Posts Tagged „Viktor Orban”<

„Wyborcza”, układ i ohydne gęby

31 sty 2011

„Gazeta Wyborcza” o rządach Viktora Orbana pisze wyłącznie agresywnie. Nie sili się nawet na próbę zrozumienia jego polityki czy przedstawienia czytelnikom racji obecnego węgierskiego rządu.

Każdy, kto nie widzi w Orbanie faszysty, musi zostać wyśmiany.

Ostatnio opublikowałem kilka dużych tekstów na temat Węgier. Były one wynikiem dłuższego pobytu w Budapeszcie, rozmów z kilkudziesięcioma ekspertami, politykami, dziennikarzami, zwykłymi Węgrami. Starałem się zrozumieć, co tam się dzieje, pokazać rozmaite racje. Będąc umiarkowanym sympatykiem polityki Orbana, sam wskazywałem także na błędy popełniane przez niego. Niemniej broniłem go przed atakami.

„Wyborcza” szybko zareagowała. I dobrze. Ale co zrozumieli z moich tekstów koledzy z Czerskiej? Witold Gadomski wyłapał tylko to, że „Janke odkrywa układ”, układ już „nie krajowy, ale europejski”. Starałem się bowiem w swoich analizach pokazać m.in., jakie mechanizmy powodują, że Węgry mają dziś tak złą prasę. Z dwukolumnowej analizy Gadomski wyczytał tyle.

Adam Leszczyński starał się wytłumaczyć czytelnikom, dlaczego bronię Orbana: „Fala ciepłych uczuć wygrywa z jasnością myśli. Orbanowi, w odróżnieniu od Kaczyńskiego, udało się pogonić lewicowo-liberalną hołotę. To nasz człowiek: twardy, zdecydowany, zamyka lewakom paskudne gęby. Zwycięstwo” – czyta w moich myślach komentator „Wyborczej”. Jednak cienia takich myśli nie może odnaleźć w żadnym z moich tekstów. Ani nie używam takich określeń, ani powód, dla którego bronię Orbana, nie jest taki. Wystarczy przeczytać te artykuły, by to wiedzieć. No, ale trzeba je przeczytać. I zrozumieć.

Publicyści „Gazety” widzą świat swoimi kategoriami. Gadomski wyczytał u mnie tropienie czy „wykrywanie układu”, Leszczyński – radość z „pogonienia hołoty” i tego, że ktoś zamyka przeciwnikom „paskudne gęby”. Każdy czyta, rozumie i pisze, jak umie. Wedle swojego postrzegania świata. Używając swojego języka. I na miarę swojego intelektu.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kto się boi Viktora Orbana

27 sty 2011

Nie ma znaczenia to, że Orban obniża węgierskim obywatelom podatki do 16 procent, a małym firmom do 10 procent. Według liberalnych dziennikarzy to nie jest oznaka liberalizmu – pisze publicysta „Rzeczpospolitej”.

Histeria wokół działań Viktora Orbana narasta. Zarówno w Polsce, jak i w Europie. W równie ekstatyczne drgawki wpadają niemiecki polityk SPD Martin Schulz, europarlamentarzysta Zielonych Daniel Cohn-Bendit, jak i publicyści wielu zachodnich pism. W Polsce dotknęło to publicystów „Gazety Wyborczej”. Emocje udzieliły się nawet cenionemu przeze mnie liberalnemu intelektualiście bułgarskiemu Ivanowi Krastevowi.

Na łamach „GW” stwierdził on niedawno, iż premier Węgier narusza główne filary liberalnej demokracji. Jakie? Zacytuję: „Przeprowadził zmianę w konstytucji, która ograniczyła kontrolę Trybunału Konstytucyjnego nad działaniami rządu, ograniczył prawa różnych niezależnych organów i instytucji kontrolnych pilnujących rządu. Uderzył w prywatną własność przez nacjonalizację funduszów emerytalnych. Odrzucił pakiet antykryzysowy uzgodniony przez UE oraz MFW, złamał zasadę, że pewne reformy strukturalne podejmuje się w zamian za wsparcie unijne i MFW na czas kryzysu. Złamał też zasadę szczególnego traktowania zagranicznych inwestycji, na których przyciągnięciu do tej pory zależało krajom postkomunistycznym. Nałożył na zagraniczny kapitał – skoncentrowany głównie w bankowości i telekomunikacji – specjalne, przejściowe podatki. A dopiero po piąte: zamachnął się na media, wprowadzając restrykcyjne prawo medialne” – mówi Krastev.

Przeczytaj cały artykuł

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Gaz i finanse równie ważne jak media

6 sty 2011

Ostatnio europejska prasa, pisząc o Węgrzech, skupia się niemal wyłącznie na węgierskiej ustawie medialnej.

Pierwsze dni bardzo ważnej – także dla Polski – węgierskiej prezydencji w Unii Europejskiej zostały całkowicie zdominowane przez jeden temat, na dodatek kompletnie niezwiązany z planem działania Budapesztu na najbliższe sześć miesięcy.

Ustawa medialna rzeczywiście jest – delikatnie rzecz ujmując – kontrowersyjna. Viktor Orban popełnił poważny polityczny błąd, przygotowując tak dyskusyjne rozwiązania i nie licząc się zupełnie z reakcją opinii publicznej. Teraz to się na nim mści, szkodząc zarówno jego rządowi, jak i ambitnym planom w polityce krajowej oraz europejskiej. Węgierscy urzędnicy rwą sobie włosy z głowy, gdy patrzą, jak ich wielomiesięczna praca jest kwitowana ironicznymi komentarzami.

Wielka szkoda, bo Węgrzy naprawdę solidnie przygotowywali się do przewodzenia Unii. W Budapeszcie przyznają to nawet analitycy bardzo krytyczni wobec rządzącego Fideszu. Z polskiego punktu widzenia plan węgierskiej prezydencji jest ciekawy i istotny. Problem koordynacji polityki gospodarczej, energetycznej czy rolnej jest równie ważny w Budapeszcie jak w Warszawie. Wszak łączy nas wiele wspólnych interesów. Polska powinna więc mocno wspierać tę prezydencję, zwłaszcza że Budapeszt nieustannie daje sygnały woli bliskiej współpracy z Polską.

Nie ignorując obaw węgierskich dziennikarzy, warto skoncentrować się na tym, czemu prezydencja Węgier ma być poświęcona. Powinniśmy bowiem pamiętać, że sprawy, których Orbanowi przez najbliższych sześć miesięcy nie uda się rozwiązać, utrudnią życie nam – przez kolejne pół roku polskiego przewodnictwa.

Niedobrze by się stało, gdyby jedynym problemem, o którym dziś w Europie się rozmawia, była węgierska ustawa medialna. Bo czy deficyty budżetowe państw unijnych lub brakujące interkonektory między systemami gazowymi państw Europy Środkowej, których budowę powinna częściowo sfinansować Unia Europejska, są mniej ważne od upartyjnienia węgierskich mediów? Zwłaszcza że nie zaczęło się ono za rządów Viktora Orbana, co zdają się sugerować europejskie gazety.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop