Już same wyniki badań ilościowych (czyli procentowego poparcia) pokazują, że deklarowane poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego jest znacznie większe niż elektorat uważany dotąd za twardy pisowski. Ruch w stronę centrum okazał się skuteczny, choć trudno jeszcze powiedzieć jak bardzo, na ile kandydatowi PiS uda się odzyskać pole stracone podczas rządów jego partii. Widać już, że część dawnych zwolenników PO – PiS, zniechęcona stylem rządów PiS – LPR – Samoobrona powoli przestaje się dąsać na Jarosława Kaczyńskiego i odpowiada pozytywnie na jego zmianę wizerunku i języka. Co – przy okazji – jest dowodem na to, jak ogromne znaczenie ma w polityce styl komunikowania się z wyborcami.

Najwyraźniej obóz Bronisława Komorowskiego tą zmianą został całkowicie zaskoczony i nie umiał na nią odpowiedzieć. Ale mimo to kandydat Platformy ciągle trzyma się dość mocno.

Wiele wskazuje na to, że Kaczyński zyskał już wszystko, co mógł, dzięki zmianie nastrojów po katastrofie i zmianie języka swojej partii. Teraz na poparcie będą już działać inne czynniki. W tym także to, co i jak będą mówić kandydaci (oraz ich polityczne obozy) o powodzi.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Dobrze, że jest silny kandydat opozycji

26 kwi 2010

Decyzja Jarosława Kaczyńskiego nie jest zaskoczeniem. To naturalne, że przywódca i twórca Prawa i Sprawiedliwości staje do wyborów prezydenckich. Jeśli uznał, że pomimo osobistej tragedii jest w stanie podjąć polityczne wyzwanie, to ma do tego pełne prawo.

Ale znacznie ważniejsze jest, że dzięki tej decyzji Polacy będą mogli dokonać realnego wyboru. Bo tak jak potrzebny jest silny rząd, tak potrzebna jest silna opozycja. Poważny kandydat opozycji jest niezbędny, zwłaszcza gdy życie polityczne tak wyraźnie zdominowała jedna partia.

W dramatycznej i smutnej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska, nie możemy zrezygnować z normalnych zasad demokracji. Pomysły, aby na czas przejściowy wybrać wspólnie uzgodnionego kandydata, były nieracjonalne. Podobnie jak propozycje, aby zrezygnować z kampanii wyborczej.

Smutek i zaduma po tragedii nie zwalniają nas z myślenia o funkcjonowaniu państwa. Kampania wyborcza powinna się odbyć nie pomimo tragedii, która nas spotkała, ale właśnie z tego powodu. Pustka w życiu politycznym musi zostać wypełniona. Należy zrobić wszystko, by obywatele mieli normalny wybór.

Nie będzie to łatwe, bo kandydaci mają bardzo mało czasu na prezentację. Tylko jeden z nich – Bronisław Komorowski – de facto rozpoczął swoją kampanię wcześniej, a ponadto los sprawił, że w okresie przed wyborami pełni obowiązki głowy państwa. Jest więc – choć nie z własnej woli – na pozycji uprzywilejowanej. Tym bardziej jego konkurenci mają prawo do normalnej kampanii.

Oczywiście powinna być ona stonowana. Dobrze by było, gdyby tragedia, która dotknęła całego państwa i wszystkich poważnych ugrupowań politycznych, ale w szczególny sposób Prawa i Sprawiedliwości, nie była przez nikogo wykorzystywana w przedwyborczych sporach.

Niemniej zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Waldemar Pawlak, Grzegorz Napieralski czy Andrzej Olechowski oraz wszyscy inni kandydaci muszą mieć szansę zaprezentowania swoich idei wyborcom. Tyle tylko, że żałobny nastrój powinien skłonić polityków do prowadzenia kampanii bardziej merytorycznej niż zwykle. W trudnej sytuacji pojawiła się szansa na poprawę jakości polityki.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop