Posts Tagged „Smoleńsk”<

Czytam Czuchnowskiego i czuję bezsilność

21 gru 2010
Autorski przegląd prasy

„Spierajmy się o przyczyny tej katastrofy. Szukajmy winnych. Ale zostawmy w spokoju ciała tych, których połączyła ta śmierć. Obojętnie, gdzie spoczywają” – pisze Wojciech Czuchnowski w „Gazecie Wyborczej”.

Dziennikarz przypomina, co stało się pod Smoleńskiem. „Niewyobrażalne kłębowisko błota, części samolotu, gałęzi drzew i kawałków ludzkich ciał wyciąganych przez ekipy ratunkowe. Nikt nie powinien tego oglądać. Ci, co widzieli, nigdy nie zapomną.  Słucham ostatnich wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i jego pełnomocnika o tym, czy na Wawelu naprawdę spoczywa ciało Lecha Kaczyńskiego, a jeśli nawet tak, to czy może w trumnie jest jakaś część (noga?), która do prezydenta nie należy. Słucham zapowiedzi ekshumacji tych i innych zwłok, wygłaszanych przez pogrążone w bólu rodziny, którym ktoś musi chyba podsuwać tą straszną myśl o zamienionych ciałach i pomylonych szczątkach. Słucham i czuję bezsilność. Spierajmy się o przyczyny tej katastrofy. Szukajmy winnych. Ale zostawmy w spokoju ciała tych, których połączyła ta śmierć” – pisze Czuchnowski.

A ja czytam to, co pisze Czuchnowski  i czuję bezsilność. Bo ten sam dziennikarz kilka dni temu opublikował na drugiej stronie „Gazety Wyborczej” tekst, który mną wstrząsnął. Wtedy powstrzymałem się, by o tym pisać. Tekst ten opisywał w szczegółach, jak wyglądało ciało Lecha Kaczyńskiego. Gdzie leżała jaka część zwłok prezydenta. Wtedy nie mogłem w to uwierzyć, że „Gazeta” to publikuje. Nie mogłem uwierzyć w to, że Czuchnowski i jego redaktorzy nie pomyśleli ani przez moment, co – czytając  to – będą czuli najbliżsi Lecha Kaczyńskiego. Co będą czuły rodzinny innych ofiar czytając te drobiazgowe opisy. Moim zdaniem było to przekroczenie wszelkich zasad etycznych.

Chciałem napisać o tym od razu, ale wtedy się powstrzymałem. Pomyślałem, że także ze względu na rodziny ofiar, lepiej to przemilczeć i już. Ale teraz czytam, to co napisał Czuchnowski dzisiaj. I czuję bezsilność.


***

Redakcja dziennika „Rzeczpospolita” zaprasza wszystkich czytelników do wzięcia udziału w konkursie Rafała Ziemkiewicza „GIERKIZMY„. Najlepsze opisy, skąpane w oparach absurdu III RP, zostaną wyróżnione intrygującymi nagrodami.


Idea konkursu: absurdalnie prosta! ZAPRASZAMY!

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Reklama, która przestała się opłacać

2 sie 2010

Reklama „Zimnego Lecha” umieszczona w Krakowie naprzeciwko Wawelu wywołała spore oburzenie. Po opisującym tę akcję Kompanii Piwowarskiej tekście Mai Narbutt w „Rzeczpospolitej” skrzyknęli się internauci, deklarując, że nie będą już kupować ani piwa marki Lech, ani innych produktów tej firmy. Podobne zapowiedzi złożyli też niektórzy politycy PiS.

Przedstawiciele firmy piwowarskiej tłumaczyli wprawdzie, że kampania nie ma nic wspólnego z dramatem smoleńskim, że zaczęła się wcześniej, trudno się teraz wycofać itp. Między wierszami można było jednak wyczytać, że Kompania Piwowarska zdaje sobie sprawę, iż „Zimny Lech” kogoś może zbulwersować, ale grupa klientów, o którą zabiega, uzna taką promocję najwyżej za dobry dowcip.

Wiem, biznes rządzi się swoimi – czasem cynicznymi – prawami, ale pewnych granic nigdy i nigdzie nie należy przekraczać. Skoro jednak kogoś nie przekonał argument, że pewnych rzeczy robić po prostu nie wypada, to należało mu pokazać, że to się nie opłaca. Dzięki Internetowi – za pomocą którego możemy komunikować się ze sobą błyskawicznie i odnajdywać równie szybko ludzi o wspólnych poglądach – głos nielicznych szybko zamienił się w głos tysięcy ludzi. Piarowcy Kompanii Piwowarskiej przeczytali na temat swojej firmy mnóstwo niesympatycznych tekstów. I ich „dowcipna” reklama szybko przestała się opłacać.

W poniedziałek, czyli po dwóch dniach od początku obywatelskiego protestu, nadeszła już informacja, że kontrowersyjny gigantyczny billboard zostanie z okolic Wawelu zdjęty. Oby nie tylko sprzed Wawelu, ale też z innych miejsc. Bo dopóki akcja Kompanii Piwowarskiej pod hasłem „Zimny Lech” będzie trwać ja – i pewnie nie tylko ja – zamierzam popróbować innych marek.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Jeszcze słabsza Polska

28 lip 2010

Mamy polityczną wojnę o to, kto kogo bardziej upokorzy, a nie o to, kto zrealizuje swoją wizję państwa. Wojnę pustą i wyniszczającą

Po 10 kwietnia 2010 r. zapanował w Polsce specyficzny nastrój – najpierw był wstrząs, przerażenie i smutek, a potem przyszła także refleksja. Nad tym, jak traktowaliśmy człowieka pełniącego najwyższy urząd w państwie, ale także nad tym, jak traktowaliśmy samo państwo. Padło wiele słów o niesprawnej machinie państwowej, pustej polityce i marnych mediach unikających poważnej dyskusji, nastawionych wyłącznie na polityczno-cyrkową rozrywkę. I wydawało się, że przeszliśmy rodzaj jakiegoś katharsis. Zrozumieliśmy, iż zabrnęliśmy w ślepy zaułek, i zaczęliśmy odczuwać potrzebę zmiany. Nie zmiany jednej partii na drugą, ale zmiany jakości życia publicznego.

Czy rzeczywiście?

W moim najgłębszym przekonaniu to ta właśnie marna, pusta polityka, niekończące się wojny o nic, głupie media, niesprawne urzędy, otępiali urzędnicy, brak zasad i procedur – wszystko to razem wzięte doprowadziło prezydencki samolot do katastrofy. W rzeczywistości zapewne złożyło się na nią ileś mniej lub bardziej brzemiennych w skutki ludzkich pomyłek i zaniechań – zarówno po polskiej, jak i po rosyjskiej stronie. Ale te pomyłki i zaniechania były tylko efektem niesprawności państwa.

Katastrofa była ostatecznym efektem tego, że my wszyscy – od zwykłych wyborców poprzez dziennikarzy, urzędników po polityków – sami sobie zbudowaliśmy takie państwo i przez wiele lat pozwalaliśmy na to, by tak źle funkcjonowało.

przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Kandydaci na fali

7 cze 2010

Najpierw Smoleńsk. Teraz powódź. Niespodziewane, dramatyczne wydarzenia niewątpliwie mają wpływ na tę kampanię. Nie da się opisać i analizować przedwyborczego starcia, nie biorąc ich pod uwagę. Widzimy już, jak wpłynęła tragedia smoleńska na szanse kandydatów. Nie wiemy jeszcze, jak na sytuację wyborczą wpłynie powódź. Ale nie ulega wątpliwości, że fala powodziowa oprócz prawdziwych dramatycznych strat, które ponoszą ludzie, może mieć też poważne konsekwencje polityczne.

Gdyby nie było tragicznej śmierci prezydenta i 95 ważnych w polskim życiu publicznym osób, zapewne sytuacja polityczna Bronisława Komorowskiego byłaby łatwiejsza. Silne nastroje antypisowskie i antykaczystowskie by się utrzymywały i choć kandydat Prawa i Sprawiedliwości być może wspinałby się powoli w sondażach, to skutecznie blokowałby go silny elektorat negatywny. W wyniku wstrząsu, jaki wszyscy przeżyliśmy, nastroje społeczne mocno się zmieniły i ten elektorat zaczął się kurczyć.

Już same wyniki badań ilościowych (czyli procentowego poparcia) pokazują, że deklarowane poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego jest znacznie większe niż elektorat uważany dotąd za twardy pisowski. Ruch w stronę centrum okazał się skuteczny, choć trudno jeszcze powiedzieć jak bardzo, na ile kandydatowi PiS uda się odzyskać pole stracone podczas rządów jego partii. Widać już, że część dawnych zwolenników PO – PiS, zniechęcona stylem rządów PiS – LPR – Samoobrona powoli przestaje się dąsać na Jarosława Kaczyńskiego i odpowiada pozytywnie na jego zmianę wizerunku i języka. Co – przy okazji – jest dowodem na to, jak ogromne znaczenie ma w polityce styl komunikowania się z wyborcami.

Najwyraźniej obóz Bronisława Komorowskiego tą zmianą został całkowicie zaskoczony i nie umiał na nią odpowiedzieć. Ale mimo to kandydat Platformy ciągle trzyma się dość mocno.

Wiele wskazuje na to, że Kaczyński zyskał już wszystko, co mógł, dzięki zmianie nastrojów po katastrofie i zmianie języka swojej partii. Teraz na poparcie będą już działać inne czynniki. W tym także to, co i jak będą mówić kandydaci (oraz ich polityczne obozy) o powodzi.

Przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop