Posts Tagged „SLD”<

Wszystko tylko nie PO-PiS

21 lut 2011

Jeszcze niedawno komentatorzy zastanawiali się, czy po następnych wyborach Platforma Obywatelska będzie samodzielnie rządzić, czy potrzebne jej będzie jeszcze PSL. Dziś nic nie jest już takie pewne. Oczywiście Platforma jest nadal faworytem, ale wszystkie sondaże pokazują złe dla niej tendencje. W mediach dokonał się zwrot i krytykowanie partii rządzącej nagle stało się czymś naturalnym niemal w każdym środowisku. Doszło nawet do tego, że obrona Platformy staje się czymś z lekka obciachowym.

Trudno dziś przewidzieć, czy partia Donalda Tuska utrzyma prowadzenie do jesiennych wyborów parlamentarnych, a jeśli tak, to z jaką przewagą. Gdyby te wybory odbywały się teraz, najbardziej prawdopodobne byłoby niewielkie zwycięstwo PO nad PiS, przy stosunkowo niezłym wyniku SLD. Do Sejmu dostałyby się też PSL, a być może PJN. Przyjmijmy więc, że w przyszłym parlamencie znajdzie się pięć ugrupowań. Ponieważ możliwe jest, że żadne z nich nie zdobędzie silnej pozycji pozwalającej na samodzielne rządzenie, należy założyć, iż koalicja będzie koniecznością. Ale jaka?

Stawiam tezę, że możliwa jest każda koalicja poza jedną, tą najbardziej kiedyś oczekiwaną, czyli PO – PiS. Prognoza profesor Jadwigi Staniszkis, że taki układ byłby możliwy bez Donalda Tuska, jest czysto intelektualną spekulacją. Na razie nic nie wskazuje bowiem na to, by obecny premier stracił władzę. Może co prawda zdarzyć się to w przyszłości, ale nie przed obecnymi wyborami. Poza tym poziom negatywnych emocji między dwiema niegdyś „zaprzyjaźnionymi” partiami jest ciągle tak duży, że taka konstrukcja nie wydaje mi się możliwa.

Po wyborach Prawo i Sprawiedliwość zapewne odzyska zdolność koalicyjną. SLD będzie chciał za wszelką cenę wejść do władzy, więc pójdzie z każdym, PSL robiło to zawsze, a PJN też wydaje się być ugrupowaniem, które zechce współpracować i z Platformą, i – mimo wszystko – z PiS. Rozważmy więc, jakie konstelacje są możliwe.

Czytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Napieralski chwilowo uratowany

20 cze 2010

Lider Sojuszu Lewicy prawdopodobnie ocali stanowisko. Ale SLD to nadal partia aparatu. I to nie jest aparat młodych wrażliwych lewicowców

Jeszcze półtora miesiąca temu zdawało się, że to jego ostatnie miesiące jako szefa SLD. Wystartował z 3 – 4-procentowym poparciem i niewiele wskazywało na to, że zdobędzie dużo więcej. Kilkunastoprocentowy wynik (jeśli w exit polls nie będzie znaczącego błędu) nie jest wielkim sukcesem lewicy, patrząc z historycznej perspektywy, można nawet powiedzieć, że to wynik słaby, ale w roku 2010 niewątpliwie to sukces. Grzegorz Napieralski uratował swoją polityczną pozycję.

Szefa SLD trudno będzie teraz obalić. Nawet jeśli jego przeciwnikami są takie tuzy lewicy, jak Ryszard Kalisz, Katarzyna Piekarska, Wojciech Olejniczak czy Krzysztof Janik. Oraz Aleksander Kwaśniewski i Bartosz Arłukowicz, którzy – formalnie – nie są członkami Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Za to aparat partyjny na pewno jest Napieralskiemu wdzięczny za podciągnięcie wyniku wyborczego o dobrych parę punktów procentowych. Bo oznacza to, że partia w następnych wyborach parlamentarnych i samorządowych ma jakieś szanse. Że może zdobyć sporo miejsc w radach miejskich, sejmikach i parlamencie i próbować wchodzić w koalicje, które przyniosą dalsze stołki do obsadzenia. SLD żyje. Przynajmniej na razie.

Ale czy rzeczywiście Sojusz w obecnym kształcie ma perspektywy? Na przetrwanie może tak, ale będzie to oznaczać raczej wegetację w okolicach 10 procent poparcia. Dopóki nie powstanie nowa formacja lewicowa albo SLD nie otworzy się na nowe środowiska i nie znajdzie nowej formuły i języka politycznego, będzie to ciągle dogorywająca partia rodem z poprzedniej epoki. Nawet z obecnym młodym liderem.

Napieralski miał żywą kampanię, ale jego partia się nie zmieniła. Uzyskał dobry wynik, ale w bardzo specyficznych okolicznościach. SLD to nadal partia aparatu. I to nie jest aparat młodych wrażliwych lewicowców. Ale – co ważne i co jest plusem – to bardzo silny i niezwykle rozbudowany aparat. Niedawno pewien znany polityk Prawa i Sprawiedliwości przekonywał mnie, że Sojusz ma ciągle największy i najsilniejszy aparat ze wszystkich polskich ugrupowań. Najbardziej karny i zdyscyplinowany. Taka struktura to marzenie każdej partii. Tyle że jak na ową strukturę poparcie społeczne dla SLD jest słabiutkie.

Grzegorz Napieralski odniósł sukces, ale jego sytuacja nie jest łatwa. Jeśli zdecyduje się na rzeź wśród opozycjonistów (co może mu pójść nawet dość łatwo, bo aparat pomoże wyciąć niewiernych), to szybko doczeka się próby budowy alternatywnej siły na lewicy. Trudno uwierzyć, by pełen wielkich ambicji Bartosz Arłukowicz tak łatwo odpuścił.

Oczywiście trzeba pamiętać, że wszystkie odpryski SLD czy wcześniej SdRP wegetowały na marginesie i nie odegrały większej roli w życiu politycznym. Budowanie nowego ugrupowania jest też bardzo trudne ze względu na ustawę o finansowaniu partii politycznych. Ale jednocześnie w dobie błyskawicznie budujących się społeczności internetowych i zmian zachodzących w polskim społeczeństwie wszystko jest możliwe.

Wzmocniony Napieralski może jednak wybrać inną drogę: szukania porozumienia z opozycjonistami i z ich pomocą otwierania SLD na nowe środowiska. Na pewno dziś łatwiej mu będzie z nimi rozmawiać, gdyż jest silniejszy niż jeszcze dwa miesiące temu.

Przed Grzegorzem Napieralskim i jego partią stoi jeszcze jeden dylemat. Czy nie należałoby już w tej kadencji parlamentu przejść do politycznej ofensywy i spróbować przebudować parlamentarną scenę? Politycy w ostatnich dniach sporo plotkują o możliwej zmianie koalicji rządzącej. W którą stronę? W każdą. Wszystkie partie odzyskały dziś tak zwaną zdolność koalicyjną.

Wśród rozplotkowanych polityków można usłyszeć i o tym, że po słabym wyniku Waldemara Pawlaka zagrożone wypadnięciem z gry PSL może przejść do opozycji. A wtedy na jego miejsce mógłby wskoczyć SLD. Wicepremier Grzegorz Napieralski? Dla aparatu brzmiałoby to nieźle. Ileż stanowisk do rozdania! Tyle że na krótko.

Jednocześnie mówi się – choć wydaje się to mniej realne – o możliwości powstania koalicji „wszyscy przeciwko Platformie”. Także z udziałem SLD.

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop

Walka o lewicę

17 cze 2010

Napieralski niespodziewanie okazał się sympatycznym i uśmiechniętym człowiekiem. Z dość autystycznego i nijakiego działacza stał się nagle fajnym Grześkiem.

Grzegorz Napieralski miał w tej kampanii polec. Tak zakładali komentatorzy, tak zakładali politycy, także lewicowi, zwłaszcza ci, którzy chcieli zmian w SLD. Tymczasem wygląda na to, że wyjdzie z kampanii solidnie wzmocniony. Ale nie zakończy to wcale walk na lewicy. Wręcz przeciwnie. SLD czeka wewnętrzna wojna.

Jak obalić szefa

Po smoleńskiej katastrofie Sojusz Lewicy nie miał dobrego kandydata. Akcja pod tytułem „Napieralski na prezydenta” była wtedy nie gestem rozpaczy, a próbą doprowadzenia do obalenia przewodniczącego za pomocą jego wyborczej klęski. Półtora miesiąca temu Grzegorz Napieralski w sondażach miał średnio 3 proc. poparcia i żadnych widoków na to, by tę sytuację zmienić.

Eksperci mówili o jego braku charyzmy i o tym, że nie da się go wykreować na interesującego polityka. Powtarzano, że to człowiek, który umie świetnie poruszać się w partyjnych strukturach, ustawiać sobie lokalnych działaczy, że to mistrz wewnętrznych gier, ale polityk całkowicie pozbawiony umiejętności przekonywania wyborców. Bezbarwny i nudny.

Największy cios zadał szefowi SLD oczywiście Włodzimierz Cimoszewicz, wspierając z fanfarami Bronisława Komorowskiego. Inne znane twarze lewicy wprawdzie oficjalnie zadeklarowały poparcie, ale w promocję kandydatury szefa SLD nie zaangażowały się. W tej kampanii nie widać Aleksandra Kwaśniewskiego. Zamiast jeździć po Polsce i występować w telewizyjnych programach, były prezydent wojażuje po świecie. Indagowany przyznaje, że w pierwszej turze zagłosuje na Napieralskiego, ale zdaje się robić wszystko, by o tym nie musieć mówić. Bartosz Arłukowicz jeździ co prawda po kraju, ale na spotkaniach woli mówić o lewicy. Wojciech Olejniczak i Katarzyna Piekarska zaś zniknęli. A Ryszard Kalisz wręcz demonstracyjnie dystansuje się od szefa SLD. Publicznie stwierdza, iż nie dziwi się, że Cimoszewicz nie poparł Napieralskiego.

Oprócz Leszka Millera trudno znaleźć znane postaci lewicy, które jednoznacznie deklarują wsparcie dla szefa SLD w wyborach. Można raczej mówić o tym, że na lewicy powstał całkiem spory, pełen mocnych nazwisk komitet niepopierania Grzegorza Napieralskiego.

przeczytaj cały tekst

  • Print
  • Facebook
  • Twitter
  • Wykop